sobota, 1 czerwca 2013

Rozdział 37

Perspektywa Rose

Spanikowana wołałam Wojtka i Trinę, ale pewnie spali, bo nie przychodzili. Mimo mojej małej postury wzięłam Cat na ręce i przeniosłam na blat kuchenny. Położyłam na brzuchu, a widok jak zastałam o mało nie doprowadził mnie do zawału.
- Cat proszę odezwij się, nie zamykaj oczu. – panikowałam wybierając w telefonie numer alarmowy, ale moja przyjaciółka nie odpowiadała.
*Rozmowa*
- Dobry wieczór w czym mogę pomóc ? – usłyszałam kobiecy głos w słuchawce.
- Czy to St Thomas' Hospital nazywam się Rosalie Black, mam ranną kobietę w wieku 18 lat, jest mocno pokaleczona i ma uraz czaszki, potrzebuje karetki natychmiast.
- Dobrze proszę powiedzieć co się stało, jak doszło do …
- Nie do cholery to nie są pogawędki potrzebuje karetki, ona straciła przytomność i ma silne krwawienie !
- Na jaką ulicę mam wysłać kare….
- Ufford Street 16.
- Ratownicy zaraz będą proszę zachować spokój.
- Dziękuję do usłyszenia. – mruknęłam zdenerwowana i szybko się rozłączyłam. Następnie wybrałam numer blondaska.
*Rozmowa*
- Taaak …. – po kilku sygnałach usłyszałam zaspany głos Nialla.
- Niall tylko nie panikuj, proszę cię pojedź do St Thomas’ Hospital za paręnaście minut będę tam z Cat i wszystko ci wyjaśnię.
- Co ?!? Tori gadaj do cholery co jej jest !
- Niall proszę to nie rozmowa na telefon, jedź tam. – wyjaśniłam i nacisnęłam czerwoną słuchawkę. Złapałam czerwono włosą za dłoń, była zimna. Czystą szmatkę delikatnie przyłożyłam do jej rany na głowie, aby choć trochę zatamować krew. Po chwili do domu wparowali lekarze i odciągnęli mnie od niej i zabrali do karetki. Ubrałam na siebie dres i luźną bluzę, złapałam kluczyki i biorąc trampki w dłonie pobiegłam do auta Malika. W mgnieniu oka byłam na parkingu pod budynkiem szpitala. Zamknęłam samochód i pobiegłam do recepcji, gdzie napotkałam się z dziwnymi spojrzeniami nielicznych ludzi.
- Gdzie jest Cat Malik. – powiedziałam zdyszana.
- Na drugim piętrze, ale teraz jest przygotowywana do opera…. – nie czekając na resztę jej wypowiedzi wbiegłam po schodach na 2 piętro. Zdążyłam zobaczyć tylko jak wiozą ją podłączoną do miliona rurek na sale operacyjną. Oparłam się o ścianę i bezsilnie zjechałam na zimną posadzkę w holu. Przyciągnęłam kolana do klatki piersiowej i opierając na nich głowę zaczęłam cicho szlochać.
- Rose ! – usłyszałam głos Nialla, a później poczułam jak siada koło mnie i mocno mnie przytula.
- Co się stało ? – zapytał spanikowany.
- Niall ja do końca sama nie wiem …. Zay znów się upił nie wiem co się działo, ale słyszałam jak się kłócą …. później on …. on chciał … nie ważne, jak zeszłam na dół Cat leżała w otoczeniu potłuczonego szkła z wieloma ranami i uszkodzoną czaszką. – wyszlochałam w jego ramię.
- Już ja się kurwa z nim rozprawię. – syknął blondyn, a na moim ciele pojawiły się ciarki. Nagle można było usłyszeć jakieś krzyki skierowane w naszą stronę. Szybko podniosłam głowę, brakowało tylko JEGO, ale nie zdziwiło mnie to bardzo.
 - Co się stało ?!? – podbiegła do mnie Alex, Dan, El i Tri, a chłopacy gadali z Niallem.
- On …. to wszystko jego wina …. – urwałam opadając na ziemi jak worek bezużytecznych rzeczy. Zaczęłam łkać, po chwili ktoś wziął mnie na ręce i usadowił sobie na kolanach. Wtuliłam się w tą osobę i zaczęłam jeszcze bardziej płakać. Czułam wielką otuchę ze strony znajomych, ale oni nie zastąpią mi jego …. wszystko jest spowodowane przez jego osobę, ale i tak nie potrafię sobie poradzić bez niego. Zmęczoną tą całą sytuacją zasnęłam.
                                                                                                                        
***

- Rose słońce …. obudź się już rano. – usłyszałam męski zachrypnięty głos, Harry.
- Co z nią, gdzie ja jestem ?!? – zapytałam mocniej zaciskając dłonie na miękkiej pościeli.
- Spokojnie jesteś u mnie, nie mogliśmy cię zawieść do domu z wiadomych powodów…. – zaczął tłumaczyć.
- Muszę jechać do Cat. – wystrzeliłam jak pershing w stronę drzwi.
- Wykąp się najpierw i doprowadź do ładu w łazience masz ciuchy Alex je wybrała żeby nie było, że grzebie ci w szafie. – uśmiechnął się delikatnie, a ja odwzajemniłam jego czyn. Zamknęłam drzwi i spojrzałam w lustro. Wyglądałam jak zmaterializowana śmierć, zdjęłam ciuchy i wzięłam szybki prysznic. Umyłam głowę, spłukałam pianę z całego ciała i wyszłam z kabiny. Dokładnie się wytarłam i ubrałam zestaw ciuchów i nałożyłam lekki makijaż, aby ukryć podpuchnięte oczy. Nie dawałam tuszu, bo czułam że i tak w najbliższym czasie pozbyłabym się go ze łzami. Wszystkie moje rzeczy wrzuciłam do torby która wisiała na drzwiach i gotowa weszłam z powrotem do pokoju. Harry’ego nie było, ale z dołu można było wyczuć zapach naleśników. Zbiegłam po schodach i weszłam do kuchni ówcześnie zostawiając torebkę w korytarzu.
- Siadaj i jedź. – wskazał na stertę naleśników na talerzu i że ja niby mam to wszystko zjeść, dobry żart. Polałam parę placków syropem klonowym i ze smakiem pochłonęłam.
- Możemy jechać do szpitala ? Tylko chcę jeszcze na chwilkę wstąpić do domu.
- Jasne. – odpowiedział i szybko posprzątał w kuchni. Razem poszliśmy do przedpokoju żeby ubrać buty, Hazz pożyczył mi kurtkę, bo pogoda była iście angielska. Wsiedliśmy do auta i z cichą muzyką w tle przejechaliśmy kilka przecznic po czym zaparkowaliśmy pod domem Cat i Zayna. Poprosiłam Hazzę, aby poczekał na mnie w samochodzie, a sama wzięłam torebkę i pobiegłam do budynku. Po cichu weszłam do środka i zobaczyłam że cały bajzel z wczoraj jest posprzątany, następnie weszłam na górę i otworzyłam kluczem drzwi naszej sypialni. Zay smacznie i niewinnie spał na łóżku i coś pomrukiwał. Nie wiem co się z nim do cholery stał, tęsknie za tym radosnym chłopakiem w którym się zakochałam…. Wzięłam małą karteczkę i zaczęłam pisać :

„Zayn nie wiem co się z tobą dzieje…. z każdym dniem zmieniasz się coraz bardziej i to mnie odpycha. Czuje się coraz gorzej w twoim towarzystwie, które i tak jest rzadkie, bo cały swój czas spędzasz z jakimiś podejrzanymi typami lub wyrywasz jakieś lafiryndy. Nie zabronię Ci mieć innych znajomych, ale martwię się o Ciebie. Jestem z resztą znajomych w szpitalu …. u Cat, tak jest w szpitalu i uprzedzając twoje pytanie, znalazła się tam przez Ciebie …. mam nadzieję że przemyślisz swoje zachowanie i dotrze do Ciebie jak ranisz wszystkich wokół.”

Złożyłam karteczkę na poduszce obok chłopaka. Po cichu rozpakowałam zawartość torebki zostawiając tam tylko najpotrzebniejsze rzeczy. Czułam jak po moich policzkach już spływają łzy, zawsze byłam uczuciowa. Wyszłam z domu i ocierając twarz wsiadłam do auta.
- Wszystko w porządku ? – spojrzał na mnie lokers.
- Tak możemy jechać. – powiedział i jak już odjeżdżaliśmy zobaczyłam smutnego Zayna w oknie. Po niedługim czasie zaparkowaliśmy auto i weszliśmy do budynku szpitalnego. Wjechaliśmy na drugie piętro i podeszliśmy do Nialla, który załamany siedział na krześle z twarzą schowaną w dłoniach. Dosiedliśmy się i bez słów przytuliliśmy blondaska, dodając mu otuchy.
- Niall co z nią ? – zabrał głos Harry.
- Ona …. jest w śpiączce i …. nie wiadomo czy się wybudzi. – powiedział, a po jego policzkach spływały hektolitry łez. Moje równie szybko się zaszkliły, ale chciałam być twarda i go wspierać widziałam, że Hazz też.
- Byłeś u niej ? – wyszeptałam wtulona w niego.
- Tak na chwilkę mnie wpuścili. – wybełkotał.
- Stary jedź do domu, siedziałeś tu całą noc wyśpij się i doprowadź do ładu. – poklepał go po ramieniu lokowaty chłopak.
- Nie mogę jej zostawić…. – zaczął marudzić.
- Niall posłuchaj się go i tak nic tu nie zdziałasz, jedźmy do domów i czekajmy na jakieś wiadomości, zostaw numer w recepcji i w razie jakby się coś działo powiedz żeby zadzwonili. – uśmiechnęłam się delikatnie i tak jak powiedziałam tak zrobiliśmy. Zabrałam wczoraj zostawione auto Malika z parkingu i pojechałam do domu. Zaparkowałam i zostawiłam kluczyki w przedpokoju, jak szybko weszłam do domu tak szybko z niego zniknęłam. Zarzuciła kaptur na głowę i postanowiłam iść do Harry’ego gdzie mamy spotkać się wszyscy. Po kilkunastu minutach dość szybkiego spaceru dotarłam po śliczny domek. Zapukałam i gdy usłyszałam donośne „Proszę” weszłam do środka. Zdjęłam trampki i odwieszając bluzę właściciela domu po czym poszłam do salonu, gdzie panowała grobowa cisza. Uśmiechnęłam się do każdego po czym oni odwdzięczyli mi się tym samym. Złapałam wolny kubek z ciepłym napojem i usadowiłam się obok Alex w którą się wtuliłam. Przyjaciółka delikatnie głaskała moje włosy, dobrze wiedziała że to mnie uspokaja, zawsze mogę na nią liczyć.

***

Kiedy nadszedł wieczór wszyscy zaczęli rozchodzić się do siebie. Mimo błagań znajomych postanowiłam iść do domu. Lou i Alex odwieźli mnie pod rezydencje Malików i podczas drogi nadal nalegali, abym pojechała z nimi. Moje decyzja jednak była już podjęta, pożegnałam się z nimi i ruszyłam w stronę domu. Słysząc jakieś krzyki i tłuczenie czegoś zawahałam się lecz mimo to pewnie nacisnęłam na klamkę. Zdjęłam buty, słysząc kolejny dźwięk tłuczenia upuściłam torebkę. Szybko poszłam do salonu, który wyglądał gorzej niż po ostatnim wieczorze. Spojrzałam na Zayna, który stał między szkłem ciężko oddychając.
- Co ty do cholery odpierdalasz !?! – krzyknęłam wściekła.
- Rosalie …. – stanął koło mnie, co wywołało u mnie strach. Kiedy zaczął zbliżać ręce do mojego ciała szybko odsunęłam się od niego. W jego oczach można było dostrzec ból, cierpienie i smutek.
- Myślisz sobie że co, najpierw będzie super kolorowo, zaczniesz odpierdalać jakieś wojny, a później ja do ciebie przylecę i wszystko będzie jak dawniej !?! Przez ciebie twoja własna siostra jest śpiączce i może umrzeć rozumiesz do cholery !?!
- Ja…. – zaczął, ale mu przerwałam.
- Mylisz się jeżeli uważasz, że ja będę to znosić ! Mam tego serdecznie dosyć, rozumiesz !! Chcę usłyszeć tylko jedno …. Chcę wiedzieć co się z tobą dzieje Zayn. – ostatnie zdanie wypowiedział szeptem spuszczając głowę. Po chwili zobaczyłam Zayna klękającego przede mną, schował twarz w dłoniach i zaczął łkać jak małe dziecko. Nie bardzo wiedziałam jak mam się teraz zachować. Chłopak opanował swój oddech i podniósł swój przepełniony cierpieniem wzrok wprost na moje oczy.
- Rose ja mam raka …. – powiedział, a ja poczułam jak cały mój świat właśnie się wali.

____________________________________
A więc witam Was z kolejnym rozdziałem ;) Kto spodziewał się takiego obrotu sytuacji, a kto nie ... mówić szczerze hehe ;D Mam nadzieję, że rozdział Wam się spodobał i liczę na opinie w komentarzach. Teraz zostawiam Was w rękach Alex, bo to ona pisze kolejny rozdział.
Kocham Nats xoxo

5 komentarzy:

  1. To było...dziwne Cat w śpiączce Zayn ma raka o co tu do holery chodzi??? Ale rozdział świetny ale przeginacie może jeszcze zabijcie Louisa??:)Czekam na Alex!! Liczę ,że tam nie będzie żadnych śmierci Louisa choć Alex jest do wszystkiego zdolna:),pozdrawiam,Amanda<3

    OdpowiedzUsuń
  2. BOŻE ŻE CO?! ŻE KURWA CO?! Dziewczyny kocham was, ale za dużo akcji, aż no WOW. Czekam na Louis'a i Alex. Błagam nie zabijajcie Zayn'a <3

    http://now-im-a-warrior1d.blogspot.com/ Zapraszam do siebie. Mam nadzieje że powiecie jak wam się podoba :)

    Stara nazwa: Realistka1D ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Cooooo? Jakim prawem?! Ja nię wiem co powiedzieć, czy napisać......po prostu mnie zadkało! I co teraz będzie? Cat w śpiączce, Zayn ma raka a El być może sie tnie . A do tego jeszcze chyba Dan i Li sie kłócą( choć chyba sie już ogarneli) świat sie wali po prostu :'( ale co u alex i lou ? może w końcu będą razem i twoche pokolorują ten świat i będą czasem taka parą przez którą mam ochotę rzygnąć tęczą :) to taka moja mała nadzieja :) ale wiesz żeby czasem alex była alex a louis był louisem czyli żeby nię było zbyć miło ale śmiesznie bo tak szczerze to Crissa mam powoli dość . lou już zrozumiał swój błąd. tak myślę :)
    pozdrawiam i życzę dużo weny aby next pojawił sie szybko bo nię wytrzymie:) <3:*

    OdpowiedzUsuń
  4. Mam pytanie co z tą Eleanor do holery ona się tnie?? Zayn ma raka!! Cat w śpiączce?! Ja pierdole zatkało mnie!!!!!

    OdpowiedzUsuń
  5. Żałoba narodowa! Kurczę, co ja teraz mam zrobić? Ojć muszę szybko zacząć myśleć. Jeszcze jak spojrzałam na datę dodania to już w ogóle heh! :)
    Wściekły Niall! Dobry Boże! Totalnie mnie zaskoczył no ale to zrozumiałe po tym jak ten sadysta tak jakby przyczynił się do pobytu Cat w szpitalu. Sama jestem zła!
    No ale może mu wybaczę? Hm ... czas pokażę xd
    W ogóle świetnie to wszystko napisałaś, boje się że po tym rozdziale mój wyjdzie naprawdę blado więc muszę się postarać :).
    Także wow <333
    Taki że tak powiem magiczny rozdział :P Super.

    OdpowiedzUsuń