czwartek, 13 czerwca 2013

Rozdział 39

    Perspektywa Cat

 Zayn ma raka ... Liam i Dan zerwali ze sobą z niewiadomych przyczyn ... Rose popada powoli w depresję ... a El najprawdopodobniej się tnie, przynajmniej tak słyszałam od Tori. Dużo się działo ... gdy mnie nie ma wszystko się wali ... na jakiej podstawie ?! Co ja jakiś anioł stróż jestem żeby wszystkiego dopilnować ?! Najwidoczniej tak ... nie mogę ich zostawić. Muszę walczyć ... będę walczyć ... do samego końca ... boję się tylko że może on nastąpić szybciej niż się tego spodziewam ...

***

  - Wiesz, bardzo nam ciebie brakuje ... - Szepnął Niall ściskając moją prawą dłoń tak mocno że zaczęłam się bać iż więcej nie zagram na gitarze ... bo jak jeśli mi ją zgniecie ?!
  - Dużo się działo, nie ? Do tego Ana zerwała ze mną kontakt ... nie odzywa się do mnie, nie odpowiada na sms'y ... masakra jakaś. - Powiedział łamiącym się głosem Harry. - Ona jest dla mnie ważna ... pierwszy raz się tak przy kimś czułem ... a teraz nie wiedzieć czemu nie chce mnie znać ... - Dodał i założę się że uronił kilka łez. Moje maleństwo biedne ... zawsze traktowałam Hazzę jak malutkiego braciszka ... obiecuję ci, jeśli uda mi się, pomogę ci !
  - Lou i Alex są parą od jakiegoś tygodnia. - Dodał mój chłopak. - Niby Alex nie chce o tym nikomu wspominać ... nawet zakazała Louisowi nam tego powiedzieć ! Ale i tak to wygadał. W końcu, nie ? - Zaśmiał się delikatnie blondyn. Tak, w końcu są razem ! Tak się cieszę !
  - Jeśli chodzi o Zayna podobno zostały mu niecałe dwa tygodnie życia ... jeśli nie mniej. - Mruknęła Tori. - Został w domu gdyż nagle zasłabł ... nie miałam serca go tutaj taszczyć. - Westchnęła. On nie umrze ... jeśli ja nie to i on. Nie pozwolę na to. Mogą zapomnieć.
 Chciałam coś odpowiedzieć lecz nie dałam rady. Zupełnie jakbym nie pamiętała jak się to robi. Oprócz tego nie miałam siły. Najprościej w świecie. Czułam się jak opona bez powietrza.
  - Boję się o Eleanor ... a co jeśli ona faktycznie się kaleczy ? - Zapytał cicho loczek a ja nie mogłam tego już słuchać. Tyle okropności ... z pod mojej powieki wypłynęła jedna łza a ręka, mimowolnie, drgnęła.
  - O Boże, Cat ! - Wrzasnęli chórem z nutką szczęścia w głosie.
  - Biegnę po lekarzy. - Pisnęła brunetka i wybiegła z sali trzaskając drzwiami. Dobra ... delikatnie podniosłam powieki od razu żałując. Światło niemiłosiernie mnie raziło. Po chwili, gdy pielęgniarka i doktor przyszli, ponowiłam próbę tym razem z innym efektem.
  - Cat ... - Szepnęła Rose ze śmiechem a łzy leciały jej z oczu ciurkiem.
  - Boże ... jak się cieszę ... kochanie ... - Jęczał Niall chlipiąc i jeszcze mocniej ściskając mi dłoń.
  - Zgnieciesz ją. - Uśmiechnęłam się do niego blado czując się jak ... no, po prostu tragicznie.
  - Wybacz. - Zarumienił się, puszczając moją rękę.
  - Panienko Malik, możemy porozmawiać na osobności ? - Lekarz niby pytał mnie choć domyśliłam się że też powiedział to na tyle donośnie by inni zajarzyli że mają wyjść. Hah, ale ja spostrzegawcza !
 Moi przyjaciele wyszli, dzwoniąc do innych, by powiedzieć im radosną nowinę mojego zmartwychwstania a tamci zaczęli mnie o wszystko wypytywać.

***

 Po jakiejś godzinie dziwnych badań, o których chcę jak najszybciej zapomnieć, do mojej sali wparowała cała elita PLUS Ana i Cristal.
  - Jak się czujesz ? - Spytała na wstępnie Dan kątem oka patrząc z obrzydzeniem na Liama.
  - Dobrze ... - Wyszczerzyłam się do nich.
  - Na pewno ? Bo wyglądasz jak wielka góra gówna. - Prychnęła Cristal.
  - Miło ciebie widzieć, blondyneczko. Jak tam skład cheerleaderek ? Dajecie radę ? - Spytałam ze śmiechem słysząc jej komentarz na temat mojego wyglądu.
  - Jest rewelacyjnie. Tylko brakuje nam prowadzącej ... chcą postawić mnie na tym stanowisku ale skoro się obudziłaś nie będę twoją przeszkodą. - Uśmiechnęła się delikatnie.
  - Kiedy cię wypuszczają ? - Spytała Ana i Hazz jednocześnie.
  - Najpierw muszą dostać jakieś wyniki badań żeby stwierdzić kiedy będę gotowa ... oby jak najszybciej. - Jęknęłam. - Tutaj jest strasznie nudno ... - Burknęłam jak nadąsane dziecko na co inni tylko parsknęli śmiechem.
  - Trzymaj kocie. - Mruknął mój brat rzucając mi mojego różowego króliczka z ogonem niebieskiej wiewiórki ... kiedyś Amy mi oderwała jej głowę więc stwierdziłam po co to marnować ... na strychu znalazłam łeb królika i tak oto powstała Sweetie Belle. 
  - Dzięki. - Posłałam mu całuska a ten jak dziecko udał że go złapał, zacisnął dłoń w piąstkę i przyłożył ją do serca z miną jakby orgazmu dostał przez co wybuchłam śmiechem.
  - Słuchajcie, ona pewnie jest zmęczona dajcie jej spokój ... chodźmy już, potem przyjdziemy jak trochę odpoczniesz. - Mruknął Li.
  - A skąd wiesz jak ona się czuje ? - Prychnęła Dan.
  - Domyślam się. W przeciwieństwie do ciebie ja myślę. - Warknął.
  - Oczywiście, tak samo jak wtedy gdy zapomniałeś paszportu z domu jak mieliśmy lecieć na Hawaje ? Co twój chomik go pożarł ? - Zaśmiała się kpiąco brunetka.
  - Nie wypominaj mi błędów z przeszłości. - Burknął.
  - A bo co mi zrobisz ? - Prychnęła.
 Spojrzałam na innych pytająco a oni spuścili głowy. OMG, mówili że się kłócą ale nie że jest aż tak źle ! Dziwne że jeszcze do rękoczynów nie doszło ...
  - Racja, idziemy. - Puściła mi oczko Alex a gdy Lou chciał ją cmoknąć w usta, ona obróciła lekko głowę tak że dał jej zwykłego buziaka. - Umowa. - Wyszczerzyła się i wyszła z sali.
 Gdy inni ją opuszczali poprosiłam żeby Ana i El poczekały chwilę. Muszę z nimi pogadać ... potem jeszcze pomyślę nad sprawą Li i Dan ... no i mojego brata ...
  - El, czemu masz bandaże ? - Spytałam prosto z mostu gdy do blondynki ktoś zadzwonił a ona odebrała gdzieś z boku.
  - A coś się stało ? - Zapytała zdziwiona.
  - Wiesz jak to wygląda ? Jakbyś się cięła ... wszyscy tylko o tym myślą i się boją o ciebie i martwią ... więc pytam. - Wzruszyłam ramionami.
  - Robiłam sobie herbatę i nalałam wrzątku do cienkiej szklanki mojej mamy w której ona zazwyczaj pije alkohol. Szklanka wybuchła a mi nie dość że poraniło ręce to jeszcze się oparzyłam ... ale będzie git, za dwa/trzy dni będą mi zdejmować opatrunek i ponownie posmarują śmierdzącą maścią. - Puściła mi oczko.
  - Powiedz to innym ... niepotrzebnie się martwią. - Uśmiechnęłam się do niej delikatnie. 
  - Zgoda ... to ja lecę, pa. - Cmoknęła po czym wyszła z sali poprawiając włosy.
  - Co się stało że chciałaś bym została ? - Spytała z delikatnym i słodkim uśmiechem Ana przyglądając mi się swoimi szaro-niebieskimi oczyma.
  - Czemu zrywasz znajomość z Harrym ? - Zapytałam smutno.
  - Dowiedziałam się o nim paru rzeczy ... - Spuściła smutno głowę. 
  - Na przykład ? - Uniosłam jedną brew ku górze.
  - Jest playboy'em. Codziennie miał inną dziewczynę. Przeleciał prawie każdą z naszej szkoły ... nawet z nauczycielką matematyki, tą studentką miał romans. - Powiedziała a z jej oczu poleciała pojedyncza łza. Oho, czyżby miłość loczka była odwzajemniona ?
  - Kochasz go. - Stwierdziłam zaczesując włosy do tyłu. - Kto ci to powiedział ?
  - Olivier. 
  - Wiesz że on gwałcił inne ?
  - Tak ...
  - I to ci nie przeszkadza w dalszym zadawaniu się z nim ?
  - On jest moją rodziną ... po za tym, przestał to robić.
  - A Harold jest twoją miłością i odkąd ciebie poznał nie spojrzał na żadną inną.
 Milczała tak samo jak ja. Ona myślała nad tym co powiedziałam a ja czekałam z cierpliwością na jej reakcję. 
  - Kocham go. - Mruknęła ze łzami w oczach.
  - Jeśli na prawdę to czujesz to idź do niego i mu to powiedz. - Puściłam jej oczko.
  - Dzięki, pa. - Rzuciła  po czym wybiegła jak piorun z sali. 
 Wzruszyłam ramionami z wielkim wyszczerzem po czym położyłam się spać.

***

 Otworzyłam zmęczona oczy a pierwsze co zrobiłam to sprawdziłam, która godzina. 
  - Jedenasta ... Wow, długo spałam. - Ziewnęłam, rozglądnęłam się do okoła, zeszłam ze szpitalnego łóżka ze śmiechem. To coś co miałam na sobie wyglądało jak beznamiętna piżama ... nie wiem czy piżama może być namiętna ... ale wiem że to brzydko wyglądało !
 Wzięłam różowy, szeroki pasek, który zapięłam na biodrach przez co biały materiał przypominał sukienkę. Rękawy do łokci podwinęłam. Założyłam leginsy i baletki, które przynieśli mi znajomi. No ! I teraz to jakoś wyglądało !
 Wyszłam z mojej sali, rozglądając się do okoła. Wszędzie gwar, nikt nawet nie zauważy jak mnie nie będzie, jeśli sprytnie się wmieszam w tłum. 
 Powolnym krokiem ruszyłam ku recepcji przy której stała młoda pielęgniareczka plotkująca z recepcjonistką i co chwilę spoglądając na lekarza przed czterdziestką. Podeszłam tam i czekałam ... czekałam ... i się nie doczekałam. One sobie tutaj gadu gadu a ja czekam jak jakaś głupia.
 Kątem oka spojrzałam na dwie teczki leżące na blacie. "Zayn Malik" a w drugiej "Nathaniel Malik". Wyszczerzyłam się sama do siebie i z ciekawości chwyciłam je obie, otworzyłam i zaczęłam czytać. 
  - O Boże ! - Wrzasnęłam na cały głos uradowana. Nie mogłam w to uwierzyć.
  - Co się stało ? I czemu czytasz cudze akta ?! - Pisnęła blondynka przerażona na co ja spojrzałam na nią ze łzami w oczach.
  - Zaszła wielka pomyłka. - Szepnęłam zaciskając palce na teczce mojego brata.

***

Bry ^^ Co tam u was ? Jak końcówka roku szkolnego ?? U mnie jakaś masakra ... byłam zagrożona  HISTORII ! Rozumiecie to ?! HISTORIA ! Coś nienormalnego -,-"
Jak wam się podoba rozdział ?? Połowa rzeczy się wyjaśniła ^^ A druga połowa zostaje tajemnicą >;3
Dobra, koniec, czekamy na komentarze ;*
Przypominam o asku na którym możecie o wszystko pytać ;D
Bay <3

niedziela, 9 czerwca 2013

Rozdział 38

Oczami Alex:

Wydaje mi się, że nie będzie dla nikogo zaskoczeniem jak stwierdzę pewien istotny fakt. Otóż od pewnego czasu wszystko zaczęło się walić! I to dosłownie! Wypadek Cat, kłótnia Daniele i Liama, dziwne zachowanie Elenaor, o zachowaniu Zayn’a to ja już nawet nie wspomnę. Nie ma po co na niego tracić słów. Jak mógł zrobić coś takiego własnej siostrze? Nie mam pojęcia co mu zrobiła ale na pewno żadne jej zachowanie nie jest w stanie usprawiedliwić Malika. Czemu Rose nadal z nim jest? O co chodzi? W ogóle muszę jeszcze jechać odwiedzić Cat. Niby jest w śpiączce ale gdzieś czytałam, że takie osoby i tak słyszą co się do nich mówi. Niesamowite. W ogóle ciekawe jak to jest być w śpiączce? Czujesz jakby cię nie było na świecie? Czy jesteś uwięziony we własnym umyśle? No cóż, odpowiedzi na te pytania pozostawiam wam bo ja nie mam ochoty nad nimi myśleć. Hm, przypomniało mi się, że Rose chciała ze mną porozmawiać. Ciekawe na jaki temat? Pewnie chodzi o Zayn’a. Może będzie się mnie radzić w sprawie rozstania z nim? To może być prawda. Zresztą popieram jej decyzję. Powinna to zrobić już dawno temu! No jeśli oczywiście będzie chciała zakończyć ten związek.
Zeszłam na dół gdzie Louis siedział na kanapie i trzymał w dłoni bukiet kwiatów. Zmarszczyłam lekko brwi. Czyżby miał cichą adoratorkę? Proszę, proszę. Nie miałam pojęcia. Stanęłam naprzeciwko niego ze skrzyżowanymi rękami na piersi.
- Róże i to w dodatku czerwone. – prychnęłam. – Mogła się szmata bardziej postarać.
- Co? – spytał patrząc na mnie zaskoczony. – Jaka szmata?
- To od Jen McColins, prawda? Widziałam jak na ciebie patrzyła. W jej wyobraźni pewnie już jesteście małżeństwem. – powiedziałam siadając obok niego. Chłopak spojrzał na mnie rozbawiony.
- Uuu, ktoś tu jest zazdrosny.  –Louis uśmiechnął się. – A kwiaty są dla ciebie od Crissa. – dodał podając mi je. – Ale zaraz, zaraz … powiadasz, że Jen McColins na mnie leci? Hm, to całkiem nie zła laska.
Wywróciłam oczami. Potem spojrzałam na bukiet. Criss przesadza, zdecydowanie! Rozumiem, że to romantyczne i w ogóle bla bla bla ale mnie jest nie dobrze już od tych prezentów. Mam ochotę wszystkie mu je zwrócić.
- Będzie idealnie pasować do worka kartek z wyznaniami miłosnymi. – odpowiedziałam z niezadowoloną miną na co Tomo wybuchnął śmiechem.
- Worka? No, no. Nie źle koleś się postarał. Widać, że cię lubi. – stwierdził gdy się uspokoił. – Nie wierzę, że to mówię ale myślę, że powinnaś dać mu szansę. Umów się z nim na prawdziwą randkę.
- Mówisz tak bo wiesz, że mnie wkurza. – odburknęłam. – Wiesz co Louis? Naprawdę szkoda, że nie wolisz chłopców bo Criss to twoja bratnia dusza. Obydwoje macie wprawę we wkurzaniu mnie.
Zanim Lou zdążył odpowiedzieć, usłyszałam dzwonek u drzwi. Pierwsza zerwałam się z kanapy i poszłam otworzyć. W progu stała Rose. No tak! Kompletnie zapomniałam, że miała wpaść. Gestem ręki zaprosiłam ją do środka. Jestem mega ciekawa co nam ma powiedzieć. Po jej minie widzę, że to nic dobrego. Miałam nawet wrażenie, że płakała. Ojć, to nie świadczy o niczym dobrym. Zaczęłam się nawet troszkę martwić. Dziewczyna usiadła na kanapie obok Louisa i spojrzała w ścianę.
- Nie mogę w to nadal uwierzyć … - wydukała. – Cały czas mam nadzieje, że to zły sen i … i zaraz się obudzę. Ale to rzeczywistość.
- O mój boże! – krzyknął Lou. – Nie mów, ze w markecie skończyły się marchewki!
Posłałam mu piorunujące spojrzenie. Czy on naprawdę nawet w takich chwilach musi żartować? Zero powagi w nim. Wieczny chłopiec. Jak ja takich kocham pff.
- O co chodzi? – spytałam klękając nad Rose. – Śmiało mówi i nie przejmuj się tym pajacem.
- Chodzi o Zayn’a. Nie jest dobrze. Jest bardzo źle, żeby nie powiedzieć fatalnie. – powiedziała po czym wzięła głęboki oddech.
- O mój boże! – ponownie krzyknął Tomo. – Nie mów, że jakiś koleś był lepiej ubrany od Zay’a!
- Weź się chrzań, Tomlinson. – powiedziałam przez zaciśnięte zęby.
- Louis, to nie jest czas na żarty. Zayn ma raka i nie wiem jak dla ciebie ale dla mnie to nie jest zabawne. Martwię się o niego ale wiem, że muszę być silna i dać radę. Kocham go i muszę go wspierać. – rzekła Rose. Oboje z Louisem zamarliśmy. Przez następne 15 minut w ogóle się nie odzywaliśmy. Chyba żadne z nas nie wiedziało co powiedzieć w takiej sytuacji. To było naprawdę dziwne. Jeszcze nie miałam takiego czegoś, że nie wiem co mam powiedzieć. Wow, nowe uczucie. Hm, interesujące. – Halo! Alex! Louis! To nie koniec świata! Odezwijcie się! Zayn nadal żyje i będzie żył. Jak wolicie możecie powiedzieć coś w stylu: Wszystko będzie dobrze. Tylko błagam powiedzcie coś!
- Wszystko będzie dobrze. – powiedział Lou. Boże co za kołek z niego! Gdzie on się wychował? W puszczy?
- Zayn ma raka. – wydukałam. – Nie miałam pojęcia, że to tak mną wstrząśnie. Chyba pierwszy raz mu szczerze współczuje. To okropne. A ty Rose? Jak się czujesz?
- Szczerze? Fatalnie ale nie mogę się załamywać. Teraz chociaż wiem dlaczego przez cały ten czas tak się zachowywał. Może wam zrobić coś do picia? Oboje wyglądacie kiepsko. Dobry Boże! Louis zaraz się rozpłacze. – rzekła moja przyjaciółka a ja momentalnie na niego spojrzałam. Rzeczywiście tak wyglądał.
- Wcale nie. – powiedział przez zaciśnięte zęby. – Dobra tak! Zayn to w końcu mój przyjaciel! On umrze! Boże on umrze! Kiedy pogrzeb? Dobry Boże trzeba będzie kupić garnitur! A co z zespołem? One direction to pięć osób a nie cztery! Nigdy mu nie powiedziałem jak wiele dla mnie znaczył a teraz jest za późno … - Tomo zakrył twarz poduszką i zaczął wyć. On chyba sobie cholera jasna żartuje? Pogrzeb? Co ten ciołek wymyśla? Wyobraźnia go zbytnio ponosi. Powinien pisać książki.
- Louis ty kretynie! Zayn nie umiera! Przestać straszyć Rose! Lecz się na mózg ty niedorozwoju! Szlaban na laptopa do końca miesiąca! – krzyknęłam.
- Wiecie co? Chyba już pójdę. Muszę jeszcze odwiedzić Cat a potem spotykam się z Zayn’em.
- Idę z tobą do Cat. – postanowiłam. – Porozmawiamy po drodze. A ty tępaku przemyśl swoje zachowanie! Zachowujesz się karygodnie! Wstydź się!
I razem z Rose opuściliśmy mój a właściwie mój i tego idioty dom.
                                                                                  ***
W szpitalu Rose powiedziała Cat o chorobie Zayn’a. Nie mam pojęcia czy usłyszała, ale mieliśmy nadzieje, że tak. Pomimo tego, że była nie przytomna mówiłyśmy do niej normalnie tak jakby była z nami. Nadal nie mogę uwierzyć w zmiany, które zaszły w naszym życiu w tak krótkim czasie. To wszystko jest takie przerażające. Obawiam się, że już nigdy nie będzie tak jak kiedyś. A pomyśleć, że nie dawno moim jedynym zmartwieniem było to czy dostanę z testu piątkę? A teraz? Już nawet nie chce myśleć o tym wszystkim. Jutro szkoła. Wątpię czy Rose lub Zayn do niej pójdą chociaż … może mnie zaskoczą? Ostatnio także trochę zastanowiło mnie zachowanie Elenaor. Po co jej te bandaże na rękach? Kiedy miałam 10 lat miałam takie ale podrapał mnie kot sąsiadów i … czyżby możliwe, że …? Nie, nie chodzi mi o to, że podrapał ją kot … a zresztą nie ważne … Po co miałaby to robić? O mój boże! Chyba, że ona nadal kocha Louisa! Kocha go i chce do niego wrócić ale załóżmy, że on nie chce. Czy to popchnęłoby ją do zrobienia sobie czegoś takiego? Możliwe, że tak. Cholera! Kolejna rzecz, która przemawia za tym, żebym nigdy przenigdy nie wiązała się z tym chłopakiem. Same kłopoty byłby przez to. Wydaje mi się, że musze przekonać Louisa, żeby z nią porozmawiał. Jeśli jej nie kocha to niech chociaż jej wytłumaczy, że to co robi to nie jest najlepszy pomysł.
                                                                                  ***
Następnego dnia w szkole praktycznie cały czas chowałam się przed Crissem i próbowałam znaleźć Elenaor. Eh, to wszystko jest takie skomplikowane. Dzwoniłam jeszcze rano do Rose i powiedziała, że ten dzień chce spędzić z Zayn’em. W sumie nie dziwie jej się. Ja postąpiłabym na jej miejscu tak samo. Podobnie jak ona jestem dobrej myśli. Przecież tylu ludzi chorowało na raka i jakoś dawali radę! Wierzę, ze i jemu się uda. Nigdy nic nie wiadomo ale jeszcze nikomu nic nie przyszło z pesymistycznego nastawienia. Hm, i kto to mówi? Największa pesymistka na świecie! Nie poznaję siebie.
Nie bardzo wiedziałam jak mam spędzać przerwy a właściwie z kim? Elenaor nie widze, Cat w szpitalu, Rose z Zayn’em, Daniele także chyba nie ma … No cóż, chyba jestem skazana na towarzystwo tego prostaka. Przed szkołą usiadłam obok niego na murku. Lou właśnie coś robił na telefonie. Na moment zaprzestał tą czynność aby na mnie spojrzeć. Wyglądał na zaskoczonego. No cóż, sama się sobie dziwię.
- Pomyliłaś mnie z Crissem? – spytał. Wywróciłam oczami. Już miałam odpowiedzieć kiedy … O cholera! To on! To Criss! Właśnie szedł w moją stronę! Niech go szlak! Może kiedyś był super słodki ale te czasy bezpowrotnie minęły. Skąd miałam wiedzieć, że taki romantyk z niego?
- Cześć Alex. – powiedział z szerokim uśmiechem. – Dawno cię nie widziałem. Dostałaś kwiaty ode mnie?
- 500 walentynek także. – odpowiedziałam ze sztucznym uśmieszkiem.
- Napisałem wczoraj do ciebie 5 smsów. Dlaczego nie odpisałaś? – zapytał wyraźnie urażony. O mało co nie zakrztusiłam się powietrzem! 5? Ha ha ha. Dobry żart.
- Tak dla ścisłości to było 25 smsów. – poprawiłam go. Chłopak machnął nie dbale ręką. Nie no jasne! Mu nie przychodziły co minutę przez 25 min sms! Chciałam spokojnie obejrzeć serial ale cholera nie mogłam! I co? Może jeszcze mam mu dziękować za troskę? Dobre żarty. Już wolę Louisa, który mnie olewa i gardzi kwiatami i wyznaniami miłosnymi. Pod tym względem idealnie do siebie pasujemy.
- To jak? Pójdziemy do kina po szkole? No chyba, że masz inne plany … Oczywiście zrozumiem i uszanuje to. – powiedział Criss spuszczając głowę. Zerknęłam na Louisa, który miał pełno radochy z naszej rozmowy. Ciekawe co by on zrobił gdyby jakaś laska mu się naprzykrzała. A może Criss wcale się nie naprzykrza? Tylko po prostu nic do niego nie czuje i mi to nie pasuje?
- Posłuchaj Criss … nie mogę się z tobą spotkać po szkole. Przykro mi. – odpowiedziałam zagryzając lekko dolną wargę tak jakbym bała się jego reakcji.
- Dlaczego? Myślałem, że mnie lubisz …
- Bo lubię ale … - Urwałam, ponieważ nie wiedziałam co mam powiedzieć? Właściwie to sama nie wiem dlaczego nie chcę się już z nim widywać. Ta sprawa z Rose i Zayn’em, Cat, Elenaor, Daniele i Liam. To wszystko sprawiło, że zaczęłam patrzeć na pewne sprawy inaczej. Przede wszystkim naprawdę im współczuje. A po drugie jakoś tak przyzwyczaiłam się do Louisa i mieszkania z nim. Boże! Co ja mówię? Ale to prawda! Zresztą … nikt nie słyszy moich myśli. To tylko i wyłącznie moja sprawa. Myślę, że Tomo jest wkurzający ale nie wyobrażam sobie jakby tak z dnia na dzień miał zniknąć z mojego życia albo gdyby miał raka tak jak Malik … To byłoby okropne! Nawet nie potrafię sobie tego wyobrazić. Nagle wpadłam na pewien pomysł. – Ale serce nie sługa … Bo widzisz Criss, zakochałam się. – powiedziałam. Oczywiście musicie wiedzieć, że to nie prawda. W nikim się nie zakochałam! No, żeby to było jasne!
- W kim? – spytał wyraźnie zaskoczony.
- No właśnie w kim? – jęknął Lou. – Znam go? Mam nasłać na tego gamonia moich ludzi?
Ledwo co powstrzymywałam śmiech. Czyżby Tomuś był zazdrosny?
- No w tobie … się jak gdyby … zakochałam. – wydukałam. Lou spojrzał na mnie lekko przerażony a Crissowi szczęka opadła i to dosłownie! Stał jak idiota z rozdziawioną gębą.
- Jak to we mnie? – pisnął. – Czy ja dałem zezwolenie?
Teraz to gada jak ja! A jakbym się cholera naprawdę w nim zabujała? A tu taka reakcja? Mogłabym się załamać psychicznie! Ale nie, ten kretyn oczywiście o tym nie pomyśli. Niech biedna Alex trafi do wariatkowa z powodu nie odwzajemnionej miłości co ja się tam będę przejmować. Nie no jasne! Bezczelność ludzka nie zna jednak granic.
- Serce nie sługa. – westchnęłam ciężko.
- Ale, że we mnie? – jęknął ponownie Louis. – Kiedy? W ogóle jak?
- No wiesz wtedy gdy … no musisz pamiętać. W końcu byłeś przy tym. Chyba. – powiedziałam marszcząc brwi.
- Czyli wy razem? – odezwał się Criss. – Nie miałem pojęcia. Wy w ogóle do siebie nie pasujecie. Jesteście z innej bajki. Trochę mi się nie chcę wierzyć, że ty Alex i … i on. Wow, i wy na serio razem?
- Tak my na serio razem. – odpowiedziałam pewnie.
- Mówiłaś, że to żałosny gej. – powiedział Criss. Ja mu zaraz dopier … ehem dowalę. Popatrzyłam na Louisa, który zrobił obrażoną minę. – Co się stało, że się w nim zakochałaś?
Na chwilę zamilkłam. Za co go mogę kochać? Hm … Muszę coś wymyślić. Zadajmy więc inne pytanie: za co go jeszcze nie zabiłam?
- Jest … jest … zabawny. Na swój sposób. Uwielbiam też jak jest dla mnie wyrozumiały podczas gdy powtarzam na okrągło jak bardzo go nienawidzę. Lubię też gdy wyśmiewa romantyczne filmy i z ciężkim trudem ogląda dla mnie horrory ale i tak ostatecznie chowa się za kanapą i udaje, że to idealne miejsce do spania. Podoba mi się jego gejowski styl ubierania bo wtedy mogę się z niego ponabijać i jego upartość. Za żadne skarby na świecie nie chciał ustąpić w sprawie pokoju. Najpierw to mnie denerwowało ale teraz … podoba mi się to. – zakończyłam swoją wypowiedź i spojrzałam na Crissa, który wydawał się być zaskoczony ale nie tak jak Louis. Ups, chyba poszłam za daleko z tym kłamstwem chociaż … może to wcale nie było kłamstwo? W sumie naprawdę tak jest.
- Wow, teraz wierze, że się w nim zakochałaś. Nie miałem pojęcia, że rzeczy, które cię wkurzały możesz pokochać. Życzę wam szczęścia. Ale pamiętaj Alex, jak wam nie wyjdzie to …
- Tak, tak zadzwonię. – odpowiedziałam z uśmiechem i patrzyłam za odchodzącym Crissem. Czułam mega ulgę. W co ja się wpakowałam? Po co w ogóle wtedy go szukałam i się z nim umawiałam? Masakra. Nie mam pojęcia po co to robiłam? Musiałam chyba upaść na głowe.
- Naprawdę podoba ci się mój styl ubierania? – odezwał się Tomo.
- Jest dobry do nabijania się z niego. – odparłam zeskakując z murku.
- To co mówiłaś … Wow. Przez chwilę miałem wrażenie, że naprawdę coś do mnie czujesz.
Momentalnie serce zaczęło mi szybciej bić. „Przez chwilę miałem wrażenie, że naprawdę coś do mnie czujesz” – powiedział to jakby z rozczarowaniem? To znaczy, że by chciał abym go lubiła czy nie? Kurde pogubiłam się już! To wszystko jest takie skomplikowane. Nie jestem medium.
- Ale nie czuje. – zaprotestowałam szybko. – Chciałam żeby Criss dał mi spokój. To wszystko.
Louis pokiwał głową ze smutkiem. Jest jaki dziwny.
- Spoko. Rozumiem.
W tym momencie zauważyłam Harre’go który rozmawiał z Niallem. Nie chcem ale muszę dowiedzieć się co u nich. Bez pożegnania z Tomlinsonem podeszłam do nich. Kiedy stanęłam obok nich, bezczelnie udawali, że mnie nie widzą! Toż to chamstwo!
- Hello! Ja tu jestem. – odezwałam się nagle. Dopiero wtedy łaskawie na mnie spojrzeli. Nie wiem czy śmiać się czy płakać.
- Cześć Alex. – powiedział Niall, a Harry tylko kiwnął głową. No cóż, chyba mnie nigdy nie polubią. Przynajmniej Hazza. Wydaje mi się, ze blondyn troszkę się do mnie przekonał. Nie jestem tego 100% pewna ale mam pewne przypuszczenia.
- Co tam u was? – spytałam.
- Naprawdę cie to obchodzi? – zapytał Harry z niedowierzaniem.  Kiwnęłam głową. Troche tam jestem ciekawa co w ich życiu się wydarzyło. – A więc jest do bani.
- Dokładnie. – przytaknął mu blondyn. – Nic nie jest w porządku. Cat leży w szpitalu i dowiedzieliśmy się wczoraj od Rose, ze Zayn …
- Nie kończ. Była u mnie i tez mi to mówiła. To okropne. – powiedziałam spuszczając głowę.
- Idziemy dziś do niego. Może poszłabyś z nami? – zaproponował Harry. Potrzasnęłam przecząco głową. Nie jestem na to gotowa. Niby to nie moja tragedia ale bardzo mną wstrząsnęła. Odeszłam od nich i skierowałam się w stronę szkoły. Zaraz i tak zadzwoni dzwonek na lekcję.
                                                                       ***
Wieczorem, przewracałam telefonem zastanawiając się czy zadzwonić do Rose, Zayna, Elenaor, Daniele, Liama, Harre’go, Nialla … Totalnie nie wiem co mam zrobić! Eh, to wszystko jest jakieś pokręcone. Nie mam na to siły. Aż dziw, że żadna tragedia nie spotkała mnie. Louis usiadł obok mnie bez słowa z popcornem. No tak! Mu tylko jedzenie w głowie.
Powinien zamiast piosenkarzem zostać kucharzem ta praca idealnie by do niego pasowała.
- Wszystko okej? – spytał nagle. Kiwnęłam głową chodź nie było okej. Chyba zadzwonię do rodziców. Odkąd tu przyjechałam w ogóle się z nimi nie kontaktowałam, w sumie oni ze mną też. W ogóle mają mnie gdzieś. Taa, rodzinka. – Przecież widzę …
- Daj mi spokój. – odburknęłam. – Zajmij się swoim życiem.
- Nie mam własnego życia więc … no cóż, jestem skazany na zajmowanie się twoim. – odpowiedział ze słabym uśmiechem. – Nawet jeśli to nie prawda co dzisiaj mówiłaś to … i tak dzięki. To wiele dla mnie znaczyło. Poczułem się wyjątkowy.
- Ty ciągle czujesz się wyjątkowy. – powiedziałam biorąc do ręki pilot od TV po czym go włączyłam.
- Nie prawda. – zaprotestował. – Tylko kiedy jestem przy tobie. – dodał szczerząc się głupio. Wywróciłam oczami. On to ma poczucie humoru. Naprawdę. Przełączałam bezmyślnie kanały. Nic ciekawego nie było! Cholera! Czuje się naprawdę dziwnie. Siedzieliśmy tak przez 3 minuty w ogóle się do siebie nie odzywając. To do nas zupełnie nie podobne. – Wiesz Alex … - zaczął w końcu. Alleluja! – Kiedyś … powiedziałem ci coś. Myślę, że to chyba było ważne. Miałem już do tego nie wracać ale skoro zerwałaś z Crissem to … byłaś kiedyś zakochana?
Zmarszczyłam brwi. Do czego on zmierza?
- Tak. Zresztą nadal jestem. – odpowiedziałam. – Nigdy nie przestanę siebie kochać.
Louis wywrócił oczami po czym ciężko westchnął.
- Chodzi mi w sensie czy kochałaś kiedyś chłopaka.
- Mojego brata? Tak, jest uroczy.
- A prócz brata?
- Tatę też kocham.
- Jezus Alex nie o to mi chodziło. – powiedział spokojnie zakrywając twarz w dłoniach. Wzruszyłam ramionami. Niech się wyraża jaśniej. A on cały czas gada jakimiś szyframi.
Nie umie powiedzieć wprost o co mu chodzi? Wow, jaki on męski!
Siedziałam gapiąc się w telewizor. Miałam powiedzieć Louisowi, że jest idiotą i niech się wyraża po angielsku a nie po chińsku ale nie dane mi było skończyć, ponieważ … UWAGA! Pewnie padniecie na zawał po przeczytaniu tego ale cóż, nie odpowiadam za utratę życia.
Poczułam, że ktoś mnie całuje! A, że byłam w salonie tylko z Louisem więc pewnie on. Poczułam jego ciepłe, delikatne wargi na swoich a dłonie położył na mojej twarzy. Dosłownie zaczęło brakować mi powietrza! O mój boże! Czuje jak się duszę! Tak to jest jak człowiek się całuje z Louisem Tomlinsonem, chociaż … muszę przyznać, że całował całkiem nie źle.
Po 30 sekundach oprzytomniałam i odepchnęłam go od siebie z całej siły. Chłopak wyglądał na zaskoczonego moją reakcją.
- Co ty odpierdalasz?! – wrzasnęłam, chyba za głośno.
- No całuje cię. Chyba. – odpowiedział nie pewnie. Zeszłam z kanapy i zaczęłam nerwowo chodzić po pokoju. Dobry Boże! Czy to się stało naprawdę? Czy Louis Tomlinson właśnie mnie pocałował? Czy ja śnię? WTF? Po co on mnie całował? Dlaczego to zrobił? Właśnie teraz kiedy zaczęłam się do niego przekonywać on wszystko schrzanił.
- Dlaczego mnie pocałowałeś? Proszę, tłumacz się.
Chłopak zmarszczył brwi.
- Czyli ty naprawdę nic do mnie nie czujesz. – stwierdził spuszczając głowę. – Ale się wydurniłem, co? Totalny idiota ze mnie. Jestem na siebie wściekły! Co ja sobie myślałem? To, że ja cię lubię nie znaczy, że ty mnie też.
- Lubisz mnie? – zapytałam zaskoczona.
- Bardzo. – odburknął. – Ale to nie ważne. W ogóle zapomnij o tym co się wydarzyło. Żyjmy jakby tego nie było.
- Wiesz … nie to, że cię kocham czy coś ale myślę, że … że … no wiesz …
- Chciałabyś mnie częściej całować? – spytał ze zmarszczonymi brwiami.
- Co? Nie! To znaczy … nie to, że chciałabym … ale gdyby okoliczności mnie do tego zmusiło to … no cóż … - Kurde nie wiem jak to powiedzieć! To trudne! Och, czuje się głupio. – Wiesz, dawno nie miałam chłopaka i właściwie odkąd przyszłam do tej szkoły nie miałam chłopaka … i jeszcze chodzi do niej Eric mój były i Criss z którym się spotykałam i … No wiesz …
- Proponujesz mi związek?! – spytał a właściwie wrzasnął.
- Chyba, ze nie chcesz …
- Chcę! Chcę! Bardzo chcę! Boże Alex! Jesteś wspaniała, cudowna, najlepsza! – powiedział i jak głupek zaczął skakać na kanapie a potem podbiegł do mnie i mnie uściskał.
- Tylko bez całowania i czułości. – odpowiedziałam wyrywając się z jego objęć. – Nie wiem po co to właściwie robię ale … skoro sprawia ci to tyle frajdy.
- Muszę napisać o tym na twitterze i zmienić status na fejsie.
- To ty chcesz żeby o tym wiedzieli ludzie? – spytałam z zaskoczeniem.
- A ty nie chcesz?
- No raczej chyba kurde nie chcę!
- To na jakiej zasadzie my mamy być razem? Zero całowania, przytulania, nikt ma o tym nie wiedzieć …
- No cóż … możesz od czasu do czasu dać mi buziaka w policzek ale proszę żeby to było bardzo rzadko.
- Jesteś pierdolnięta. – stwierdził ze śmiechem.
- Wiem. – powiedziałam z uśmiechem.
________________________________________________________
Ta da! Takiego obrotu spraw się spodziewaliście? Pewnie nie chociaż … kto was tam wie xd
Przepraszam, ze jest taki długi. Stwierdzam, ze piszę najdłuższe ze wszystkich ;C no cóż, nie wychodzą mi krótsze. Powinnam to zmienić ;).
Następny napisze dla was Sylwia! Już się nie mogę doczekać co tam wymyśli. Jedno jest pewne będzie super, extra ciekawie ;PP.


poniedziałek, 3 czerwca 2013

Info !

Mamy dla Was małego newsa .... od dziś funkcjonuje ask ( http://ask.fm/AlexCatRose ) i e-mail ( alex-cat-rose@o2.pl ) naszego bloga możecie zadawać pytania, wystawiać opinie cokolwiek chcecie. Linki będą widniały już zawsze w zakładce ''Kontakt'', a teraz życzymy Wam miłego dnia <3


sobota, 1 czerwca 2013

Rozdział 37

Perspektywa Rose

Spanikowana wołałam Wojtka i Trinę, ale pewnie spali, bo nie przychodzili. Mimo mojej małej postury wzięłam Cat na ręce i przeniosłam na blat kuchenny. Położyłam na brzuchu, a widok jak zastałam o mało nie doprowadził mnie do zawału.
- Cat proszę odezwij się, nie zamykaj oczu. – panikowałam wybierając w telefonie numer alarmowy, ale moja przyjaciółka nie odpowiadała.
*Rozmowa*
- Dobry wieczór w czym mogę pomóc ? – usłyszałam kobiecy głos w słuchawce.
- Czy to St Thomas' Hospital nazywam się Rosalie Black, mam ranną kobietę w wieku 18 lat, jest mocno pokaleczona i ma uraz czaszki, potrzebuje karetki natychmiast.
- Dobrze proszę powiedzieć co się stało, jak doszło do …
- Nie do cholery to nie są pogawędki potrzebuje karetki, ona straciła przytomność i ma silne krwawienie !
- Na jaką ulicę mam wysłać kare….
- Ufford Street 16.
- Ratownicy zaraz będą proszę zachować spokój.
- Dziękuję do usłyszenia. – mruknęłam zdenerwowana i szybko się rozłączyłam. Następnie wybrałam numer blondaska.
*Rozmowa*
- Taaak …. – po kilku sygnałach usłyszałam zaspany głos Nialla.
- Niall tylko nie panikuj, proszę cię pojedź do St Thomas’ Hospital za paręnaście minut będę tam z Cat i wszystko ci wyjaśnię.
- Co ?!? Tori gadaj do cholery co jej jest !
- Niall proszę to nie rozmowa na telefon, jedź tam. – wyjaśniłam i nacisnęłam czerwoną słuchawkę. Złapałam czerwono włosą za dłoń, była zimna. Czystą szmatkę delikatnie przyłożyłam do jej rany na głowie, aby choć trochę zatamować krew. Po chwili do domu wparowali lekarze i odciągnęli mnie od niej i zabrali do karetki. Ubrałam na siebie dres i luźną bluzę, złapałam kluczyki i biorąc trampki w dłonie pobiegłam do auta Malika. W mgnieniu oka byłam na parkingu pod budynkiem szpitala. Zamknęłam samochód i pobiegłam do recepcji, gdzie napotkałam się z dziwnymi spojrzeniami nielicznych ludzi.
- Gdzie jest Cat Malik. – powiedziałam zdyszana.
- Na drugim piętrze, ale teraz jest przygotowywana do opera…. – nie czekając na resztę jej wypowiedzi wbiegłam po schodach na 2 piętro. Zdążyłam zobaczyć tylko jak wiozą ją podłączoną do miliona rurek na sale operacyjną. Oparłam się o ścianę i bezsilnie zjechałam na zimną posadzkę w holu. Przyciągnęłam kolana do klatki piersiowej i opierając na nich głowę zaczęłam cicho szlochać.
- Rose ! – usłyszałam głos Nialla, a później poczułam jak siada koło mnie i mocno mnie przytula.
- Co się stało ? – zapytał spanikowany.
- Niall ja do końca sama nie wiem …. Zay znów się upił nie wiem co się działo, ale słyszałam jak się kłócą …. później on …. on chciał … nie ważne, jak zeszłam na dół Cat leżała w otoczeniu potłuczonego szkła z wieloma ranami i uszkodzoną czaszką. – wyszlochałam w jego ramię.
- Już ja się kurwa z nim rozprawię. – syknął blondyn, a na moim ciele pojawiły się ciarki. Nagle można było usłyszeć jakieś krzyki skierowane w naszą stronę. Szybko podniosłam głowę, brakowało tylko JEGO, ale nie zdziwiło mnie to bardzo.
 - Co się stało ?!? – podbiegła do mnie Alex, Dan, El i Tri, a chłopacy gadali z Niallem.
- On …. to wszystko jego wina …. – urwałam opadając na ziemi jak worek bezużytecznych rzeczy. Zaczęłam łkać, po chwili ktoś wziął mnie na ręce i usadowił sobie na kolanach. Wtuliłam się w tą osobę i zaczęłam jeszcze bardziej płakać. Czułam wielką otuchę ze strony znajomych, ale oni nie zastąpią mi jego …. wszystko jest spowodowane przez jego osobę, ale i tak nie potrafię sobie poradzić bez niego. Zmęczoną tą całą sytuacją zasnęłam.
                                                                                                                        
***

- Rose słońce …. obudź się już rano. – usłyszałam męski zachrypnięty głos, Harry.
- Co z nią, gdzie ja jestem ?!? – zapytałam mocniej zaciskając dłonie na miękkiej pościeli.
- Spokojnie jesteś u mnie, nie mogliśmy cię zawieść do domu z wiadomych powodów…. – zaczął tłumaczyć.
- Muszę jechać do Cat. – wystrzeliłam jak pershing w stronę drzwi.
- Wykąp się najpierw i doprowadź do ładu w łazience masz ciuchy Alex je wybrała żeby nie było, że grzebie ci w szafie. – uśmiechnął się delikatnie, a ja odwzajemniłam jego czyn. Zamknęłam drzwi i spojrzałam w lustro. Wyglądałam jak zmaterializowana śmierć, zdjęłam ciuchy i wzięłam szybki prysznic. Umyłam głowę, spłukałam pianę z całego ciała i wyszłam z kabiny. Dokładnie się wytarłam i ubrałam zestaw ciuchów i nałożyłam lekki makijaż, aby ukryć podpuchnięte oczy. Nie dawałam tuszu, bo czułam że i tak w najbliższym czasie pozbyłabym się go ze łzami. Wszystkie moje rzeczy wrzuciłam do torby która wisiała na drzwiach i gotowa weszłam z powrotem do pokoju. Harry’ego nie było, ale z dołu można było wyczuć zapach naleśników. Zbiegłam po schodach i weszłam do kuchni ówcześnie zostawiając torebkę w korytarzu.
- Siadaj i jedź. – wskazał na stertę naleśników na talerzu i że ja niby mam to wszystko zjeść, dobry żart. Polałam parę placków syropem klonowym i ze smakiem pochłonęłam.
- Możemy jechać do szpitala ? Tylko chcę jeszcze na chwilkę wstąpić do domu.
- Jasne. – odpowiedział i szybko posprzątał w kuchni. Razem poszliśmy do przedpokoju żeby ubrać buty, Hazz pożyczył mi kurtkę, bo pogoda była iście angielska. Wsiedliśmy do auta i z cichą muzyką w tle przejechaliśmy kilka przecznic po czym zaparkowaliśmy pod domem Cat i Zayna. Poprosiłam Hazzę, aby poczekał na mnie w samochodzie, a sama wzięłam torebkę i pobiegłam do budynku. Po cichu weszłam do środka i zobaczyłam że cały bajzel z wczoraj jest posprzątany, następnie weszłam na górę i otworzyłam kluczem drzwi naszej sypialni. Zay smacznie i niewinnie spał na łóżku i coś pomrukiwał. Nie wiem co się z nim do cholery stał, tęsknie za tym radosnym chłopakiem w którym się zakochałam…. Wzięłam małą karteczkę i zaczęłam pisać :

„Zayn nie wiem co się z tobą dzieje…. z każdym dniem zmieniasz się coraz bardziej i to mnie odpycha. Czuje się coraz gorzej w twoim towarzystwie, które i tak jest rzadkie, bo cały swój czas spędzasz z jakimiś podejrzanymi typami lub wyrywasz jakieś lafiryndy. Nie zabronię Ci mieć innych znajomych, ale martwię się o Ciebie. Jestem z resztą znajomych w szpitalu …. u Cat, tak jest w szpitalu i uprzedzając twoje pytanie, znalazła się tam przez Ciebie …. mam nadzieję że przemyślisz swoje zachowanie i dotrze do Ciebie jak ranisz wszystkich wokół.”

Złożyłam karteczkę na poduszce obok chłopaka. Po cichu rozpakowałam zawartość torebki zostawiając tam tylko najpotrzebniejsze rzeczy. Czułam jak po moich policzkach już spływają łzy, zawsze byłam uczuciowa. Wyszłam z domu i ocierając twarz wsiadłam do auta.
- Wszystko w porządku ? – spojrzał na mnie lokers.
- Tak możemy jechać. – powiedział i jak już odjeżdżaliśmy zobaczyłam smutnego Zayna w oknie. Po niedługim czasie zaparkowaliśmy auto i weszliśmy do budynku szpitalnego. Wjechaliśmy na drugie piętro i podeszliśmy do Nialla, który załamany siedział na krześle z twarzą schowaną w dłoniach. Dosiedliśmy się i bez słów przytuliliśmy blondaska, dodając mu otuchy.
- Niall co z nią ? – zabrał głos Harry.
- Ona …. jest w śpiączce i …. nie wiadomo czy się wybudzi. – powiedział, a po jego policzkach spływały hektolitry łez. Moje równie szybko się zaszkliły, ale chciałam być twarda i go wspierać widziałam, że Hazz też.
- Byłeś u niej ? – wyszeptałam wtulona w niego.
- Tak na chwilkę mnie wpuścili. – wybełkotał.
- Stary jedź do domu, siedziałeś tu całą noc wyśpij się i doprowadź do ładu. – poklepał go po ramieniu lokowaty chłopak.
- Nie mogę jej zostawić…. – zaczął marudzić.
- Niall posłuchaj się go i tak nic tu nie zdziałasz, jedźmy do domów i czekajmy na jakieś wiadomości, zostaw numer w recepcji i w razie jakby się coś działo powiedz żeby zadzwonili. – uśmiechnęłam się delikatnie i tak jak powiedziałam tak zrobiliśmy. Zabrałam wczoraj zostawione auto Malika z parkingu i pojechałam do domu. Zaparkowałam i zostawiłam kluczyki w przedpokoju, jak szybko weszłam do domu tak szybko z niego zniknęłam. Zarzuciła kaptur na głowę i postanowiłam iść do Harry’ego gdzie mamy spotkać się wszyscy. Po kilkunastu minutach dość szybkiego spaceru dotarłam po śliczny domek. Zapukałam i gdy usłyszałam donośne „Proszę” weszłam do środka. Zdjęłam trampki i odwieszając bluzę właściciela domu po czym poszłam do salonu, gdzie panowała grobowa cisza. Uśmiechnęłam się do każdego po czym oni odwdzięczyli mi się tym samym. Złapałam wolny kubek z ciepłym napojem i usadowiłam się obok Alex w którą się wtuliłam. Przyjaciółka delikatnie głaskała moje włosy, dobrze wiedziała że to mnie uspokaja, zawsze mogę na nią liczyć.

***

Kiedy nadszedł wieczór wszyscy zaczęli rozchodzić się do siebie. Mimo błagań znajomych postanowiłam iść do domu. Lou i Alex odwieźli mnie pod rezydencje Malików i podczas drogi nadal nalegali, abym pojechała z nimi. Moje decyzja jednak była już podjęta, pożegnałam się z nimi i ruszyłam w stronę domu. Słysząc jakieś krzyki i tłuczenie czegoś zawahałam się lecz mimo to pewnie nacisnęłam na klamkę. Zdjęłam buty, słysząc kolejny dźwięk tłuczenia upuściłam torebkę. Szybko poszłam do salonu, który wyglądał gorzej niż po ostatnim wieczorze. Spojrzałam na Zayna, który stał między szkłem ciężko oddychając.
- Co ty do cholery odpierdalasz !?! – krzyknęłam wściekła.
- Rosalie …. – stanął koło mnie, co wywołało u mnie strach. Kiedy zaczął zbliżać ręce do mojego ciała szybko odsunęłam się od niego. W jego oczach można było dostrzec ból, cierpienie i smutek.
- Myślisz sobie że co, najpierw będzie super kolorowo, zaczniesz odpierdalać jakieś wojny, a później ja do ciebie przylecę i wszystko będzie jak dawniej !?! Przez ciebie twoja własna siostra jest śpiączce i może umrzeć rozumiesz do cholery !?!
- Ja…. – zaczął, ale mu przerwałam.
- Mylisz się jeżeli uważasz, że ja będę to znosić ! Mam tego serdecznie dosyć, rozumiesz !! Chcę usłyszeć tylko jedno …. Chcę wiedzieć co się z tobą dzieje Zayn. – ostatnie zdanie wypowiedział szeptem spuszczając głowę. Po chwili zobaczyłam Zayna klękającego przede mną, schował twarz w dłoniach i zaczął łkać jak małe dziecko. Nie bardzo wiedziałam jak mam się teraz zachować. Chłopak opanował swój oddech i podniósł swój przepełniony cierpieniem wzrok wprost na moje oczy.
- Rose ja mam raka …. – powiedział, a ja poczułam jak cały mój świat właśnie się wali.

____________________________________
A więc witam Was z kolejnym rozdziałem ;) Kto spodziewał się takiego obrotu sytuacji, a kto nie ... mówić szczerze hehe ;D Mam nadzieję, że rozdział Wam się spodobał i liczę na opinie w komentarzach. Teraz zostawiam Was w rękach Alex, bo to ona pisze kolejny rozdział.
Kocham Nats xoxo