wtorek, 17 grudnia 2013

Rozdział 47

     Perspektywa Carietty

 Sobota... ach, jak ja ją uwielbiam! Można spać ile się chce i nikt ci nie zrzędzi nad głową, że czas do szkoły. No, przynajmniej tę kwestię mamy załatwioną. Niestety... jęczący nad uchem Lucky i Amy również byli nie do zniesienia. Zleciałam z niezwykle wygodnego łóżka, czołgając się w stronę łazienki. Zayn wyjechał nie wiadomo gdzie załatwiać coś na uczelni, do której się wybierał. Mimowolnie się skrzywiłam, zakładając szarą bluzę z mopsem, który dumnie nosił czarną muchę pod łebkiem oraz miętowe rurki. Do tego czarne lity. Włosy związałam w wysokiego kucyka... czas iść do fryzjera... moje końcówki były bardziej rozdwojone, niż bliźniaki!
  - Alex?! - Wrzasnęłam przerażona, spoglądając na dziewczyny w kuchni, które jak gdyby nigdy nic piły kawę. Ohyda... jak coś takiego można dotknąć ustami?! Lub językiem?! A co dopiero przełknąć?! Nawet jak posłodzisz smakuje paskudnie! Fuu...
  - Witaj Caciu! Przyszłam odwiedzić naszą najulubieńszą przyjaciółeczkę! - Zachichotała... Alex... eee... hę?! - Chciałyśmy, z Rosią, spytać cię, czy poszłabyś z nami, hihihihi, Louiskiem, Nialleczkiem, Anabellcią i Harrusiem gdzieś na spacer! Takie rodzinne, wspólne wyjście, Cariettusio. To jak? Hę? Hęęę?? - Spytała roztaczając w okół aurę serduszek. Aż mi się niedobrze zrobiło. I wiecie co miała na sobie? SUKIENKĘ. RÓŻOWĄ!!! Wyglądała w niej trochę jak landrynka...
  - Co jej się stało? Chora? Alex! Brałaś coś?! - Pisnęłam, odskakując pod ścianę. Rose cały czas miała skrzywiony wyraz twarzy, mrucząc coś pod nosem. Dobra, obie coś brały. Do weterynarza trzeba je za...
  - Założyłam się z Rością o to, że cały dzień będę jak ona, a ona jak ja! Innymi słowy: jestem przesłodzonym aniołkiem. - Sztucznie zachichotała, trzepocząc rzęsami. Złapałam się za żołądek i buzię, bo... cofnęła mi się wczorajsza kolacja...
  - Coś mi się zdaje, że to zły pomysł... wyczuwam gęste opary nieszczęścia. - Zakaszlałam, machając przed twarzą dłonią. Nie, to jednak nie nieszczęście. Spojrzałam za okno na naszego sąsiada, palącego przy płocie. Zmrużyłam jak najgroźniej oczy, idąc do holu. Stamtąd wzięłam wielką, czerwoną butlę, następnie powracając do kuchni. Otworzyłam okno, następnie podnosząc do góry gaśnicę i celując nią w tego obrzydliwego typa. W jednej chwili był cały w pianie, a po papierosie nie było żadnego śladu. Alex udała zaniepokojoną, ledwo powstrzymując śmiech, za to Rose udała, że wcale nie chciała mnie za to skarcić i udała obrzydliwy śmiech wyjęty niczym z horroru.
  - Prędzej skrzydlate psy zaczną latać, niż ja pójdę z wami w TYM stanie! - Wrzasnęłam i w tym momencie coś huknęło, a po chwili do pokoju przez okno wleciał Lucky z... skrzydłami anioła, które rok temu używałam w przedstawieniu szkolnym. Wylądował na stole, następnie wyskakując przez drzwi.
  - Uznajmy to za specjalny znak z nieba. Skrzydlaty pies przeleciał przez kuchnię. No, to do dzieła! Czas iść na miasto! Podobno są poustawiane różne stoiska w samym centrum miasta! - Zawołała entuzjastycznie Alex. Westchnęłam ciężko, spuszczając głowę. Coś czuję, że to będzie długi, długi, dłuuugi dzień.

***
  - Łał! Cat, wyglądasz przepięknie! - Krzyknął Niall z iskierkami w oczach, lustrując mnie od góry do dołu. Uff, przynajmniej mój mysio-pysio-królisio się nie zmienił. Co za szczęście! Dzięki ci!
  - Dziękuję. - Odparłam zapewne równie czerwona co moje włosy. Serio, nie wiedziałam, że w różowej kurtce zimowej mogę wyglądać pięknie. No cóż...
 Wszyscy ruszyliśmy przed siebie, co chwilę zaglądając do spożywczaka, gdyż Niall zdawał się mieć większy apetyt niż zwykle. Ana była wtulona w zarumienionego Hazzę, Alex trzymała się z Louisem za ręce, krzywo się uśmiechając, a w jej oczach można było zobaczyć nutkę mordu, a Rose... Rose sama szła z tyłu, ze spuszczonym wzrokiem.
  - Cat... - Mruknął Niall, a jego mina nabrała powagi. - Zróbmy to.
  - Tak, zróbmy. - Przytaknęłam, z twarzą pełną zapału i energii. Cofnęliśmy się do tyłu, biorąc wyrywającą się Rose pod pachę.
  - E-Ej! Postawcie mnie na ziemi! Wy neandertalscy... eee... idioci? - Mruknęła zakłopotana. Gdy byliśmy już przy stoisku z gorącą czekoladą, zauważyłam, że nie ma z nami ani Anrry (Połączenie Anabelli i Harry'ego), ani Loxandry (Lou+Alexandra). Naburmuszona poprosiłam trzy mega kubki gorącej czekolady. Kątem oka przyglądałam się zamyślonej Rose. Zakład to zakład, ale ona ani razu dziś się nie uśmiechnęła. Bez przesady, nawet Alex nie jest na tyle bezduszna...
  - Coś się stało? - Spytałam, a ta odskoczyła do tyłu, mrugając z prędkością światła.
  - Hę? A, nie, nic. Wszystko okej. - Odparła, znów przybierając kamienną twarz. Przechyliłam delikatnie głowę, zastanawiając się o co mogło jej chodzić. Swoją drogą Zayn pójdzie niedługo...
  - Goooorąca czekolada stygnie, panienki! - Usłyszałam krzyk sprzedawcy. Odwróciłam się w jego stronę, a to co ujrzałam zmiotło mnie z nóg. Te mega kubki są... MEGA MEGA.
  - Tylko tyle? - Spytał zasmucony Niall, a ja z przerażeniem na niego zerknęłam. Umawiam się z kosmitą...

***

  - Gdzie wy byliście?! - Pisnął Hazza, mrużąc gniewnie oczy. - Przecież biedna Rose mogła się tutaj zgubić! Czy wy w ogóle myślicie?! Co, gdyby ktoś ją napadł? Lub coś jej się stało?! Wstydźcie się! - Zaczął wrzeszczeć, zwracając niepotrzebnie uwagę ludzi przechodzących obok nas.
  - E, Harold. - Usłyszałam szorstki głos Rose, patrzącą na niego z pod byka. W okół niej roztaczała się aura śmierci i przemocy. - Nie jestem dzieckiem. - Warknęła, zaciskając pięść. Ten z przerażeniem w oczach schował się za Aną, przepraszając i komplementując ją. Tchórz. Za to mi jest zimno. Bardzo, bardzo, bardzo zimno.
  - Skarbie... gdzie pojedziemy na wakacje? - Spytał mnie Niall, a ja uniosłam brwi ku górze. Wakacje? Jest środek grudnia. Zaczął padać śnieg. Niedługo święta. Serio pyta się mnie o lato, które będzie dopiero za parę miesięcy?
  - Nie wiem. Pewnie plaża... Rose się poopala, Alex będzie sypać piaskiem małe dzieci, Harry będzie grał w siatkę, a Ana będzie go obserwować ze świecącymi oczyma. Lou będzie pożerał lody, Zayn układał sobie włosy jak to zawsze, Liam może czytać książkę, Dan wziąć udział w konkursie tanecznym, a my... - Zaczęłam, a ten mnie przygarnął, kładąc głowę na mojej.
  - Myślałem bardziej o wakacjach we...
  - Ty pewnie weźmiesz udział w konkursie kto zje więcej, a ja będę ci kibicować. Potem popłyniemy łodzią i taką motorówką, która skacze po falach...
  - O czym gadacie? - Spytał Louis, liżąc... lizaka większego od jego głowy. WTF?! Skąd on coś takiego wytrzasnął?
  - I jak misiu-pysiu? Smakuje ci? - Spytała Alex, próbując nie wybuchnąć. Rose jakoś lepiej idzie wcielanie się w Jade, a Jade... ledwo daje sobie radę. Chyba wynik jest już przesądzony.
  - Wracamy już? Naprawdę zimno się robi... - Westchnęła Ana, poprawiając włosy. Zerknęłam na Hazzę, który robił dokładnie to samo, tą samą ręką, którą poruszał w ten sam sposób co ona. Straszne.
  - Tak. Zayn chyba już wrócił. - Odparłam wesoło, jednak Niall niemalże od razu zaprzeczył.
  - Poczekajcie tu, ok? Dopijcie czekoladę, ja muszę jeszcze gdzieś iść. Dajcie mi dwadzieścia minut! - Zawołał, cmoknął mnie w policzek i gdzieś zwiał.
  - Myślałam, że ty pierwsza uciekniesz od niego, a nie na odwrót. - Prychnęła Rose, a ja poczułam się... strasznie. Wiem, że miała się zachowywać jak Alex... ale ciut przesadziła. Spuściłam głowę, a Tori widząc to zrobiła krok ku mnie. Alex posłała jej chytre spojrzenie, a ta mimowolnie się skrzywiła. Najwidoczniej bardzo nie chciała przegrać. Swoją drogą ciekawe o co się założyły...
  - Hahahaha, masz rację, ja sama się tego nie spodziewałam... żeby facet uciekł od takiej wspaniałej dziewczyny, to już się nie mieści w głowie. - Zachichotałam, mrugając w stronę brunetki, która najwidoczniej odetchnęła z ulgą.
  - Ty też się założyłaś? Dlatego zachowujesz się jak Cristal? Bosh, ten świat schodzi na psy... - Jęknął Hazza, łapiąc się za głowę, w którą przywaliła mu Ana, gdy ten wspomniał o jej kuzynce. Wszyscy jak na komendę przewrócili oczyma, następnie kończąc czekoladę.
  - Proszę. - Usłyszałam za sobą głos mojego chłopaka. Odwróciłam się na pięcie powoli, niczym w horrorach, z rządzą mordu za to, że mnie zostawił. Widząc jednak w jego dłoniach gigantycznego, różowego królika z piskiem rzuciłam mu się w ramiona. Jakie to słodkie! Jeju! I romantyczne!
  - Dzięki, dzięki, dzięki, dzięki! Kocham cię, słodziaku! - Pisnęłam, cmokając go w policzek. Najwidoczniej liczył na więcej, gdyż spuścił głowę. Zachichotałam, nosząc jego podbródek i całując go w usta. Podczas naszego pocałunku słyszałam jedynie stęki Rose brzmiące "O fuuu! Jakie to przesłodzone!" i piski Alex "Jakie urocze!". Niech ten dzień już się skończy...
 Gdy brunetka i szatynka na samym przodzie mordowały się wzrokiem, ja z całą resztą szłam z tyłu, przytulając Horalika. To takie połączenie Horana i królika. Dzisiaj mam coś z tymi połączeniami słów.
  - Ej, Cat, którą obstawiasz? - Spytał Harold niemalże szeptem.
  - Co? Jak to obstawiam? - Mruknęłam zdziwiona, spoglądając na loczka.
  - No, jak myślisz, która przegra zakład. - Przewrócił Lou, cały czas liżąc tego wielkiego, tęczowego lizaka.
  - Aaa... Alex. - Wzruszyłam ramionami, a reszcie szczena opadła.
  - Naprawdę? A nie Rose? Przecież ona ledwo żyje... - Zauważyła jakże inteligentnie Ana.
  - Zayn dziś przyjechał... pewnie będzie świętował. Rose nie przegra, bo nie pokaże swojej natury. Za to znając Alex...
  - Ej, o czym tak plotkujecie? - Zachichotała Jade, a wszyscy jak na komendę ucichli, wzruszając ramionami. Do końca drogi już nikt się nie odezwał.

***

  - Zayn, wróciliśmy! Robimy Party Hard! Reszta u nas nocuje! Zaraz przyjadą Li, El i Dan! - Wrzasnęłam, wchodząc do domu, a za mną przydreptały tamte kaczątka. Po wejściu do salonu wszystkim kopary opadły, a ja oparłam się plecami o ścianę. Nic nowego.
  - Zay, co to do cholery za syf?! Wszędzie puszki po piwie! Czemuś się schlał?! I paliłeś! Tu śmierdzi! Ogarnij się! Jesteś śmierdzącym jełopem! Nawet świnie taplające się w swoim własnym gównie są bardziej wychowane od ciebie! A myślałam, że... - Zaczęła krzyczeć, a następnie przeklinać, jednak przestałam cokolwiek słyszeć przez wielką ciężarówkę przejeżdżającą obok naszego domu. Jak w takich kreskówkach dla dzieci, gdy ktoś przeklina. Tylko tam z reguły jest dźwięk gumowej kaczki, czy mikser. Hah...
  - Ooo! Rosia! Jak ty ślicznie wyglądasz! - Zaczął śpiewać, co chwilę czkając. - O! Alex! Jak zwykle paskudna! Chyba masz ludzkie mięso między zębami! Huhuhuhu, hihihihih, hahahaha...
  - Zayn, proszę, zamknij... - Zaczęła szatynka, ledwo powstrzymując furię.
  - Okno, tak? Hello, oślepłaś czy coś? Jest Z.A.M.K.N.I.Ę.T.E. Hahaha, a mówią, że to ja nie zauważam szczegółów! Hahahaha! O jeny, moje oczy... to coś to twarz? - Spytał, wskazując na... mnie. Wytrzeszczyłam oczy, nie mogąc uwierzyć. On nie miał jechać po mnie! Ty... wzięłam obraz wiszący na ścianie, a następnie cisnęłam nim w mojego brata. Nie mam cela. Trafiłam w wazon przy kanapie.
  - Spokojnie... - Szepnął Niall, przytulając mnie od tyłu.
  - Ej, Alex! Aport! - Krzyknął, rzucając pilotem w bok. Wtedy w oczach szatynki pojawiły się płomienie, a ta rzuciła się na mojego spitego braciszka leżącego przy kanapie, w rozpiętej koszuli. Lou na całe szczęście ją od niego odciągnął, zaraz po tym gdy ta zaczęła nim szarpać za kołnierz, a ten krzyczał "Weeeeeee!" jakby był na karuzeli.
  - Przegrałaś zakład! - Pisnęła podekscytowana Rose, tańcząc taniec szczęścia. Niall zaczął dancować razem z nią, Lou dalej odciągał szarpiącą się Alex od rapującego Zayna. Harry i Ana całowali się i obmacywali gdzieś w kącie, a ja stałam, liżąc lizaka Lou. Co tam, że to jego? Jest dla mnie jak brat... i pewnie i tak by się podzielił. W tym momencie do domu wpadł Liam niosąc Dan na rękach oraz Elka, gadająca z kimś przez telefon. Widząc całe zamieszanie, potłuczony wazon i podarty obraz, Eleanor upuściła telefon, a Li upuścił Danielle. Otaczają mnie sami idioci...

***

Hej, hej, hej! ^^ Łoo... rozdział gorszy od mojej oceny na semestr z historii (1 T^T) i tyle go pisałam... długo. Wybaczcie... sama nie wiem czemu tak wyszło xD Ale w końcu dodaję <3 Mam nadzieję, że jednak jakieś komentarze będą i jeszcze nie zapomnieliście o tym blogu xD Z dziewczynami chcemy go podtrzymać jak najdłużej, chyba, że uważacie, że już powinnyśmy go zakończyć xD Plus zapraszamy na naszego drugiego bloga, również o trzech przyjaciółkach. Scarlett (mnie), Libby (Natę) i Andreę (Alex). Naprawdę serdecznie zapraszamy! Moim zdaniem wyszedł nam dość dobrze... choć akcja zaczyna rozkręcać się dopiero w późniejszych rozdziałach... no nic, zapraszam! <3 <Klik>
Żegnam ;*

6 komentarzy:

  1. Skomentuję to tak....
    WooooW.... Kiedy następny? :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Następny pisze Nata, jednak chwilowo zobowiązała się odciążyć mnie od naszego drugiego bloga, tworząc tam rozdział. Więc niestety na tym blogu najpewniej pojawi się dość późno ;c

      Usuń
    2. Sylwuś koteczku teraz pisze Alex bo mój rozdział był przed Twoim ;* hihihi

      Usuń
  2. Nie mogłam się doczekać <3
    rozdział jak zwykle Boski <333

    OdpowiedzUsuń
  3. Boże, codziennie wchodziłam na tego bloga i sprawdzałam czy jest już rozdział i .........nareszcie się doczekałam <3 Rozdział jest piękny! Czekam na next! Miłego pisania dla Nats xoxo //Lola ;**

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuje, ale teraz pisze nasza kochana Alex ;*

      Usuń