sobota, 20 kwietnia 2013

Rozdział 30

                                                                    Oczami Alex:
Siedziałam w kuchni dumając nad miską płatków cynamonowych bo jakże by inaczej. Zamiast je zalać mlekiem wolałam je zjeść na sucho. Po co ludzie psują sobie ten cudny smak jakimś głupim mlekiem? Bezsensu. Spojrzałam też na plakat Justina Biebera, a właściwie półnagiego Justina Biebera. Po co to Tomo w kuchni? Dobra teraz to ja poważnie zaczynam się martwić o jego orientację. Zawsze robiłam sobie z tego powodu żarty, właśnie do tej chwili. A może dlatego zerwał z Elenaor? OMG!
Albo to ona z nim zerwała gdy dowiedziała się prawdy?
Tak ogólnie to staram się też odwracać swoje myśli od wzroku Louisa, który gapi się na mnie od niech ja policzę … hm … jakiś 15 minut?
- Podziwiasz moją urodę czy jak? – spytałam będą prawie pewna, że odpowie: „Porównałbym twoje piękno do tulipana, który rozwija swoje pąki kwiatowe wiosną, błyszcząc przy tym w zniewalającym świetle księżyca” (Dobra poważnie to trochę mnie poniosło. Przecież on nie jest aż tak inteligentny).
- Naprawdę nic nie pamiętasz? – Chłopak jakby nie usłyszał mojego pytania. Otworzyłam szeroko oczy. Co obstawiacie? Bo ja amfetaminę.
- Ależ oczywiście pamiętam, że jesteś gejem. – powiedziałam ze słodkim uśmieszkiem.
- Czyli nie pamiętasz. – stwierdził rozczarowany. – No cóż, szkoda. A w sumie to nawet lepiej. Wygłupiłem się. Co ja sobie myślałem? To że razem mieszkamy i śpimy w jednym łóżku to nic nie znaczy.
- Pewnie że znaczy. – powiedziałam szybko. – Nie przystawiasz się do mnie w nocy za co jestem ci wdzięczna ale i wnoszę po tym pewne obawy, że masz skłonności homo …
- Daruj sobie. Nie dziś, Alex. Nie mam siły. – rzekł i ciężko wzdychając zszedł z krzesełka i wyszedł z kuchni. O co mu chodzi? Zachowuje się jakby miesiąc myślał jak wystartować do dziewczyny a ostatecznie dostaje kosza. A może rzeczywiście tak było?
                                                                                  ***
W szkole dzień jak co dzień. Nic specjalnego. No może z wyjątkiem tego, że Lou nie robił sobie ze mnie chorych żartów tylko totalnie mnie olewał co jeszcze bardziej mnie wpieniało, Harry nie flirtował z każdą napotkaną laską, a ja właśnie stałam obok Zayn’a i jeszcze go nie zabiłam. Cuda się zdarzają.
- Jak tam się wam mieszka? – Odpalił nagle, a ja gałki na wierzch.
- Co ty knujesz? – spytałam lustrując go wzrokiem od stóp do głów.
- Nic. Chciałbym wiedzieć. Wiem jaki Louis potrafi być czasem wkurzający.
- Ha! Przejrzałam cię! Nasłał cię Louis żebyś wydobył ze mnie informację.
- Eee jakie informację? – spytał. Dobrze udawał, że nie kuma o co chodzi. Wywróciłam oczami.
- Daruj sobie, Malik. Louis od śniadania dziwnie się zachowuje. Co? Obrał sobie nową taktykę olewania mnie i udawania, że mu nie zależy bo myśli sobie, że tak zdobędzie mnie? Że ja lecę na kolesi, którzy nie zwracają na mnie uwagi, tak?
Zayn otworzył szeroko oczy.
- Boże Alex to było zwykłe pytanie, gdybym wiedział, że tak zareagujesz to też bym cię olał. Chyba teraz rozumiem dlaczego Louis to robi.
- Uwierz mi, że ja też doskonale rozumiem dlaczego  to robi. – powiedziałam triumfalnie. W tym momencie podeszła do nas Cat i Rose. Ja zastanawiałam się nad planem Tomlinsona. Głupek myśli, że go nie przejrzałam podczas gdy prawda jest zupełnie inna.
- Wow, rozmawiacie ze sobą normalnie? Koniec świata. – powiedziała Rose ze śmiechem.
- A początek nowej ery czyli wielkiej przyjaźni Alex i Zayn’a. – rzekła Cat obejmując mnie ramieniem. – A tak po za tym to widzieliście Harre’go? Wielkie wow, bym powiedziała.
- Noo rzeczywiście szokujące. – W tym momencie spojrzałam na białą kopertę, którą trzymała Rose. – Co to?
- Nie mam pojęcia. – odpowiedziała podając mi ją. – Jakiś chłopak kazał mi ją tobie dać.
- Jakiś? – spytałam nie mogąc w to uwierzyć. – Rose, ja znam prawdę. Nie musisz niczego ukrywać.
- Ale ona nic nie ukrywa. Byłam przy tym i rzeczywiście jakiś chłopak średniego wzrostu w okularach kazał ci to dać. – dorzuciła czerwonowłosa. Popatrzyłam na nich z niedowierzaniem! Oni chyba mają mnie za kretynkę? Przecież ja doskonale wiem od kogo dostały tę kopertę. Nie namyślając się długo rozerwałam ją i spojrzałam na zawartość. Jakiś denny wierszyk miłosny i … ostre męskie perfumy.
Tylko  jedna osoba tak dużo ich używa czym mnie denerwuje. Nie ma innej opcji że to nie on.
- Wy wszyscy jesteście w spisku, tak? – zapytałam patrząc na nich uważnie. Ci zmarszczyli brwi. – No już! Nie musicie udawać. Ja o wszystkim wiem. To Louis, tak? I to jego niby dziwne zachowanie, to też część planu, tak?
Rose dotknęła mojego czoła.
- Nie ma gorączki. – powiedziała do Cat i Zayn’a. – Alex, czy brałaś dzisiaj jakieś tabletki?
- Co? – spytałam tak jakbym otrząsnęła się z zamyślenia. – Jakie tabletki? O czym ty gadasz? Nie, nie brałam żadnych tabletek. Po prostu was przejrzałam. Pomagacie mu, nie? Ależ oczywiście pomagajcie! Mnie nic do tego. Pomoc  zawsze mu się przyda.
- I ty naprawdę? Żadnych tabletek? – Cat spojrzała na mnie zdziwiona. Wywróciłam oczami i odeszłam od nich. Ja rozumiem, inteligencją nie grzeszę, ale nie jestem aż tak głupia. Teraz wystarczy poczekać na jego następny ruch. Jestem ciekawa co wymyśli. Biedak uważa, że jest genialny a tu go spotka takie rozczarowanie! Ubolewam.
W ogóle z tego wszystkiego zapomniałam, że miałam go pogrążyć przed całą szkołą mówiąc jego tajemnicę związaną z Elenaor. Teraz wydaje mi się to głupie i dziecinne.
Będą mnie mieli za osobę bez serca i teraz ten głupi Malik będzie miał powód do nienawidzenia mnie. Ja w sumie do niego nic nie mam, ale widzę, że on mnie nie lubi więc nie chcę być gorsza. Proste.
Chociaż … Louis chyba mnie nie nienawidzi, a ja go tak. Czym to może być spowodowane? Aaa już wiem. Jego zachowaniem jakby był super gwiazdą i jeszcze te rurki. Masakra. Pogrąża się w nich. A o włosach na żel nie wspomnę. Ja szykuję się do wyjścia 20 minut a on godzinę! Dlatego zawsze spóźniamy się na lekcję. On chyba naprawdę chcę żebym nie zdała.
                                                                       ***
W drodze powrotnej do domu, no chyba nie muszę mówić, że z racji tego iż mieszkamy z Tomo razem to on przywozi i zawozi mnie do szkoły. Raz chciałam prowadzić ale palant mi nie dał! Powiedział, że pewnie:
a) dostanę mandat
b) porysuję auto
c) przejadę kogoś
Po prostu bezczelność! Ciekawe czy jest ktoś wyjątkowy komu daje go prowadzić?
No więc wracając do tematu był mało rozmowny. Zawsze gadał jak najęty i co chwilę gapił się na mnie przez co o mało nie zabił 10 – latka który przebiegł na czerwonym świetle. Dziś nie spojrzał na mnie ani razu. W sumie mnie to ucieszyło, chociaż pierwszy raz nie bałam się, że kogoś przejedzie. Ulga.
- Dobrze się czujesz? – spytałam gdy zaparkował auto na podjeździe. Kiwnął głową ale nie odpowiedział. – Wkurzasz mnie jeszcze bardziej. – stwierdziłam i wysiadłam z samochodu trzaskając drzwiami. A co? Niech wie, że jestem mega wkurzona.
Pobiegłam szybko do domu i tam też trzasnęłam frontowymi drzwiami, prawie przed nosem Louisa.
- Prawie bym dostał. – jęknął wchodząc do środka. Nie zwróciłam na jego słowa uwagi tylko wyjęłam z plecaka denny wierszyk miłosny i rzuciłam go w niego.
- Przejrzałam twój głupi plan. – powiedziałam triumfalnie. Lou drapiąc się po głowie dokładnie go przeczytał. – I uroczyście oświadczam, że nie wypalił. No, teraz możesz być normalny.
- Co za kicz. – powiedział zwracając mi karteczkę. – Nie wiem kto napisał to coś ale na pewno nie ja. Nie poniżałbym się tak.
- Jasne. – rzekłam nie dowierzając. – Dobra już nie udawaj. Nie musisz się przyznawać ale chociaż nie zaprzeczaj.
- To nawet nie moje pismo.
Spojrzałam jeszcze raz na liścik.
- Masz rację. – przyznałam kiwając głową. – Nie jest tak dziecinne jak twoje. Poprosiłeś kogoś innego, tak? Harry? Zgadza się?
- Żartujesz sobie? Alex, wpadłaś w jakąś obsesje. To nie liścik ode mnie. Masz innego wielbiciela. Mnie już przeszło.
- Innego wielbiciela?! Co to ma znaczyć?! Chcesz mi powiedzieć, że jeszcze jeden niedorajda się we mnie buja?!
W tym momencie zadzwonił dzwonek do drzwi. Pewnie to ktoś z naszych znajomych jak mniemam. Zanim Louis zareagował ja już otworzyłam. Przede mną znajdował się listonosz z bukietem róż.
- Alex Brown?
- Nie Scarlett Johnson, słucham? – powiedziałam ze słodkim uśmieszkiem a mężczyzna popatrzył na mnie dziwnie. – Dobra niech ci będzie. Alex. No i co?
- Kwiaty …
- Louis! Masz wielbicielkę! – krzyknęłam radośnie i odsunęłam się od drzwi. Chłopak podszedł bliżej  i teraz on patrzył się na mnie dziwnie.
- Ale te kwiaty to do Alex Brown. – wydukał listonosz.
- Dla mnie? Od kogo niby? – spytałam z drwiną. Ja miałabym dostać kwiaty? Chyba od świętego Mikołaja, ale gwiazdka i tak już była więc odpada. – Żartujesz sobie?
- No nie. – wydukał chłopak trzymając bukiet róż. Zapewne nie takiej reakcji się nie spodziewał.
- Nie przyjmuję. Wyrzuć je. – powiedziałam i z uśmiechem patrzyłam na reakcje Louisa. Nie wydawał się jakoś szczególnie przybity z tego powodu.
- Alex, to urocze że masz wielbiciela. Ktoś w końcu zobaczył jaka jesteś sympatyczna. – Ostatnie słowo wypowiedział z kpiną. – Ja podpisze odbiór jeśli nie ma pan nic przeciwko. – zwrócił się do listonosza.
- Nawet bym wolał. – wydukał chłopak z przerażoną miną. Gdy Lou skończył podpisywać, listonosz dorzucił. – Jesteście naprawdę eee cudowną parą.
Po tych słowach dosłownie uciekł. Louisowi tymczasem poprawił się humor. Może to jednak nie kwiaty od niego. Może on po prostu chce żebym była szczęśliwa z kimś innym? Aż tak dobrze mi życzy? Wątpię. To przebiegły drań. Wywracając oczami poszłam do salonu a Tomlinson pobiegł za mną. Zakładam, że zaczął się rozglądać za wazonem.
- Czerwone. Wiesz, czerwień z reguły symbolizuje miłość. Romantyczny ten twój adorator.
On myśli, że jestem głupia i nie widzę, że to on jest tym adoratorem? Żenada.
Ale dobra poudaję, że mu wierzę.
- Tak. Może być ciekawie. Zastanawiam się kto to może być? – Usiadłam na kanapie udając, że myślę. – Może Peter z 3c?
- Ooo! Karteczka. – powiedział. – Spotkajmy się jutro o 19:00 w kawiarni za rogiem. Uuuu! Alex idzie na randkę! Alex idzie na randkę! – zaczął się drzeć jak debil. Tia, cieszy się dzieciak, bo to on ma iść ze mną na randkę. Wszystkie znaki na to wskazują. Wpierw był przybity a teraz radosny. Co to oznacza?
a) jest psychicznie chory
b) to debil, a debili nikt nie zrozumie
c) kocha mnie i cieszy się, że idzie ze mną na randkę
Ha! Przejrzałam go! Myśli, że może mnie tak bezprawnie kochać? Osobiście uważam, że każdy kto się w kimś zakocha powinien podpisać najpierw papiery upoważniające go do obdarzenia uczuciem konkretnej osoby.
- Pójdę jutro o 19:00 do kawiarni. – powiedziałam.
- Serio? – Wyglądał na zdziwionego. – Ale wiesz, tym adoratorem może być gwałciciel lub morderca. – Usiadł obok mnie. – Chcesz ryzykować?
- Zazdrosny? – spytałam i udałam że przeglądam czasopismo. *le głupia ja nie zauważyłam, że jest artykuł właśnie o nim.
- Jasne. - prychnął obrażonym tonem. – Ale miło, że tak cię fascynuję, że musisz oglądać mnie w gazecie.
Spojrzałam na niego groźnie i wzięłam długopis do ręki po czym zaczęłam jak opętana zamazywać jego twarz.
- Tak wyglądasz lepiej. – zdecydowałam.
- Przecież mnie nie widać.
- No właśnie. Powinieneś częściej zakrywać swoją twarz. Do twarzy ci tak.
Teraz to on wywrócił oczami. Dobrze, dobrze. Niech uczy się od mistrza.
                                                                       ***
Następnego dnia, wiadomość o mojej „niby” randce, rozeszła się w błyskawicznym tempie. A wszystko przez „kochanego” Louisa. Rose i Cat nie chciały mi dać spokoju, były mega ciekawe z kim się umówiłam. One sobie żartują? Przecież doskonale wiedzą kto to! Pewnie nawet same mu doradziły ten pomysł z kwiatami bo ten idiota nie wpadłby na to sam.
- Domyślasz się kto może być tym wielbicielem? – spytała czerwonowłosa gdy wychodziliśmy z klasy. Ona poważnie?
- Oczywiście. – odpowiedziałam bezproblemowo. – To Louis. Wszystkie znaki na to wskazują.
- Jakie znaki? – zdziwiła się.
- Dał wam do przekazania karteczkę, a potem zamówił kwiaty. Niby skąd ktoś miałby wiedzieć, że się przeprowadziłam do niego? Widzicie, to musi być on. – powiedziałam stanowczo.
- A może ty chcesz żeby to był on? – wtrąciła Rose. Ona poważnie?
- Ah, biedny Louis. – westchnęła Cat. – Lubi cię a ty pójdziesz na randkę z jakimś idiotą, którego ty potem polubisz i będziecie parą a ja i Niall będziemy musieli pocieszać załamanego Louisa. Zwali nam się na głowę i będzie od rana do wieczora narzekać.
- Niall szczęściar, chociaż z nami nie mieszka. – powiedziała Rose. – Ty ja i Zayn będziemy musieli wysłuchiwać Louisa który będzie codziennie się upijać.
- A jeśli tym adoratorem jest Louis. – wyrwało mi się w zamyśleniu. – A jak rzeczywiście mnie lubi?
- Nareszcie to zauważyłaś! – wykrzyknęła promiennie Cat. – Będziecie śliczną parą!
- I co najważniejsze Louis będzie normalny a nie teraz łazi przybity bo … – Rose urwała.-  eee znaczy też uważam, że będziecie śliczną parą.
- Dobra może widok przerażonego Louisa który będzie się bać mojej reakcji na to, ze to on jest moim adoratorem jakoś zmiękczy mi serce. Bo na razie zachowuje się dziwnie. Nastroje mu się zmieniają jakby był w ciąży.
- Wiek dojrzewania. – powiedziała czerwonowłosa ze śmiechem. Spojrzeliśmy na nią dziwnie, ponieważ Tomo ma prawie 22 lata. – No wiecie, on go przechodzi trochę później bo jest trochę hm, szurnięty. Tak naprawdę jego mózg jest na etapie 17 – latka.
Zaczęłam się zastanawiać nad swoją reakcją. Co ja mam mu powiedzieć?
                                                                       ***
Siedziałam w kawiarni od 30 minut i czekałam na Tomlinsona, który się nie pojawiał. No oczywiście! Spanikował. Wiedziałam. Tchórz z niego. No cóż, idę do domu. Nie będę na niego czekała w nieskończoność.
Wstałam od stolika i położyłam na stole 10$ za te trzy kawy które zamówiłam. W domu ten idiota dostanie nie zły ochrzan! Żenada. Czysta żenada. Ośmieszył się, właśnie tym, że nie przyszedł. A ja już wiedziałam co mu powiedzieć. Ale się teraz nie dowie. O nie, nie co on sobie uważa?
- Alex? – Usłyszałam za sobą głos. Odwróciłam się powoli na pięcie.
- Eee, cześć. – wydukałam. Przede mną znajdował się jakiś obcy koleś. Średniego wzrostu, blondyn, okulary, t-shirt, zwykłe dżinsy. Wyglądał normalnie. Jak typowy nastolatek. Nie wyróżniał się wyglądem. – Spieszę się więc zmykam. Ale ty nie krępuj się i zamów sobie coś.
- To ja.
- Jaki ja? – spytałam unosząc brwi ze zdziwienia.
- Podobał ci się wiersz i kwiaty?
- Co? – Nie mogłam w to uwierzyć! To ten koleś? To nie Louis się ośmieszył tylko ja. Boże co ja sobie myślałam? Że Tomlinson jest we mnie zakochany? Żenada. Jestem głupia i żałosna. Powinnam się wstydzić. – Ja … ja muszę już iść. A kwiaty były naprawdę … piękne. Przepraszam ale … ja … ja mam narzeczonego i … no wiesz … - Jak najszybciej wybiegłam z kawiarni. Co za wstyd! A ja nagadałam jakiś głupot Rose i Cat, że to od Louisa. Mam nadzieje że nie powiedziały mu, że tak myślałam. Zresztą sama mu to powiedziałam, ale potem ten głupek pomyślał, że zmieniłam zdanie.
                                                                       ***
Po powrocie do domu, zobaczyłam, że Louis ogląda TV zajadając się popcornem. Z ciężkim westchnieniem usiadłam obok niego i wepchnęłam sobie całą garść jedzenia do buzi. Na ekranie widniał mecz piłki nożnej. Nie mam pojęcia kto grał i mnie to szczerze nie interesuje. Spojrzałam na Tomlinsona, który co mnie bardzo zdziwiło w ogóle się nie odezwał przez jakiś czas. Nie wiedziałam, że on potrafi przez tyle czasu milczeć. Wielkie wow dla niego.
- Fajny? – W końcu przerwał ciszę. Sukces.
- Kto? – spytałam zaskoczona.
- Twoja randka.
- W miarę. – odpowiedziałam ciężko wzdychając. Co mu miałam powiedzieć? Że spodziewałam się tylko jego i kiedy dowiedziałam się, że moim adoratorem jest jakiś okularnik to najzywaczniej w świecie zwiałam? Nie wiedziałam nawet co temu chłopakowi mam powiedzieć.
- Czyli spotkanie nie wypaliło. – stwierdził z dziwnym uśmieszkiem. Czy ten kretyn chce żebym do końca życia była nie szczęśliwa? Nie wiedziałam, że aż tak źle mi życzy. Coraz bardziej go nie lubię.
- Pewnie w środku się jarasz jak nigdy. – odburknęłam obrażonym tonem. Louis kiwnął głową.
- Jestem szalenie zadowolony. – powiedział czym naraził się na mój gniew.
- No prostu świetnie. Nie dosz, że siedzisz jak kołek w domu i nie zrobisz absolutnie nic to jeszcze cieszysz się z mojego nie szczęścia?
- Nie! – krzyknął robiąc wielkie oczy. – Alex, nie to miałem na myśli. Po  prostu … ten koleś musiał być głupi. Ja bym się bardziej postarał.
- O ile odważyłbyś się. Zresztą nie wiem czy był głupi czy nie. Jutro do niego w szkole zagadam i sprawdzę. I możesz być pewny, że jeśli okaże się chociaż w 10% mądrzejszy od ciebie to może być początek czegoś wielkiego.
- Nie no jasne, spraw by Louis Tomlinson cierpiał bo ten przygłup nie ma uczuć.
- Żartujesz sobie?! – Podniosłam się gwałtownie z kanapy. – To ty uważasz, że ja nie mam uczuć.
- Kiedy dałem ci to do zrozumienia? Może wtedy gdy przytuliłem Elenaor? A nie przepraszam ty byłaś zajęta poprawianiem włosów.
- Skoro byłeś pewien, że to zrani moje uczucia, co na marginesie nie jest prawdą, to czemu to zrobiłeś? Dam ci odpowiedź: Bo nie liczysz się z moimi uczuciami!
- Ja? A kto zasnął jak … mówiłem coś bardzo ważnego?
- Niby co może z twoich ust być ważne? A nie przepraszam kolor twoich gejowskich rurek jest ważny.
- Chociaż jestem modny i kolorowy.
- Dodajmy że gejowski też.
- Nie znasz się.
- Głupia dyskusja! Idę spać. Jesteś wredny, bezczelny i to ty nie liczysz się z moimi uczuciami.
- A czy kiedykolwiek powiedziałem ci, że cię nienawidzę? Tak jak ty mi?
- Właśnie o to chodzi, że nic nie powiedziałeś i nie zrobiłeś … Nawet jeśli rzeczywiście kwiaty nie były od ciebie, okej. Ale ty nie zatrzymałeś mnie bym nie poszła na tą randkę. Teraz już wiem dlaczego. – powiedziałam i pobiegłam schodami na górę.
Co to było? Jakieś denne powiedzenie: Zraniłeś mnie tym, że nie przyznałeś, że ci zależy?
Taaaa dla mnie to gorsze niż powiedzenie: Nienawidzę cię.
Nie wiem na czym stoję.
On coś gadał, że mu przeszło …
Bo może kiedyś rzeczywiście mnie lubił, ale teraz już tak nie jest.
Muszę znaleźć sobie innego chłopaka i tyle.
A to, że będzie zazdrosny czy będę tym ranić uczucia pana idealnego, mało mnie obchodzi.
_________________________________________________
Pewnie spodziewaliście się Natalii  a tu Bum Aleksandra.
No cóż Natalia nie mogła dodać, ponieważ nie ma czasu, więc no 30 należała do mnie.
Hahaha wpierw ja teraz Nata, tylko Sylwia się trzyma <333
Tak zakończyłam, ponieważ nie mam pojęcia co zrobić z Alex i Louisem.
Nie wiem czy oni mają być razem czy może Lou rzeczywiście ma się odkochać i zostaną przyjaciółmi, żeby nie było super happy endu.
Jakieś pomysły? Ja naprawdę wariuje.
Według pierwszego pomysłu oni mieli być razem w ok. jak pisaliśmy 20 rozdział, ale zrezygnowałam z tego. No cóż, pomyślę. Mam czas;).

6 komentarzy:

  1. Świetny rozdział! Fajnie by było jak by Alex znalazła sobie chłopaka,ale później byłaby z Lou : ) Pozdro i czekam na nn :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Fajnie jakby zaczęła spotykać się z tamtym chłopakiem i któryś z bohaterów powiedział jej tak dobitnie że Louis'owi na niej zależy i ona w końcu to zrozumie. Będzie z Lou i ja będę szczęśliwa!
    Tak w ogóle zajebisty rozdział :3

    OdpowiedzUsuń
  3. Cześć Aleksia! Co prawda jeszcze nie przeczytałam rozdziału, ale mam zamiar to nadrobić w najbliższym czasie. Zamiast tego mam dla Ciebie pewną propozycję i jeśli podałabyś mi swój email, to tam bym Ci dokładnie napisała o co chodzi :)

    OdpowiedzUsuń
  4. rozdział fajny <3 Fajnie by było jeśli alex by zrozumiała że luisowi na niej zależy i by byli parą ale ich zwązek by był bardzo burzliwy!!!!!!:),Amanda<3

    OdpowiedzUsuń
  5. Chciałabym,żeby najpierw Alex była z jakimś chłopakiem, później z louisem bo z tamtym jej nie wyszło.

    OdpowiedzUsuń
  6. Rozdział jak zawsze supcio!!!OLA:P

    OdpowiedzUsuń