sobota, 27 lipca 2013

Rozdział 44

    Perspektywa Carietty

 Wzięłam głęboki oddech, ściskając dłoń Nialla. Siedzieliśmy właśnie w jego aucie, które niedawno dostał od rodziców. Ubrana byłam dzisiaj w małą czarną z dość dużym dekoltem, skórzaną kurtkę, dość wyzywający makijaż, oraz szpilki, w których umiałam chodzić niczym modelka.
 Zaparkował niedaleko firmy rodziny Danielle... teraz jak tak o tym myślę, to ten pomysł był beznadziejny.
  - Dasz sobie radę? Na pewno mam tutaj zostać? - Spytał, lub raczej szepnął mi do ucha, muskając je lekko swoimi ustami, przez co po plecach przeszedł mi dość przyjemny dreszcz.
  - Tak. Wszystko już mam przemyślane. - Westchnęłam ciężko, odsuwając się od smutnego blondaska.
  - Nie chcę cię tutaj zostawiać... proszę, pozwól mi iść z tobą... - Zatrzepotał rzęsami z oczkami zbitego pieska. Egr! Nigdy nie umiałam mu odmówić... a teraz... przez te oczęta wyglądał jak Amy...
  - Oke, chodź. Ale nie będziesz się odzywał. Jak o coś zapytają, ja odpowiadam, a ty przytakujesz. - Upomniałam go, a ten cały w skowronkach wyskoczył z auta.
  - Tak jest, Sir! - Zasalutował.
  - Czas zaczynać przedstawienie. - Szepnęłam pod nosem, wychodząc z samochodu i kierując się w stronę budynku z napisem "PEAZER"... serio? Bardziej oryginalnej nazwy nie mogli wymyślić?!
  - Przepraszam, a wy kim jesteście? - Zapytał ogromny murzyn, ochroniarz, przyglądając nam się podejrzliwie. Kurde, wyglądał jak wielka góra!
  - Jesteśmy prywatnymi detektywami. - Powiedziałam i wyciągnęłam prawdziwą odznakę mojej przyjaciółki.
  - Catherine Mondrow? - Spytał, spoglądając raz na nią, raz na nas. - Nie jesteście ciut za młodzi? - Prychnął, krzyżując ręce pod klatką piersiową, gdy ja schowałam odznakę to wielkiej torby.
  - Pan naprawdę chce mieć na sumieniu sprawę z morderstwem młodej kobiety? Przez pana niekompetencję możemy nie znaleźć sprawcy, który dalej będzie zabijał. Co pan sobie wyobraża zadając tak prymitywne pytania? Słyszał się pan w ogóle kiedyś? Bo moim zdaniem, jeśli nie umie pan zrozumieć, że od nas zależy powstrzymacie groźnego zabójcy, jest pan po prostu bezmyślny i nie nadaje się na ochroniarza! - Wywarczałam ostro, a ten patrzył na mnie przerażonym wzrokiem. Z resztą jak Niall.
  - Yyy... ależ oczywiście... przepraszam... proszę... - Jąkał się, otwierając nam drzwi.
 Prychnęłam, zarzucając włosami do tyłu i wchodząc do środka.
  - To było super. - Szepnął do mnie blondas, a na moją twarzyczkę wpełzł uśmiech.
  - Naprawdę? - Spytałam z entuzjazmem, idąc w stronę recepcji.
  - Tak. Jeśli nie wyjdzie ci kiedyś z zostaniem piosenkarką, na pewno będziesz wielką aktorką. - Zaśmiał się. - Chyba, że dasz radę to jakoś połączyć.
  - Spróbuję. - Puściłam mu oczko, wyprzedzając go i stając przed młodą kobietą.
  - Witam, w czym mogę służyć? - Zapytała.
  - Z panem Peazer. Byłam umówiona. - Mruknęłam, unosząc wysoko podbródek.
  - Imię i nazwisko. Muszę sprawdzić czy mają państwo rezerwację. - Westchnęła znudzona.
 Zauważyłam, że Niall dziwnie się spiął. Pewnie myślał, że o tym nie pomyślałam i poszłam na żywioł, nie wiedząc co będzie dalej. Przecież zaopatrzyłam się już w odznakę, myśli, że jestem taka tępa? Cóż, powiedzieć jej, że jesteśmy detektywami nie mogłam, gdyż i tak by nas nie wpuściła, bo to wbrew regulaminowi i by ją wylano. Tak, znam takie... już raz próbowałam.
  - Jestem Bonnie Gilbert. - Zarzuciłam włosami. - To mój menadżer, mieliśmy spotkanie z panem Peazer. - Odparłam ze znudzeniem wpatrując się w swoje paznokcie.
  - Nie widzę tutaj żadnej Gilbert... - Mruknęła, marszcząc delikatnie brwi, gapiąc się w laptop.
  - BONNIE GILBERT, wschodzącej gwieździe, która nienawidzi czekać! - Wrzasnęłam na całe gardło, a, dzięki śpiewaniu, mój głos był już wyćwiczony, dźwięczny i bardzo donośny. - Posłuchaj, nędzna sekretareczko od siedmiu boleści. Mam dość tego, że pracują tutaj takie niekompetentne osoby! Mój menadżer dzwonił i mnie umówił na dzisiaj. Czekałam cały miesiąc na to cholerne spotkanie, więc nie denerwuj mnie, bo wylecisz z hukiem, a ja tak cię oczernię, że nigdzie nie znajdziesz dobrej pracy i zgnijesz pod mostem w kartonowym pudle! - Krzyczałam, a biedna dziewczyna już miała łzy w oczach.
 Zrobiło mi się jej żal... ale cóż, musiałam naprawić związek moich przyjaciół. Nie ważne jakim kosztem. Potem, jak co, podeślę jej koszyk ze słodyczami na przeprosiny.
  - P... przepraszam... - Zaszlochała wystraszona. - Gabinek 1249. - Powiedziała cicho.
  - Kevin, idziemy. - Pstryknęłam trzy razy, po czym ruszyłam do windy z taką gracją, że Niall na 1000% procent gapił się na mnie jak na siódmy cud świata.
  - Primo: WOW. Uno: Kevin, serio? Secondo: Mam ochotę na kremówkę. - Westchnął, wchodząc do windy.
  - Primo: Dziękuję, kotku. Uno: No co? Musiałam coś na szybko wymyślić... Secondo: Jak już załatwimy tę sprawę pójdziemy na ciacho. - Wyszczerzyłam się do niego.
 Przytaknął, a winda ruszyła. Uwielbiam to uczucie, gdy rusza, bo zawsze czuję, jakby żołądek mi podjeżdżał do góry, co jest mega zabawne. Po chwili byliśmy już na odpowiednim, bodajże 10 piętrze. A było ich 30 lub 40... wielkie ŁAŁ!
 Wyszliśmy z windy, kierując się w stronę danego gabinetu. Wpadłam tam do środka z hukiem.
  - Jest pan zwykłym skurwielem, który nie umie pogodzić się z tym, że pana córka pokochała... - Zaczęłam zdenerwowana, a gdy zauważyłam, że jestem w jakimś studio, zamarłam. Podawali wiadomości... że what?! - To nie jest gabinet 1249? - Spytałam zszokowana.
  - To gabinet 1246. - Wywarczał prowadzący, a ja spojrzałam na Nialla, który ze zdziwioną miną przewracał "6" jak wiatrakiem. Ups...
  - To ten... miłego... - Wyjąkałam, po czym uciekłam stamtąd tak, że aż się kurzyło! Powinni tu pozamiatać.
 Po chwili znajdowaliśmy się już pod gabinetem ojca Peazer. Weszłam do środka, bez pukania.
  - Uff, odpowiedni gabinet. - Mruknął Niall z wyraźną ulgą.
  - Przepraszam, a kim wy jesteście? - Zapytał zdziwiony... mężczyzna po czterdziestce.
  - Przyjaciele Dan... - Zaczęłam, a widząc jego pytający wzrok poczułam, jak się we mnie gotuje. - Pana córki...
  - A, tak, Dani... mój skarb. - Powiedział, powracając wzrokiem do dokumentów, całkiem nas olewając.
  - Coś nie widać. Nie wiedział pan o kim mówiłam w pierwszej sekundzie... ale nie ważne... przyszliśmy pogadać o niej i Liamie...
  - Tym wrednym łotrem od Paynów? Eh, fu, czuję mdłości na samą myśl...
  - Ja też, tylko, że gdy na pana patrzę. - Prychnął Niall.
  - Jak ty się gówniarzu odzywasz?! - Znacznie się uniósł.
  - Nie ma pan prawa zakazywać się jej z nim spotykać. - Odparłam spokojnie, pokazując Niallowi, że sama się tym zajmę. W sumie on miał tylko przytakiwać...
  - Mam prawo. Jest moją córką i mogę... - Zaczął, lecz gestem dłoni mu przerwałam.
  - I może pan rujnować jej życie? Ona go kocha... kocha go ponad własne życie. Wie pan, jak ona cierpiała, gdy z nim zerwała? Cały czas była niemrawa! Żałowała, była nieobecna, myślami zapewne przy Liamie. Zawsze chciała z nim być, chce i będzie chciała, nie ważne, czy odizoluje ją pan od jej miłości. Kocha się raz w życiu. Jedynie i prawdziwie. Jeśli pan nie pozwoli jej z nim być, pewnego razu całkiem się załamie. Ja bez mojej miłości nie umiałabym żyć. Zabiłabym się przy pierwszej lepszej okazji. Bo jest to najpiękniejsza rzecz na świecie. Jeśli pan nie umie tego docenić i nie odnalazł jej pan, proszę chociaż Dan nie izolować od szczęścia. - Powiedziałam ze łzami w oczach, jednak widząc jego zastanawiającą się minę, domyśliłam się, że raczej nie umiem gadać wzruszających przemów, jak to mają w zwyczaju moje przyjaciółki. No nic... - Wiem, że ma pan romans z sekretarką. Błędna odpowiedź, a erotyczny film trafi do pana małżonki, która myśli, że jest pan jej całkiem wierny. - Pomachałam swoim uroczym (z króliczymi uszkami!!!) telefonem, a ten zrobił się cały czerwony i zmieszany.
  - Dobra, dam Danielle szansę... tylko niech nie przychodzi do mnie zapłakana, jak ten wredny typ ją rzuci. - Prychnął niby od niechcenia, wzrokiem znów powracając do papierów.
  - Dziękujemy, życzymy okropnego dnia. - Rzucił Niall, wychodząc.
  - Do nie zobaczenia, miejmy nadzieję. - Zachichotałam, idąc za blondasem.

***

  - Łatwo poszło, nie? - Zapytałam, wchodząc do kawiarni.
  - Bardzo łatwo... moja ty aktoreczko. - Zamruczał, szczerząc się do mnie niemiłosiernie szeroko.
  - Cat? Niall? - Usłyszałam tak znajomy, delikatny żeński głos.
  - Ana! - Pisnęłam, przysiadając się do stolika, gdzie to ona siedziała.
  - Gdzie zgubiłaś swojego kochasia? - Spytał Niall.
  - Poszedł coś zamówić. - Wzruszyła ramionami.
  - Pójdę do niego. Cat, co chcesz? - Spytał, a na myśl już nasuwała mi się szarlotka.
  - Ty mi wybierz... zobaczymy na ile mnie znasz. - Zaśmiałam się, machając mu na pożegnanie. 
  - Jesteście taką dobraną parą... - Westchnęła rozmarzona.
  - A jak tam z tobą i Harrym? - Spytałam z zaciekawieniem.
  - Jakoś idzie. Często się kłócimy przez jego egoizm i moją upartość, ale cóż... jest wspaniałym chłopakiem. Czułym, delikatnym, romantycznym...
  - Kochaliście się już? - Spytałam, przechylając głowę w lewo niczym nierozumny kotek. 
  - C~co?! - Pisnęła, cała zarumieniona, na co ja się zaśmiałam.
  - Czyli nie. Dziewice tak reagują. - Zachichotałam. - Coś o tym wiem. - Mruknęłam, patrząc w stronę naszych chłopców. - Nie naciska na TO? 
  - Czasem chce nas nakierować na to, jednak mu się nie daję. Ogółem raczej nie naciska i próbuje się opanować, choć jego niektóre uwagi, sugestie i stwierdzenia mógłby zachować dla siebie. - Powiedziała, na co obie się zaśmiałyśmy.
  - Bo to dobry chłopak... w brew pozorom z czystym sercem... a jak u Cristal i reszty gwiazdek? 
  - Olivier nadal wariuje ze wściekłości, bo spotykam się z Hazzą... Cristal udaje, że jej to obojętne itp, ale ją znasz. Olivier zaczął spotykać się z Holly, która swoją drogą wcale nie jest taka głupia... - Wzruszyła ramionami.
  - A Dracy i Dark? - Spytałam z zaciekawieniem.
  - Dracy dalej samotna, a Dark zaczął flirtować z Erin, tą blondyną, co dostała się ostatnio co cheerleaderek. Wiesz...
  - Ta nowa z wymiany z Francji?
  - Dokładnie.
  - Jesteśmy! - Zawył Hazza, siadając z tacą. 
 Podał Anie ciastko z galaretką truskawkową, a sobie wziął czekoladowe z posypką. Niall wziął dla siebie kremówkę, a mi podsunął pod nos... szarlotkę!
  - Pycha! - Pisnęłam, wsuwając ciacho.
  - Zasłużyłaś sobie kotku. - Niall cmoknął mnie w policzek, a ja zalałam się rumieńcami.
  - A dlaczego? - Spytał loczek.
  - Długa historia. - Wzruszyłam ramionami. 
  - Mamy czas. - Wyszczerzyła się do nas Ana.
  - Więc było to tak... - Zaczęłam, po czym opowiedziałam im całą historię, a Niall co chwila się wtrącał, za co dźgałam go palcem w żebra.

***
Bry ^^ Nie wiem co napisać... mam nadzieję, że podoba wam się mój rozdział :D Pisałam go jakieś pół godziny, co pewnie widać xD Cóż, nie miałam zbytnio pomysłu, a pisać nie umiem takich pięknych przemówień jak Alex... więc nabazgrałam to o tym romansie xD Czekamy teraz na rozdział Alex, który, jak mam nadzieję, już niedługo w magiczny sposób się pojawi ^^
Bay <3

4 komentarze:

  1. O matko ale Cat jest dobra ..... najpierw ochroniarz, potem sekretarka a na deser ojciec Dan( nawiasem mówiąc durny ojciec.Li na fajniejszego ) Jak Cat wyskoczyła z tym romansem to padłam :D a razem z Niallem tworzą taka zgraną, fajną i słodką parę :)
    teraz czekam na Alex i wysiedzieć na miejscu mię mogę ......
    pozdrawiam, śle buziaki i życzę dużo weny:*

    OdpowiedzUsuń
  2. I want next :D
    Ale Cat jest boska :D Jej teksty rozbrajają xD

    Pozdrawiam
    Marzena :***

    PS.
    Może zainteresują Was moje opowiadania.
    Niektóre piszę sama, a niektóre z trzema koleżankami :D
    :*****

    OdpowiedzUsuń
  3. Ale jak ona się dowiedziała o tym romansie? Nie czaję, chociaż i tak Cat rządzi. :D
    Biedni Li i Dan. :'(

    czekam-na--siebie.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cat ma znajomą, która jest detektywem (mniej więcej też od niej otrzymała tą odznakę) i wcześniej patrolowała firmę, gdzie zauważyła jak się całowali itp xD

      Usuń