niedziela, 28 lipca 2013

Nowości ;D

Zapraszamy na naszego kolejnego bloga. Jest on troszkę inny niż ten, ale to chyba nic dziwnego xD Oczywiście nie zabraknie tam naszego cudownego brytyjsko-irlandzkiego  boys bandu One Direction ;D Ja wcielam się w postać Libby, Alex w Andreę, a Sylwia w Scarlett. mamy nadzieję, że Wam się spodoba <3
Link : If I lose myself

sobota, 27 lipca 2013

Rozdział 44

    Perspektywa Carietty

 Wzięłam głęboki oddech, ściskając dłoń Nialla. Siedzieliśmy właśnie w jego aucie, które niedawno dostał od rodziców. Ubrana byłam dzisiaj w małą czarną z dość dużym dekoltem, skórzaną kurtkę, dość wyzywający makijaż, oraz szpilki, w których umiałam chodzić niczym modelka.
 Zaparkował niedaleko firmy rodziny Danielle... teraz jak tak o tym myślę, to ten pomysł był beznadziejny.
  - Dasz sobie radę? Na pewno mam tutaj zostać? - Spytał, lub raczej szepnął mi do ucha, muskając je lekko swoimi ustami, przez co po plecach przeszedł mi dość przyjemny dreszcz.
  - Tak. Wszystko już mam przemyślane. - Westchnęłam ciężko, odsuwając się od smutnego blondaska.
  - Nie chcę cię tutaj zostawiać... proszę, pozwól mi iść z tobą... - Zatrzepotał rzęsami z oczkami zbitego pieska. Egr! Nigdy nie umiałam mu odmówić... a teraz... przez te oczęta wyglądał jak Amy...
  - Oke, chodź. Ale nie będziesz się odzywał. Jak o coś zapytają, ja odpowiadam, a ty przytakujesz. - Upomniałam go, a ten cały w skowronkach wyskoczył z auta.
  - Tak jest, Sir! - Zasalutował.
  - Czas zaczynać przedstawienie. - Szepnęłam pod nosem, wychodząc z samochodu i kierując się w stronę budynku z napisem "PEAZER"... serio? Bardziej oryginalnej nazwy nie mogli wymyślić?!
  - Przepraszam, a wy kim jesteście? - Zapytał ogromny murzyn, ochroniarz, przyglądając nam się podejrzliwie. Kurde, wyglądał jak wielka góra!
  - Jesteśmy prywatnymi detektywami. - Powiedziałam i wyciągnęłam prawdziwą odznakę mojej przyjaciółki.
  - Catherine Mondrow? - Spytał, spoglądając raz na nią, raz na nas. - Nie jesteście ciut za młodzi? - Prychnął, krzyżując ręce pod klatką piersiową, gdy ja schowałam odznakę to wielkiej torby.
  - Pan naprawdę chce mieć na sumieniu sprawę z morderstwem młodej kobiety? Przez pana niekompetencję możemy nie znaleźć sprawcy, który dalej będzie zabijał. Co pan sobie wyobraża zadając tak prymitywne pytania? Słyszał się pan w ogóle kiedyś? Bo moim zdaniem, jeśli nie umie pan zrozumieć, że od nas zależy powstrzymacie groźnego zabójcy, jest pan po prostu bezmyślny i nie nadaje się na ochroniarza! - Wywarczałam ostro, a ten patrzył na mnie przerażonym wzrokiem. Z resztą jak Niall.
  - Yyy... ależ oczywiście... przepraszam... proszę... - Jąkał się, otwierając nam drzwi.
 Prychnęłam, zarzucając włosami do tyłu i wchodząc do środka.
  - To było super. - Szepnął do mnie blondas, a na moją twarzyczkę wpełzł uśmiech.
  - Naprawdę? - Spytałam z entuzjazmem, idąc w stronę recepcji.
  - Tak. Jeśli nie wyjdzie ci kiedyś z zostaniem piosenkarką, na pewno będziesz wielką aktorką. - Zaśmiał się. - Chyba, że dasz radę to jakoś połączyć.
  - Spróbuję. - Puściłam mu oczko, wyprzedzając go i stając przed młodą kobietą.
  - Witam, w czym mogę służyć? - Zapytała.
  - Z panem Peazer. Byłam umówiona. - Mruknęłam, unosząc wysoko podbródek.
  - Imię i nazwisko. Muszę sprawdzić czy mają państwo rezerwację. - Westchnęła znudzona.
 Zauważyłam, że Niall dziwnie się spiął. Pewnie myślał, że o tym nie pomyślałam i poszłam na żywioł, nie wiedząc co będzie dalej. Przecież zaopatrzyłam się już w odznakę, myśli, że jestem taka tępa? Cóż, powiedzieć jej, że jesteśmy detektywami nie mogłam, gdyż i tak by nas nie wpuściła, bo to wbrew regulaminowi i by ją wylano. Tak, znam takie... już raz próbowałam.
  - Jestem Bonnie Gilbert. - Zarzuciłam włosami. - To mój menadżer, mieliśmy spotkanie z panem Peazer. - Odparłam ze znudzeniem wpatrując się w swoje paznokcie.
  - Nie widzę tutaj żadnej Gilbert... - Mruknęła, marszcząc delikatnie brwi, gapiąc się w laptop.
  - BONNIE GILBERT, wschodzącej gwieździe, która nienawidzi czekać! - Wrzasnęłam na całe gardło, a, dzięki śpiewaniu, mój głos był już wyćwiczony, dźwięczny i bardzo donośny. - Posłuchaj, nędzna sekretareczko od siedmiu boleści. Mam dość tego, że pracują tutaj takie niekompetentne osoby! Mój menadżer dzwonił i mnie umówił na dzisiaj. Czekałam cały miesiąc na to cholerne spotkanie, więc nie denerwuj mnie, bo wylecisz z hukiem, a ja tak cię oczernię, że nigdzie nie znajdziesz dobrej pracy i zgnijesz pod mostem w kartonowym pudle! - Krzyczałam, a biedna dziewczyna już miała łzy w oczach.
 Zrobiło mi się jej żal... ale cóż, musiałam naprawić związek moich przyjaciół. Nie ważne jakim kosztem. Potem, jak co, podeślę jej koszyk ze słodyczami na przeprosiny.
  - P... przepraszam... - Zaszlochała wystraszona. - Gabinek 1249. - Powiedziała cicho.
  - Kevin, idziemy. - Pstryknęłam trzy razy, po czym ruszyłam do windy z taką gracją, że Niall na 1000% procent gapił się na mnie jak na siódmy cud świata.
  - Primo: WOW. Uno: Kevin, serio? Secondo: Mam ochotę na kremówkę. - Westchnął, wchodząc do windy.
  - Primo: Dziękuję, kotku. Uno: No co? Musiałam coś na szybko wymyślić... Secondo: Jak już załatwimy tę sprawę pójdziemy na ciacho. - Wyszczerzyłam się do niego.
 Przytaknął, a winda ruszyła. Uwielbiam to uczucie, gdy rusza, bo zawsze czuję, jakby żołądek mi podjeżdżał do góry, co jest mega zabawne. Po chwili byliśmy już na odpowiednim, bodajże 10 piętrze. A było ich 30 lub 40... wielkie ŁAŁ!
 Wyszliśmy z windy, kierując się w stronę danego gabinetu. Wpadłam tam do środka z hukiem.
  - Jest pan zwykłym skurwielem, który nie umie pogodzić się z tym, że pana córka pokochała... - Zaczęłam zdenerwowana, a gdy zauważyłam, że jestem w jakimś studio, zamarłam. Podawali wiadomości... że what?! - To nie jest gabinet 1249? - Spytałam zszokowana.
  - To gabinet 1246. - Wywarczał prowadzący, a ja spojrzałam na Nialla, który ze zdziwioną miną przewracał "6" jak wiatrakiem. Ups...
  - To ten... miłego... - Wyjąkałam, po czym uciekłam stamtąd tak, że aż się kurzyło! Powinni tu pozamiatać.
 Po chwili znajdowaliśmy się już pod gabinetem ojca Peazer. Weszłam do środka, bez pukania.
  - Uff, odpowiedni gabinet. - Mruknął Niall z wyraźną ulgą.
  - Przepraszam, a kim wy jesteście? - Zapytał zdziwiony... mężczyzna po czterdziestce.
  - Przyjaciele Dan... - Zaczęłam, a widząc jego pytający wzrok poczułam, jak się we mnie gotuje. - Pana córki...
  - A, tak, Dani... mój skarb. - Powiedział, powracając wzrokiem do dokumentów, całkiem nas olewając.
  - Coś nie widać. Nie wiedział pan o kim mówiłam w pierwszej sekundzie... ale nie ważne... przyszliśmy pogadać o niej i Liamie...
  - Tym wrednym łotrem od Paynów? Eh, fu, czuję mdłości na samą myśl...
  - Ja też, tylko, że gdy na pana patrzę. - Prychnął Niall.
  - Jak ty się gówniarzu odzywasz?! - Znacznie się uniósł.
  - Nie ma pan prawa zakazywać się jej z nim spotykać. - Odparłam spokojnie, pokazując Niallowi, że sama się tym zajmę. W sumie on miał tylko przytakiwać...
  - Mam prawo. Jest moją córką i mogę... - Zaczął, lecz gestem dłoni mu przerwałam.
  - I może pan rujnować jej życie? Ona go kocha... kocha go ponad własne życie. Wie pan, jak ona cierpiała, gdy z nim zerwała? Cały czas była niemrawa! Żałowała, była nieobecna, myślami zapewne przy Liamie. Zawsze chciała z nim być, chce i będzie chciała, nie ważne, czy odizoluje ją pan od jej miłości. Kocha się raz w życiu. Jedynie i prawdziwie. Jeśli pan nie pozwoli jej z nim być, pewnego razu całkiem się załamie. Ja bez mojej miłości nie umiałabym żyć. Zabiłabym się przy pierwszej lepszej okazji. Bo jest to najpiękniejsza rzecz na świecie. Jeśli pan nie umie tego docenić i nie odnalazł jej pan, proszę chociaż Dan nie izolować od szczęścia. - Powiedziałam ze łzami w oczach, jednak widząc jego zastanawiającą się minę, domyśliłam się, że raczej nie umiem gadać wzruszających przemów, jak to mają w zwyczaju moje przyjaciółki. No nic... - Wiem, że ma pan romans z sekretarką. Błędna odpowiedź, a erotyczny film trafi do pana małżonki, która myśli, że jest pan jej całkiem wierny. - Pomachałam swoim uroczym (z króliczymi uszkami!!!) telefonem, a ten zrobił się cały czerwony i zmieszany.
  - Dobra, dam Danielle szansę... tylko niech nie przychodzi do mnie zapłakana, jak ten wredny typ ją rzuci. - Prychnął niby od niechcenia, wzrokiem znów powracając do papierów.
  - Dziękujemy, życzymy okropnego dnia. - Rzucił Niall, wychodząc.
  - Do nie zobaczenia, miejmy nadzieję. - Zachichotałam, idąc za blondasem.

***

  - Łatwo poszło, nie? - Zapytałam, wchodząc do kawiarni.
  - Bardzo łatwo... moja ty aktoreczko. - Zamruczał, szczerząc się do mnie niemiłosiernie szeroko.
  - Cat? Niall? - Usłyszałam tak znajomy, delikatny żeński głos.
  - Ana! - Pisnęłam, przysiadając się do stolika, gdzie to ona siedziała.
  - Gdzie zgubiłaś swojego kochasia? - Spytał Niall.
  - Poszedł coś zamówić. - Wzruszyła ramionami.
  - Pójdę do niego. Cat, co chcesz? - Spytał, a na myśl już nasuwała mi się szarlotka.
  - Ty mi wybierz... zobaczymy na ile mnie znasz. - Zaśmiałam się, machając mu na pożegnanie. 
  - Jesteście taką dobraną parą... - Westchnęła rozmarzona.
  - A jak tam z tobą i Harrym? - Spytałam z zaciekawieniem.
  - Jakoś idzie. Często się kłócimy przez jego egoizm i moją upartość, ale cóż... jest wspaniałym chłopakiem. Czułym, delikatnym, romantycznym...
  - Kochaliście się już? - Spytałam, przechylając głowę w lewo niczym nierozumny kotek. 
  - C~co?! - Pisnęła, cała zarumieniona, na co ja się zaśmiałam.
  - Czyli nie. Dziewice tak reagują. - Zachichotałam. - Coś o tym wiem. - Mruknęłam, patrząc w stronę naszych chłopców. - Nie naciska na TO? 
  - Czasem chce nas nakierować na to, jednak mu się nie daję. Ogółem raczej nie naciska i próbuje się opanować, choć jego niektóre uwagi, sugestie i stwierdzenia mógłby zachować dla siebie. - Powiedziała, na co obie się zaśmiałyśmy.
  - Bo to dobry chłopak... w brew pozorom z czystym sercem... a jak u Cristal i reszty gwiazdek? 
  - Olivier nadal wariuje ze wściekłości, bo spotykam się z Hazzą... Cristal udaje, że jej to obojętne itp, ale ją znasz. Olivier zaczął spotykać się z Holly, która swoją drogą wcale nie jest taka głupia... - Wzruszyła ramionami.
  - A Dracy i Dark? - Spytałam z zaciekawieniem.
  - Dracy dalej samotna, a Dark zaczął flirtować z Erin, tą blondyną, co dostała się ostatnio co cheerleaderek. Wiesz...
  - Ta nowa z wymiany z Francji?
  - Dokładnie.
  - Jesteśmy! - Zawył Hazza, siadając z tacą. 
 Podał Anie ciastko z galaretką truskawkową, a sobie wziął czekoladowe z posypką. Niall wziął dla siebie kremówkę, a mi podsunął pod nos... szarlotkę!
  - Pycha! - Pisnęłam, wsuwając ciacho.
  - Zasłużyłaś sobie kotku. - Niall cmoknął mnie w policzek, a ja zalałam się rumieńcami.
  - A dlaczego? - Spytał loczek.
  - Długa historia. - Wzruszyłam ramionami. 
  - Mamy czas. - Wyszczerzyła się do nas Ana.
  - Więc było to tak... - Zaczęłam, po czym opowiedziałam im całą historię, a Niall co chwila się wtrącał, za co dźgałam go palcem w żebra.

***
Bry ^^ Nie wiem co napisać... mam nadzieję, że podoba wam się mój rozdział :D Pisałam go jakieś pół godziny, co pewnie widać xD Cóż, nie miałam zbytnio pomysłu, a pisać nie umiem takich pięknych przemówień jak Alex... więc nabazgrałam to o tym romansie xD Czekamy teraz na rozdział Alex, który, jak mam nadzieję, już niedługo w magiczny sposób się pojawi ^^
Bay <3

wtorek, 23 lipca 2013

Rozdział 43

Oczami Alex: 

Właśnie jedliśmy naleśniki zrobione przez Louisa. Cat z Daniell gdzieś wyszły. Znając Cat pewnie ma w zanadrzu jakiś plan ale jaki, no cóż, tego nawet święty nie odkryje. Zayn karmił Rose naleśnikami, Niall się rozglądał czy w domu nie znajduje się czasem drugi pająk, a Louis wycinał różne rzeczy z naleśników. Boże co za kretyn. I z kim ja chodzę? Z jakimś niedorozwojem, który ma umysł 5 - latka. 
- Patrzcie! Wyciąłem gołębia! - pisnął z radością. - Kevina! Kto chce? 
- Ja nie! - krzyknęliśmy wszyscy równo. Tomo zmarszczył brwi. Wydawało się, że czuje się urażony naszą reakcją. No cóż, powinien zrozumieć, że czasem trzeba dorosnąć w wieku 21 lat. 
- Gdzie Danielle? - spytała Rose. 
- Zabija Liama. - odpowiedziała spokojnie a nam gałki oczne wyszły na wierzch. Ona mówi serio czy nas wkręca? Matko boska! Dan i Li  następcy Alex i Louisa. Ach, piękna nazwa. Aż łezka się w oku kręci. - To znaczy kłócą się ale lada moment mogą się zabić. Oboje są nie źle wkurzeni. - dodała. 
- Możesz to sprecyzować bardziej? - zapytałam. 
- Zamknęłam ich w jednym pokoju. Danielle myślała, że przyjdzie do niej seksowny masażysta no a przyszedł Liam. Owszem jest seksowny ale nie jest masażystą. 
- Ehem, ja tu jestem. - przypomniał o swojej obecności Niall. 
- Niall, zrozum, że nie jesteś jedynym ciachem w Anglii. - powiedziałam wystawiając mu język. Zauważyłam jak Louis się do mnie uśmiecha. Tak, tak miałam go na myśli ale kocham się z nim droczyć. - Jest jeszcze Harry. - dodałam z szerokim uśmiechem. Zobaczyłam jak Tomo robi wkurzoną minę. 
- Foch. - powiedział odwracając głowę w drugą stronę. Wywróciłam oczami. 
- Pojedziemy do nich za dwie godziny i zobaczymy czy są cali. - rzekła ze śmiechem Cat. - Już ich widzę nawalających się. - roześmiała się szyderczo. Boże, ona mnie przeraża. Nagle zadzwonił dzwonek u drzwi. Cat zerwała się by otworzyć. To był Harry z Aną. Uśmiechali się i w ogóle byli cali happy. Weszli do środka. 
- Mamy super wieści. - powiedziała Ana. 
- Jesteś w ciąży! - wypalił Louis z szerokim uśmiechem. Harry roześmiał się a zaraz potem zrobił przerażoną minę. 
- Nie jest. To znaczy mam nadzieje. Nie jesteś, co? - spytał ze stresowany. 
- Nie, nie jestem. - odparła wywracając oczami. – Otóż chcemy iść z Harry’m po południu do kina na najnowszy film pt. „Jeździec znikąd”.
Hazza roześmiał się nerwowo.
- Ależ skarbie, przecież ustaliliśmy, że wybieram się na „Gorący towar” z Sandrą Bullock.
Ana potrzasnęła głową ze sztucznym uśmiechem.
- Ty to skarbie ustaliłeś nie ja.
Ojć czuje, że zaraz wywiążę się z tego nie zła kłótnia. Niech ktoś zainterweniuje! Ale nie! Wszyscy gapią się i czekają aż ta dwójka zacznie obrzucać się obelgami i to przez co? Przez głupi film!
- Może zrobimy głosowanie? – dałam pomysł. – Za jakim jesteście filmem?
- „Goooooorący tooooowar” – odpowiedział Louis z szerokim uśmiechem ale mina mu spoważniała gdy na niego spojrzałam. – W sensie oczywiście gorący towar stoi przede mną!!! – poprawił się.
- A ja tam bym poszła na „Gorący towar” – powiedziała Rose.
- No! I to jest moja dziewczyna! – wykrzyknął Zayn po czym dał jej buziaka w policzek. – Ja jako, że zawsze zgadzam się z Rose także i tym razem … no cóż, moja dziewczyna nie pozostawia mi wyboru. – wytłumaczył się po chwili.
- Ja wolę jeźdźca znikąd. – odezwała się Cat. – A ty Niall?
- Minionki rozrabiają! – wykrzyknął uradowany Irlandczyk. Posłaliśmy mu zdziwione spojrzenia. Mam nadzieje, ze on nie ma pojęcia iż to bajka …
- Niall to bajka. – powiedziałam zaskoczona.
- I o to chodzi! Myślicie, ze na nie bajkę bym poszedł? Baaaaajeczki są takie słodkie a minionki och i ach.
Wszyscy unieśliśmy brwi ze zdziwienia.
- Niall się zakochał w minionkach. – Zayn parsknął śmiechem.
- Dobra mamy 3 głosy na Gorący towar i 1 głos na jeźdźca znikąd. – podsumowała Rose.
- I 1 głos na minionki rozrabiają. – przypomniał jej Niall.
- A Louis i Alex? Oni jeszcze nie głosowali. – powiedziała Ana.
- Nawet jak zagłosują to i tak będzie remis. Chcesz żebyśmy się kłócili? – spytał Harry z wyrzutem.
- To niech Niall zagłosuje na coś z tych 2 rzeczy a nie na jakieś minionki! – odpowiedziała dziewczyna Stylesa.
- Ja bym poszła na Gorący towar. – odezwałam się czym wzbudziłam szok u wszystkich! O przepraszam bardzo ale naprawdę nie wyglądam na taką co lubi komedie? Może i kiedyś tak było ale to rzeczywiście było kiedyś. Dawno temu, wieki … właściwie to można by rzecz, że byłam w erze dinozaurów.
- Dziękuję ci! – wydarł się Harry i podbiegł do mnie po czym mnie przytulił. Jezus, zaraz mnie zgniecie.
– Możecie się przytulać ale wtedy gdy mnie nie będzie. – odezwał się Louis a zaraz potem dodał: - Bo umrę. Na zawał serca przez to co widzę.
Wywróciłam oczami i wyswobodziłam się z jego uścisku.
- Zawsze tak ładnie pachniesz? – zapytałam patrząc na Hazze.
- A co? Podobają ci się? To nasz nowy zapach. Jak chcesz mogę ci załatwić.
- Naprawdę? Byłoby bosko. Dzięki, Harry. Zawsze miałam cię za kretyna, idiotę, debila, pajaca, gamonia i niedorajdę życiową ale zmieniam zdanie. – rzekłam z promiennym uśmiechem, który był troszkę wymuszony bo widok zazdrosnego Loui’ego naprawdę mnie rozczulał.
- Taaa, dzięki Alex. To miłe. – odparł bez entuzjazmu.
                                                                       ***
Koło godziny 17:00 wszyscy byliśmy już zebrani całą grupką. Brakowało tylko Liama i Danielle. Zaczęłam się nieco o nich martwić. Cat podobno ich zamknęła i nie wiadomo czy mają jak wyjść. A jak umarli z niedożywienia albo z braku wody? A jutro znajdą ich zwłoki i napiszą o tym w jednym z kolorowych czasopism poświęcając im tylko jedną stronę? To by była porażka. Film nam się zaczynał za godzinę więc mieliśmy trochę czasu.
- I gdzie oni są? – spytała Rose, Cat.
- Powiedzieli, że przyjdą. Według Dan doszli do porozumienia. – odpowiedziała z uśmiechem.
- Ooo, czyli znów zobaczymy dawnego Liama z Danielle? Jak słodko. – powiedziała brunetka przytulając się do Zayn’a. – Brakowało mi ich.
- To ja idę kupić popcorn. – odezwał się Niall i skierował w stronę babki, która stała przy ladzie i wyglądała jakby zaraz miała umrzeć.
- Weź jeszcze colę! – krzyknął do niego Harry. – A to jest w 3D ? Bo wiecie, podobno Sandra Bullock ma seksowny tyłek a oglądając go w 3D to będzie prawdziwy raj.
- Czy ja jestem nie widzialna?! – uniosła się Ana kręcąc głową z niedowierzaniem na co chłopak z szerokim uśmiechem na ustach ją przytulił. Dzięki Bogu, że Cat nie przytulała Nialla (bo poszedł po popcorn, liczy się, że nie przytulała) bo czułabym się naprawdę dziwnie. Po paru minutach zauważyliśmy idących w naszą stronę Li i Dan. Nie krzyczeli na siebie, nie pozabijali się ogólnie wszystko było okej a jednak … nie trzymali się za ręce i nie patrzy w swoją stronę. Payne pomachał do nas z uśmiechem, który odwzajemniliśmy ale z tego co zauważyłam wszyscy mieli podobne odczucia co ja. Między nimi coś jest nie tak.
- No nareszcie! – pisnęła Cat i podbiegła do nich przytulając każdego z osobna. – Film się zaczyna za 20 minut. Bałam się, że nie zdążycie.
- Aleś nam numer wycięła. – odpowiedział Li wesoło. – Błagam, nigdy więcej tak nie rób.
- Przepraszam bardzo ale to był jedyny sposób! Chcieliście sobie oczy wydrapać!
- No właśnie. – przytaknęłam jej. – Zachowywaliście się jak ja i on. – mówiąc to wskazałam na Louisa, który opierał się o ścianę i robił coś na telefonie lub udawał, że robi. Czy on mnie olewa? Wkurza mnie ten koleś. W tym momencie wrócił Niall z popcornem.
- Jestem! – wykrzyknął uradowany. – Tęskniliście? – spytał.
- Ja tak. – Cat podeszła do niego po czym go przytuliła. Nie no świetnie! Wszyscy się obejmują tylko nie ja, Tomo, Dan i Li. – A wy co? Nareszcie się pogodziliście i nawet się nie przytulicie? – spytała marszcząc brwi. Oboje wzruszyli ramionami.
- Czułość zabija związek. – rzekł Liam kiwając głową. – Zresztą przytulanie i całowanie jest przereklamowane a my chcemy być nowocześni.
- Dokładnie. – przytaknęła mu Dan. – Żadnych czułość! Totalnie!
- Zabawne. – odezwał się Louis. – Jakbym patrzył w lustro. – dodał ze śmiechem.
- Coś mi tu nie gra … - Cat spojrzała na nich podejrzliwie. – Wy kochacie okazywać sobie czułość i na pewno nigdy by wam się to nie znudziło. Jestem tego na 100 % pewna. Więc co się stało? Bo nie wierzę w tą gadkę, że przytualnie jest przereklamowane.
- Bo jest. – wzruszyłam ramionami.
- A nie przyszło ci kiedyś do głowy, że ja nie chcę być nowoczesny? – spytał Tomo, patrząc na mnie w wyrzutem. – Nawet z Harry’m się przytuliłaś dziś a ze mną nie.
Ha! A więc o to chodzi! Lou mnie olewa bo jest zazdrosny! Ale fajne uczucie … zupełnie jakbym była górą … ja nie bywam zazdrosna o niego ale on o mnie tak. Cóż za satysfakcja. Coraz bardziej podoba mi się nasz związek.
- To Harry mnie przytulił. – podkreśliłam.
- Ale go objęłaś! – przypomniał mi bezczelnie.
- A co? Miałam go chamsko nie objąć? – spytałam ostro.
- Tak! Miałaś go chamsko nie objąć! Harry ma to gdzieś czy go obejmiesz czy nie! Ale dla mnie ma to różnice!
- A może też mam na niego nie patrzeć?
- Wiesz o co mi chodzi. Ja specjalnie dla ciebie przestałem przytulać inne.
- Po co? Możesz je przytulać! Ja nie bywam taka zazdrosna.
- Oooo serio? Przekonamy się. – rzekł z cwanym uśmieszkiem. Dopiero wtedy zdaliśmy sobie sprawę, że nasi znajomi już weszli na seans. Nie czekając dłużej pobiegliśmy za nimi. Usiedliśmy z Lou obok siebie chodź żadne z nas nie miało na to ochoty. Nie wiem po co to zrobiliśmy? No cóż. Przez cały film Louis powtarzał jaki to seksowny tyłek ma Sandra Bullock. Zbytnio się tym nie przejęłam bo wiedziałam, że to specjalnie abym była zazdrosna.
- Tak, masz rację. Jest seksowny. – odpowiedziałam biorąc do buzi garść popcornu.
- Szkoda, że ty takiego nie masz. – mruknął pod nosem ale dostatecznie głośno abym mogła to usłyszeć. O mało co a bym się na niego rzuciła z pazurami. Złapałam więc mocniej fotel i starałam się głęboko oddychać.
                                                                                  ***
Po seansie wszyscy szliśmy do domu. Oczywiście Rose z Zaynem. Cat z Niallem i Harry z Aną się obejmowali. Liam i Dan tymczasem szli od siebie na pewną odległość. Nie no! Tu o coś musi chodzić! Oni coś przed nami ukrywają tylko jeszcze nie wiem co. Razem z Cat i Rose wymieniliśmy porozumiewawcze spojrzenia i odciągnęliśmy Dan na bok. Byłyśmy pewne, że ona wyzna nam prędzej prawdę niż Liam. Wiecie, faceci ich duma, zasady i takie tam bzdety.
- Mów o co biega! – powiedziała Cat. – Jesteśmy pewne, że coś między wami jest nie tak. Nie zachowujecie się tak jak wcześniej. Dan, proszę powiedz o co chodzi. Jesteśmy twoimi przyjaciółkami. Nam możesz zaufać.
- Nie wiem czy powinnam … - dziewczyna zaczęła się wahać.
- Oj powinnaś, powinnaś. – powiedziałam kiwając głową.
- Bo jak wiecie, nasi ojcowie pracują w różnych firmach i … tak jakby … to znaczy … no nie pałają do siebie sympatią i … zakazali nam się widywać. Dlatego nie chcemy utrzymywać z Liamem kontaktu cielesnego.
Parsknęłam śmiechem. „Kontaktu cielesnego” . Jakby Lou to usłyszał to by padł na zawał.
- Ależ tak nie można! – wykrzyknęła czerwonowłosa.
- No cóż zrobić. – Danielle wzruszyła ramionami. – A teraz przepraszam dziewczyny ale chcę chociaż porozmawiać z Liamem. Jutro nie będzie to takie proste. Ktoś może nas zobaczyć.
Kręciłyśmy głowami nie dowierzając. Ci dwaj kretyni stawiają swoje szczęście wyżej od swoich dzieci! Jak tak można? Totalnie nie rozumiem ich zachowania!
- Coś trzeba z tym zrobić. – powiedziała stanowczo Rose.
- Taa tylko co? – westchnęłam.
- Mam plan! – pisnęła Cat. – Jutro każda z nas pójdzie do firmy ich ojców i przemówi im do rozsądku!
- Każda z nas? Dan i Li żyją w trójkąciku? – spytała Rose na co ponownie roześmiałam się.
- „Kontakt cielesny” „Trójkącik” . Macie szczęście, że Louis tego nie słyszy bo śmiał by się jak debil. – odpowiedziałam zaraz potem zdając sobie sprawę z mojej wypowiedzi. Tia i kto to mówi? Ach.
- Dobra ty Alex idź. Jesteś wredna i przeklinasz. Dasz mu radę. – powiedziała Rose. – Ty Cat też idź do jednego. Co prawda nie jesteś wredna i nie przeklinasz ale … myślę, że także dasz radę. Ja nie mam ochoty wdawać się w rodzinne konflikty. Strata czasu. Wolę spędzić go z Zaynem.
- Jesteś pewna? – spytała Cat.
- Tak, jestem pewna.
- Okej a więc ja pójdę do ojca Danielle. – powiedziała Cat.
- No to ja do ojca Liama. – odpowiedziałam. Nie mam zielonego pojęcia co ja mam mu powiedzieć? Proszę dać żyć swojemu synowi? Myślałam, ze każdy rodzic o tym wie …
                                                                                  ***
Następnego dnia w południe wyszłam z domu i skierowałam się w stronę firmy ojca Liama. Byłam okropnie zestresowana. Pierwszy raz w życiu mi się to przytrafiło … przepraszam, drugi. Dwa razy hm … to i tak za dużo! Zdecydowanie. Przy wejściu oczywiście był ochroniarz! Co ja miałam zrobić? Przecież nie wpuści mnie od tak do firmy! Muszę coś szybko wymyślić … tylko co? Kurde ile ja mam dylematów. Louis to by wiedział co zrobić, powiedzieć … on wie ogólnie wszystko!
- Dzień dobry. Nazywam się eee … Debra Johnson i … ehem, przyszłam przeprowadzić wywiad z  … z … panem Paynem. – powiedziałam ze sztucznym uśmiechem chodź starałam się aby był prawdziwy.
- Ooo tak szybko! – ucieszył się ochroniarz. – To miło. Miała pani być dopiero o 15:00.
Otworzyłam szeroko oczy! On na serio? Wow!
- To … ten … mogę wejść? – spytałam.
- Tak tylko … proszę pokazać wizytówkę. Wie pani nie chciałbym aby okazała się być pani kolejną psychiczną fanką, która będzie się obnażać przed szefem. Tylko szybciutko pokażę pani wizytóweczkę i sprawa załatwiona. – powiedział z uśmiechem. Wzięłam głęboki oddech. Cholera! Skąd ja wytrzasnę wizytówkę? Dobry Boże! Co ja mam zrobić? Co za obciach! Udałam więc, że szukam jej w torbie a potem szybko wbiegłam do firmy omijając ochroniarza. Facet był tak zaskoczony, ze w pierwszym momencie nie zareagował. A ja ? Biegłam jak szalona do gabinetu pana Payne. Nawet nie wiedziałam gdzie się znajdował. W trakcie drogi wyjęłam telefon i wybrałam numer do Louisa! Pierwszy mi przyszedł do głowy. Niech gada co mam zrobić! Jak tak to się mądrzy jak nauczyciel! Więc niech teraz cwaniak powie co mam zrobić?
- Louis … hej, skarbie! – dyszałam do słuchawki. – Sorry za wczorajszą kłótnię i przepraszam, że zamknęłam cię w łazience na 2 godziny ale teraz musisz mi pomóc!
- Czemu sapiesz? – spytał zaskoczony.
- Uciekam przed ochroniarzem z firmy ojca Liama! Goni mnie! – krzyknęłam przerażona. – Chyba widzę gabinet jego ojca! Muszę przemówić mu do rozsądku aby pozwolił Liamowi i Danielle się spotykać! Ale problem w tym, że nie wiem co powiedzieć!
- Masz słuchawki? – spytał.
- Mam, a co?
- To wyjmij je. Włóż jedną do ucha i zakryj włosami. Będę ci mówił a ty tylko powtarzaj, okej?
- Spoko!! – krzyknęłam i wykonałam polecenie Louisa. Po chwili otworzyłam drzwi do gabinetu ojca Liama i z hukiem je zatrzasnęłam. Byłam tak zmęczona, że nie potrafiłam przestać sapać. Czułam się jak po jakimś maratonie! To było okropne! Zobaczyłam, że w wielkim fotelu siedział wysoki mężczyzna bardzo podobny do Liama. No cóż, zgaduje, że to jego ojciec. Jestem pewna, że Li za kilka lat tak właśnie będzie wyglądał. Chyba, że zmieni w tym czasie płeć …
- Witam pana, panie Payne. – powiedziałam z szerokim uśmiechem.
- Dzień dobry. Kim pani jest? – spytał zaskoczony. Na moment zamarłam! Kim ja mogę być? Cholera! Louis błagam odezwij się!
- Powiedz, że jesteś Alex Brown. – powiedział w końcu Lou. Dzięki Bogu! Zaczęłam panikować!
- Jestem Alex Brown. – odpowiedziałam z szerokim uśmiechem.
- A co pani tu robi?
Cholera! Co ja mogę tu robić? Louis gadaj coś!
- Powiedz, że chcesz przeprowadzić z nim wywiad.
- Chcę przeprowadzić z tobą wywiad. To znaczy z panem wywiad. – powiedziałam i usiadłam na krzesełku.
- Ale miała być pani dopiero o 15:00. – zdziwił się.
- No tak ale później mam kosmetyczkę i … jakoś tak w czasie by się nie zgrało. – powiedziałam coś od siebie i zupełnie nie potrzebnie. Mogłam poczekać na reakcję Louisa.
- Naprawdę nie było cię stać na nic lepszego? – spytał Tomo z ciężkim westchnieniem. Miałam ochotę mu przygadać ale jak by to wyglądało? Jakbym miała rozdwojenie jaźni albo co. – Teraz powiedz zapytaj go o kontakt z synem.
- Jaki ma pan kontakt z synem? – spytałam.
- Bardzo dobry. Z Liamem od dziecka dogadujemy się idealnie. To mój syn. Kocham go i zawsze mu to okazuję. – odpowiedział. – A … nie nagrywa pani rozmowy?
- Eee … zapamiętam. – odparłam.
- Alex! Błagam! Nic nie gadaj od siebie. – rzekł Lou w słuchawce.
- Moje odpowiedzi wcale nie są takie złe. – wysyczałam do słuchawki. Ojciec Liama spojrzał na mnie jak na idiotkę. Może Lou miał rację? I powinnam słuchać tylko jego odpowiedzi? – Dobrze a więc przejdźmy do kolejnego pytania.
- Zapytaj o Danielle.
- A o co biega z Dan właściwie? Lubi ją pan? – spytałam z uśmiechem.
- Nawet mam ci formułować pytania? – powiedział z ciężkim westchnieniem.
- Nie chciałbym o tym rozmawiać. Możemy to pominąć?
- Nie. – zaprzeczyłam szybko. – Chcę wiedzieć. – powiedziałam stanowczo. Cholera! Nie nadaję się na dziennikarkę. – To znaczy … tu chodzi o naszych czytelników … oni chcą wiedzieć takie rzeczy. A z tego co wiem nie zbyt ją pan lubi.
- Nie ją lecz jej ojca. – wyznał. – Ma firmę która mi zagraża.
- Powiedz, że to konflikt między nimi a nie ich dziećmi. – powiedział Lou.
- To konflikt między wami a nie Dan i Li. Nie powinien pan mówić Liamowi co jest dla niego dobre a co nie. A z tego co widzę on kocha Danielle. Kiedyś okropnie im zazdrościłam. Byli taką zgraną parą. Gdyby pan widział jacy chodzą szczęśliwi … a teraz? Muszą udawać, że nic ich nie łączy. Czy pan oszalał? Zmysły postradał? – wstałam gwałtownie z krzesełka. – To dwoje młodych ludzi, których się kocha! A pan nie musi tego akceptować ale niech nie zabiera im szansy na szczęście. Wie pan ile ja bym dała za to aby mieć tak wspaniały kontakt ze swoim chłopakiem? Wszystko! A co mam? Jakąś głupią zazdrość o nic! Wcale nie chcę żeby on przytulał inne dziewczyny i sama nie chcę przytulać innych chłopaków. Chcę przytulać tylko jego … Lou. Ale nie w tym rzecz … chodzi o to, że oni się kochają! Chcą być razem! Do końca życia! A pan chce ich rozdzielić? I tak pan kocha syna? No gratuluję!
Ponownie usiadłam na krzesełku. Wszystko mówiłam na jednym wdechu. Aleś się zmęczyłam. Po chwili zdałam sobie sprawę, że mówiłam od siebie. Ojć.
- Sorry Lou miałam słuchać ciebie. – powiedziałam.
- Lou? – zdziwił się pan Payne. – To ten twój chłopak?
- Taa. –przytaknęłam.
- Nic się nie stało Alex. – odpowiedział rozbawiony. – Ja też nie chcę przytulać innych dziewczyn i uważam, że masz o wiele seksowniejszy tyłek od Sandry Bullock.
Uśmiechnęłam się na te słowa.
- A więc? Co z Liamem i Danielle? Da im pan spokojnie żyć?
- Przepraszam, że zapytam ale … czy pani naprawdę jest dziennikarką? – spytał.
- I tak i nie. – odparłam. – To jak?
- No cóż … nie pozostaje mi nic innego … chyba … to znaczy kocham mojego syna i … chcę żeby był szczęśliwy. – powiedział na co krzyknęłam: „Jest”! W tym momencie do gabinetu wleciał ten przeklęty ochroniarz. Spojrzał na mnie z cwanym uśmieszkiem.
- Tutaj jesteś! Wszędzie cię szukałem! – krzyknął i chciał rzucić się na mnie ale odskoczyłam w bok gwałtownie. Mężczyzna poleciał więc na biurko z hukiem. Ojć. Teraz to się wkurzy!
- To ja może już pójdę. – powiedziałam i najszybciej jak się da wybiegłam z jego biura. Odetchnęłam dopiero przed budynkiem. W słuchawce usłyszałam śmiech Louisa. No tak! Zapomniałam się rozłączyć!
- Dobra robota Alex. Nie miałem pojęcia, ze umiesz dawać takie przemowy.
Wywróciłam oczami.
- Bez ciebie nie dałabym rady. – odpowiedziałam.
- Dałabyś.
- Wiem. – przytaknęłam ze śmiechem.
___________________________________________

No nareszcie mamy rozdział! Ostatnio w ogóle nie mam weny i nic mnie nie cieszy ; - ( popadłam chyba w jakąś depresję chodź są wakacje i powinnam się cieszyć. Szczerze mówiąc to pisanie rozdziału poprawiło mi humor ; - ) teraz pójdę spokojnie spać bo jest już 23:54 hahah xd 
Co myślicie o Alex i dziwnej pomocy Louisa? 
No i przepraszam, że nie było czułości pomiędzy tą dwójką ale ... powoli chodzą do coraz większego porozumienia tak więc zobaczymy co dalej z tego wyjdzie. 
Oglądaliście BSE? Haha *le ja głupia po co się pytam? Oczywiście, że tak! Tak więc może zadam inne pytanie: Co sądzicie o teledysku? Kto wam się najbardziej podobał? Bo ja zakochałam się w Marcelu ! ;) 



czwartek, 18 lipca 2013

Rozdział 42

    Perspektywa Carietty

 Jęknęłam pod nosem, przewracając się na drugi bok. OMG! Jak mnie głowa boli... chyba wypiłam wczoraj za dużo soku jabłkowego.
  - Cat, wstałaś już? - Zapytała Rose, nachylając się nad moimi zwłokami.
  - Nie mamusiu, jeszcze pięć minut. - Burknęłam, będąc całkiem świadoma tego co przed chwilą powiedziałam.
  - Czy ja wyglądam na twoją matkę? - Zapytała ze śmiechem, na co ja otworzyłam oczy, zmierzyłam ją wzrokiem i pokiwałam potwierdzająco głową. - Osz ty! - Zaśmiała się, przewracając oczyma. - Chodź, trzeba posprzątać ten cały syf. - Westchnęła ciężko.
  - Wczorajsza impreza była dla mnie, więc ja nie sprzątam. To była niespodzianka, ja się na to nie zgodziłam. - Mruknęłam, podnosząc się do siadu po turecku, nadal z zamkniętymi oczyma.
 Po kilku sekundach po wypowiedzeniu ostatniego zdania, przywaliłam łbem o... coś. Rozejrzałam się i co zobaczyłam? Że siedzę pod stołem, Rose przy mnie kuca, do okoła są porozrzucane puszki i inne śmieci, plus jedzenie, a Niall, Zayn i... Dan leżą sobie i pochrapują jak gdyby nigdy nic.
  - Siódma czterdzieści pięć. - Odpowiedziała Rose widząc, jak otwieram już usta.
  - Obudź resztę, ja zadzwonię do Alex i dowiem się o co chodziło. - Odparłam proszącym tonem. Rose bez zastanowienia się pokręciła potwierdzająco głową, wstając i podchodząc do swojego chłopaka, którego pocałowała. Wyczołgałam się z pod stolika, słysząc mruczenie Zayna "Takie poranki to ja lubię..." i aż, pierwszy raz od... zawsze zrobiło mi się niedobrze na widok miłości. A przecież ja kocham miłość!
 Z jęknięciem chwyciłam mojego różowego iphona z króliczymi uszami (Tak, doczepiłam do nich uszyska, bo były słodkie). Wykręciłam numer do jednej z moich przyjaciółek. Pierwszy sygnał... drugi... trzeci... JEST!
  - Halo? - Odezwał się Louis, a mnie zmroziło. W tle usłyszałam pisk Alex, a po chwili w słuchawce brzmiał przerażający śmiech Lou, jak z jakiegoś horroru. - Dobrze ci tak... - Zarechotał jak jakiś szaleniec.
 On ma jej komórkę?! To może oznaczać tylko jedno...
 Nim cokolwiek z siebie wydusiłam, rozłączyłam się szybko. Wystraszona poleciałam do domu, gdzie na cały głos zaczęłam się drzeć.
  - Lous morduje Alex!!!!! - Wrzasnęłam ze łzami w oczach.
 Wszyscy zrobili się całkiem bladzi, nawet Danielle z tą swoją kakaową cerą. Od razu się zerwali i polecieli do auta, nawet się nie przebierając. Wyglądali jak półtora nieszczęścia. Nikogo to nie zdziwiło, gdyż wiedzieli, że Lou wczoraj trochę wypił, ja nigdy nie kłamię, a Alex wczoraj bardzo go zraniła, przez co nieobliczalny wybiegł z imprezy. Eh, to wczorajsze zajście było porażką, tylko tyle powiem.
 Wpadliśmy do auta Zayna, a mój brat z piskiem opon ruszył w stronę domu Alex. Bałam się, że może być już za późno... nie dość, że mogę więcej nie zobaczyć Alex, to jeszcze Louis sobie może zniszczyć życie.
 Po chwili byliśmy już na miejscu. Wbiegłam do domu jak oparzona, a za mną reszta. Niemalże od razu poleciałam do łazienki, skąd cały czas dobiegał pisk Alex. Wpadliśmy tam jak jacyś idioci i co zastaliśmy? Alex stojącą na pralce i wskazującą na jakiś punkt na podłodze, a Lou, który miał jedynie ręcznik jako sukienkę, celował tam klapkiem. Patrzyłam na nich z miną "WTF?!" z resztą tak jak reszta.
  - Co wy tutaj robicie? - Zapytał Louis zaraz po tym jak przywalił klapkiem w kafelki. - Niech to, znowu pudło... - Burknął.
  - Co wy tutaj robicie?! - Prychnęłam.
  - Zadzwoniłaś do mnie, kiedy akurat wychodziłem z pod prysznica. Wtedy weszła tutaj Alex, żeby wziąć dezodorant i zobaczyła pająka. Zaczęła się drzeć, a ja z niej śmiać. - Wzruszył ramionami, znów celując w, zapewne, pająka.
  - Czekaj... tutaj jest pająk? - Spytał blondasek.
  - Nom. - Przytaknął Louis, a tamten z piskiem dołączył do Alex, wskakując na pralkę.
  - Aaaa, więc dlatego wtedy... i te krzyki... i śmiech... - Mruknęłam lekko zmieszana, patrząc jak tamci piorunują mnie wzrokiem. - Ojej, która to godzina... chwila, nie zabijaj go! - Pisnęłam widząc, że Lou idealnie wycelował w małego pajączka.
 Chłopak zatrzymał się, a ja wzięłam to małe stworzenie na rączki i wyniosłam na dwór. Wszyscy się wzdrygnęli z obrzydzenia. No cóż, ja się ich aż tak nie boję.
  - To co, macie ochotę na naleśniki na śniadanko? - Spytał Louis z uśmiechem, gdy wszyscy spotkaliśmy się już w kuchni.
  - Tak! - Krzyknęli wszyscy, nie licząc mnie.
  - Czyli w końcu jesteście razem? - Spytała Rose, dziewczyna mojego brata, siadając przy stole.
  - Ym... tak. Wyjaśniliśmy to sobie. Wtedy jak mówiliście mi o mojej miłości patrzyłam na Crissa i El i myślałam że to o nich chodzi. Wszystko dziwnie się potoczyło... ale potem było już okej. Cóż, trochę to zagmatwane i za dużo by opowiadać. - Wzruszyła ramionami Alex.
  - A wy nie siadacie? - Spytał mój chłopak, unosząc jedną brew ku górze.
  - Ja... muszę coś zrobić... i Dan również. - Wzruszyłam ramionami, ciągnąc dziewczynę za ramię. Przechodząc obok Zayna, wyciągnęłam z jego kieszeni kluczyki od samochodu z taką precyzją, że nawet tego nie zauważył. Razem z Danielle wsiadłyśmy do jego wozu. Odpaliłam silnik i już po chwili jechałyśmy w stronę wielkiego, pięciogwiazdkowego hotelu. Po co? Otóż uknułam genialny i wspaniały plan działania jak pogodzić ją i jej byłego, Liama. Buahaha, czasem mam przebłyski geniuszu.
 Gdy podjechałam pod wielki hotel, Danielle spojrzała na mnie zdziwiona.
  - Po co tutaj przyjechałyśmy? - Spytała zdziwiona.
  - Gdyż zapraszam cię do spa. W tym hotelu są genialni i przystojni masażyści. Twój będzie czekać w pokoju 884, a mój zaraz obok. Więc idziemy! - Krzyknęłam z wielkim uśmiechem, wyskakując z auta. Brunetka chyba mi uwierzyła, gdyż poszła za mną pewnym krokiem.
 Po chwili już stałyśmy przed swoimi pokojami. Danielle bez namysłu weszła do środka, a gdy tylko zamknęła za sobą drzwi, podbiegłam tam i zamknęłam je na klucz. Gdy to zrobiłam, usłyszałam jak dziewczyna dobija się do drzwi. Pewnie zauważyła Liama... no nic, za jakieś trzy godziny ktoś z pracujących. Wzruszyłam lekko ramionami, po czym w podskokach ruszyłam do wozu mojego brata. Albo się zabiją, albo pogodzą. Się zobaczy.
 Wsiadłam do auta mojego brata i ruszyłam w stronę mojego domu.

***

Wiem, że bardzo krótki, ale nie chciało mi się za dużo pisać z komórki... sami rozumiecie, nie? Jakoś udało mi się dodać rozdział i mam nadzieję, że jednak wam się spodoba *^* Dla mnie nie jest zły, choć mogło być lepiej xD No nic, czekamy na ciebie Alex, gdyż iż Nata wyjechała T^T 
Bay <3

wtorek, 16 lipca 2013

Rozdział 41


Oczami Alex:

Impreza trwała od godziny w najlepsze. Wszyscy się śmiali, tańczyli (głównie do piosenek One direction ale Niall z Harrym załatwiali muzę więc wiecie). Ja tymczasem stałam pod ścianą i wszystkich dokładnie obserwowałam. Cat bawiła się świetnie z Niallem, Zayn narzekał, że to chamstwo iż nie ma dla niego imprezy powitalnej w końcu żyje! Rose obejmowała tego złośnika, Harry tańczył z Aną, Liam siedział przy jednym końcu stołu a Daniele przy drugim. No nie mogę! Wyglądali jak ja i Louis jeszcze do nie dawna … tzn. nie to, ze coś się zmieniło i go lubię czy coś. Nie, nie. Po prostu chyba jesteśmy razem … chyba … no bo nikt o nas nie wie. Tylko ja i on. Jakie to romantyczne. Och i Ach. Zaraz, zaraz … czy to nie Elenaor i Criss? Że what? Oni razem rozmawiają? I w dodatku El się uśmiecha? Podwójne what? O co w tym chodzi? Czy oni są razem? Hm … interesujące.
- Co tam? – spytała Rose podchodząc do mnie z Zaynem.
- Słuchajcie czy jeżeli dwójka ludzi rozmawia ze sobą świetnie się przy tym bawiąc to czy to jest miłość? – spytałam nadal wgapiona w Elenaor i Crissa.
- Alex! Nie musisz udawać. My już wszystko wiemy. – odpowiedziała Rose z uśmiechem. – Louis nam powiedział.
- To Louis o tym wie?? – zapytałam mega zaskoczona. Moja przyjaciółka zmarszczyła brwi.
- No oczywiście! Hello! Wydaje mi się, że on i ty powinniście o tym wiedzieć. – rzekła jakby to było oczywiste.
- Ja i Louis? Ale przecież to nie nasza sprawa.
- Jak nie wasza jak wasza. Alex, rozumiem, że miłość to nie twoja sprawa ale ten uroczy chłopak chyba już tak. – powiedziała Rose z szerokim uśmiechem. Zayn kiwnął głową.
- Criss? Nie wiedziałam, ze Criss jest nadal moją sprawą.
- OMG! Chcesz mi powiedzieć, że nadal kochasz Crissa? Bosz, Alex. Weź się zdecyduj. – powiedziała Rose i odeszła ode mnie z Malikiem. O co jej chodzi? Przecież ja nie kocham Crissa, tylko z tego co widzę Elenaor. I w ogóle czemu ja i Louis mielibyśmy o tym wiedzieć? To jest jakieś dziwne. Totalnie ich nie rozumiem. Odwróciłam się a za mną stał Liam niczym upiór z opery.
- Daniele na nas patrzy? – spytał.
Zerknęłam na nią szybko.
- Tak a co?
- Udawaj, że się śmiejesz. – powiedział. Otworzyłam szeroko oczy. Mnie nawet jak coś śmieszy to się nie śmieje.
- Po co?
Li zamiast odpowiedzieć wpadł w śmiech a potem kopnął mnie lekko w kostkę. Auć! Nie mogłam dać po sobie znać, że to zabolało więc dla zachowania pozorów także się zaczęłam śmiać. Po co ten teatrzyk? Payne jest dziwny. W ogóle wszyscy są dzisiaj dziwni.
- Dobra dzięki. A teraz chodź zatańczyć.
Nim zdążyłam zaprotestował Liam popchnął mnie na środek. Dobry Boże! Czy ja mam coś wypisane na czole? Zaraz, zaraz … czy ten intrygant chce żeby Dan była zazdrosna? Mógł tak od razu. Inaczej bym na to patrzyła. Wcześniej uważałam, że jest dziwny a teraz uważam, że jest dziwny i żałosny.
- Czemu akurat ja? – syknęłam gdy cały czas chłopak starał się aby nasz taniec jakoś wyglądał bo ja byłam wyjątkowo sztywna. – Jest Rose, Cat, Elenaor …
- Rose ma chłopaka, Cat ma chłopaka a Elenaor rozmawia z Crissem. Tylko ty stałaś jak kołek. – odparł czym wzbudził mój gniew. Teraz ja go kopnęłam w kostkę a on roześmiał się nerwowo.
- Nie rób scen, Alex.
- Myślisz, że nie mam chłopaka? Otóż mylisz się.
- Wiem, ze masz chłopaka.
- I następny. – wywróciłam oczami. – Z Crissem to już skończone. Przestańcie wszyscy. – powiedziałam po czym odeszłam od niego. Teraz wyglądał jak idiota. No cóż, może ktoś się nad nim zlituje i z nim zatańczy chodź wątpię.
- Alex! – wykrzyknęła Cat idąc w moją stronę z Niallem. – Jak dobrze cię widzieć. Muzyka jest genialna.
- Dzięki. – odezwał się Niall z szerokim uśmiechem. – Kiss you. – dodał. – Nasz hit. Zaraz po tym będzie one way or another później live while we’re young kolejna to one thing i …
- Dobra Nialler skończ. – powiedziała z niecierpliwionym tonem czerwonowłosa. – To niby miał być sekret ale … gratuluje ci związku! To takie słodkie!
- Wy też? Przecież ja i on nie będziemy nigdy razem! Po za tym ma Elenaor. – powiedziałam patrząc na Crissa.
- Miał. – zaznaczyła Cat. – To przeszłość. Spotykali się ale nigdy nie kochali. To przy tobie zachowuje się jak mały słodki, słitaśnie zakochany chłopczyk.
- Co?! – prawie wrzasnęłam. – Oni byli parą? – spytałam zaskoczona i to mega. Kiedy? Criss i Elenaor? Nie miałam pojęcia!
- No oczywiście, że byli. Ale to ciebie kocha. Elenaor to jego przyjaciółka.
- To dlatego teraz z nią rozmawia?
- Jak z nią rozmawia jak z nią nie rozmawia! – Cat wywróciła zniecierpliwiona oczami. – Criss z nią rozmawia.
- No właśnie: Criss.
- Alex … czy … O boże! Jesteś zazdrosna o to, że Criss rozmawia z Elenaor? Boże! Louis o tym wie? Wie, ze kochasz Crissa?
- No nie wie … - wyjąkałam przerażona całym tym zamieszaniem. O co im chodzi? To takie dziwne i w ogóle. Czuje się jak na lekcji z historii. Mam totalny nie ogar. Wszyscy mówią o czymś a ja nie wiem o czym.
- Powiemy mu. – powiedział Niall. – Nie martw się. Załatwimy to za ciebie. Louis to dobry chłopak, zrozumie.
Kiwnęłam głową na znak, że się zgadzam. Po minucie gdy odeszli wpadłam w panikę! Przecież oni mu powiedzą! Powiedzą Louisowi, że kocham Crissa, kiedy ja nie kocham Crissa! Podoba mi się Lou ale tylko podoba, jakiś głębszych uczuć do niego nie żywię. Nie wiem czemu tak się tym przejmuję. Muszę się napić coli. Jak postanowiłam tak zrobiłam. Podeszłam do stołu z jedzeniem i nalałam sobie do szklanki coli. Daniele nadal siedziała smutna. Zrobiło mi się jej żal. Myślę, że byli fajną para z Liamem. Pasowali do siebie. Szkoda, że już nie są razem. Podeszłam do czerwonej kanapy i usiadłam na niej.
- Cześć Alex. – wzięłam głęboki oddech i spojrzałam w górę. Nade mną stał Louis z szerokim uśmiechem. Potem zajął miejsce obok mnie.
- Hej. – odpowiedziałam. I jak my mamy się teraz zachowywać? Jak para? Czy co? Nie rozumiem.
- Jak się bawisz?
- Dobrze. – kiwnęłam głową. – A ty?
- W miarę. Bawiłbym się lepiej gdybyś to ze mną zatańczyła zamiast z Liamem.
- Nie ma mowy. On na mnie to wymusił by wzbudzić zazdrość Danielle. – odpowiedziałam przypominając sobie nasz taniec. Coś okropnego.
- Tak myślałem. Nigdy byś mnie nie zdradziła, co? – wyszczerzył się.
- Czy ja wiem … - zaczęłam się poważnie zastanawiać.
- Dobra nie odpowiadaj. – przerwał mi szybko. – Słuchaj, jeśli chodzi o nasz związek to musisz wiedzieć, że troszeczkę złamałem nasze zasady i tak jakby powie …
W tym momencie Louis był zmuszony przerwać swoją wypowiedź, ponieważ nadszedł Niall. Dobry Boże! Ten głupi Irlandczyk nie może zepsuć mi życia! I on pewnie jeszcze myśli, że będę mu wdzięczna? Ha Ha Ha. Dobre sobie.
- Alex nie musisz tego robić. Ja obiecałem i dotrzymam słowa. – wziął głęboki oddech.
- Nie Niall naprawdę nie musisz … - powiedziałam z nerwowym uśmieszkiem. – Nie ma takiej potrzeby bo widzisz …
- Alex kocha Crissa! – wydarł się na całą salę. Ja pierdolę! Zabije go! Criss z Elenaor spojrzeli w naszą stronę a ja pierwszy raz miałam ochotę spalić się ze wstydu. – Przepraszam stary, że ja ci to mówię ale chciałem wyręczyć Alex. Było jej tak trudno.
Louis otworzył szeroko oczy i zaniemówił na pewien czas a ja zamiast zaprotestować, ze to nie prawda i doszło do pomyłki wstałam z kanapy i zaczęłam się rozglądać za moją torbą. Chciałam stamtąd uciec! Nie mogłam tam dłużej zostać. Lou mnie teraz znienawidzi. Pomyśli, ze się nim cały czas bawiłam. Nie chcę tego. Kolejny raz wychodzę na tą złą, co jest ze mną nie tak?
- Mnie? – jęknął Criss. – Ale … ale … przykro mi Alex. Ja nic do ciebie nie czuje. – dodał także robiąc się czerwony. Boże! Dobry boże! Gdzie do cholery jasnej moja torba??!!
- Myślałam, ze Alex jest z Louisem. – powiedziała Danielle zaskoczona. – Przynajmniej on tak wszystkim rozpowiadał.
Obrzuciłam go morderczym spojrzeniem. Co za kretyn! On nie umie dotrzymywać sekretów! Idiota! To jego wina! Gdyby trzymał język za zębami nie doszłoby do tego.
- No ja też myślałem, że jest ze mną … - odezwał się Lou nadal będąc w szoku.
„Bo jestem z tobą ćwoku” – mogłam to powiedzieć, oczywiście, że mogłam ale nie powiedziałam! Bo znalazłam nareszcie moją torbę! Weee, będę mogła stąd zwiać. Nareszcie. Mam ochotę obejrzeć TV z Louisem bo wiecie mamy taką zasadę, że w wieczorem oglądamy taki talk show … o cholera! Czy ja powiedziałam z Louisem? Jak myślicie? To znaczy, że go lubię, podoba mi się, zależy mi? Gubię się już w tym wszystkim …
                                                                                  ***
Kiedy wróciłam do domu usiadłam na kanapie i z ciężkim westchnieniem włączyłam TV. Właśnie leciał nasz ulubiony program The Simple Life! Ach, nie jestem zwolenniczką takich tandet ale do tego programu przekonał mnie Louis. A właściwie sam zaczął to oglądać bo występuję tam Paris Hilton, która według Tomlinsona ma najdłuższe nogi na świecie. Czy ja wiem czy takie najdłuższe? Są dłuższe, na przykład Michaela Jordana! Nagle do domu wszedł we własnej osobie Louis. Wyglądał na wściekłego.
 - Hej Lou! Właśnie leci The Simple Life! Nie uwierzysz jakie okropne buty założyła Paris Hilton! – krzyknęłam jednak usłyszałam trzask drzwi. Wszedł do pokoju. Naszego pokoju. Co on sobie uważa? Że ja będę spała na kanapie? HA HA HA.  Bardzo zabawne. Gapiłam się wkurzona w ekran jednak w ogóle mnie nie interesowało co tam leci. Zresztą … co mnie obchodzą buty Paris Hilton? Są ważniejsze problemy na świecie! W ogóle Tomo jest do bani! – Ktoś tu ma focha?! – krzyknęłam ale nie usłyszałam odpowiedzi. – Panienka ma focha forever widzę! – wrzasnęłam ale po 2 minutach także nie odpowiedział. Co za wkurzający koleś! Siedziałam tak jeszcze parę minut oglądając TV aż Lou zbiegł po schodach. Pomyślałam sobie, że przemyślał całą sprawę i stwierdził, że gniewanie się o Crissa było dziecinne zresztą to jak zwykle jego wina. Gdyby nie powiedział im prawdy byłoby wszystko w porządku a tak to? Doszło do wielkiej pomyłki i to z jego winy! WINNY. Jak zwykle. Tradycja.
- Jak mogłaś mi to zrobić?! – krzyknął. – Nie wierzę, że jesteś tak podła! Chciałem żebyś była moją dziewczyną ale już nie chcę! – tupnął nogą jak małe dziecko. – Idź wypłacz się Crissowi!
- Zrozum ty tępy idioto, że nie kocham Crissa! – wrzasnęłam. – Doszło do pomyłki z twojej winy, zresztą! Dlaczego powiedziałeś wszystkim prawdę chodź prosiłam żebyś tego nie robił?
- Chciałem ci powiedzieć ale …
- Nie ma żadnego ale! Jak zwykle wszystko schrzaniłeś! I to ja nie chcę żebyś był moim chłopakiem. Ty nie umiesz zrobić niczego porządnie! Jesteś jedną wielką chodzącą katastrofą! Nie wiem jak zdobyłeś Elenaor. To w miarę inteligentna dziewczyna więc naprawdę jestem pod wrażeniem!
Na parę sekund nastąpiła cisza.
- Czasem jesteś tak wredna … -  powiedział kręcąc głową. – Nikt nigdy mi czegoś takiego nie powiedział. Nikt. Nawet mój najgorszy wróg a nie sorry. Ja nie mam wrogów to ty ich masz.
- Ooo i kto tu jest wredny? – spytałam wstając z kanapy. – I ja zajmuję pokój! Ty śpisz na kanapie! Nie masz wstępu na górę! – wrzasnęłam.
- O serio? Zobaczymy. – rzekł z cwanym uśmieszkiem i pobiegł na górę a ja za nim. Kiedy znalazłam się przy drzwiach Lou chciał je zamknąć mi je bezczelnie pod nosem ale je przytrzymałam. Siłowaliśmy się tak z nimi przez pewien czas aż w końcu wygrałam i dostałam się do środka. No, no. Może nie jestem mądra, ładna ani fajna ale silna to ja jestem i to przyzna każdy! – Wynocha z mojego pokoju! – zaczął się drzeć. Otworzyłam usta ze zdziwienia. Jak śmiał mi coś takiego powiedzieć? Tylko ja mam prawo go tak traktować … chwila moment! Przewińmy taśmę wspomnień … Kurde! Zdałam sobie sprawę, że ja go tak traktuje odkąd się poznaliśmy. Nawet gdy był taki uroczy i cieszył się jak małe dziecko kiedy zaproponowałam mu związek. Niech to szlak! Pierwszy raz w życiu pomyślałam, ze zachowywałam się jak wredna jędza w stosunku do Louisa. Nie dziwię mu się, że ma tego dosyć. Która dziewczyna by go nie chciała? Wręcz wszystkie o nim marzą a on gada tylko o mnie jak o najcudowniejszej na całym świecie. A ja wcale nie jestem cudowna ale … kiedy on tak mówi zaczynam się tak czuć. To dziwne i głupie ale tak właśnie jest. Kiedy ktoś ci wmawia ciągle, ze jesteś beznadziejny w końcu w to wierzysz (mówiła mi tak całe życie matka, żal.pl) a kiedy ktoś mówi, że jesteś najlepszy … no cóż, to działa w obie strony więc także  w zaczynasz wierzyć. Czy powinnam więc być taka okropna dla chłopaka, który mnie dowartościował?
- Louis … - zaczęłam chcąc go przeprosić i powiedzieć, że jestem mu wdzięczna.
- Żadne Louis! – krzyknął. – Mam cię dosyć! Ciebie i twoich humorków! To kategorycznie koniec! Nie jesteśmy już razem, zadowolona? Zrywam z tobą! Ooo przepraszam, obraziłem twoją dumę? Ty wolałaś zerwać? – spytał drwiąco.
- Louis posłuchaj …
- Żadne Louis posłuchaj! To jest mój pokój i błagam Alex! Daj mi tę odrobinę przestrzeni! Ja naprawdę chce odpocząć … odpocząć od ciebie, Alex. Wiesz co? Jak chcesz to zostań. Prześpię się u Harre’go. – powiedział i skierował się w stronę drzwi. Czy on to naprawdę powiedział? Powiedział, że chce ode mnie odpocząć? Boże! Czuje się okropnie! Tak jakby ktoś mi wyrwał serce i zaczął po nim skakać!
- Nie. – To jedyne co udało mi się wydukać. – Proszę nie. – dodałam.
- Alex błagam. Jestem zmęczony. Zmęczony tym wszystkim … a szczególnie tobą. Czy nie możesz chociaż raz mnie docenić? Chciałem żebyś ze mną zamieszkała, bronię cię przed wszystkimi, nie miałem ci za złe jak moknąłem przez 3 godziny na balkonie, nawet nie podniosłem głosu gdy kopnęłaś mnie w nos …
- Louis stój, proszę!
- Cześć. – Tomo wyszedł z pokoju zamykając drzwi. Usłyszałam jak zbiega po schodach. Nie, nie, nie! Alex myśl! Myśl! Chociaż ten jeden jedyny raz w życiu pomyśl! Uh, nigdy nie byłam w tym dobra. Co ja niby mam wymyślić przez 5 sekund zanim Louis odjedzie i tak zniknie z mojego życia na zawsze? W sumie zawsze tego chciałam żeby dał mi spokój ale jak przyszło co do czego to … Kurde! Mnie się nigdy nie dogodzi! Jestem wiecznie nie zdecydowaną panną! Nigdy nie wiedziałam czego chcę. Nigdy. Ale teraz wiem. Pewnie sobie myślicie, że w tej chwili chcę Louisa. Otóż nie. W tej chwili chciałabym obejrzeć The Simply Life ale Lou też może być. Dobra! Postanowione! Już wiem co mam robić!
Najszybciej jak się da zbiegłam po schodach i sprintem ruszyłam w stronę drzwi wyjściowych. I kto by pomyślał, że tak się będę starała zatrzymać tego niedorozwoja? Wow! O kurczę blaszka! Tomo już wsiadł do samochodu i go odpalił. Teraz wyjeżdżał z podjazdu. Nie, nie, nie! Oooooooooooooooh! Czemu mnie to zawsze się przytrafia? Nie zatrzymam go! Niby co mam zrobić? Wskoczyć mu na maskę?
Kręciłam głową zrezygnowana przez parę sekund aż w końcu oczy mi rozbłysły. Może to ten deszcz trochę mnie otrzeźwił? Bo lało jak z cebra! Jestem cała mokra no pięknie! Ugh.
Tak jak postanowiłam tak zrobiłam, szybko wskoczyłam mu na maskę auta i czekałam na jego reakcję. Modliłam się żeby nie odjechał tak czy owak bo inaczej mogłabym marnie zginąć. Na szczęście chłopak odsunął szybkę samochodu i ciężko westchnął.
- Alex co ty wyprawiasz? Uważasz, że jesteś zabawna? – spytał.
- Louis proszę! Wysłuchaj mnie! – krzyknęłam. – Zrobisz to?
- A wtedy zejdziesz z maski mojego autka i będę mógł spokojnie pojechać do Harre’go?
- Tak. – powiedziałam stanowczo. O Cholerka. Teraz wypadałoby powiedzieć coś takiego, żeby mi wybaczył i zdecydował się zostać. Dobry Boże! Żadnej regułki sobie nie przygotowałam! Nie mówię takich przemówień na spontana! Co ja mam do cholery powiedzieć? Aaaaaa. Krzyczę wewnętrznie. – Na początku cię nienawidziłam, nie cierpiałam, miałam ochotę cię udusić, zabić, poćwiartować! Wydawałeś się zapatrzonym w siebie cwaniakiem, któremu tylko dziewczyny w głowie i dobra zabawa!
- To wszystko? – spytał udając, że ziewa. – Super przemowa. Dzięki. Nara. – Louis chciał zamknąć szybkę ale krzyknęłam:
- To nie wszystko! I muszę przyznać, że widziałam już wcześniej, że jesteś zupełnie inny ale nie przyjmowałam tej myśli do siebie, ponieważ tak strasznie ci zazdrościłam tego wszystkiego co masz. Chciałam cię nienawidzić. Przecież nie mogę lubić chłopaka, który ma przyjaciół, rodziców którzy go kochają, jest lubiany, dobrze się uczy, robi to co kocha … miałeś wszystko to o czym marzyłam, dlatego cię nienawidziłam i nadal cię za to nienawidzę. – powiedziałam schodząc z maski samochodu. – To wszystko. Jedź sobie. – spuściłam głowę i czekałam na jego reakcję. On jednak zamknął szybkę. No tak  i czego ja się spodziewałam? „I nadal cię za to nienawidzę ale jednocześnie kocham” mogłam tak powiedzieć. Może inaczej by zareagował? Bałam się jednak zbyt tego jak zareaguje bo wciąż nie byłam pewna czy czuje to samo. – Jasne, jedź sobie do Harre’go, idźcie do baru, poderwijcie jakieś laski, prześpijcie się z nimi, ja mam go gdzieś. – mruczałam pod nosem wściekła. – A nie, zapomniałam, że Harry ma Anę. Więc sam zalicz wszystkie laski. Na pewno tego chcesz i one tego chcą …
- Nie wiem czy one tego chcą ale ja na pewno nie. – usłyszałam za sobą głos Louisa i aż podskoczyłam z przerażenia. – Przestraszyłem cię? – spytał robiąc minę szczeniaczka. Czyli jednak moje słowa odniosły skutek.
- Znów jesteś sobą. – stwierdziłam i zaskakując jego a najbardziej siebie, rzuciłam się Louisowi na szyję. – 15 minut temu byłeś jakimś strasznym gburem. Błagam, nigdy więcej nie bądź już taki.
- Wow. Cieszysz się, że jestem zapatrzonym w siebie lalusiem, który ma mierne poczucie humoru i podjada marchewki twojemu królikowi?
Przestałam go ściskać. Co ja przed chwilą zrobiłam?
- To znaczy … nie jesteś zapatrzony w siebie tylko się zgrywasz i nie masz miernego poczucia humoru a marchewki hm … myślę, że Kicuś ci wybaczy. A jeśli chodzi o nasze zerwanie to przyznaję ci absolutną rację. Sama bym ze sobą zerwała …
- Ależ ja wcale z tobą nie zerwałem. Owszem, powiedziałem to ale zupełnie co innego czułem. Mówię różne rzeczy gdy się wkurzę i właściwie to … wkurzyłem się pierwszy raz w życiu.
- Och, okej.  Ja też mówię różne rzeczy gdy się wkurzę i …
- Zamknij się. – powiedział spokojnie, rozbawionym tonem i łapiąc mnie w tali przyciągnął do siebie po czym pocałował. Byłam tak zaskoczona tym gestem, że nie odepchnęłam go a właściwie, wcale nie miałam takiego zamiaru. Po paru sekundach odsunął się ode mnie. – Przepraszam, zapomniałem o umowie.
- Pieprzyć umowę. – machnęłam dłonią lekceważąco i znów pocałowałam roześmianego Louisa.
Jak już powiedziałam, nie jestem ani fajna ani specjalnie ładna ani sympatyczna ani żadna dusza towarzystwa ze mnie, nie lubię imprezować a mimo to … całuję teraz jednego z najprzystojniejszych, najfajniejszych, najsympatyczniejszych i najbardziej lubianych chłopaków w Anglii. Sama jestem pod wrażeniem. Jestem tylko ciekawa czy jutro też będzie tak pięknie i czy całe to „romantico” mi nie przejdzie. Mam nadzieje, że tak bo w takim kiczu jeszcze nigdy nie uczestniczyłam.
 ___________________________________________

Ta da! Oto i mamy piękne, urocze, słodkie i mdlące zakończenie rozdziału. Szczerze to mi się nie podoba ale dupa tam ;). Ja też jestem zaskoczona Alex i w ogóle ale Lou jest taki kochany, że musiałam coś z tym zrobić i już!
Piszcie czy rzygacie tęczą czy jeszcze nie hahahaa xd
Dobra kończe papapa :P. Następny rozdział ma dla was napisać Sylwia ale jej się zepsuł laptop, powiedziała jednak, że prawdopodobnie i tak jej się uda go dla was napisać tak więc czekajcie od niej na rozdział <3 papapapapa <3


sobota, 6 lipca 2013

Rozdział 40

Perspektywa Zayna

Dlaczego to wszystko przydarza się mnie. Było tak cudownie, poznałem wspaniałą dziewczynę między znajomymi układało się świetnie i nagle wszystko zaczęło się sypać. Rodzice są w delegacji i nie interesują się co dzieje się z ich dziećmi. Właśnie spędzam kolejny dzień leżąc w łóżku i nie mając jakichkolwiek planów na jeden z ostatnich dni. Dziwne jest to, że mimo mojej choroby wcale nie czuje się źle ….
- Skarbie ja tak nie mogę, po prostu nie wyobrażam sobie życia bez ciebie. – zaszlochała Rose mocniej się do mnie przytulając.
- Rosalie jesteś silna i poradzisz sobie. Wierzę w Ciebie, ale obiecaj mi że się nie załamiesz i będziesz żyła dalej. Chcę żebyś była szczęśliwa ….
- Co ?!? Ty sobie kpisz jak mam być szczęśliwa żyjąc bez chłopaka moich marzeń. Wiedząc że może Cię przy mnie zabraknąć. – usiadła na skraju łóżka i zakryła twarz dłońmi. Pomału wstałem z łóżka i kucnąłem naprzeciwko mojej dziewczyny już chciałem coś powiedzieć, ale przerwał mi dźwięk komórki.

*Rozmowa z Cat*
- No hej mój kochany braciszku. – powiedziała melodyjnym głosem moja siostra.
- A ty co taka wesoła ?
- Zay to wszystko nie prawda.
- Ale co, Cat mów co jest nie prawdą.
- Braciszku nie jesteś chory to tylko pomyłka !
- Co ?!?
- Zayn do cholery mówię Ci że to pomyłka w szpitalu jest jeszcze jeden Malik i to z nim pomylili twoje badania.
- Boże niech ja tylko dorwę osobę odpowiedzialną za ten karygodny i niewybaczalny błąd, zaraz u ciebie będziemy pa.
*Koniec rozmowy*

- Kochanie co się stało ? Usiądź spokojnie i się nie denerwuj, bo wiesz że nie możesz. – powiedziała swoim delikatnym głosikiem Tori.
- Nie musisz się już martwić skarbie to nic poważnego jestem zdrowy. – powiedziałem mocno ją ściskając i okręcając wokół własnej osi.
- Zayn, ale jak to jesteś zdrowy ?
- Cat dzwoniła i powiedziała że to tylko pomyłka, skarbie pomylili się rozumiesz to. – ucałowałem ją bardzo namiętnie, a ona odwzajemniła mój gest.
- Boże Zayn to cudowne wiadomość. – powiedział wtulając się we mnie jeszcze mocniej.
- Skarbie , bo mnie udusisz. – zaśmiałem się, a ona zarumieniła się i spuściła wzrok na podłogę. Złapałem delikatnie jej podbródek i podniosłem, aby spojrzała mi prosto w oczy.
- Kocham jak się rumienisz. – jej policzki nabrały jeszcze mocniejszego koloru.
- A ja jak się uśmiechasz. – na te słowa mimowolnie kąciki moich ust uniosły się ku górze.
- Musimy jechać do szpitala, to trzeba wyjaśnić. – oznajmiłem.

***

Jak tylko wparowaliśmy do budynku szpitalnego targały mną emocje. Byłem zły, nie to mało powiedziane byłem wściekły. Jak mogli pomylić się w tak poważnej sprawie. Przez ten błąd prawie całkowicie straciłem wszystkich na których bardzo mi zależy. Przez nich miałem ochotę zniknąć, zapaść się pod ziemię i nie widzieć jak moja dziewczyna i znajomi cierpią.
- Czy was pojebało ?!? – wrzasnąłem na holu przyciągając uwagę niewielkiej grupy ludzi tam się znajdującej.
- Mógłby pan się opanować, a właściwie o co panu chodzi ? – podbiegła do mnie jakaś pielęgniarka.
- O to że przez wasz nie wykwalifikowany personel zostałem błędnie zdiagnozowany !! – krzyknąłem na nią wściekły.
- Margaret co tu się dzieje co to za krzyki ? – podszedł do nas jakiś mężczyzna w kitlu.
- Już ja panu wyjaśnię co to za krzyki. Przez pana pielęgniarki i ich burdel w papierach myślałam że mam raka i zostało mi kilkanaście dni życia ! – wrzasnąłem i zrzuciłem wszystkie papiery z lady.
- Rozumiem, ale ….
- Nie nic pan nie rozumie ! Ja was kurwa pozwę ! Jak mogliście dopuścić się takiego błędu w tak ważnej sprawie ?!?
- Proszę się uspokoić, bo w innym wypadku wezwiemy policję. – zagroził mężczyzna.
- Pieprze wasze groźby, ale to tak pięknie się nie skończy…. – wysyczałem przez zęby i poszedłem do sali Cat gdzie siedziała już Rose.
- Hej. – powiedziałem nadal podenerwowany.
- Zay księżniczko coś się stało ? – zapytała moja sis, na dźwięk jej melodyjnego głosu mój gniew sam zniknął.
- ‘’Księżniczko’’ …. Cat na serio ?? – zaśmiałem się z moją dziewczyną.
- No co to tak fajnie brzmi. – wzruszyła ramionami, gdy nagle do sali wparowała cała hołota (czyt. reszta znajomych)
- Tornado przeszło w holu czy Zayn się wkurzył na szpital ? – zapytała Alex ze swoim cwanym uśmieszkiem. I nagle wszystkich spojrzenia padły na mnie.
- No co niech wiedzą z kim zadarli ?!? – prychnąłem.
- Boże to musiało być cudowne widowisko, normalnie chciałbym to zobaczyć. Od dziś nawet cię lubię Malik. – powiedziała Alex, a moje oczy prawie z orbit wyleciały.
- Co się z tym światem dzieje, Alex lubi Zayna ….. o nie nadciąga apokalipsa ratuj się kto może. – wrzeszczał Lou biegając po całej sali i na końcu schował się pod stół modląc się do marchewki. Co za pajac.
- Pomijając chorobę psychiczną tego marchewkożercy …. co tam u ciebie skarbie ? – podszedł do Cat Niall i ją ucałował mocno przytulając.
- Wszystko dobrze i mam dobre nowiny dzisiaj mnie mogą już wypuścić. – wyszczerzyła się jak to ma w zwyczaju.
- Wiedziałam że wszystko się ułoży. – uradowała się Dan.
- Pff ciekawe przecież ty nie myślisz. – zaśmiał się Li, ta dwójka ostatnio ostro przegina.
- W porównaniu do twojej rodziny to jesteśmy Einstein’ami. – odgryzła się brunetka.
- Znów zaczniesz obrażać moją rodzinę, lepiej zajmij się sobą i swoim nadętym ego, panno wielce doskonała.
- Tak jestem doskonała nie to co ….
- Dosyć tego czy wy siebie słyszycie ?!? Do niedawna nie mogliście bez siebie żyć, a teraz przy każdej okazji się kłócicie. – oburzyła się Cat. Po sekundzie w jej oczach można było zauważyć błysk coś czuję, że już ma plan jakby ich tu pogodzić. Będzie się działo.
- przykro mi Cat, ale nie mam zamiaru z nią rozmawiać. – powiedział Liam.
- A ja z nim. – prychnęła urażona Dan, jak dzieci.

***

- Cat ruszaj się …. jakim cudem masz tu tyle rzeczy ?? – zajęczałem taszcząc jej kolejną walizkę, skąd do cholery ona je tu wzięła, skąd ja się pytam ?!?
- Ej to są bardzo niezbędne rzeczy jak się jest w szpitalu. – uśmiechnęła się i razem z Rose wskoczyły do auta. Reszta jest już w domu i dopracowuje ostatnie rzeczy na imprezę powitalną.
- Misiu wstąpimy do Starbucksa ? – ucałowała mnie Rosalie jak tylko zająłem miejsce kierowcy.
- Jasne czemu by nie. – odparłem i włączyłem radio. Dziewczyny gadały o jakiś bzdetach, a ja skupiłem się na drodze. Po parunastu minutach byliśmy pod kawiarnią więc dziewczyny szybko zamówiły coś dla nas i wróciły do samochodu. Droga do domu zajęła nam trochę więcej niż zwykle, bo oczywiście utknęliśmy w korku. Gdy tylko wjechaliśmy na podjazd wszyscy wysiedliśmy z auta i pomaszerowaliśmy do naszej willi.
- Cat zamknij oczy. – zaświergotała moja ukochana.
- Ale ….
- Żadnych ale zamykaj. – uśmiechnąłem się do niej promiennie.
- No dobra.
- Tylko żadnego podglądania. – dodała Rose.
- Wiem, wiem. – złapaliśmy ją po obu stronach i bezpiecznie wprowadziliśmy do salonu.
- A teraz otwórz. – szepnąłem.
- NIESPODZIANKA !!! – moja siostra spojrzała na każdego, a w jej oczach można było ujrzeć zbierające się łzy.
- Kocham was ! – zaszlochała i każdego przytuliła.

______________________________________
No nareszcie napisałam i dodałam .... Bardzo, bardzo, bardzo, baaaardzo Was przepraszam, ale net mi szwankował i nie miałam jak dodać dzisiaj dokończyłam rozdział i mimo że jest po 1 w nocy dodaję go, bo nie chcę żebyście jeszcze dłużej czekali kochani <3 Mam nadzieję że aż tak mocno nie jesteście źli, ale to ten pieprzony internet ugh na szczęście już działa :D Liczę na szczere opinie w komentarzach ;* Teraz kolej na naszą kochaną Alex, ciekawe co wymyśli hehe
Kocham Nats xoxo