środa, 13 sierpnia 2014

Rozdział 53

     Perspektywa Cat

 Z niezadowoleniem stwierdziłam, że jest już ranek. A jak do tego doszłam? Otóż dzięki rybom. Tak. Rybom! Zawierają one cenne cośki, wspomagające umysł! I dlatego jasno mogłam określić porę dnia. Podsumowałam wszystkie czynniki: głuchą ciszę w domu, poranne promienie wdzierające się przez zasłony oraz skomlenie naszych kochanych piesków pod drzwiami. Poniedziałek...? A może wtorek? Lub niedziela... nawet ja nie potrafię funkcjonować bez czegoś takiego jak kalendarz. Lub telefon komórkowy.
  - Coś ty taka niezadowolona? - Spytała Rose z niezwykle wielkim uśmiechem, gdy wparowałam od kuchni. Zmarszczyłam brwi, ledwo się powstrzymując żeby się na nią nie wydrzeć.
  - "Za~aayn, nie baw się ze mną!"; "Patrz mi prosto w oczy"; "ZAYN!"... - Zaczęłam naśladować ich wczorajsze głosy, a gdy twarz mojej przyjaciółki przybrała kolor dorodnego pomidorka uśmiechnęłam się najsłodziej jak tylko potrafiłam. - Musimy zainwestować w dźwiękoszczelne ściany... bo moja niewinność i dziecinność ze mnie ulatuje...
  - K~kawy? - Spytała, najpewniej chcąc zmienić temat. Zaprzeczyłam ruchem głowy.
  - Kawa... stwór diabła. - Stwierdziłam, parząc sobie herbatkę.
  - Idę z psami! - Wrzask mojego brata rozległ się po domu, tak samo jak po chwili trzask drzwi.
  - Tori, zawieziesz mnie dzisiaj do szkoły? - Zapytałam z męczeńskim tonem.
  - Jasne. Tylko... czemu chcesz się zabrać ze mną?
  - Harry wczoraj przyszedł... i An... i El... jak wy spaliście... i przynieśli wino... chyba wino. Nie wiem. Głowa mnie boli... - Jęknęłam ze łzami w oczach. Więcej nie piję... a w życiu!
 Rose zachichotała pod nosem, sięgnęła do szafki i rzuciła mi paczkę tabletek przeciwbólowych.
  - Nie za młoda jesteś na alkohol? - Spytała, a ja oburzona prychnęłam.
  - Pełnoletnia jestem, ot co! - Fuknęłam, wstając.
  - Hej, buziaczki! - Do kuchni wparowała Danielle i Eleanor. Calder zawiesiła się na mojej szyi, całując w policzek, a Peazer zrobiła to samo, tyle że z młodą Black.
  - Rose, twój brat powinien mieć na imię Jack. Wtedy byłoby Jack Black... fajnie by się rymowało. - Stwierdziłam nagle ni to z gruszki ni z pietruszki. Cała trójka spojrzała na mnie jak na wariatkę.
  - Aha...? Ej, skąd wy się tutaj wzięłyście? - Spytała zaskoczona Rosalia, unosząc jedną brew ku górze.
  - Hm? Cat powiedziała, że dzisiaj razem jedziemy do szkoły... - Mruknęła zaskoczona El.
  - A, no tak. Zapomniałam ci powiedzieć. - Machnęłam ręką, w podskokach ruszając w stronę wyjścia z domu. Tak ~ ruszając. Gdyż iż azaliż moja współlokatorka złapała mnie za kołnierzyk koszuli, przyciągając do stołu, na którym postawiła talerz kanapek.
  - Chcesz, żeby anoreksja powróciła? - Jej lodowaty ton sprawił, że miałam ochotę się rozpłakać. Mimo to powoli pokiwałam przecząco głową, biorąc się za śniadanie.
  - Cat, słońce! - I do kuchni wparował Niall rozradowany przytulając mnie...
  - Dobra, jesteśmy. - A zaraz za nim Alex oraz jej chłopak.
  - Wszystkich tu sprosiłaś? - Zapytała zrezygnowana brunetka, a zaraz po jej słowach do kuchni przylazł jeszcze Liam, Harry i An.
  - Całkiem możliwe. - Uśmiechnęłam się do niej przepraszająco.
  - Coś mnie ominęło? - Zaskoczenie Zayna wywołało u mnie śmiech. Z resztą u reszty również.
  - A wy czemu kaca nie macie? - Spytała Tori, oczywiście zwracając się do An i Harolda.
  - Kac? Przecież to Cat wychlała całą butelkę nic na mnie zostawiając. - Prychnął loczek.
  - Ha?! - Krzyk Rose rozległ się w kuchni... akurat wtedy, gdy ja wyleciałam z niej w podskokach w stronę auta. Hehe... aniołek pokazał różki...?
***
  Szkoła, szkoła i po szkole... chciałabym! Siedziałam właśnie na lekcji muzyki, zastanawiając się nad sensem życia [czyt. myślałam czy do srebrnej sukienki w cekiny bardziej pasowałyby czarne szpilki czy białe sandałki na koturnach], gdy nasz nauczyciel postanowił wybrać sobie kogoś na środek. Tak, on zdecydowanie uwielbiał słuchać śpiewu innych... na każdej lekcji kogoś wybierał. Tym razem padło na moją skromną osobę.
  - Panno Malik, mogłabyś wyjść na środek i zaprezentować nam po raz kolejny swój wokal?
  - Tak, poproszę dwa razy hamburgera i frytki bez ketchupu. - Odparłam, jakby wyrwana zza myśleń... by potem strzelić buraka widząc jego pytające spojrzenie oraz słysząc chichrającego się Hazzę.
  - Wie Panienka... myślę, że jednak cofnę tę decyzję. Proszę przyjść do mnie po lekcjach. - Uśmiechnął się delikatnie, wracając pod tablicę. - Mam dla was zadanie domowe. Dobierzecie się w grupki i nakręcicie teledysk! - Jego pomysł jakoś nie za bardzo mnie interesował. Odwróciłam się w stronę dalej ledwo powstrzymującego się od śmiechu lokersa, który był już cały czerwony.
  - Ty tylko nie zapomnij jak się oddycha. - Burknęłam, a ten nie wytrzymał i wybuchnął śmiechem.
 Lekcja minęła niezwykle szybko... po raz kolejny ~ marzenie. Wszystko ciągnęło im się w nieskończoność. Chciałam już coś zjeść, iść spotkać się z Niallem, zdrzemnąć się...
  -  Ponieważ jesteś jedną stroną mózgu w innym świecie mam dla ciebie propozycję. Nie wpiszę ci uwagi, która zniszczyłaby twoją idealną frekwencję... - Zaczął Pan Moon, podchodząc do mnie i siadając na ławce na przeciwko. Był młodym i przystojnym brunetem przed trzydziestką [dwadzieścia siedem lat] o niebieskich oczach, które przypominały mi mojego chłopaka... do którego w tym momencie miałam ochotę się przytulić...
  - ... jeeeśliii...? - Spytałam, unosząc brew. Przy okazji zaczęłam również pakować książki.
  - Jeśli pójdziesz ze mną na kolację. - I właśnie w tym momencie zachłysnęłam się powietrzem. Zaczęłam uderzać się w klatkę piersiową z pięści, przy okazji kaszląc jak jakaś idiotka. Moja reakcja najwidoczniej niezwykle go rozbawiła. - Widzisz: chcę oświadczyć się mojej dziewczynie... i pragnę, aby ta noc była niezapomniana. Pomyślałem, że mogłabyś coś zaśpiewać. - Odparł, dalej się śmiejąc. Ja to chyba dzisiaj robię za jakiegoś clowna ~ ciągle rozbawiam niedorozwoje.
  - Aaa... chyba, że tak... - Odetchnęłam z niemałą ulgą. - Dobrze, zrobię to. - Uśmiechnęłam się.
  - Ale dasz radę? Mam zamiar oświadczyć się jej się w tą sobotę zaraz po praktykach, a przecież jeszcze w dwa tygodnie musicie napisać piosenkę oraz nakręcić teledysk...
  - Dam radę. - Przerwałam mu, wstając. - Pan we mnie tylko uwierzy. - I w tym momencie do jego oczu naleciały łzy, a ten rzucił mi się na szyję, przytulając i dusząc... ja natomiast z niemałym szokiem przyglądałam mu się, po chwili delikatnie unosząc kąciki ust.
***
  - Jak to go zdradziłaś...?! - Idąc w stronę wyjścia ze szkoły przystanęłam przy damskiej toalecie, usłyszawszy głos Eleanor. Zmarszczyłam brwi, zerkając na korytarz, czy nikt nie idzie. Na szczęście było już dawno po lekcjach...
  - To było silniejsze ode mnie. To była tylko chwila zapomnienia! Namiętność mnie rozpalała... każdy centymetr mojego ciała, który on dotykał... nie mogłam się powstrzymać i po prostu mu się oddałam... - Serce mi stanęło, gdy do moich uszu doszły słowa Danielle. Ona.. zdradziła Liama?!
 Nie chcąc słuchać już więcej ruszyłam pędem w stronę wyjścia ze szkoły, pod którą czekał już na mnie Niall. Jego twarz od razu się rozpromieniła, widząc mnie. Wyciągnął łapki w moją stronę, mocno mnie obejmując. Tak, jakby bał się, że ktoś mnie mu zabierze.
  - Tęskniłem. - Szepnął mi we włosy, składając pocałunek na szyi. Zachichotałam, nosem miziając go po policzku. Jak taki uroczy króliczek~!
  - Już nie musisz. - Wyszczerzyłam ząbki, odsuwając się od chłopaka. Ten chwycił mnie za dłoń, prowadząc w stronę najbliższej kafejki. - Słuchaj... wiesz może, czy między Li, a Dan wszystko w porządku? - Spytałam, z zaciekawieniem, przytulając się do jego ramienia.
  - Hm? Wydaje mi się, że są szczęśliwi. A co? - Uniósł brew bacznie mi się przyglądając, a ja odwróciłam wzrok w drugą stronę, wbijając wzrok w przechodniów.
  - Nic. Tak pytam.
***
 Po raz kolejny mnie gdzieś wywieźli, gdzie ledwo chodzi internet. ;-; Ale rozdział W KOŃCU skończyłam! <3 Chciałam dodać trochę dramatyzmu... i planowałam nawet scenę + 18 między naszą kochaną i głupiutką czerwonowłosą, a blondynkiem... ale zrezygnowałam. xD Mam nadzieję, że wam się podoba. <3 I przepraszam, że tyle to trwało... zawsze zwlekam ze wszystkim na ostatnią godzinę. T-T
To tyle... tęskniłam za wami! <33
Papaa~!

poniedziałek, 7 lipca 2014

Rozdział 52

Perspektywa Rose
(rozdział zawiera sceny +18)

Czyli postanowione sprzedajemy dom, ale super będę mieszkała z Malikami. Już się przyzwyczaiłam do ich towarzystwa i ciągłego sprzątania po nich i gotowania dla nich. Nadal są jak dzieciaki, ale i tak ich kocham. Złapałam za telefon i spojrzałam na wyświetlacz tylko nie ona ...
*Rozmowa*
- Taa. - odebrałam z niechęciom.
- No witaj słoneczko. Wywiad jest już dzisiaj więc ubierz się ładnie i razem z ojcem podjedziemy po ciebie o czternastej. A teraz muszę kończyć muszę iść do fryzjera. Do zobaczenia perełko. - powiedziała i się rozłączyła. Chyba za dużo cukru ma we krwi, bo jej wypowiedz była mocno przesłodzona. Wkurzona rzuciłam się na kanapę i zakrywając twarz poduszką wykrzyczałam całą złość.
- Rose wszystko w porządku ? - Cat spojrzała na mnie jak na idiotkę.
- Tak oczywiście tylko matka mnie wkurza, ale ogólnie git. A teraz chodź pomożesz mi zrobić gofry. - złapałam ją za rękę i zaciągnęłam do kuchni.
- Macie gofrownice ? - zapytałam.
- Jasne zaraz przyniosę ze strychu dawno jej nie używaliśmy. - powiedziała i pobiegła na górę. Przygotowałam ciasto i czekałam, aż Carietta wróci z gofrownicą. Umyłam owoce i wrzuciłam do miski, a następnie zrobiłam koktajl truskawkowy.
- Sorki że tak długo. - Cat wbiegła do pomieszczenia jak burza.
- Nie ma sprawy idź naszykuj stół, a ja usmażę gofry.
Po pół godziny wszystko było gotowe. Naszykowałam talerzyk ze śniadaniem dla Zayna i położyłam razem ze szklanką koktajlu na tacy. Weszłam do naszej sypialni, a on nadal śpi co za leń.
- Koochanie dzień dobry. Wstajemy. Zrobiłam Ci śniadanko do łóżka. - podeszłam do niego i dałam buziaczka prosto w usta.
- Dzień dobry skarbie. Mmm gofry. Mówiłem Ci już że jesteś najwspanialszą kobietą jaką poznałem. - przytulił mnie i odebrał tacę.
- Może kilka razy. - uśmiechnęłam się do niego i położyłam obok baczne go obserwując. Uwielbiam na niego patrzeć.
- Zabieram Cię dzisiaj na kolację. - powiedział z pełną buzią gofrów, wyglądał komicznie więc zaczęłam się śmiać.
- Sorki wyglądasz teraz komicznie, a co do kolacji to nie wiem czy dam radę, bo dzisiaj jest ten głupi wywiad. A i na marginesie załatwiłam Tobie i Alex miejsca na widowni więc jedziesz ze mną. - skrzywiłam się na samą myśl i spotkaniu z matką na wizji masakra.
- To po wywiadzie prosto ze studia i jedziemy coś zjeść.

***

Jeny nie wiem co na siebie ubrać, w ogóle nie chcę iść na ten wywiad. Mniejsza w ubiór najpierw muszę się pomalować. Zrobiłam lekki makijaż, a włosy wyprostowałam.
- Przeszkadzam ? - zapytał mój chłopak stojąc oparty o futrynę drzwi naszej sypialni.
- Nie nigdy mi nie przeszkadzasz. Mam pytanie .. czy masz coś przeciwko temu że tu mieszkam ? - spojrzałam na niego nieśmiało.
- Co to za głupie pytanie. No oczywiście że nie przeszkadzasz mi i Cat dlaczego nagle o to pytasz ? - spojrzał na  mnie zdziwiony.
- Nasz dom jest już wyremontowany i zdolny do zamieszkania i ja ...
- Nie mów że tam wracasz ?! - podszedł bliżej.
- No właśnie chcę, ale nie chcę też się wam narzucać. - popatrzyłam prosto w jego czekoladowe
oczy.
- Skarbie gdybyś nam się narzucała to już dawno  byśmy się wyrzucili z domu. Jesteś teraz jakby członkiem naszej rodziny. - oznajmił, a ja rzuciłam mu się na szyje całując go.
- Kocham Cie Panie Malik.
- A ja Ciebie Panienko Black. - znów się pocałowaliśmy.
- Nie wiecie czyja to limuzyna wjechała na nasz podjazd. - do pokoju wparowała Catie.
- O cholera to moi rodzice zagadajcie ich, a ja się ubiorę i już was od nich uwalniam.

***

W studiu było mnóstwo ludzi bawiłam się telefonem i totalnie wszystko olewałam pisząc z Alex, która obgadywała ludzi siedzących naokoło jej na widowni.
- Państwo Black wchodzicie jako pierwsi i rozmawiacie z prezenterką Amber, a następnie wchodzą wasze dzieci. Kamerzysta wam wszystko pokarze. Wchodzimy za dwie minuty ! - powiedziała jakaś babka ze słuchawkami na uszach.
- A i na koniec czekamy na twój występ mała. - skierowała się do mnie, a mnie zatkało. Czy ja mam wystąpić przed tyloma ludźmi.
- Ale .. ale jak to ?! - wydarłam się na cały backstage.
- Tak więc bierz nuty i zachowuj się profesjonalnie. - powiedziała i gdzieś zniknęła. Cholera czy ja mam przy sobie jakieś nuty !?! Zabije moją matkę że mi nic nie powiedziała. Złapałam komórkę i wybrałam numer mojej przyjaciółki.
*Rozmowa*
- Cat ! Biegnij do mojej sypialni i z łóżka weź nuty piosenki You're the reason zrób zdjęcie i mi prześlij to pilne masz minute.
- Już zaraz Ci wyślę i na marginesie wszyscy Cię oglądamy i trzymamy kciuki.
- Dzięki pa. - rozłączyłam się i zaczęłam chodzić w tę i z powrotem. Dostałam smsa i szybko znalazłam jakąś drukarkę w czyimś gabinecie. Podłączyłam telefon i zrzuciłam zdjęcie na pulpit szybko wydrukowałam egzemplarz i wróciłam za kulisy.
- Rosalie gdzie ty byłaś wszystko się już zaczęło, a ty zaraz wchodzisz ze swoim bratem. - zaczęła drzeć się jakaś kobieta.
- Oj tam. - machnęłam ręką i podeszłam do brata.
- Wchodzicie za pięć, cztery, trzy .. - zaczął odliczać do nas jakiś facet, a na widowni rozległy się brawa. Niepewnie weszłam za bratem i usiadłam obok niego na wielkiej czarnej kanapie.
- A oto Matthew i Rosalie Black dzieci naszych gości. - powiedziała prezenterka.
- Dzień dobry. - powiedziałam równo z bratem.
- Witam Was. Więc w końcu widzimy całą szczęśliwą rodzinkę w komplecie. - zaczęła, a ja myślałam że mnie zemdli taa szczęśliwa rodzinka. - Pierwsze pytanie mam do Ciebie Matt .. - kontynuowała, gadanie z moim bratem i rodzicami trochę mnie olewając co w sumie było mi na rękę. Dotrwałam do reklamy ze sztucznym uśmiechem i chichotem ze zmyślonych historyjek mojej matki o naszym dzieciństwie. Ona ewidentnie powinna iść na aktorkę, dobra jest w tych sprawach.
- Witamy po reklamach mam nadzieję, że w ciąż z nami jesteście i oglądacie jakże interesujący wywiad z rodziną właściciela jednej z największych firm odzieżowych w kraju. - i znów aplauz widowni.
- Może teraz kilka pytań do najmłodszej z rodziny. Moje tajne źródła doniosły mi, że spotykasz się i mieszkasz z jednym z członków wschodzącego na wyżyny sławy zespołu One Direction to prawda ? - spojrzała na mnie wyczekująco. Nerwowo spojrzałam na widownie i odnalazłam wzrokiem Zayna, który pokazałam mi kciuki w górę i wysłał buziaka w powietrzu. 
- Tak to prawda jesteśmy razem. - powiedziałam z lekkim uśmiechem.
- Uczęszczasz do szkoły dal uzdolnionych dzieciaków. Dostałaś tam stypendium dlaczego nie poprosiłaś ojca o załatwienie miejsca w placówce. - zapytała.
- Nie mam zamiaru wykorzystywać znajomości mojego ojca do dostania się do szkoły. Zawsze w tej kwestii polegałam wyłącznie na sobie i sama dążyłam do zdobycia tego czego pragnę. Ta szkoła była moim marzeniem i sama doszłam do tego, że mogę się w niej uczyć. - odpowiedziałam zgodnie z prawdą.
- Jak na swój młody wiek jesteś bardzo usamodzielniona. Myślałam, że odwiedzi mnie rozkapryszona i rozpieszczona nastolatka, a widzę młodą kobietę dążąca za swoimi marzeniami. Gratuluje dzieci państwo Black. A teraz na zakończenie mała niespodzianka. W autorskiej piosence You're the reason Rosalie Black ! - krzyknęła, a ja szybko ustawiłam mikrofon i usiadłam za fortepianem.
- Tę piosenkę dedykuję wszystkim moim przyjaciołom i mojemu bratu. Wiem że zawsze mogę na Was liczyć ! Ale w szczególności ta piosenka została napisana dla Zayna. Kocham Cię.


Po wywiadzie pożegnałam się z bratem i tatą i wyszłam ze studia nawet nie patrząc w stronę mojej matki. Czekał tam na mnie mój chłopak.
- Jeny to było genialne kochanie. - powiedział.
- Dzięki, a dostanę buziaczka ? - zapytałam ze słodkim uśmieszkiem.
- Jasne. - odpowiedział i spełnił moją prośbę.
- Nawet nie wiesz jak twoja matka była wkurzona jak gadałaś, że do wszystkiego doszłaś sama. Myślałem, że zaraz się na Ciebie rzuci i zakryje Ci buzię, żebyś już nic nie gadała.
- No cóż musiałam ją jakoś rozdrażnić, ale niech się cieszy że w ogóle przyszłam.

*** 

Siedzimy w tawernie na obrzeżach miasta. Ciesze się, że tu przyjechaliśmy nie musimy przejmować się zachowaniem wśród snobistycznych par.
- Zayn to miejsce jest magiczne, a jedzenie naprawdę smaczne. - po raz kolejny rozejrzałam się po lokalu.
- Rose mówisz to dzisiaj już chyba po raz tysięczny. - zaśmiał się.
- Sorki, ale to miejsce jest śliczne. Dziękuję, że mnie tu zabrałeś. Dawno nie spędzaliśmy tyle czasu razem zaczynałam już za tym tęsknić.
- Ja też więc musisz mi obiecać, że codziennie poświęcamy tylko nam dwojgu minimum dwie godziny co ty na to ?
- Jak dla mnie to idealny pomysł skarbie. - uśmiechnęłam się kończąc burgera i frytki.
- Podać państwu coś jeszcze ? - podeszła do nas młoda kelnerka w kucykach i bawarskiej sukience.
- Dziękujemy. Jedzenie było pyszne proszę paragon. - powiedział Zayn, a ona zabrała talerze i po chwili wróciła z paragonem. Szatyn zapłacił i razem wyszliśmy z tawerny. Wsiedliśmy do auta i jadąc dwupasmówką zaczęliśmy wracać do Londynu. Oparłam głowę o ramię chłopaka i podziwiałam mijające widoki.
- Musimy już jechać do domu ? - usiadłam podkulając kolana pod brodę.
- Nie, a co mała ?
- Chciałabym pójść z tobą na London Eye.
- Dobry pomysł. - uśmiechnął się nie zbaczając wzroku z ulicy. Jechaliśmy w przyjemnej ciszy rozkoszując się widokami za oknem. Zayn zaparkował i biorąc torebkę wysiadłam z auta. Trzymając się za dłonie ruszyliśmy pod miejsce widokowe.
- O jacie ... jakie to jest ogromne z bliska. - szczęka mi opadła.
- No, a jakie widoki z góry. - chłopak cmoknął mnie w czółko. Stanie w kolejce zajęło nam trochę czasu, ale spędziliśmy go gadając z kim popadnie przy czym poznaliśmy całkiem miłych i interesujących ludzi. W końcu przyszła kolej na nas, razem zwiedliśmy do szklanej gondoli i oparliśmy się o barierkę. Zachwycałam się panorama Londynu nocą to jeden z najpiękniejszych widoków jakie miałam okazję zobaczyć.
- Zostań ze mną na zawsze .. - powiedział nagle Zayn wyrywając mnie z podziwu krajobrazu. Spojrzałam mu prosto w oczy.
- Jesteś tak inna od moich wcześniejszych dziewczyn. One widziały tylko moją popularność i pieniądze i jak tylko się komplikowało odchodziły. A Ty jesteś ze mną choć ostatnio nie byłem wzorem dobrego chłopaka. - oparł się o barierkę i westchnął cicho.
- Zawsze jestem przy Tobie Zayn. - powiedziałam kładąc dłoń na jego i delikatnie musnęłam jego usta. Zrobiliśmy sobie kilka wspólnych zdjęć i nawet nie wiem kiedy byliśmy już na dole.
- Wracajmy, zaczęło się ściemniać i Cat pewnie się martwi. - skierowaliśmy się w stronę parkingu.

***

Gdy tylko weszliśmy do domu Cat rzuciła się na mnie z telefonem.
- Szybko, szybko rób głupią minę i robimy selfie, bo muszę coś wrzucić na twittera i insta. - krzyczała jak jakaś szalona, ale zrobiłam co kazała i po chwili mogła dodać zdjęcie.
- Coraz bardziej zadziwiasz mnie Cat, ale i tak Cię kocham. - przytuliłam ją mocno. Poszłam na górę i biorąc piżamę weszłam do łazienki. Wykonałam całą wieczorną toaletę i gotowa wróciłam do sypialni. Rzuciłam się na wielkie łóżko i zatopiłam się w mięciutkiej poduszce.
- Nie zasypiaj beze mnie. - powiedział Zayn wchodząc do łazienki. Wzięłam telefon i zaczęłam przeglądać Twittera. Pojawiło mi się sporo nowych obserwatorów i nawet ktoś wrzucił moją piosenkę do sieci, ale supcio.
- A ty co się tak cieszysz do tego telefonu ?
- Bo wła .... o cholera. - zatkało mnie na widok Zayna owiniętego tylko ręcznikiem w pasie, a po jego opalonym i wytatuowanym ciele nadal spływała kropelki wody.
- Mam coś na twarzy ? - zapytał zdziwiony.
- Zayn czy to legalne być tak cholernie idealnym jak ty ?? - zapytałam, a on się zaśmiał.
- Z ciebie to dowcipniś jest Rose. - powiedział ubierając bokserki i po chwili zajął miejsce obok mnie.
- Dobrze wiesz, że jak tylko gdzieś idziesz to wszystkie kobiece spojrzenia są skierowane na ciebie one pożerają cię wzrokiem i to dosłownie. - powiedziałam z przekonaniem.
- Ale najważniejsze jest to jak ty na mnie patrzysz. - spojrzał na mnie tak jak jeszcze nigdy nikt na mnie nie patrzył. Jego spojrzenie emanowało czystą miłością. Chłopak złapał i przysunął mnie do siebie tak, ze siedziałam na wysokości jego brzucha. Pochyliłam się i pocałowałam go namiętnie. Jego dłonie powędrowały na moje pośladki mocno je ściskając. Całowałam każdy centymetr jego mięciutkiej skóry od ust, aż do gumki bokserek. Zsunęłam je i kręcąc na palcu rzuciłam gdzieś za siebie w akompaniamencie cichego śmiech Zayna. Złapał mnie w pasie i szybko obrócił tak, że teraz był nade mną opierając się na dłoniach na wysokości mojej głowy. Zdjął moją koszulkę i szybko dopadł się do moich piersi czule je masując. Jedną dłonią zdjął moje majtki i sięgnął po prezerwatywę, którą mu założyłam.
- Kocham Cie Rose. - powiedział i zanim zdążyłam coś odpowiedzieć, gwałtownie wbił się we mnie ze swoim cwaniackim uśmieszkiem. Wpił się w moje usta i jednocześnie nie zaprzestawał wsuwania
i wysuwania się we mnie. To takie przyjemne uczucie wypełnienia. Nagle przyspieszył ruchy, a ja poczułam już prawie smak spełnienia, gdy Zayn znów zwolnił.
- Za~aayn nie baw się ze mną. - jęknęłam rozczarowana. Zaśmiał się i złapał za brodę.
- Patrz mi prosto w oczy. - kiwnęłam głową, a mój chłopak znów zaczął przyspieszacz, a ja wplątałam dłonie w jego bujne włosy przyciągając go bliżej. Pocałowałam go, a on wchodził we mnie coraz gwałtowniej i szybciej. Wbiłam paznokcie w jego plecy zostawiając widoczne ślady. Nasze oddechy stały się jeszcze płytsze.
- Zayn ! - krzyknęłam czując jak rozkosz rozpływa się po moim całym ciele dając mi całkowite spełnienie. Chwilę później Zayn również doszedł opadając obok mnie. Zdjął prezerwatywę i wyrzucił do kosza.
- Kocham Cię. - położyłam głowę na jego nagim torsie.
- Ja Ciebie też, a teraz śpij aniołku. - wyszeptał całując mnie w czółko.
______________________________________
Także ten .. co sądzicie o rozdziale ?? Mi się podoba i mam nadzieję, że Wam też :D Jakaś niby scena +18 nie wiem czy mi wyszła, bo na ich pisaniu to się za bardzo nie znam ;) Dobra misiaczki moje czekam na Wasze szczere opinie liczę na Was <3 Żegnam kociaki i wspaniałych wakacji !! ;**
Ps.1. Mam do Was mały żal, bo nie ma żadnego komentarza pod poprzednim rozdziałem to smutne :(
Ps.2. Za wszelkie błędy szczerze przepraszam, ale rozdziały zazwyczaj piszę w środku nocy <3 hihihi

środa, 25 czerwca 2014

Rozdział 51

Oczami Alex:
- Jak to? Co? To niemożliwe! – powiedziałam do słuchawki. To naprawdę nie do pomyślenia co się wydarzyło z naszym domem! Najpierw Louis go bezczelnie zalewa a potem ekipie remontowej udaje się go naprawić. Serio? I to właśnie teraz gdy między mną a Louisem zaczynało się układać. Teraz ja będę musiała się wyprowadzić (przecież nie mogę z nim mieszkać podczas gdy mam cały i zdrowy dom, to by znaczyło, że naprawdę mi na nim zależy. Chodź nie zależy. Co nie jest do końca prawdą) i Louis sobie pomyśli, że nigdy go nie kochałam i mieszkałam z nim bo musiałam (może na początku tak było ale potem wszystko się zmieniło). Naprawdę spodobało mi się budzenie się codziennie obok niego (boże śpie w jednym łóżku z chłopakiem od kilku miesięcy i nie doszło między nami do czegoś więcej niż pocałunków). Co jest ze mną nie tak? Czy nie jestem wystarczająco seksowna? – Walcie się! – krzyknęłam rzucając telefon na kanapę. W tym momencie do salonu wszedł Lou trzymając w jednej ręce paczkę chipsów.
- Znów rozmawiałaś ze swoją mamą? – zapytał siadając na kanapie a ja wywróciłam oczami.
- Chciałabym. – odburknęłam. – Jest znacznie gorzej i nie mam pojęcia co powinnam zrobić.
- Zapytaj wróżbitę macieja. – poradzil mi. – Codziennie oglądam jego program o 5:00 rano. A właściwie wtedy kiedy nie mogę spać. Co kiedyś zdarzało mi się dosyć często, zanim się wprowadziłaś ale mniejsza z tym. – machnął nie dbale dłonią.
- I jakie pytania zadawałeś maciejowi? – założyłam ręce na klatkę piersiową.
- Głównie o to czy jestem wystarczająco seksowny.
Westchnęłam. Cały Louis. Przecież nie mogę mu powiedzieć, że mogę wrócić do domu. Zrobi się smutny, ponieważ doskonale zda sobie sprawę, że będę zmuszona go opuścić. Ja też to wiem. Niestety.
- Muszę się zastanowić. – powiedziałam wcale nie mając na myśli tego czy zadzwonić do wróżbity macieja.
*
Postanowiłam, że muszę udać się do Rose. Ona będzie wiedziała co zrobić w tej sytuacji. Ona zawsze wszystko wie więc niech teraz też mi doradzi, a co?
Gdy weszłam do środka zobaczyłam Harry’ego, który schodził po schodach ubrany tylko w ręcznik, który znajdował się na jego biodrach. Otworzyłam szeroko oczy. Co tu się dzieje? Czy ja o czymś nie wiem? A ten zamiast mi wyjaśnić albo zawstydzić się do uśmiechnął się szeroko.
- Wiem, że jestem seksowny ale nie patrz tak na mnie bo robię się wstydliwy.
Wybuchnę łam tak głośnym śmiechem, że aż nadeszła Rose.
- Co się dzieje?
- Alex bezczelnie rozbiera mnie wzrokiem. – powiedział wskazując na mnie palcem. Prychnęłam pod nosem.
- Nie muszę tego robić. Już jesteś rozebrany.
- Nie prawda. – odpowiedział i chciał zrzucić z siebie ręcznik ale zakryłam oczy krzycząc „Błagam nie rób tego!” Więc zaśmiał się mówiąc: - Żartowałem. Tylko Ana może podziwiać moje boskie ciałko.
- Nie kłóćcie się. Cat została napadnięta a wy… - przerwała nam naszą małą sprzeczkę Rose.
- Co?! O boże! Dlaczego nikt nie zadzwonił po policję tylko siedzicie tu tak spokojnie a Harry stoi na schodach pół nagi? Czy to jest wasz nowoczesny sposób na ocalenie życia człowiekowi? Sposoby średniowieczne były o wiele lepsze. – stwierdziłam zakładając ręce na klatkę piersiową. Moja przyjaciółka machnęła nie dbalę dłonią i powiedziała:
- Ale już jest cała i zdrowa i siedzi w swoim pokoju. Olivier ją uratował a Harry piekł ciasto i się trochę a nawet bardzo ubrudził, stąd ten prysznic.
Harry i ciasto? Oni naprawdę potrzebowali dowodu aby wiedzieć, że to się nie uda?
- Wielki książę ubrudził rączki. Normalnie chyba powinnam zrobić fotkę i wstawić na instragama z podpisem „Nie wiarygodne a jednak”. – powiedziałam i weszłam po schodach na górę kierując się do pokoju mojej drugiej przyjaciółki. Nacisnęłam klamkę pierwszych drzwi po lewej  i weszłam do środka. Cat siedziała oparta o poduszki i robiła coś na telefonie a obok niej znajdował się Niall, który ją przytulał. Nawet słodki widok… nie zaraz… co ja gadam? Wróć!
- Alex! Cześć! – powiedziała czerwono włosa odkładając telefon. – Co tu robisz?
- Ja? Eee no ten… przyszłam cię odwiedzić. – skłamałam bo nie taka była prawda. Dopiero teraz dowiedziałam się o tym co się stało.
- Teraz już jest wszystko w porządku ale wtedy naprawdę się bałam. Nie wiem co by było gdyby nie Olivier… - powiedziała wzdrygając się zapewne na myśl o tamtej sytuacji.
- Naprawdę cię uratował? – zapytałam nie dowierzającym tonem.
- Naprawdę. Samej mi w to ciężko uwierzyć. Kiedy Niall się o tym dowiedział poklepał mnie po ramieniu i powiedział, że opowiedziałam żart roku. – powiedziała i uśmiechnęła się lekko do swojego chłopaka, który wyglądał na nieco zawstydzonego.
- Nikt by się tego po nim nie spodziewał. – odparłam tak jakby w zamyśleniu. – Widzę, że trochę się co do niego pomyliłam. – uśmiechnęłam się lekko próbując sobie wyobrazić jak daje radę kilku zbirom i uwalnia Cat ale jakoś ciężko mi to szło.
- Pamiętaj, że kochasz Lou. – odpowiedziała śmiejąc się. Wywróciłam oczami. Jasne, że o tym pamiętam tylko jakoś ciężko mi się przyzwyczaić do tego. Miłość. Hm, nowe dotąd uczucie. Nigdy go nie doznałam. Serio. Czuje się jak zakonnica. Gdyby nie Louis prawdopodobnie mogłabym nią zostać.
- Dobra idę. Mam nadzieje, że czujesz się już lepiej. – powiedziałam unikając tematu mnie i miłości. To nigdy nie jest dobre połącznie.
Przyszłam tutaj aby porozmawiać z Rose. To jest sprawa nie cierpiąca zwłoki. Teraz albo nigdy. Hm, nie było w Polsce takiego serialu? Coś tak mi się zdaje…
- A potem przyłożyłem mu z prawej pięści i położyłem na ziemię jednym ruchem… - opowiadał zapewne Olivier gdyż z dołu dochodził jego głos. Zbiegłam po schodach na dół i zobaczyłam jak mówił do Harry’ego. Pewnie wziął Cat na ręce i zwiał jak mała przestraszona dziewczynka ale dobra. Niech ma swoje 5 minut sławy. Każdemu wolno, prawda?
- Gdzie Rose? – zapytałam.
- W kuchni. –Olivier wskazał głową na pomieszczenie i wrócił do swojej opowieści.
*
Gdy znalazłam się w tamtym pomieszczeniu Rose zalewała właśnie wodę do czerwonego kubka. Usiadłam na krzesełku i czekałam aż zwróci na mnie swoją uwagę.
- Coś się stało? – zapytała nawet na mnie nie patrząc  słodziła teraz herbatę. Zmarszczyłam brwi zastanawiając się jak ona to robi?
- Tak. – odpowiedziałam stanowczo. – Dzwonili dzisiaj do mnie i powiedzieli, że nasz dom już jest cały. Możemy się do niego wprowadzić.
- To wspaniała wiadomość! – pisnęła brunetka. – Dlaczego się nie cieszysz? W końcu zostawisz Louisa u którego nienawidzisz mieszkać, prawda?
- No właśnie. – westchnęłam. – Nienawidziłam. Potem wszystko się zmieniło. Jesteśmy razem. Tak jakby. Sama nie wiem.
- Czyli mam rozumieć, że nie chcesz się wyprowadzić od Louisa? – zmarszczyła brwi.
- Noo… tak jakby. – przygryzłam nie pewnie dolną wargę. – Ale jeśli będziemy razem mieszkać to pomyśli sobie, że traktuje ten związek poważnie a tego nie chce.
- Nie chcesz poważnego związku a on tak? Hm… Ty jesteś w tym związku chłopakiem a on dziewczyną. – powiedziała śmiejąc się. – Brawo.
- Wcale nie chce być chłopakiem w związku. – odburknęłam. – Po prostu boje się zobowiązań. A jak kiedyś będę chciała z nim zerwać? Jak ja mu to powiem? Załamię się.
- O mój boże… - powiedziała Rose tak jakby zatrzymując się w czasie. Przez długi czas nic nie mówiła. Pomyślałam, że coś jej się stało. – Tobie naprawdę na nim zależy. Przejmujesz się jego uczuciami. Och, Alex… - dotknęła mojego ramienia udając, ze się wzruszyła. – Jestem z ciebie taka dumna. – dodała przykładając dłoń do serca.
- Wcale mi na nim nie zależy.
- Ale obawiasz się, że go zranisz czyli zależy. – rzekła z uśmiechem. – Zresztą powinnaś z nim mieszkać a nasz stary dom sprzedamy. Mnie u Cat i Zayn’a mieszka się bardzo dobrze. Nie chce tego zmieniać.
- Ale ja chcę. Wyprowadzam się od Lou. – powiedziałam i wstałam z krzesełka kierując się do wyjścia. Straszna ze mnie kłamczucha.
*
Od godziny siedziałam w sypialni Louisa i patrzyłam na spakowane walizki. On poszedł gdzieś do baru z Harry’m oblać dzień w którym został bohaterem a właściwie mężczyzną. Nie wróci prędko a jeśli już to kompletnie zalany i nawet nie zauważy, że mnie tu nie ma. Nie wiem co powinnam zrobić? Wynieść się? Ale Lou… to go zrani. A może nie? Może on udaje, że mu tak na mnie zależy? W końcu jest chłopakiem a chłopaki zwykle nie chcą się angażować. Ech, pewnie tak. Nie jestem dla niego nikim ważnym. Ciężko wzdychając wstałam z łóżka i zaczęłam zasuwać jedną z walizek gdy dostałam sms od Louisa o treści:
Skoham cieeee
Uśmiechnęłam się pod nosem. Tak jak przewidziałam. Jest kompletnie zalany i nie wie co robi. A może wie? Skoro po pijaku jego uczucia mu nie przemijają? A wiadomo, że zalani ludzie są najbardziej szczery. Och po co mi to wysyłal? Teraz mam tylko mętlik w głowie. Może poczekać z tą decyzją do jutra? Przemyślę to.
Na razie położe się spać. A te walizki niech zostaną. Zawsze ja wcześniej wstaje więc schowam je do szafy. Lou będzie miał takiego kaca, ze do południa jak zabity będzie spać.
*
Rano obudziłam się z głową zwisającą z łóżka. Szybko się podniosłam do pozycji siedzącej. Czułam się jak po mocnym kacu. Dlaczego musiałam zasnąć w tak dziwnej pozie? Czyżby pijany Louis nie zdołał doczłapać się do sypialni i nie ułożył mnie jakoś dobrze?
Cholera walizki!
Pędem zerwałam się z wyrka i zaczęłam rozpakowywać walizki. Otworzyłam jedną, drugą i trzecią. Kurde. Ile ja mam tych rzeczy? Szybko zaczęłam pchać na oślep szmaty jedne pod łóżko a drugie do szafy. Louis nie może tego zobaczyć. Załamie się i kompletnie straci do mnie zaufanie. Czerwona bluzka, zielona, niebieska, fioletowa, znowu zielona, czarna, szara, brązowa, biała… więcej się nie dało mieć ubrań!? Serio? Boże Alex od kiedy kupujesz tyle tego dziadostwa?
Nagle drzwi otworzyły się a ja nie wiedząc co mam zrobić usiadłam na jednej z walizek, której nie zdążyłam rozpakować, mając nadzieje, że Louis jej nie zauważy. Wszedł zaspanym krokiem przecierając oczy.
- Jezu ale mam kaca. – jęknął. – Nigdy więcej imprez. – powiedział.
- Cotygodniowa gadka. – odparłam ze śmiechem. – Kochanie idź i zrób mi coś jeść. – rzekłam uśmiechając się do niego słodko. Wtedy Lou otworzył szeroko oczy zaskoczony.
- Nie pytasz co tam robiłem i z kim byłem? Alex, na pewno wszystko w porządku?
- Taa. Nauczyłam się po prostu ci ufać. To wszystko. – powiedziałam i chciałam dać mu buziaka w policzek ale powstrzymałam się od wstania. – No idź zrobić mi śniadanie.
- Nie możesz dzisiaj ty? Naprawdę źle się czuje. A ja się tutaj położę.
- Louis wiesz co? Nie spodziewałam się tego po tobie. Nie dosz, że wychodzisz nie wiadomo gdzie i nie wiadomo z kim to jeszcze marudzisz jak proszę cię o jedną jedyną rzecz. Naprawdę nie wiem gdzie ty znajdziesz drugą tak idealną dziewczynę jak ja.
- I wróciła moja stara Alex! – krzyknął Louis i z szerokim uśmiechem zbliżył się do mnie po czym… o nie, nie. To się nie może dziać… wziął mnie na ręce. – Chodź. Zrobimy razem śniadanie. – powiedział podnosząc mnie do góry a ja przymknęłam oczy mając nadzieje, że nie zauważy tej cholernej walizki.
- Co to jest? – zapytał wskazując  ruchem głowy. – Walizka? Wyjeżdżasz gdzieś?
- Bo wiesz… Harry robi imprezę w starym zamku jego pra pra dziadka i zaprosił tylko mnie, dasz wiarę? Co on? Chyba próbuje mnie poderwać. – roześmiałam się. Jednak to nie przekonało Louisa.
- Chciałaś się wyprowadzić?
Po tym pytaniu nastąpiła długa cisza. Nawet nie miałam ochoty zaprzeczać.
- Chciałam. – sprostowałam a Lou postawił mnie na ziemi. Patrzył się tylko tępo w walizkę. – Ale już nie chcę.
- Ale chciałaś.
- I po co to drążyć? Głupi błąd, każdemu może się zdarzyć.
- Zrobiłem coś źle?
- Nie. – zaprzeczyłam szybko. – Ale mój i Rose dom jest gotowy i nie wiedziałam co mam zrobić. W sumie tak jakby jesteśmy razem ale… to wszystko jest takie dziwne, że nadal nie byłam pewna co i jak… pogubiłam  się trochę ale na szczęście tylko w chwili gdy cię nie było bo gdy tylko zdałam sobie sprawę, że jesteś na dole zaczęłam rozpakowywać wszystkie rzeczy. Swoją drogą niech garść kolorowych szmat pod łóżkiem cię zbytnio nie zaskoczy. – powiedziałam wskazując palcem na nie. Louis patrzył się na mnie z niedowierzaniem. Taa, sama nie wiedziałam co mam myśleć o tej sytuacji. Była taka dziwna…
- Czyli jeśli następnym razem zostawię cię to znów będziesz chciała ode mnie odejść?
- Nie. Louis to nie tak. – powiedziałam. – wiesz co? Mam pomysł. – rzekłam wyjmując z kieszeni telefon i wybierając numer do Rose. Odebrała po trzecim sygnale. Uuu chyba kogoś obudziłam.
- Halo? Co?
- Śpisz?
- Tak a co?
- To dobrze a więc mam sprawę.
- Alex naprawdę jesteś taka wredna, ze budzenie ludzi sprawia ci przyjemność?
- Tak a teraz słuchaj. Nadal nie chcesz wracać do naszego starego domu?
- Tak, a co?
- Wspaniale. Bo zmieniłam decyzję i teraz jestem pewna, że nie chcę tam wracać. – powiedziałam patrząc wymownie na Louisa, którego kąciki ust uniosły się ku górze.
- A więc sprzedajemy go? – upewniła się.
- Tak. – potwierdziłam. – A teraz idę zrobić śniadanie z moim chłopakiem, pa.
Rozłączyłam się  i ledwo zdążyłam włożyć z powrotem komórkę do kieszeni spodni a poczułam jak Louis znów bierze mnie na ręce.
- Rzeczywiście. Jesteś idealna. – potwierdził.
- Dzięki tobie. – odpowiedziałam dając mu szybkiego całusa w policzek.
______________________________________________________________
I jak mam was przepraszać kochani, co? :)
3 tygodnie miałam zawalone przez matme a reszta czasu to kompletny brak weny!
Teraz jednak miałam wolne i znalazłam chwilkę czasu aby napisać. Mam nadzieje, że wam się podoba i skomentujecie. PA! 

niedziela, 9 marca 2014

Rozdział 50

     Perspektywa Carietty

 Bywa w życiu tak, że nie chce ci się żyć i nie wiesz co ze sobą zrobić. Właśnie taki oto moment miałam w chwili, gdy wstałam z łóżka Danielle, która migdaliła się do poduszki na podłodze ciągle powtarzając "Liam... Li... Liaśku". Nie, ja rozumiem, że miłość jest cudowna i urocza, ale bez przesady! Myślenie dwadzieścia cztery godziny na dobę to jednak lekka przesada, no nie? Wybełkotałam coś pod nosem wstając i ruszając w stronę kuchni. Powyżeram jej jedzenia, a co mi tam! Żyje się tylko raz. Zanurkowałam w niej, jak to z reguły robił mój chłopak, biorąc mleko, jakieś śmieszne batony z czekoladą i parę innych produktów. Ciekawe, czy z nosem w lodówce można się przeziębić...
  - Swoją drogą ciekawe dlaczego ma tyle słodyczy w domu? W końcu jej sylwetka jest do pozazdroszczenia i w ogóle... - Usłyszałam głos El, więc z prędkością światła się odwróciłam do szperającej po szafkach. Gdy odwróciłam się w jej stronę z kabanosem w ustach, ta wybuchnęła śmiechem, wskazując na mnie palcem, przez co zmarszczyłam brwi.
  - Nie ładnie tak wytykać innych wiesz? Uważaj, bo ktoś ci jeszcze tego palca odgryzie. - Burknęłam, zamykając drzwiczki. Szatynka przewróciła oczyma, siadając przy stoliku. W ogóle to dopiero zauważyłam, że jej odcień włosów przypomina również Alex... hmm, Louisku, czyżby jakiś dziwny fetysz?
  - Swoją drogą za jakieś trzydzieści minut zaczynają się lekcje, tak więc ten... lepiej śpieszmy się do szkoły. - Westchnęła ciężko, na co ja zerwałam się z miejsca, biegnąc do łazienki. Trzydzieści minut? PÓŁ GODZINY?! Później nie mogła mi przypomnieć?! No ej, może jestem mała i tak dalej, ale bez przesady! Ja też potrzebuję czasu na przygotowanie, żeby się ludziom pokazać, nie? Skrzywiona rozczesałam czerwone kłaki, pomalowałam rzęsy i ogółem wykonałam poranną toaletę, następnie wybiegając z domu. Łoho, aż się za mną kurzyło! Pod szkołą znalazłam się jakieś dwadzieścia minut później. Oczywiście inteligentna ja nie pomyślałam o tym, żeby zadzwonić po któregoś z moich przyjaciół, aby pode mnie podjechał. No bo po co? Lepiej przebiec pół miasta.
 Do sali wbiegłam równo z dzwonkiem. OŁ JEA~! Możecie padać przede mną na kolana i oddawać cześć. Nie no, bo jeszcze spodnie pobrudzicie, czy coś... Usiadłam na samym tyle obok loczka, opierając łeb na jego ramieniu. Mimo wszystko... spać...
  - Ej, Cat... Cat! CAT! - Krzyk tego debila nie dał mi spokojnie odpłynąć do krainy snów. I na co nam były te przeklęte horrory? Tyle dobrego, że w przeciwieństwie do Dan i El nie będę mieć kaca. Chwała!
  - NIE ŚPIĘ KRETYNIE! - Wydarłam się poddenerwowana, dopiero po parunastu sekundach ogarniając, że wzrok każdego w klasie był skierowany w naszą stronę. Alex wybuchnęła śmiechem, Harry się obraził, Rose zaliczyła pięknego facepalma, ja jęknęłam uderzając czołem o ławkę, a nauczyciel wezwał mnie do tablicy. No, nie ma co, piękny początek dnia.
***
  - A wyszłaś rano z Lucky'm i Amy? - Spytałam Rose, która jedynie przewróciła oczyma.
  - Tak. Przestań zadawać te pytania. - Westchnęła ciężko. Właśnie szłyśmy na lekcję, choć trochę po dzwonku... wezwali nas do pedagoga, by obgadać pewną delikatną sprawę. Chcieli się upewnić, czy żaden nauczyciel "nie patrzy na nas w nieodpowiedni sposób".
  - A nakarmiłaś je? - Zadałam kolejne pytanie.
  - Tak... swoją drogą nie dziwi cię ta sytuacja? - Spytała niepewnie, poprawiając włosy.
  - Nie za bardzo. Zawsze przepytują niektórych uczniów, gdy dochodzi nowy nauczyciel. W końcu szkoła to szkoła, a nie jakaś super izolatka, w której każdy może czuć się mega bezpieczny, gdy ktoś przychodzi z zewnątrz. - Wyszczerzyłam ząbki. Dalej szłyśmy w ciszy. Rose wydawała się być zamyślona, a ja delikatnie podskakiwałam przy każdym kroku, nucąc dżingiel z reklamy toaletowej. Reklamówka sama w sobie była głupia i bez sensu, ale kawałek wpadał w ucho.
  - No chodź... chcesz dostać naganę na koniec roku? A może mam ci nie zaliczyć semestru? - Usłyszałam chrapliwy głos nowego nauczyciela wf'u. Mimowolnie skręciłyśmy w stronę, jak się okazało, składzika woźnego.
  - Pan mnie zostawi... zadzwonię na policję! Powiem dyrektorowi... proszę mnie zostawić! - I sprzeciw jakiejś z uczennic... chwila. Jeśli się nie myliłam, a tego byłam akurat pewna, była to Holly, przyjaciółka An z paczki "gwiazdeczek". Taka głupia blondyna, która kiedyś leciała na loczka.
  - No dawaj... ja wiem, że chcesz. - Burknął, po czym zaśmiał się. A fe... mimowolnie zebrało mi się na zwrócenie śniadania. Rose wyjęła telefon, zaczynając to wszystko nagrywać, z zaciekawieniem zerkając na całą akcję zza uchylonych drzwi. Ech, niech się bawi w detektywa...
  - Pójdę po naszego wychowawcę. - Szepnęłam do przyjaciółki, a ta kiwnęła głową. Po chwili już biegłam przez korytarz, następnie wpadając do klasy, w której obecnie mieliśmy lekcję. Nauczyciel spytał, czy już skończyłyśmy z Rose wizytę u pedagoga i gdzie jest brunetka, a ja jedynie odparłam, że musi jak najszybciej pójść ze mną, bo jedna z uczennic jest obecnie męczona przez trenera. Oczywiście rzucił wszystko, każąc klasie być grzecznym i poleciał za mną do składzika. Jak poszła reszta akcji? Myślę, że można się domyślić...
***
  Rzuciłam się Niallowi na szyję, piszcząc, że się za nim stęskniłam. Cóż poradzić... ten w odpowiedzi jedynie mnie cmoknął. Takiego słodziaka świat wcześniej jeszcze nie widział!
  - Idziemy gdzieś dzisiaj po lekcjach? Za rogiem otworzyli niezły sklep z mrożonymi jogurtami. Są świetne dodatki i smaki! - Zawołał ucieszony blondyn do reszty, gdy staliśmy już na parkingu.
  - Ta, bo nie ma to jak w zimie jeść mrożony jogurt, nie? - Prychnęła Alex, zarzucając włosami.
  - No ej! W lokalu jest całkiem ciepło, gardło nie będzie cię boleć... no chodźcie, no... nie dajcie się prosić. - Złożył łapki niczym do modlitwy, przybiegając minę zbitego szczeniaka. Wszyscy chwilę uparcie się  w niego wpatrywali, po czym nie wytrzymali i jęknęli, przytakując głowami. Tego jak się ucieszył nie dało się opisać.
  - To powodzenia! Ja lecę, z Aną idziemy na film. - Uśmiech Hazzy powalił. Naprawdę. Każdy z nas wybuchł śmiechem, o mało się nie przewracając.
  - Ciołku, masz szpinak między zębami. - Alex pisnęła, łapiąc się za brzuch. Czerwony loczek przyłożył do ust łapki. Lou przewrócił oczyma, podając mu paczkę gum do życia. O geez, z kim ja żyję!
  - Po co ci gumy? - Spytała zdziwiona Jade, mrużąc oczyska.
  - Muszę mieć świeży oddech. W każdej chwili możesz chcieć mnie po~ca~ło~wać. Tak więc przezorny zawsze ubezpieczony. - Puścił jej oczko, jednak chwilę potem padł na kolana, zwijając się z bólu.
  - Uuu... Al, prosto w czułe miejsce. - Zaśmiał się Zayn, obejmując swoją dziewczynę.
  - Nie ładnie! Pozbawiłaś mnie możliwości dzieci! I jak chcesz mieć niby potomków, hm?! - Wydarł się, nadal nie wstając.
  - Ja z tobą dzieci? Pff... - Prychnęła, ruszając w stronę jogurciarni... czy jak to się nazywa? Wracając, każdy z nas zamówił sobie po porcji. No, nie licząc blondaska. On zamówił pięć. Siedząc przy stoliku o mało nie zasnęłam... i nie, nie było cicho. Po prostu znowu działo się to samo. Alex i Lou się przekomarzali, Niall mnie obejmował i pożerał trzeci kubeczek, Rose i Zayn wysysali sobie twarze... a reszta? No, coś tam na pewno. Pewnie po prostu oddychali.
  - Zmęczona jestem. Chyba wrócę od razu do domu. - Ziewnęłam przeciągle, wstając.
  - A twój jogurt? - Spytał zdziwiony Niall.
  - Możesz zjeść. - Wzruszyłam ramionami, ruszając w podskokach w stronę domu. A co mi tam, znowu się przejdę. Idąc tak przez ulicę... zabłądziłam. Super, nie? Wychodzi na to, że moja orientacja  w terenie jest jeszcze gorsza od ostatniego wyniku z fizyki. Po co to komu do życia?! Powoli zaczęło się ściemniać, a ja nadal nie mogłam znaleźć drogi powrotnej. Za to szlajałam się po jakiś uliczkach.
  - Ej! - Usłyszałam za sobą męski głos. Plus kroki... paru ludzi. Zamiast się odwrócić przyspieszyłam kroku, ignorując dalsze krzyki. Cholera, cholera, cholera! W momencie, gdy jeden złapał mnie za nadgarstek, ja poczęłam się szarpać. Udało mi się ją wyrwać, jednak runęłam jak kłoda na podłogę, uderzając tyłem głowy w... coś. Dobra, nie dam rady się podnieść. Jęknęłam, przymykając oczy. I wtedy ktoś stanął przede mną. Jego tył wyglądał... znajomo. Nic dalej nie widziałam, nie licząc tatuażu przy nadgarstku osoby, która zaczęła bójkę z moimi "oprawcami".
***
Niesamowicie długo zaszło mi na napisaniu tego beznadziejnego i koszmarnego rozdziału ;-; Miałam dużo do roboty i nie mogłam znaleźć czasu... i weny. Także... no nic. Mam nadzieję, że nie znienawidzicie mnie za to ;c Przypominam o naszym drugim blogu <3

poniedziałek, 24 lutego 2014

Rozdział 49

Perspektywa Rose

Od pierwszej lekcji Alex siedziała jak na szpilkach. Ciekawe czym się tak przejmuje. To musi być coś ważnego skoro nawet na matmie nie uważała, a przecież to jeden z jej ulubionych przedmiotów. Gdy tylko lekcja matematyki się skończyła Alex wyszła szybko z sali i gdzieś zniknęła.
- Co jest z Alex ? - podeszłą do mnie Cat poprawiając swoje śliczne czerwone włosy.
- Nie mam pojęcia od rana jest jakaś nieobecna. - odpowiedziałam kierując się w stronę szafek, gdzie byli już Hazz, Liam i Niall.
- Widział ktoś Louisa ? - zapytał zaniepokojony Harry.
- Nie coś się stało ? - zapytała Cat wtulona już w Nialla.
- Jakoś szybko zniknął po dzwonku. - powiedział Liam.
- To tak jak Alex. - dorzuciłam.
- Może poszli na szybki numerek. - Harry ruszając znacząco brwiami.
- Zbok. - stwierdziła Anabella, która pojawiła się przy nas nie wiadomo skąd. Jak ona wytrzymuje z tym seksoholikiem ?! Nagle ktoś zaszedł mnie od tyłu i zakrył mi oczy. Mmmm te perfumy. Zayn.
- Cześć miśku. - odwróciłam się i dałam mu soczystego buziaka, a on stał lekko zdziwiony.
- Skąd wiedziałaś, że to ja. - wydął dolną wargę i spojrzał na mnie swoimi ślicznymi oczkami.
- Zayn może aż tak długo się nie znamy, ale wyobraź sobie że wiem jak pachną twoje perfumy. - wyjaśniłam mu, a on tylko mnie przytulił ze słodkim uśmiechem. Teraz czas na lunch więc poszliśmy do naszego stolika. Znajomi zajęli się konwersacją, a mnie pochłonęły przemyślenia. Dawno nie miałam czasu na rozmowy z Zayn'em. Zawsze jesteśmy ze znajomymi, nie że mi przeszkadzają, ale też potrzebuje go tylko dla siebie. Jak już jesteśmy razem to, albo ja, albo on jest zmęczony i kładziemy się spać. Musimy coś z tym zrobić, bo mimo to że widzę go codziennie to najzwyczajniej za nim tęsknić.
- Rose już po dzwonku. - pstryknął mnie nos mój chłopak.
- A tak już idę. - cmoknęłam go przelotnie i pobiegłam do klasy.
- Skoro panienkę Rosalie nie obowiązuje dzwonek to może wynagrodzi nam coś piosenką ? - spojrzał na mnie nauczyciel śpiewu.
- Jak pan karze. - weszłam na małą scenę i mimo że występowałam przed większą że tak powiem publiką to i tak zżerał mnie stres. Podłączyłam odtwarzacz muzyki i wybrałam melodię. Stanęłam przed mikrofonem i zaczęłam.


- Dziękuję, a teraz wracaj na miejsce i więcej się nie spóźniaj. - powiedział i zaczął prowadzić lekcję. Usiadałam obok Alex, która wgl mnie nie zauważyła. Jeny co się z nią dzieje.
- Alex. - szepnęłam do niej i nic.
- Alex. - znów szepnęła i tym razem pstryknęłam ją w ramie.
- Co ?! - powiedziała jakby wyrwana z jakiegoś innego świata.
- Co się z tobą dzieje ? - powiedziałam cicho.
- No bo Lou ma dzisiaj zaliczenie z matmy i to przeze mnie, a nie czekaj to przez twój głupi zakład. A jak nie zda czy ty wiesz jakie dla niego są ważne studia ?! Gdyby nie ten pierdzielony zakład spokojnie miał by dwa, ale nie musiałaś wymyślić akurat takie zadanie. - krzyknęła oburzona i wyszła z klasy trzaskając drzwiami. Ojć a może trzeba było kazać jej pocałować Louisa publicznie. Nauczyciel nawet nie zauważył jej wyjścia, bo wczuł się w opowiadanie o tym jak śpiewał kiedyś z gwiazdami bla, bla, bla. Spakowałam się i łapiąc po drodze Cat wybiegłam z sali.
- Co jej ? - zapytała Catie.
- Jest bardzo wielkie prawdopodobieństwo że jest na mnie zła o ten zakład, bo prze to Lou musi zaliczyć matmę, a wiemy jaki on jest z matmy i teraz ona się o niego martwi więc patrząc z tej strony jednak Alex się o niego serio martwi więc zależy jej na nim co pokazuje nam że ona ma jednak uczucia. - powiedziałam na jednym wdechu. A ona zakryła usta teatralnie udając wielkie zdziwienie.
- Jak to Jade ma uczucia przecież to nie logiczna. - oznajmiła, a ja cicho zachichotałam.

~*~

Po lekcji czekałam przed szkołą na przyjaciółkę muszę z nią porozmawiać. Wszyscy poza nią i Lou pojechali już do domu, a oni dalej siedzą w tej szkole ile można. Po chwili zobaczyłam na końcu korytarza jak Louis idzie z bananem na twarzy, a Alexandra skacze z radości drąc się że wiedziała że da radę. OMG może ona jednak serio go kocha.
- Alex ja ... - zaczęłam, ale mi przerwała.
- Rose przepraszam, że na ciebie nakrzyczałam po prosty o dziwo to zaliczenie Louisa było dla mnie ważne. - powiedziała chyba sama niedowierzając w słowa wypływające z jej ust.
- Awww Jade w końcu zrozumiałaś że Lou serio coś dla ciebie znaczy. - zaświergotałam, a ona zrobiła minę jakby miała zaraz zwrócić lunch więc wybuchłam śmiechem.
- Idziecie w końcu ! - wydarł się wesoło Louis stojąc już od dłuższej chwili przy aucie.
- Tak, tak już oddaje ci twoją ukochaną dziewczynę. - powiedziałam rozbawiona i zostawiłam ich kierując się do swojego auta. Pomachałam im jeszcze na odjezdne i ruszyłam w stronę willi Malików w której mieszkałam. Zajechałam po drodze jeszcze do supermarketu i zrobiłam zakupy, bo w lodówce świeciło pustkami. Weszłam do kuchni z zakupami i porozstawiałam wszystko na właściwe miejsce. Po chwili do pomieszczenie wparowało rodzeństwo Malik.
- Co na obiad ? - zapytała Catie.
- To co sobie zrobisz. - odpowiedziałam jej ze słodkim uśmiechem.
- Koteczku zrób coś do jedzonka prooooszę. - zawył mój chłopak robiąc słodkie oczka, jeny jak ja mam mu się oprzeć ?!?
- No doobra. - wywróciłam oczami, a oni przybili sobie piąteczkę. Zrobiłam makaron z kurczakiem w sosie pieczarkowym. Zajadali aż im się uszy trzęsły co było zabawnym widokiem.
- Macie jakieś plany na dzisiaj ? - zapytała Cat sprzątając po obiedzie.
- Tak mamy. - powiedziałam sypiąc jedzenie zwierzakom, które tylko słysząc szelest karmy w ich mikach pojawiły się jak na komendę w kuchni.
- Mamy ? - spojrzał na mnie zdziwiony chłopak.
- Tak mam dla ciebie niespodziankę. - uśmiechnęłam się słodko.
- Ooo to słodkie. - zaklaskała w dłonie Cat i po chwili już jej nie było pomieszczeniu.
- No więc jakie mamy plany na dzisiaj ? - zapytał Zayn.
- To niespodzianka skarbie. - oznajmiłam i poszłam do naszej sypialni, a on za mną.
- Rosalie prooooszę. - przeciągnął i znów te oczka.
- O nie, nie tym razem. Jak niespodzianka to niespodzianka. - pstryknęłam go w nos i złapałam torebkę do której zaczęłam wpakowywać potrzebne mi rzeczy. Chłopak ciągle lustrował mnie wzrokiem, a ja krzątałam się po pokoju. Gotowa spojrzałam znacząco na Zayna, a on złapał za kluczyki od auta.

~*~

Dojechaliśmy na polanę obok wesołego miasteczka, gdzie znajdowała się niespodzianka.
- Rose mogę już zdjąć tą opaskę ? - kolejny raz zadał to samo pytanie.
- Zayn jeszcze minutka. - powiedziałam i zgasiłam silnik. Wyszłam i podeszłam do drzwi pasażera, aby pomóc wysiąść chłopakowi.
- Już ! - krzyknęłam podekscytowana, a chłopak zdjął opaskę i rozdziawił buzię.
- Bungee jeny kochanie to było moje marzenie ! - spojrzał na mnie z iskierkami w oczach, a ja uśmiechnęłam się zadowolona z efektu niespodzianki.
- Wiem, dlatego cię tu zabrałam. - podskoczyłam zadowolona z jego reakcji.
- Zawsze chciałem skoczyć na bungee z ukochaną osobą. - wyszczerzył się do mnie, a ja poczułam jak robi mi się słabo.
- A .. ale .. ale że ... - zaczęłam się jąkać.
- No chyba nie myślałaś, że skocze sam. - dodał rozbawiony moim spanikowanym spojrzeniem.
- Zrobię to tylko i wyłącznie dla ciebie. - powiedziałam głośno przełykając ślinę, a chłopak przerzucił mnie przez ramie i zaczął biec w stronę bungee. Oboje śmialiśmy się w niebo głosy, zapowiada się ciekawe popołudnie. Zayn ze mną na ramieniu podbiegł do mężczyzny i kobiety siedzących pod parasolem.
- Hej wy pewnie na skok. - powitał nas chłopak.
- Tak. - odpowiedział mój chłopak.
- Razem czy osobno ? - zapytała kobieta.
- Razem. - powiedziałam niepewnie, a Zayn mocniej ścisnął moją rękę dodając mi otuchy, której teraz bardzo potrzebowałam. Facet gestem ręki zaprowadził Zayna koło dużego napompowanego materaca gdzie zaczął zakładać mu różne uprzęże, a ja w tym czasie zapłaciłam kobiecie i podpisałam jakieś zgody. Poszłam do mężczyzny który już przygotował Zayna i zabrał się za mnie. Na początku musiałam się zważyć, aby dobrze dobrał zabezpieczenia. Następnie przypiął do moich kostek uprzęże, które łączyły się z tymi przy kostkach mojego chłopaka. W trójkę wsiedliśmy do metalowej klatki z dziurą w podłodze. Dźwig szarpnął gwałtownie więc natychmiast wtuliłam się w chłopaka, a on dal mi całusa w czoło. Gdy byliśmy już na górze można było zobaczyć piękny widok Londynu w oddali. Spojrzałam w duł i o mało oczy z orbit mi nie wyskoczyły cholernie tu wysoko.
- Macie zabezpieczenia, wszystko sprawdzone tylko pamiętajcie żeby się mocno siebie trzymać. - powiedział mężczyzna i otworzył metalową kratkę. Stanęliśmy przy niej i przytuliliśmy się bardzo mocno.
- Gotowa ? - zaśmiał się Zayn słysząc mój przyspieszony oddech.
- Jak to przeżyjemy to cie za to zabije. - syknęłam, a ob wybuchł śmiechem przechylając się po czym dosłownie wypadliśmy z klatki. Mój ukochany mocno trzymał mnie w tali, a ja po chwili jak idiotka rozłożyłam ręce, bo o dziwo to nie było takie straszne. Razem głośno się śmialiśmy i gdy już szarpnięcia ustały zaczęliśmy zjeżdżać w dół.
- Wiedziałem, że ci się spodoba. - powiedział Zayn i dał mi namiętnego buziaka. Opuścili nas na materac i odpięli zabezpieczenia. Nadal podekscytowani podeszliśmy do kobiety, która wręczyła nam certyfikaty potwierdzające, że skoczyliśmy. Schowaliśmy je do auta i poszliśmy do wesołego miasteczka. Kupiliśmy bilety wstępu i ruszyliśmy w głąb raju ze światełkami, wata cukrową i krzywymi zwierciadłami.
- Co chcesz robić ? - zapytał mnie mulat.
- Nie ważne co ważne że z tobą. - stanęłam na palcach i cmoknęłam go w policzek. Chłopak złapał mnie za rękę i zaciągnął do tunelu miłości.

~*~

Odwiedziliśmy chyba już wszystkie dostępne karuzele w tym wesołym miasteczku. Zjedliśmy mnóstwo hot-dog'ów, waty cukrowej i corn-dog'ów. Mieliśmy już wracać do domu gdy Zayn pociągnął mnie do budki z piłeczkami.
- Chodź skarbie wygram ci misiaczka. - powiedział i dał kilka dolarów mężczyźnie który podał mu trzy piłki wyjaśniając, że jak trafi nimi w tarcze to wygra pluszaka.
Pierwszy rzut - trafiony.
Drugi rzut - znów trafiony.
Trzeci rzut - jupi trafiony !
Rzuciłam się na szyje chłopaka, a on okręcił mnie wokół własnej osi tak jak to robią zakochani w romantycznych filmach. W sumie z Zayn'em czuje się jak w jednym wielkim romantycznym filmie, choć nie raz są też wątki dramatu i horroru, ale czym byłoby życie bez odrobiny adrenaliny. Spojrzałam na chłopaka, a później na misia i mnie zatkało. Ten misiek jest większy ode mnie !
- Ooo dziękuje kochanie. - powiedziałam biorąc od niego misia, który praktycznie całą mnie zasłonił.
- Nie to ja dziękuję za jeden z najlepszych dni w życiu. - cmoknął mnie w nosek. Jest tak kochany. Trzymając się za ręce i śmiejąc ruszyliśmy do auta. Zapakowaliśmy miśka do bagażnika i zajęliśmy swoje miejsca w aucie. Włączyliśmy radio i razem śpiewając wróciliśmy do domu. Weszliśmy, ale nikogo nie było za to znalazłam karteczkę na stole :
"Jestem z psiakami na dworze. Później idziemy do El i śpimy u Danielle. Nie martwcie się o mnie. Chata jest wasza. Widzimy się w szkole. Tylko spokojnie nie chcę być młodą ciocią. Kocham Was Cat xoxo"
- Skoro chata nasza to może wspólna kąpiel ? - powiedział mój chłopak całując mnie po szyi i zsuwając mi sweter z jednego ramienia.
- Mmm panie Malik bardzo kusząca propozycja. - odchyliłam głowę dając mu większy dostęp do mojej szyi na której pojawiało się coraz więcej całusów. Chłopak wziął mnie na ręce i zmierzał do łazienki. Odkręcił wodę i zaczął zdejmować moje ubrania, ja nie byłam mu dłużna i już po krótkim czasie oboje byliśmy w bieliźnie. Chwilkę później i ona wylądowała na kafelkach. Nie wstydziłam się Zayna w końcu nie pierwszy raz widział mnie całkowicie nago. Weszliśmy pod zaszklony prysznic rozkoszując się ciepłą cieczą spływającą po naszych ciałach. Myliśmy nasze ciała i chlapaliśmy się wodą jak dzieciaki.
Zayn zaczął całować mnie po twarzy co mnie rozbawiło. To najwspanialsza osoba jaką w życiu spotkałam. Mimo że czasem potrafi mnie zdenerwować lub zasmucić wiem że zawsze mogę na niego liczyć. Po skończonej kąpieli owinięci w ręczniki poszliśmy do sypialni. Chciałam ubrać piżamę, ale mój chłopak miał inny plan na wieczór. Zaczął zachłannie wpijać się w moje usta i prowadził mnie w stronę naszego łóżka. Złapał moje pośladki i przycisnął mnie do siebie przez co z moich ust wydobył się zduszony jęk. Uwielbiałam sposób w jaki mnie dotykał. Robił to zachłannie, ale również delikatnie. Poczułam jak na wysokości mojego brzucha męskość mojego chłopaka coraz bardziej o sobie przypomina. Położyliśmy się na łóżku nie odrywając od siebie ust. Pozbyliśmy się ręczników rozkoszując się widokiem swoich ciał. Atmosfera robiła się już naprawdę gorąca, gdy nagle ktoś zadzwonił do drzwi. Założyłam szybko bieliznę i wciągnęłam na siebie koszulkę Zayna. Jego mina mówiła, ze nie był zachwycony zaistniałą sytuacją. Zbiegłam do przedpokoju i otworzyłam drzwi, gdy tylko ujrzałam osobę tam stojącą moje ciśnienie podskoczyło do 360.
- Ooo córeczko jesteś tak śliczna nic się nie zmieniłaś, ale co to za ubrania nie boisz się że jakiś zboczeniec będzie cię przez okna podglądywał. A twoje włosy co się z nimi stało może byś się chociaż uczesała nigdy nie wiadomo czy nie będziesz musiała gdzieś wyjść, a tak przecież się nie pokarzesz. - zaczęła i odsuwając mnie weszła w głąb domu. Nagle z góry zszedł Zayn w samych bokserkach.
- A to co za młodzieniec. Sypiacie razem czy to coś poważniejszego. A może to tylko jednodniowa przygoda. No nie ładnie, nie ładnie rozszalałaś się młoda damo. - powiedziała moja matka po polsku, a mój chłopak spojrzał na mnie pytająco.
- Mamo możesz mówić po angielsku. I tak dla twojej wiadomości to jest Zayn mój chłopak A przy okazji skąd wiedziałaś gdzie mnie znaleźć. - powiedziałam jej bez entuzjazmu.
- Oj skarbie chyba wiesz że ja zawsze wiem gdzie jesteś. Mniejsza nie zaproponujesz mi nic. - powiedziała patrząc na mnie z wyższością.
- Może drzwi wyjściowe. - wymamrotałam cicho, a Zayn próbował powstrzymać śmiech.
- Mówiłaś coś ? - spojrzałam na mnie.
- Nie nic nie powinnaś być z ojcem ? - rozsiadłam się na kanapie razem z Malikiem, a ona z wielką gracją usiadła na jednym z foteli.
- Jest jeszcze w pracy więc postanowiłam cie odwiedzić. Całkiem ładnie się tu urządziłaś. A gdzie tak no jak jej tam ... - zaczęła się głowić. Fajna matka która nawet nie zna imienia twojej najlepszej przyjaciółki. Jeny ona sama się pogrąża.
- Alex ona ma na imię Alex. Wiesz nie żeby coś, ale my musimy iść już spać, bo jutro idziemy do szkoły. - powiedziałam dając jej do zrozumienia żeby sobie już poszła.
- No dobrze rozumiem odwiedzę jeszcze twojego brata. - zaczęła się zbierać do wyjścia więc wstałam by ją odprowadzić. Stanęła przed drzwiami i mnie nagle przytuliła. Yyyy to dziwne.
- Pamiętaj w czwartek wieczorem wywiad w miejscowej stacji telewizyjnej. Masz tu małe ściągawki. - wcisnęła mi jakąś kartkę w dłonie i wyszła.
- Fajną masz mamę. - do przedpokoju przyszedł Zayn drapiąc się po karku.
- Tak wiem jest okropna. - syknęłam.
- Co mówiła na początku w ogóle jej nie rozumiałem. - zapytał.
- Pytała czy jesteś tylko kolesiem do spania czy to coś poważniejszego. - powiedziałam krzywiąc się na jej słowa. Co ta kobieta ma w głowie. Jak matka może pomyśleć o własnej córce, ze szuka sobie kolesi na raz. Żenada a nie matka. Spojrzałam na kartkę i myślałam że się przewidziałam. Ta kobieta napisała mi właśnie odpowiedzi na przewidywane pytania z podpisem NAUCZ SIĘ TEGO! No ją już ponosi do reszty.

_______________________________________
No i jest 49 rozdział :) Jak Wam się podoba ? Mam nadzieję, ze Was nie zawiodłam. Liczę na Wasze komentarze z opiniami. Krytykę przyjmę równie dobrze co pochwały o ile będzie uzasadniona ;) Przypominam Wam również o naszym drugim blogu i mam nadzieję, że zajrzycie tam i zostawicie po sobie ślad w postaci komentarzy http://na-zawsze-twojax.blogspot.com/ :) Możecie tam też w zakładce "Wasze blogi" dodawać linki Waszych blogów które polecimy :)
Pozdrawiam Nats <3

niedziela, 5 stycznia 2014

Rozdział 48

Oczami Alex:
No i przegrałam ten pierdolony zakład. Sorry za przekleństwo ale to był pierdolony zakład! Jak mogłam pomyśleć, że wygram? Przecież to nie w moim stylu być dla ludzi miła ale Malik poważnie – przegiął. Serio rzucił mi pilota i co? Myślał, że pobiegnie jak pies za kością? Boże i jeszcze jak się schlał. Masakra! Jak Rose może z nim wytrzymywać? A właśnie ciekawe co moja kochana przyjaciółka przygotuje dla mnie. Jezu przegrać zakład w tak fatalnym stylu? Chyba to potrafię tylko ja! Alex Scarlett Brown.
Siedziałam na kanapie opychając się chipsami i zastanawiając się co przygotuje dla mnie Rose. Ona jest szalona więc może nawet mi kazać wejść nago na szkolny budynek i zatańczyć macarene.
- Siema tygrysie. – powiedział Louis wchodząc do domu taszcząc ciężkie torby z zakupami. Ooo jako on jest kochany! I jaki dobry z niego chłopak. To chyba rzeczywiście miłość mojego życia! (czujecie ten sarkazm?) LOL. To logiczne, że prędzej czy później mi się znudzi ale Cii. Niech myśli, że jest tym jedynym.
- Witaj mój przyszły mężu. – odpowiedziałam z drwiną wpakowując sobie do ust garść chipsów. Mój chłopak zmarszczył brwi i stanął na środku salonu przez chwilę nic nie mówiąc. W końcu wybuchnął śmiechem i potrzasnął głową.
- Alex, poważnie? Przyszły mężu? Weź się ogarnij. My nawet nie jesteśmy zaręczeni. – mruknął i skierował się w stronę kuchni. Zmarszczyłam brwi. Czy ten dupek chce mi powiedzieć, że on również nie wiążę ze mną przyszłości? To już przechodzi ludzkie pojęcie! Ja jestem dziewczyną i mi wolno! Mam prawo do zmieniania zdania i uczuć ale on? Prychnęłam pod nosem i starałam się udawać, że mnie to nie obchodzi. Przecież mi się znudzi, prawda? Ja też mogę mu się znudzić. To wcale nie znaczy, że jestem nudna … RACJA?!
- Rose nie wie jakie zadanie masz wypełnić wiec podsunąłem jej pomysł abyś przelizała się ze striptizerką i to nagrała a potem pokazała mnie! – krzyknął z kuchni Louis jak zwykle wspaniałomyślnie. Jezu, on serio?
- Och, zamknij się! – odkrzyknęłam.
- Nie martw się. I tak się nie zgodziła więc dałem drugi pomysł – abyś przelizała się ze mną i wstawiła to na twittera!
Wywróciłam oczami.
- Na twittera? Serio?!
- I znów cię muszę uspokoić! Na to również się nie zgodziła. Powiedziała, że masz cierpieć a nie mieć przyjemność!
Pff co to za przyjemność? Całować się z tym kretynem? Żadna. Ale jestem jego dziewczyną a dziewczyny to robią, prawda? To znaczy od czasu do czasu. A właśnie… dawno się nie całowaliśmy. Ale to nie ma związku z tym, że źle całuje. RACJA?
- I co w końcu postanowiła?! – wrzasnęłam. W tym momencie Louis przyszedł do salonu, gdyż pewnie skończył wypakowywać zakupy. I dobrze, nie chciało mi się już drzeć. Zdzieram sobie tylko nie potrzebnie gardło.
- Chwilka … więc dałem trzeci pomysł abyś zaprosiła naszego nauczyciela na romantyczną kolację. A jak odmówi, co pewnie zrobi to masz błagać go na kolanach wyjąć, że właśnie rzucił cię najseksowniejszy chłopak na świecie, czyli ja! I jesteś zdesperowana. Możesz zaproponować łóżko czy coś …
- Pogięło cię?! – spojrzałam na niego groźnie. – Mam nadzieje, że Rose odmówiła.
- No właśnie chodzi o to, że nie odmówiła … - zaczął nie pewnie a ja wystawiłam gałki oczne na wierzch! Że co proszę? Ona NIE ODMÓWIŁA? Mam podrywać nauczyciela? Cholera! Dzwonię do niej. Szybko wyjęłam telefon z kieszeni i wybrałam do niej numer. Odebrała za pierwszym razem.
- Louis już ci powiedział? – zapytała  a raczej stwierdziła.
- Tak kurde powiedział! – wrzasnęłam do słuchawki. – Mam zaprosić nauczyciela na kolację? I co? Pewnie jeszcze tego starego pana Johnsona?
- Możesz tego młodszego pana Gilberta.
- Dzięki! Wiesz? 5 lat młodszy jest! Ale uciecha! No HA HA HA. Alex pójdzie na randkę ze starcem! WOHO! Genialnie, co? Wszyscy będziemy mieć z niej bekę i robić z niej jaja przez najbliższe cholerne 10 lat!
- Woo żesz Alex poważnie, jak Louis z tobą wytrzymuje? Daj mi go do fona. – powiedziała a ja bez protestu dałam go jej do telefonu. Przez parę sekund Rose coś mówiła a Lou odpowiedział:
- Co? Jak ja z nią wytrzymuje? Normalnie. Wchodzę na twittera patrzę ile mam fanów, potem na stan mojego konta i na osiągnięcia zespołu i odechciewa mi się samobójstwa.
Wywróciłam oczami i wyrwałam telefon Louis’owi, który zaczął się śmiać.
- Powiedz Zayn’wi, że pożałuje, że przez niego przegrałam zakład. Pewnie to ukratował intrygant jeden. Zapłaci mi za to!
Po tych słowach rzuciłam telefon na kanapę i oddychałam ciężko przez parę minut póki się nie uspokoiłam. Jutro zapowiada się za je bi sty dzień. POWAŻNIE.
                                                                                  ***
W szkole Zayn i Harry cały czas coś do siebie szeptali i się śmiali i byłam pewna, że chodzi o ten zakład. Starałam się nie zwracać na nich uwagi ale potem podeszła do nich Rose z Cat więc wtedy byłam zmuszona tam podejść. Niech ich szlak wszystkich!
- Więc jak się ubierzesz na swoją pierwszą randkę z panem Gilbertem? – zapytał Malik chichocząc.
- Zayn! – Harry uderzył go lekko w ramię. – Ona jeszcze się nie zdecydowała czy iść z panem Johnsonem czy Gilbertem a ty już pytania odnośnie stroju zadajesz.
Starałam się nie wybuchnąć ale było ciężko.
- Rose. – zwróciłam się do niej. – Czemu posłuchałaś mojego durnowatego chłopaka? – spytałam najsłodszym głosem na jaki było mnie stać.
- Powiem Louis’wi jak go nazywasz. – powiedział Styles na co wystawiłam mu język.
- Mogę go nazywać jak chcę. To mój chłopak nie twój.
- A to się jeszcze okaże. – powiedział z szerokim uśmiechem. Uniosłam brwi.
- Grozisz mi, że odbierzesz mojego chłopaka?! – zapytałam ostrym tonem, że aż schował się za Zaynem przestraszony. No, no. Niech lepiej nikt ze mną nie pogrywa bo jestem strasznie zazdrosna.
- Harry jest chłopakiem, nawet jakby chciał nie zabrałby ci Lou. – powiedziała Cat. – Bo w sumie nie ma to jak dziewczyny, nie? – uśmiechnęła się.
- Czy ja wiem? – wzruszyłam ramionami. – Myślę, że Louisowi jest wszystko jedno czy to dziewczyna czy chłopak. Ważne, żeby coś było.
Harry wybuchnął śmiechem. Zboczeniec.
- Zapewniam cię, że Louisowi nie jest wszystko jedno bo on lubi biust … chociaż … - spojrzał na mnie. – Skoro wybrał ciebie to może biust nie jest dla niego aż taki ważny? – podrapał się po brodzie zastanawiając się nad czymś. Ja tymczasem dałam mu po łbie na co jęknął i zwiał. Boże co idiota z niego. LOL. To ludzie pojęcie przechodzi czasem. Popatrzyłam na mój biust. A co jeśli rzeczywiście jest za mały? Albo Louisowi wszystko jedno czy to chłopak czy dziewczyna? W końcu nosi gejowskie rurki i lubi Grease. Hm, hm. Ale … to nie możliwe. RACJA?
- Dobra Alex. Pamiętaj o swoim zadaniu. Do dzieła, kocie! – powiedziała bojowo Rose.
- Wierzymy w ciebie. – Cat uniosła dwa kciuki ku górze.
- No idź! Pan Gilbert właśnie wszedł do klasy! Umów się z nim ty napalona małolato! – powiedział Zayn i popchnął mnie w kierunku klasy. Chciałam mu przyłożyć ale nie zdążyłam bo znalazłam się w pomieszczeniu a pan Gilbert spojrzał na mnie pytająco. Musiałam to zrobić. Wiedziałam, że cała trójka podsłuchuje pod drzwiami, które były lekko uchylone. Słyszałam nawet ich chichoty.
- Eee dzień dobry. – powiedziałam nie pewnie.
- Witam panno Brown. – odpowiedział poważnym tonem. – Coś się stało?
- Niee ja tylko … eee … cudny mamy dzień, prawda? Chociaż nie długo wieczór … czas kolacji, prawda? Jada pan kolacje? Są dobre, nie? Co pan ostatnio jadł na kolacje? Bo ja spaghetti. Mój chłopak robił dobre. Ale nie jesteśmy razem, rzucił mnie. Dla takiej blond zdziry. – powiedziałam z chytrym uśmieszkiem, gdyż wiedziałam, że pod drzwiami Louis pewnie też się znajduje i podsłuchuje. – Ta zdzira jest deską. Nie ma zbyt wiele do zaoferowania. Nie to co ja. To znaczy … nie to, że chce cos oferować … i to jeszcze panu. Nie, nie. Ja po prostu … kolacja to dobry początek naszej znajomości … miałam na myśli jedzenie nie nas. Tylko jedzenie. Rozumie, pan?
Pan Gilbert zmarszczył brwi.
- Jesteś głodna?
- Tak! – wykrzyknęłam uradowana. – Jestem głodna! To może zjemy u pana?
- Głodna i zdesperowana. – powtórzył w zamyśleniu. – Hm … Alex, rozumiem, że rzucił cię chłopak ale ja mam 52 lata.
Otworzyłam oczy ze zdziwienia. Boże! On skapował się, że go podrywam. Szlak. Myślałam, że zrobię to bardziej dyskretnie.
- Wiem ale … wiek to tylko liczba prawda?
- No niby tak ale … ty masz 18 lat. Nie sądzisz , że to zbyt duża różnica wieku?
- Wie pan, chłopaki w moim wieku są tacy nie dojrzali! Nie to co pan. Na przykład mój eks, Louis to był totalny dzieciuch. Wierzył nawet w świętego mikołaja! Uwierzy pan? PORAŻKA. Ja potrzebuje mężczyzny. To jak? Będzie ta kolacja?
- Alex, nadal nie uważam żeby to był dobry po …
W tym momencie jak jakaś wariatka  uklęknęłam i złapałam nogę nauczyciela krzycząc:
- Błagam! Błagam! Niech się pan zgodzi! To tylko kolacja! Policja się nie obrazi! Jestem dorosła!
- Alex, proszę wstań …
Uczyniłam jego prośbę. Aż taką wariatką nie jestem. Zaprosiłam nauczyciela na kolację, błagam go aby się ze mną umówił. Zadanie wykonane. Mogę iść.
- Ehem. No cóż, przepraszam za kłopot. Próbować zawsze warto. – powiedziałam i chciałam wyjść z klasy ale pan Gilbert rzekł:
- Louis Tomlinson cię rzucił dla tej zdziry? To on sprawił, że jesteś tak zdesperowana, że zaprosiłaś mnie na kolację? To on cię tak zranił?
- Tak to on. Nie ma pan pojęcia jak bardzo. – złapałam się za serce. Louis wymyślił to głupie zadanie więc odpłacę mu za to. – Płakałam dniami i nocami. Nie chciałam nic jeść a on miał to gdzieś! Dzwoniłam do niego a on pisał mi obraźliwe sms. Nie chce ich cytować ale jeden brzmiał: Pocałuj mnie w dupę ty głupia szmato!
Nauczyciel pokręcił głową z niedowierzaniem.
- Co za typ. A ja chciałem mu postawił dwóję z matmy. Ale zmieniam zdanie. Ponownie jest zagrożony. – powiedział pan Gilbert siadając na krzesełku. Otworzyłam usta ze zdziwienia. Że co proszę?! Mój Louis zagrożony z matmy?! Przeze mnie? Boże on sobie nie da rady. 20 razy próbowałam mu wytłumaczyć ten przedmiot i nie szło a teraz on miał szansę zdać a ja to niszczę? Cholera. Jestem okrutna ale nie aż tak. Przecież to bzdura. On mi nic nie zrobił. Nawet uważam, że bałby się chociaż pomyśleć o zdradzaniu mnie.
- To znaczy w tym było też trochę mojej winy … - zaczęłam. – Byłam złą dziewczyną. Louis miał prawo przelecieć tą zdzirę. Wie pan, wiecznie napalony chłopiec. To znaczy nie! Źle to ujęłam. On nie jest napalony tylko niezaspokojony … Nie! Znów źle powiedziałam … ja to moja wina! Nie potrafiłam go zaspokoić …. – mówiłam jak idiotka. Cholera co ja wyrabiam? Mam oczerniać siebie czy jego?
- Koniec tego panno Brown. Proszę nie usprawiedliwiać tego palanta. Wiem, że nadal go pani kocha ale to głupi dzieciak.
- Ale on jest miły i słodki i zasłużył na tą dwóję z matmy!
- Nie, nie zasłużył. Ma pięć jedynek i dwie dwójki. Ale chciałem mu postawić dwóję bo go lubie i rozbawia mnie na lekcjach. Niestety. To taki typ? Pff. Nie spodziewałem się tego. Każdy mężczyzna powinien szanować swoją kobietę. Pewnie cię jeszcze bił i poniżał a nawet zmuszał do stosunku seksualnego za pomocą gróźb. To podlega pod policję.
- Nie! Boże nie! Nie zmuszał mnie! To ja go zmuszałam! Przywiązywałam go kajdankami do łóżka i robiłam zdjęcia nago i wstawiałam do Internetu! – skłamałam. – I jeszcze biłam go po twarzy i przeklinałam dużo.
- Proszę już iść. Ja wiem jaka jest prawda. Pani kłamanie nic nie zmieni.
Ciężko westchnęłam. Cholera, Louis to wspaniały chłopak. Wczoraj zrobił SAM zakupy i SAM rozpakował i NIE NARZEKAŁ przy tym. A ja jestem PODŁA. Wyszłam z klasy i napotkałam Zayn’a, który był czerwony ze śmiechu podobnie jak Harry. A Liam i Niall chichotali pod nosem. Ana też był rozbawiona tą sytuacją a ja czułam się jak idiotka. Rose i Cat też mieli wesołe miny chodź to nie było fajne.
- Ta da! Zadanie wykonane. – powiedziałam bez entuzjazmu. – Gdzie Louis?
- Poszedł do tej blond zdziry. – odparł Malik i ponownie wybuchnął śmiechem. Wywróciłam oczami.
- Pytam poważnie.
- A my ci poważnie odpowiadamy. Tylko go nie zakuj znów kajdankami.
- Niech cię szlak, Malik. – mruknęłam i chciałam odejść ale Harry krzyknął:
- Poważnie to Louis poszedł kupić książkę „Jak zaspokoić swoją kobietę”.
Nie mogłam tego wytrzymać i znów dałam mu po łbie. A ten ponownie schował się za Zayn’em. No genialnie! Naprawdę genialnie.
- Cat, Rose, Ana? Powiecie mi gdzie on jest?
- Poszedł ostro zakuwać matmę!! – wydarł się Harry jakby był zjarany. Dobry Boże.
- Był tutaj z nami ale jak dowiedział się, że dostanie jedynkę z matmy to poszedł. – wyjaśniła Cat.
- Ludzie plotkują, że poszedł się pomodlić …  – wtrącił Niall z pączkiem w ustach.
- Żeby zdać. – w zdanie weszła mu Ana.
- Ale sam jest sobie winien. To on wpadł na pomysł tego zakładu. – stwierdziła słusznie Rose. Kiwnęłam głową. Moja przyjaciółka ma rację. No ale jakby na to nie patrzeć to z mojej winy jest zagrożony z matematyki. Przecież nie kazał rozpowiadać mi tych okropnych plotek na swój temat! To była tylko i wyłącznie moja inicjatywa a właściwie zemsta za to, że mnie w to wkręcił.
- Jego wina czy nie muszę go znaleźć. – powiedziałam i ruszyłam przed siebie.
                                                                       ***
Weszłam do domu i krzyknęłam imię mojego chłopaka mając nadzieje, że znajduje się w środku i nie jest zbytnio na mnie wściekły. O boże! A jak moje wybryki to dla niego za dużo i mnie rzuci! Nie zniosłabym tego. I co ja mówię? Przecież jeszcze wczoraj myślałam, że kiedyś mi się znudzi i zbytnio się nie przejmowałam końcem naszego związku a teraz martwię się, że ma w planach mnie rzucić! To serio, dziwne. Weszłam nie pewnie schodami na górę drąc się „Louis!”. Jednak nie odpowiadał. Otworzyłam drzwi do naszej sypialni i … zobaczyłam go siedzącego nad stertą książek. Zamrugałam kilka razy nie wierząc w to co widzę. Lou uczy się matmy?  
- Aaaaalex na pomoc! Przez jakąś jędzę jestem znów zagrożony z matmy i nie wiem co mam zrobić bo nic z tego nie rozumiem. – powiedział zrozpaczony. Zmarszczyłam brwi.
- Lou, ja byłam tą jędzą. – przypomniałam mu.
- No właśnie mówię. – odpowiedział wesoło na co wywróciłam oczami. – Powiedz mi, skarbie, a czy są jakieś inne jędze w tym mieście? Wątpię. You are the one!    
- Och, czuje się taka wyjątkowa.   
- Bo jesteś wyjątkową jędzą. – stwierdził z lekkim uśmiechem. – Ale musze ci pogratulować i złożyłbym ci pokłon ale bolą mnie plecy od dźwigania wczorajszych zakupów. Nie sądziłem, że wykonasz to zadanie. To było naprawdę „coś”.
- Jesteś ze mnie dumny? – spytałam zdumiona.
- Oczywiście. Jesteśmy tak samo rąbnięci. Myślałem, że tylko ja bym się tak odważył.
- I nie zamierzasz mnie rzucić? – upewniłam się na co parsknął śmiechem.
- Skąd ten pomysł? Zayn i Harry coś mówili? Nie słuchaj ich. Wiesz jacy są.
- Nic nie mówili. – powiedziałam siadając na krzesełku obok Louis’a. – Ale nie byłeś zagrożony a teraz jesteś i zbliża się koniec roku a wiem jak ważne są dla ciebie studia i jak twoja rodzina chce abyś na nie poszedł.
- No niby tak … - odparł kiwając głową. – Ale …
- Czy to jest ta chwila aby powiedzieć, że jestem ważniejsza od studiów? – zapytałam rozbawionym tonem.
- Nope. – rzekł z szerokim uśmiechem. – Ale to jest ta chwila aby powiedzieć, że nie rzuciłbym cię z powodu takiej głupoty.
Uśmiechnęłam się lekko. To miłe. To na serio miłe. Hm, myślę, że Louis nie znudzi mi się zbyt szybko. Jest naprawdę cudowny? O żesz ale to tandetnie brzmi.
- No ale Eleanor rzuciłeś … - przypomniałam mu gdy dzieliły go sekundy by mnie pocałować. Lou cofnął się ode mnie na pewną odległość.
- Taa. – odchrząknął. – To nie jest do końca takie proste. Ja i Eleanor … my … to … to było skomplikowane. Nasz związek jest prosty ja kocham ciebie ty kochasz mnie a z El … było kilka zawiłych spraw.
Kiwnęłam głową.
- Rozumiem.
Louis dał mi buziaka w czoło.
- Opowiem ci kiedyś. – zapewnił. Wiem, że opowie. On dotrzymuje obietnic. – A teraz wytłumacz mi tą matmę bo jutro mam test i zabije cię jeśli obleje. – zagroził na co zaśmiałam się.
- O ile ja wcześniej nie zabije ciebie za to, że nie kapujesz tak prostych rzeczy.
- Alex Brown jak zwykle brutalna kochanka. – powiedział na co dałam mu po łbie. Zawył jak dziewczyna a ja wyrwałam mu książkę i kazałam wskazać jaki temat teraz obrabiają. Czuje, że to będzie długa noc a jutro będę totalnie wykończona. Ale nie w tym sensie co myślicie zboczeńcy!
 ______________________________________________________________
Oto jest następny rozdział! Nie wiele się w nim dzieje i jest naprawdę beznadziejny ale już mam pomysł na 51 rozdział, który ja będę pisać. Mam nadzieje, że pomysł wam się spodoba a i dowiecie się parę ciekawych rzeczy o Louis’ie. Bo ja na razie pokazany jest tylko z tej lepszej strony ale uwierzcie mi podobnie jak Alex ma też swoje ciemniejsze strony. Następny napiszę dla was Natalia!

No to do zobaczenia! :P