środa, 25 czerwca 2014

Rozdział 51

Oczami Alex:
- Jak to? Co? To niemożliwe! – powiedziałam do słuchawki. To naprawdę nie do pomyślenia co się wydarzyło z naszym domem! Najpierw Louis go bezczelnie zalewa a potem ekipie remontowej udaje się go naprawić. Serio? I to właśnie teraz gdy między mną a Louisem zaczynało się układać. Teraz ja będę musiała się wyprowadzić (przecież nie mogę z nim mieszkać podczas gdy mam cały i zdrowy dom, to by znaczyło, że naprawdę mi na nim zależy. Chodź nie zależy. Co nie jest do końca prawdą) i Louis sobie pomyśli, że nigdy go nie kochałam i mieszkałam z nim bo musiałam (może na początku tak było ale potem wszystko się zmieniło). Naprawdę spodobało mi się budzenie się codziennie obok niego (boże śpie w jednym łóżku z chłopakiem od kilku miesięcy i nie doszło między nami do czegoś więcej niż pocałunków). Co jest ze mną nie tak? Czy nie jestem wystarczająco seksowna? – Walcie się! – krzyknęłam rzucając telefon na kanapę. W tym momencie do salonu wszedł Lou trzymając w jednej ręce paczkę chipsów.
- Znów rozmawiałaś ze swoją mamą? – zapytał siadając na kanapie a ja wywróciłam oczami.
- Chciałabym. – odburknęłam. – Jest znacznie gorzej i nie mam pojęcia co powinnam zrobić.
- Zapytaj wróżbitę macieja. – poradzil mi. – Codziennie oglądam jego program o 5:00 rano. A właściwie wtedy kiedy nie mogę spać. Co kiedyś zdarzało mi się dosyć często, zanim się wprowadziłaś ale mniejsza z tym. – machnął nie dbale dłonią.
- I jakie pytania zadawałeś maciejowi? – założyłam ręce na klatkę piersiową.
- Głównie o to czy jestem wystarczająco seksowny.
Westchnęłam. Cały Louis. Przecież nie mogę mu powiedzieć, że mogę wrócić do domu. Zrobi się smutny, ponieważ doskonale zda sobie sprawę, że będę zmuszona go opuścić. Ja też to wiem. Niestety.
- Muszę się zastanowić. – powiedziałam wcale nie mając na myśli tego czy zadzwonić do wróżbity macieja.
*
Postanowiłam, że muszę udać się do Rose. Ona będzie wiedziała co zrobić w tej sytuacji. Ona zawsze wszystko wie więc niech teraz też mi doradzi, a co?
Gdy weszłam do środka zobaczyłam Harry’ego, który schodził po schodach ubrany tylko w ręcznik, który znajdował się na jego biodrach. Otworzyłam szeroko oczy. Co tu się dzieje? Czy ja o czymś nie wiem? A ten zamiast mi wyjaśnić albo zawstydzić się do uśmiechnął się szeroko.
- Wiem, że jestem seksowny ale nie patrz tak na mnie bo robię się wstydliwy.
Wybuchnę łam tak głośnym śmiechem, że aż nadeszła Rose.
- Co się dzieje?
- Alex bezczelnie rozbiera mnie wzrokiem. – powiedział wskazując na mnie palcem. Prychnęłam pod nosem.
- Nie muszę tego robić. Już jesteś rozebrany.
- Nie prawda. – odpowiedział i chciał zrzucić z siebie ręcznik ale zakryłam oczy krzycząc „Błagam nie rób tego!” Więc zaśmiał się mówiąc: - Żartowałem. Tylko Ana może podziwiać moje boskie ciałko.
- Nie kłóćcie się. Cat została napadnięta a wy… - przerwała nam naszą małą sprzeczkę Rose.
- Co?! O boże! Dlaczego nikt nie zadzwonił po policję tylko siedzicie tu tak spokojnie a Harry stoi na schodach pół nagi? Czy to jest wasz nowoczesny sposób na ocalenie życia człowiekowi? Sposoby średniowieczne były o wiele lepsze. – stwierdziłam zakładając ręce na klatkę piersiową. Moja przyjaciółka machnęła nie dbalę dłonią i powiedziała:
- Ale już jest cała i zdrowa i siedzi w swoim pokoju. Olivier ją uratował a Harry piekł ciasto i się trochę a nawet bardzo ubrudził, stąd ten prysznic.
Harry i ciasto? Oni naprawdę potrzebowali dowodu aby wiedzieć, że to się nie uda?
- Wielki książę ubrudził rączki. Normalnie chyba powinnam zrobić fotkę i wstawić na instragama z podpisem „Nie wiarygodne a jednak”. – powiedziałam i weszłam po schodach na górę kierując się do pokoju mojej drugiej przyjaciółki. Nacisnęłam klamkę pierwszych drzwi po lewej  i weszłam do środka. Cat siedziała oparta o poduszki i robiła coś na telefonie a obok niej znajdował się Niall, który ją przytulał. Nawet słodki widok… nie zaraz… co ja gadam? Wróć!
- Alex! Cześć! – powiedziała czerwono włosa odkładając telefon. – Co tu robisz?
- Ja? Eee no ten… przyszłam cię odwiedzić. – skłamałam bo nie taka była prawda. Dopiero teraz dowiedziałam się o tym co się stało.
- Teraz już jest wszystko w porządku ale wtedy naprawdę się bałam. Nie wiem co by było gdyby nie Olivier… - powiedziała wzdrygając się zapewne na myśl o tamtej sytuacji.
- Naprawdę cię uratował? – zapytałam nie dowierzającym tonem.
- Naprawdę. Samej mi w to ciężko uwierzyć. Kiedy Niall się o tym dowiedział poklepał mnie po ramieniu i powiedział, że opowiedziałam żart roku. – powiedziała i uśmiechnęła się lekko do swojego chłopaka, który wyglądał na nieco zawstydzonego.
- Nikt by się tego po nim nie spodziewał. – odparłam tak jakby w zamyśleniu. – Widzę, że trochę się co do niego pomyliłam. – uśmiechnęłam się lekko próbując sobie wyobrazić jak daje radę kilku zbirom i uwalnia Cat ale jakoś ciężko mi to szło.
- Pamiętaj, że kochasz Lou. – odpowiedziała śmiejąc się. Wywróciłam oczami. Jasne, że o tym pamiętam tylko jakoś ciężko mi się przyzwyczaić do tego. Miłość. Hm, nowe dotąd uczucie. Nigdy go nie doznałam. Serio. Czuje się jak zakonnica. Gdyby nie Louis prawdopodobnie mogłabym nią zostać.
- Dobra idę. Mam nadzieje, że czujesz się już lepiej. – powiedziałam unikając tematu mnie i miłości. To nigdy nie jest dobre połącznie.
Przyszłam tutaj aby porozmawiać z Rose. To jest sprawa nie cierpiąca zwłoki. Teraz albo nigdy. Hm, nie było w Polsce takiego serialu? Coś tak mi się zdaje…
- A potem przyłożyłem mu z prawej pięści i położyłem na ziemię jednym ruchem… - opowiadał zapewne Olivier gdyż z dołu dochodził jego głos. Zbiegłam po schodach na dół i zobaczyłam jak mówił do Harry’ego. Pewnie wziął Cat na ręce i zwiał jak mała przestraszona dziewczynka ale dobra. Niech ma swoje 5 minut sławy. Każdemu wolno, prawda?
- Gdzie Rose? – zapytałam.
- W kuchni. –Olivier wskazał głową na pomieszczenie i wrócił do swojej opowieści.
*
Gdy znalazłam się w tamtym pomieszczeniu Rose zalewała właśnie wodę do czerwonego kubka. Usiadłam na krzesełku i czekałam aż zwróci na mnie swoją uwagę.
- Coś się stało? – zapytała nawet na mnie nie patrząc  słodziła teraz herbatę. Zmarszczyłam brwi zastanawiając się jak ona to robi?
- Tak. – odpowiedziałam stanowczo. – Dzwonili dzisiaj do mnie i powiedzieli, że nasz dom już jest cały. Możemy się do niego wprowadzić.
- To wspaniała wiadomość! – pisnęła brunetka. – Dlaczego się nie cieszysz? W końcu zostawisz Louisa u którego nienawidzisz mieszkać, prawda?
- No właśnie. – westchnęłam. – Nienawidziłam. Potem wszystko się zmieniło. Jesteśmy razem. Tak jakby. Sama nie wiem.
- Czyli mam rozumieć, że nie chcesz się wyprowadzić od Louisa? – zmarszczyła brwi.
- Noo… tak jakby. – przygryzłam nie pewnie dolną wargę. – Ale jeśli będziemy razem mieszkać to pomyśli sobie, że traktuje ten związek poważnie a tego nie chce.
- Nie chcesz poważnego związku a on tak? Hm… Ty jesteś w tym związku chłopakiem a on dziewczyną. – powiedziała śmiejąc się. – Brawo.
- Wcale nie chce być chłopakiem w związku. – odburknęłam. – Po prostu boje się zobowiązań. A jak kiedyś będę chciała z nim zerwać? Jak ja mu to powiem? Załamię się.
- O mój boże… - powiedziała Rose tak jakby zatrzymując się w czasie. Przez długi czas nic nie mówiła. Pomyślałam, że coś jej się stało. – Tobie naprawdę na nim zależy. Przejmujesz się jego uczuciami. Och, Alex… - dotknęła mojego ramienia udając, ze się wzruszyła. – Jestem z ciebie taka dumna. – dodała przykładając dłoń do serca.
- Wcale mi na nim nie zależy.
- Ale obawiasz się, że go zranisz czyli zależy. – rzekła z uśmiechem. – Zresztą powinnaś z nim mieszkać a nasz stary dom sprzedamy. Mnie u Cat i Zayn’a mieszka się bardzo dobrze. Nie chce tego zmieniać.
- Ale ja chcę. Wyprowadzam się od Lou. – powiedziałam i wstałam z krzesełka kierując się do wyjścia. Straszna ze mnie kłamczucha.
*
Od godziny siedziałam w sypialni Louisa i patrzyłam na spakowane walizki. On poszedł gdzieś do baru z Harry’m oblać dzień w którym został bohaterem a właściwie mężczyzną. Nie wróci prędko a jeśli już to kompletnie zalany i nawet nie zauważy, że mnie tu nie ma. Nie wiem co powinnam zrobić? Wynieść się? Ale Lou… to go zrani. A może nie? Może on udaje, że mu tak na mnie zależy? W końcu jest chłopakiem a chłopaki zwykle nie chcą się angażować. Ech, pewnie tak. Nie jestem dla niego nikim ważnym. Ciężko wzdychając wstałam z łóżka i zaczęłam zasuwać jedną z walizek gdy dostałam sms od Louisa o treści:
Skoham cieeee
Uśmiechnęłam się pod nosem. Tak jak przewidziałam. Jest kompletnie zalany i nie wie co robi. A może wie? Skoro po pijaku jego uczucia mu nie przemijają? A wiadomo, że zalani ludzie są najbardziej szczery. Och po co mi to wysyłal? Teraz mam tylko mętlik w głowie. Może poczekać z tą decyzją do jutra? Przemyślę to.
Na razie położe się spać. A te walizki niech zostaną. Zawsze ja wcześniej wstaje więc schowam je do szafy. Lou będzie miał takiego kaca, ze do południa jak zabity będzie spać.
*
Rano obudziłam się z głową zwisającą z łóżka. Szybko się podniosłam do pozycji siedzącej. Czułam się jak po mocnym kacu. Dlaczego musiałam zasnąć w tak dziwnej pozie? Czyżby pijany Louis nie zdołał doczłapać się do sypialni i nie ułożył mnie jakoś dobrze?
Cholera walizki!
Pędem zerwałam się z wyrka i zaczęłam rozpakowywać walizki. Otworzyłam jedną, drugą i trzecią. Kurde. Ile ja mam tych rzeczy? Szybko zaczęłam pchać na oślep szmaty jedne pod łóżko a drugie do szafy. Louis nie może tego zobaczyć. Załamie się i kompletnie straci do mnie zaufanie. Czerwona bluzka, zielona, niebieska, fioletowa, znowu zielona, czarna, szara, brązowa, biała… więcej się nie dało mieć ubrań!? Serio? Boże Alex od kiedy kupujesz tyle tego dziadostwa?
Nagle drzwi otworzyły się a ja nie wiedząc co mam zrobić usiadłam na jednej z walizek, której nie zdążyłam rozpakować, mając nadzieje, że Louis jej nie zauważy. Wszedł zaspanym krokiem przecierając oczy.
- Jezu ale mam kaca. – jęknął. – Nigdy więcej imprez. – powiedział.
- Cotygodniowa gadka. – odparłam ze śmiechem. – Kochanie idź i zrób mi coś jeść. – rzekłam uśmiechając się do niego słodko. Wtedy Lou otworzył szeroko oczy zaskoczony.
- Nie pytasz co tam robiłem i z kim byłem? Alex, na pewno wszystko w porządku?
- Taa. Nauczyłam się po prostu ci ufać. To wszystko. – powiedziałam i chciałam dać mu buziaka w policzek ale powstrzymałam się od wstania. – No idź zrobić mi śniadanie.
- Nie możesz dzisiaj ty? Naprawdę źle się czuje. A ja się tutaj położę.
- Louis wiesz co? Nie spodziewałam się tego po tobie. Nie dosz, że wychodzisz nie wiadomo gdzie i nie wiadomo z kim to jeszcze marudzisz jak proszę cię o jedną jedyną rzecz. Naprawdę nie wiem gdzie ty znajdziesz drugą tak idealną dziewczynę jak ja.
- I wróciła moja stara Alex! – krzyknął Louis i z szerokim uśmiechem zbliżył się do mnie po czym… o nie, nie. To się nie może dziać… wziął mnie na ręce. – Chodź. Zrobimy razem śniadanie. – powiedział podnosząc mnie do góry a ja przymknęłam oczy mając nadzieje, że nie zauważy tej cholernej walizki.
- Co to jest? – zapytał wskazując  ruchem głowy. – Walizka? Wyjeżdżasz gdzieś?
- Bo wiesz… Harry robi imprezę w starym zamku jego pra pra dziadka i zaprosił tylko mnie, dasz wiarę? Co on? Chyba próbuje mnie poderwać. – roześmiałam się. Jednak to nie przekonało Louisa.
- Chciałaś się wyprowadzić?
Po tym pytaniu nastąpiła długa cisza. Nawet nie miałam ochoty zaprzeczać.
- Chciałam. – sprostowałam a Lou postawił mnie na ziemi. Patrzył się tylko tępo w walizkę. – Ale już nie chcę.
- Ale chciałaś.
- I po co to drążyć? Głupi błąd, każdemu może się zdarzyć.
- Zrobiłem coś źle?
- Nie. – zaprzeczyłam szybko. – Ale mój i Rose dom jest gotowy i nie wiedziałam co mam zrobić. W sumie tak jakby jesteśmy razem ale… to wszystko jest takie dziwne, że nadal nie byłam pewna co i jak… pogubiłam  się trochę ale na szczęście tylko w chwili gdy cię nie było bo gdy tylko zdałam sobie sprawę, że jesteś na dole zaczęłam rozpakowywać wszystkie rzeczy. Swoją drogą niech garść kolorowych szmat pod łóżkiem cię zbytnio nie zaskoczy. – powiedziałam wskazując palcem na nie. Louis patrzył się na mnie z niedowierzaniem. Taa, sama nie wiedziałam co mam myśleć o tej sytuacji. Była taka dziwna…
- Czyli jeśli następnym razem zostawię cię to znów będziesz chciała ode mnie odejść?
- Nie. Louis to nie tak. – powiedziałam. – wiesz co? Mam pomysł. – rzekłam wyjmując z kieszeni telefon i wybierając numer do Rose. Odebrała po trzecim sygnale. Uuu chyba kogoś obudziłam.
- Halo? Co?
- Śpisz?
- Tak a co?
- To dobrze a więc mam sprawę.
- Alex naprawdę jesteś taka wredna, ze budzenie ludzi sprawia ci przyjemność?
- Tak a teraz słuchaj. Nadal nie chcesz wracać do naszego starego domu?
- Tak, a co?
- Wspaniale. Bo zmieniłam decyzję i teraz jestem pewna, że nie chcę tam wracać. – powiedziałam patrząc wymownie na Louisa, którego kąciki ust uniosły się ku górze.
- A więc sprzedajemy go? – upewniła się.
- Tak. – potwierdziłam. – A teraz idę zrobić śniadanie z moim chłopakiem, pa.
Rozłączyłam się  i ledwo zdążyłam włożyć z powrotem komórkę do kieszeni spodni a poczułam jak Louis znów bierze mnie na ręce.
- Rzeczywiście. Jesteś idealna. – potwierdził.
- Dzięki tobie. – odpowiedziałam dając mu szybkiego całusa w policzek.
______________________________________________________________
I jak mam was przepraszać kochani, co? :)
3 tygodnie miałam zawalone przez matme a reszta czasu to kompletny brak weny!
Teraz jednak miałam wolne i znalazłam chwilkę czasu aby napisać. Mam nadzieje, że wam się podoba i skomentujecie. PA! 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz