poniedziałek, 29 kwietnia 2013

Rozdział 32



Oczami Alex:

Głupi poniedziałek. Dlaczego akurat od tego dnia musimy zaczynać tydzień? Nie możemy załóżmy od wtorku? Wtedy na pewno weekend byłby dłuższy, ale oczywiście pomysłowi nauczyciele nie pomyślą o tym.
Budzik zadzwonił już o godzinie 6:30. Nie chętnie wstałam z łóżka. Chciałam jak najszybciej iść do szkoły i mieć ją za sobą. Potem wrócę do domu i rzucę się na kanapę gdzie obejrzę The Walking Dead.
Buhahaha, biedny Tomuś boi się zombiaków i zawsze idzie na górę gdy włączam ten serial. Oby nakręcili jak najwięcej odcinków bo ja będę je oglądać, nawet czasem pod dwa razy. Dla kochanego Louisa wszystko.
Spojrzałam na łóżko. No, no Tomlinson jeszcze śpi. Co on sobie uważa? Ja mam wstać a on się może wylegiwać? Bardzo, naprawdę bardzo zabawne. Wściekła podeszłam do niego i szturchnęłam go raz, drugi a potem trzeci. Nic. Chyba umarł albo mnie olewa. Aż tak mocnego snu raczej nie ma. Raz w nocy obudził się bo kichnęłam i zaczął się na mnie wydzierać.
Okeeeeeej, to ja się na niego wydarłam bo to on kichnął.
Szturchnęłam go czwarty raz i dopiero wtedy jaśnie pan postanowił przemówić:
- Jeszcze chwilka skarbie.
Zmarszczyłam brwi. Teraz to już przegiął. Czując jak z każdą sekundą jestem na niego coraz bardziej wściekła, usiadłam na łóżku z drugiej strony i zepchnęłam go z niego. Z grzmotem upadł na podłogę.
Ale nie wstał. Hm, może rzeczywiście umarł? Albo kiedy go czwarty raz szturchnęłam to prawie umierał a teraz może ostatecznie? Interesujące.
- O boże, albo mi się wydaje albo za oknem stoi zombiak. – powiedziałam siląc się na przerażony ton. Chłopak gwałtownie wstał i drąc się: Gdzie? Gdzie? Gdzie? Zaczął rozglądać się wokół. Za dużo telewizji, zdecydowanie. Co za panikarz. Do zamku strachów chyba raczej z nim nie pójdę. Chciałabym ale nie da się namówić.
- Dorośnij. – skomentowałam jego debilne zachowanie. – Zachowujesz się jak dzieciak. Masz 22 lata. W twoim wieku zostaje się ojcem albo chociaż bierze ślub a ty co? Jesteś taki stary i nawet nie masz dziewczyny! Wstydź się.
- Hej! Miałem chociaż dziewczynę a ty co? Nigdy nie miałaś.
- Miałam.
- Że co? – Oczy Louisa pojaśniały. Usiadł na łóżku obok mnie i uśmiechnął się. – Opowiedz mi o tym. Wszystko ze szczegółami. Niczego nie pomijaj. Mam nadzieje że masz fotki? Nie dla mnie ale Hazzy chętnie by się pojarał.
- Mną i Austinem?
- Austin. Oryginalne imię dla dziewczyny. A więc jaka była? Jak całowała i w ogóle? Mów wszystko.
On się naprawdę tym nakręcił. Co za kretyn.
Zaraz, zaraz.
Oryginalne imię dla dziewczyny?
O mój boże! On myśli, że Austin to dziewczyna? On jest głupszy niż myślałam.
- Lou hm, jakby ci to najprościej wyjaśnić … Austin to nie jest dziewczyna tylko c h ł o p a k. Rozumiesz? Także, możesz przestać się jarać. Serio myślisz, że kręcą mnie dziewczyny? Chociaż … jak na ciebie patrzę to chyba rzeczywiście zaczynają.
Tomo wywrócił oczami i wstał z łóżka po czym wyszedł z pokoju. Ooo, on naprawdę mocno się przejął tym, że nigdy nie miałam dziewczyny.

***

W łazience gdy myłam zęby chłopak coś śpiewał pod nosem. On serio myśli, że ja mam ochotę tego słuchać? To, że miliard dziewczyn kocha się w jego głosie nie znaczy, że ja też. A ta piosenka mnie wkurza. Jest głupia, denna i debilna. Tylko prawdziwi kretyni by to wymyślili.
- Co to za hit? – spytałam pukając usta wodą.
- Piękna piosenka. A słowa są takie romantyczne.
- Cholera dziewczyno jesteś seksowną mmm. To twoim zdaniem romantyczne? Powodzenia w szukaniu dziewczyny.
- Hej! Sexy Bitch to śliczna piosenka.
- Ty słyszysz tytuł tego gniotu? To obraża wszystkie dziewczyny na kuli ziemskiej. A jakby była taka piosenka tylko odnosiła się do chłopaków?
Louis wzruszył ramionami.
- Podziękowalibyśmy tej pomysłowej lasce, która to wymyśliła.
Wywróciłam oczami. Boże, jaki on płytki. Chyba rzeczywiście mój adorator w okularach przy nim jest super – świetno – zarąbistym chłopakiem. Przeszłam obok niego lekko trącąc go ramieniem (niby przypadkiem, wiecie). On jednak odwdzięczył mi się tym samym. Wściekła nadepnęłam mu na stopę. Wydał z siebie cichy pisk.
- Piszczysz jak dziewczyna. – skomentowałam śmiejąc się szyderczo. – Niektóre laski lepiej znoszą ból od ciebie, chociaż to jest naukowo udowodnione, że dziewczyny są bardziej odporne.
- Muszą być. – Wzruszył ramionami. – Jak my im łamiemy serca to ta odporność w szczególności im się przydaje.
- Im? Czyli mnie to w nie wliczasz? – spytałam oburzona.
- Alex, ty nie masz uczuć. – powiedział spokojnie.
- W sumie racja. – odparłam i zeszłam na śniadanie. Nawet jak zmarł mi chomik to zbytnio się tym nie przejęłam. A może jak w ogóle nie posiadam serca? Interesujące. A i to by wyjaśniało wiele spraw. Chociaż jak na osobę bez uczuć to dość przejęłam się tym, że moim wielbicielem był jakiś głupi okularnik. Nie, nic nie mam do ludzi w okularach, nigdy ale … gdyby nie ten chłopak to nie robiłabym sobie nadziei jak się okazuje na NIC. Coraz bardziej lubię tego chłopaka w okularach. Tak wiem, nie znam go prawie ale to słodkie, że napisał dla mnie list miłosny i dał kwiaty. Musi być wrażliwym romantykiem. I co najważniejsze jest zupełnie inny od Louisa. On uważa, że liściki miłosne to szczyt żenady a dawanie kwiatów dziewczyną obraża godność płci męskiej, uważa też, że to dziewczyny powinni się starać dla chłopaków a nie na odwrót i powinien powstać salon kosmetyczny dla facetów. Poważnie. On tak na serio uważa.
Gdy nalałam sobie soku do szklanki z góry zszedł Louis. Miał dość dziwną minę taką jakby hm, zamyśloną. Może zastanawiał się nad inwestycją w taki salon kosmetyczny?
- Alex, doskonale wiesz, że nienawidzę dawać kwiatów ale tobie mógłbym je dać. – powiedział dumnym tonem.
- Nie wysilaj się. Dzisiaj zamierzam poznać tego miłego okularnika, który wpadł na ten wspaniały pomysł przed tobą. Wydawał się być miły i chyba mnie lubi.
- Nie tylko on. – odburknął nalewając sobie również roku. – Uważasz, że to jedyna osoba na świecie, która cię lubi? – spytał obrażonym tonem.
- Jest jeszcze moja mama ale ona musi mnie lubić, wiesz, tak jej każe prawo.
Tomo wywrócił oczami.
- Dobry boże, Alex. Nie chodzi mi o twoją mamę.
- Cat i Rose, tak? – spytałam patrząc na niego uważnie. Ten potrzasnął głową. – Mój brat? Tata? Babcia? Dziadek? Ciocia? Wujek?
- Nie! Nie! Nie! Nie! Nie! Nie! – Zaczął się drzeć jak opętany i z tego wszystkiego wylał sobie sok, że tak powiem w kroku.
- Brawo. – Klasnęłam w dłonie. – Masz 22 lata i nie dosz, że zachowujesz się w tym wieku jak dzieciak to jeszcze nie umiesz korzystać z toalety? Louis, to poniżające.
- Daruj sobie. Doskonale wiesz, że to sok. – powiedział przez zaciśnięte zęby.
- No nie wiem. Ja nic nie widziałam. – odparłam z uśmiechem. W tym momencie zadzwonił dzwonek do drzwi. Mam nadzieje, że to wszyscy nasi znajomi i Tomlinson zostanie wyśmiany. Pędem poszłam otworzyć, pomimo sprzeciwu Louisa. W progu stała Cat, Rose i Zayn. Oni ewentualnie też mogą być, chociaż bardziej wolałabym całą szkołę.
- Cześć. Musiałam sprawdzić czy dzisiaj przyjdziesz do szkoły, a masz taki zamiar, prawda? – spytała czerwonowłosa nie pewnie.
- Oczywiście. – Wpuściłam ich do środka. Hm, albo mi się wydaje albo ona a właściwie oni coś kombinują. Intrygant Malik nastawia wszystkich przeciwko mnie. To już nie jest zabawne. Wszyscy udaliśmy się do kuchni, gdzie Lou nie udolnie próbował wytrzeć polane miejsce ręcznikiem. Ledwo powstrzymywałam śmiech. Gdybym to ode mnie zależało to dostałby piątkę za prezentację.
- Louis w tym wieku powinieneś nauczyć się, że kiedy potrzeba to idzie się do toalety. – powiedziała Cat, zupełnie poważnie. Rose i Zayn pokiwali głowami.
- Ale … ja nie … to … - Lou zaczął się śmieszne jąkać. – Alex powiedz im! – Spojrzał w moją stronę błagalnym wzrokiem. Starałam się również zachować powagę. Nie rozwalę tak wspaniałej scenki, chodź ledwo się powstrzymywałam żeby nie wytłumaczyć całego zajścia.
- Louis … - Dotknęłam jego ramienia. – To nic złego, że masz pewne problemy.
Chłopak otworzył usta  i zmrużył oczy. Pewno był na mnie mega wściekły. No cóż, każdy by chyba postąpił tak samo jak ja. No każdy kto nie lubi Louisa albo komu ten dureń podpadł. Przyznaje, cały czas jestem wściekła o te kwiaty.
- Stary, może idź do lekarza. To nie jest normalne. – powiedział Zayn chichocząc pod nosem.
- Oj daj mu spokój. – odezwała się Rose. – Louis, może kupiłabym ci na to coś?
- Prze okazji kup mu coś na to, żeby się mniej nakręcał jak są w TV sceny od 18 lat. – powiedziałam zatykając usta ręką żeby nie wybuchnąć śmiechem. Tomo poczerwieniał na twarzy i wyszedł. Przyznacie to było mega zabawne dla nas i żenujące dla niego. No cóż, trzeba sobie z kogoś czasami zrobić ofiarę żeby było śmieszniej. – Polał się sokiem. – wykrztusiłam w końcu. – I nie nakręca się tak dla ścisłości jak są sceny od 18 lat.
- Tak myślałam. – powiedziała Cat. – Dobra przejdzie mu. Olać Louisa. Trzeba się zając tobą Alex. Musisz wyglądać szałowo. Chodź, pójdziemy z tobą i Rose na górę i pomożemy ci się uszykować a ty Zayn idź do Louisa i go pociesz bo pewnie ryczy w poduszkę jak zwykle gdy dostaje mu się od Alex.
- Po nim to spływa.
- Spływa? Gdy powiedziałaś, że wygląda jak gej to chciał popełnić samobójstwo. – rzekła Rose.
- Nie dosz że to gej to jeszcze psychopata! No pięknie! Z kim ja mieszkam?
- A może obchodzi go twoje zdanie? Pochwal go chociaż raz to zobaczysz jak się cieszy, a teraz idziemy na górę! Go, go, go! Nie ma czasu! – krzyknęła czerwonowłosa i ciągnąc mnie i Rose, udaliśmy się do sypialni Tomlinsona.

***

W szkole czułam się dziwnie. Dziewczyny zdecydowanie przesadziły z ilością makijażu. Musiałam to potem w toalecie zmyć. Po co miałam się odjazdowo prezentować w budzie? Bez sensu. Ja chce jak najszybciej do domu! Nie wiem co Cat kombinuje ale się dowiem. Mam wrażenie, że Rose nie ma pojęcia o tym dziwnym planie. Zachowuje się jakby nie wiedziała, ale nigdy nic nie wiadomo. A co do Louisa to w ogóle się do mnie nie odzywał. Dosłownie! Nawet jak niby „potknęłam się” i na niego upadłam. To grzecznie przytrzymał mnie i znów wdał się w pogawędkę z Harry’m. No po prostu nie do wytrzymania z nim! Mam ochotę go zastrzelić wiatrówką. Tak, tak wiem nienawidzicie mnie. Jak Tomo zwraca na mnie uwagę – źle, olewa – jeszcze gorzej.
Na pierwszej przerwie starałam się odnaleźć mojego adoratora, ale natknęłam się tylko na Louisa, który jak tylko mnie zobaczył udał, że pisze sms.
- Na co patrzysz? – spytał Harry? Boże!
- Na … na … na panią od Techniki. – powiedziałam szybko. – Fajną ma spódniczkę.
- Czy ja wiem. – odparł z ciężkim westchnieniem. – Normalną.
Spojrzałam na niego otwierając szeroko oczy ze zdziwienia. On sobie żartuje?
- Jesteś chory? Boli cię coś? Umierasz?
- Nie. To, że jestem Harry Styles nie znaczy, że muszą mnie kręcić kobiety w krótkich spódniczkach.
- Ależ właśnie dlatego jesteś Harry Styles, bo kręcą cię kobiety w krótkich spódniczkach!
- Weź dorośnij. – mruknął i odszedł ode mnie. Przepraszam bardzo co? Ja mam dorosnąć? Niech się puknie w ten głupi łeb.
                                                                                                              ***

Na drugiej przerwie znów szukałam mojego adoratora. Nic! Dosłownie się rozpłynął! Szłam właśnie wzdłuż korytarza, aż na kogoś wpadłam. Pomyślałam sobie, że może to właśnie ten okularnik, wiecie, tak jak w filmach. Dziewczyna szuka swojego księcia i gdy traci nadzieje to on się zjawa! A tu klops! Zamiast księcia mam jego giermka.
- Może panno: kupcie coś Louisowi żeby się nie nakręcał na filmach od 18, uważałabyś?
- Może pan mokre spodnie też był uważał?
- Żenada. – Chłopak udał, że ziewa.
- Nudzę cię? Jak widać mamy inny poziom inteligenci.
- No chyba raczej tak. Oczywiście ja mam wyższy. Jestem starszy i mądrzejszy a ty głupią panienką która jeszcze rok temu nie mogła oglądać filmów dla dorosłych.
Dzięki Bogu, że zadzwonił dzwonek bo przysięgam, że wydrapałabym mu oczy. Głupi laluś! Szkoda, że nie popełnił tego samobójstwa. Taa, obchodzi go moje zdanie? Chyba tak jak mnie co ma do powiedzenia dyrektor. A właśnie a propo, miałam do niego zajrzeć. Wiecie, chodzi o to zbite lustro w męskim i napisanie na drzwiach kibla: Louis Tomlinson lubi męskie tyłki.
Nadal się zastanawiam o co bardziej wkurza się Tomo?
Stawiam na te męskie tyłki, no chyba, że jeszcze o tym nie wie.
                                                                                              ***
Po lekcjach nie mogłam jeszcze iść do domu. Wyobrażacie sobie? Istna bezczelność! Podobno ma być jakiś koncert charytatywny na jaki ja oczywiście nie mam ochoty iść. Cat z Zayn’em cieszyli się jak głupi, nie mam pojęcia dlaczego. Oni coś knują tylko jeszcze nie wiem co, ale na pewno się dowiem. Rose podsunęła pomysł, że może tam znajdę mojego adoratora, więc ostatecznie zgodziła się pójść. Gdyby nie to, moi znajomi musieliby mnie związać i siłą tam zaciągnąć.
Całość odbyła się w specjalnej sali szkolnej gdzie odbywa się większość uroczystości. Oczywiście zaczęło się od różnych występów zaczynając od czirlidejek. A teraz takie małe pytanko: Dlaczego zawsze na filmach czirlidejki są blondynkami? To obraża nas brunetki! No ale jeśli się mylę i jest chociaż jeden film gdzie czirlidejką jest brunetka to chętnie bym go obejrzała.
Stałam pod ścianą i gapiłam się na różne osoby. Gdzie ten okularnik? Ani widu ani słychu. Ciężko westchnęłam. Dlaczego u mnie zawsze wszystko jest odwrotnie? Ja chce mojego księcia! W tej chwili ma pojawić się mój książę! Już! Zaraz! Teraz!
- Cześć. – Usłyszałam czyjś głos. Odwróciłam się w jego stronę.
- Nie wyraziłam się dość jasno? – spytałam patrząc się w sufit. – Miał być książę a nie ten pożal się boże gej.
- Zamówiłaś sobie księcia? – zapytał Louis ledwo powstrzymując śmiech.
- Wyobraź sobie kurde, że tak. Miał się pojawić w tej chwili, a zamiast niego jesteś ty.
- Przepraszam.
- Już dobra. To nie twoja wina, że nie jesteś moim księciem. – powiedziałam machając ręką zrezygnowana.
- Przepraszam za to co powiedziałem, że jesteś głupia panienką. Wcale tak nie uważam.
Wzięłam głęboki oddech.
- A ja przepraszam za to, co powiedziałam rano. Już wyjaśniłam Cat, Rose i Zayn’woi że polałeś się sokiem. No i przepraszam jeszcze za ten napis na drzwiach w toalecie, że lubisz męskie tyłki.
- Co? – jęknął. Ups, chyba jednak o tym nie wiedział. Brawo Alex! Twoje przeprosiny obróciły się przeciwko tobie. No pełen odjazd. – Napisałaś tak? Jesteś stuknięta! I wiesz co? Bardzo się cieszę, że nie jestem twoim księciem bo i tak bym cię nie chciał. Opowiadasz moim znajomym głupoty na mój temat, piszesz bzdury w męskim, nazywasz mnie gejem, co jeszcze? No śmiało! Gej który lubi męskie tyłki chętnie sobie posłucha!
Miałam mu przerwać jego wypowiedź ale tak się nakręcił, że nie zdążyłam. Otóż za nami stał dyrektor. Zrobiłam się czerwona na twarzy i próbowałam dać Louisowi jakieś znaki ale on nawet na mnie nie spojrzał. Dopiero po chwili przerwało mu chrząknięcie mężczyzny. Tomo wstrzymał oddech i zrobił się blady na twarzy. Próbowałam, żeby nie było.
- Louis rozumiem, że masz inną orientację ale byłoby lepiej gdybyś tak się z nią nie obnosił. – powiedział dyrektor, a Tomlinson schował twarz w dłoniach. – W sumie domyślałem się od jakiegoś czasu.
Mężczyzna odszedł od nas, a Lou powiedział przez zaciśnięte zęby.
- Ani słowa więcej.
Miałam wybuchnąć śmiechem ale nie zdążyłam, gdyż jakaś babka mnie zapowiedziała! Że what? Jej się cos popierniczyło? Zobaczyłam, że Cat i Zayn zaczęli chichotać.




 A więc to taka była ich słodka tajemnica. No piknie. Ja chce do domu a nie występować! Nie mam na to ochoty. Jestem głodna, śpiąca i chce mi się ryczeć bo moją miłość życia wcięło, a zamiast jej mam głupiego Louisa, któremu humor się znacznie poprawił. No proszę, proszę.
- No dalej Alex. – powiedział radośnie. – Niech głupia lalunia pokaże na co ją stać.
- Zamknij otwór gębowy, mokre spodnie. – odpowiedziałam ostro. Cat i Rose podbiegły do mnie i zaczęły ciągnąć w kierunku sceny gdy próbowałam uciec. Niech ich szlak! Czy one we dwie muszą być tak silne? Szkoda że Zayn nie próbował, ponieważ zaczęła bym krzyczeć, że stosuje wobec dziewczyny przemoc.
- Idź i daj z siebie wszystko. – rzekła czerwonowłosa.
- To wszystko dla chorych dzieci. Dasz radę. – dodała brunetka.
Popatrzyłam na nich nie pewnie i weszłam na scenę.


Po skończonym przedstawieniu mogłam nareszcie z niej zejść. To było okropne. Niby nigdy się nie stresuje ale bałam się, że mój adorator się na mnie patrzy a ja strzelę jakąś gafę. Na szczęście tak się nie stało. Od razu podbiegły do mnie przyjaciółki z gratulacjami.
a)       pocieszą mnie bo było tak kiepsko
b)       naprawdę mi dobrze wyszło
Obstawiam opcję b bo z reguły mi wszystko dobrze wychodzi. Nie żebym się chwaliła ale … dobra chwalę się.
- Byłoby bardziej bosko gdybyś się patrzyła w aparat Rose. – powiedziała Cat.
- To Rose mi robiła zdjęcia? – spytałam zaskoczona.
- Jedno. Na reszcie jest Zayn, który mi się wcinał. – odpowiedziała nie zadowolona brunetka, oglądając fotki. – Ale słodko wyszedł. Chyba dodam na fejsa.
- Słodkie są słodycze, nie Malik. – odparłam wywracając oczami.
- Bo Zayn jest uroczy.
- Chyba anty uroczy. – odburknęłam i skierowałam się w stronę dyrektora. Muszę wyjaśnić sytuację, która miała miejsce przed chwilą. Louis chyba naprawdę się mnie zaczął czepiać bo ma mnie dosyć. Zrobię dla niego coś miłego i od razu zmieni do mnie nastawienie, pomyśli (oczywiście błędnie) że go lubię i znów zrobi się słodki a ja będę mogła go męczyć. Zaraz, zaraz czy ja powiedziałam słodki? Tfu!
- Hej.
Odwróciłam się.
- Dobra Louis masz racje czasem zachowuje się jak głupia lalunia.
- Nie wiem kto to Louis ale musi być idiotą nazywając cię tak. – powiedział wysoki, przystojny chłopak modnie ubrany. Nie mam pojęcia kto to, ale sprawiał dobre wrażenie. – Criss. – podał mi dłoń.
- Alex.
- Wiem. Poznaliśmy się już. Pamiętasz? Tyle, że uciekłaś. Chyba nie spodobałem ci się co? Wiesz w tą gadkę z narzeczonym nie uwierzyłem.
- Okularnik?! – wypsnęło mi się.
- Już nie. Mam szkła kontaktowe i zmieniłem styl więc mogłaś mnie nie poznać. Wolałbym żebyś mówiła na mnie cichy wielbiciel albo adorator lub po prostu Criss.
- Jasne. Szukałam cię po całej szkole. Wtedy było mi trochę głupio i chciałam cię przeprosić. Nie gniewasz się? – spytałam nie pewnie. On potrzasnął przecząco głową z szerokim uśmiechem. Słodki Jezusie, on jest sto razy lepszy od głupiego Louisa … już o nim zapomniałam …
- Twój występ był świetny. Masz talent.
- Przesadzasz. – Roześmiałam się nerwowo.
 Mam nadzieje, że nie przesadzał. Aaa! Takie ciacho mówi mi, że mam talent. Kocham go!
- Chciałabyś kiedyś coś zjeść ze mną?
- Jasne. Może być nawet dzisiaj. – powiedziałam patrząc się na niego rozmarzonym wzrokiem. Jak ja mogłam być tak ślepa? Przecież to logiczne, że Lou nigdy nie był mi pisany tylko Criss. Po za tym ma anielskie imię a co za tym idzie musi być aniołem. Serce mi szybciej bije. Miłość od pierwszego wejrzenia. Nigdy w to nie wierzyłam ale zaczynam.
______________________________________________________
Jakoś dałam radę;). Jeszcze muszę dodać dwa wpisy na pozostałe dwa bloogi i na jakiś czas mogę odpocząć ;D. Ha ha, zaskoczyła was Alex? Totalnie oszalała na punkcie Crissa ;P Nie wiem jak to dalej między nimi ale na razie Lou pójdzie w odstawkę :).
Paaa <333



wtorek, 23 kwietnia 2013

Rozdział 31

     Perspektywa Carietty

 Uśmiechnęłam się, przytulając Amy do siebie. Nie mam pojęcia jak, ale wczołgała mi się pod kołdrę w nocy i spała ze mną. W końcu jest niedziela, zaszalejmy ! Ogółem tamte dni minęły dość spokojnie ... nie licząc tego, że Lou i Alex byli dla siebie wredni, choć prawie się nie odzywali, Rose i Zayn tak przesadzają z tą całą miłością, że rzygać mi się chce, Hazza ciągle ślini się na widok tej nowej, Amber, Li i Dan ciągle dyskutują o swojej przyszłości, El wciąż tweetowała, a Niall wciąż mnie namawia, żebyśmy poszli do kina na film "Spring Break".
  - Jak ci minęła noc ? - Zapytała, na co ja tylko westchnęłam.
  - Źle ... może ja też powinnam zamieszkać tymczasowo z Niallem ? - Spytałam, głaszcząc ją po łbie.
  - Po co ? To, że Rose mieszka z Zaynem, a Alex z Lou to nie znaczy że ty musisz z tym blondynem ...
  - Alex i Lou nie są parą. - Westchnęłam smutno, zeskakując z łóżka.
 Ubrałam białą bokserkę i ciemne, jeansowe spodenki. Do tego koszulę w czerwono-granatową kratkę. Na nogi nałożyłam ciemne baleriny, a na głowę, czarną fedorę.
  - Szybko, pośpiesz się ! - Poganiałam Zayna, skacząc w okół własnej osi. Nie mogłam się doczekać !
  - Spokojnie, nowy klub karaoke ci nigdzie nie ucieknie. - Przewrócił oczyma.
  - A właśnie że tak ! - Pisnęłam.
  - Co tu tak głośno ? - Zapytała zdziwiona Rose, wchodząc do kuchni w piżamie i szlafroku.
  - Tori ! Czemu jesteś nie ubrana ? - Jęknęłam, spuszczając zrezygnowana głowę.
  - Bo mam lenia. - Wzruszyła ramionami.
  - Ale przecież dzisiaj idziemy do baru karaoke. - Tupnęłam poddenerwowana nogą.
  - Ups ... to dzisiaj ? - Zapytała niepewnie, drapiąc się w tył głowy.
  - Zapomniałaś ? - Zapytałam smutna.
  - Nie, nie i jeszcze raz nie ... po prostu ... ten ... muszę iść znaleźć moje szczęśliwe jeansy ... wiesz, chcę zrobić wieeeelkie show. - Uśmiechnęła się do mnie, po czym poleciała na górę.
  - A swoją drogą, słyszałem, że niedługo ma być jakiś koncert charytatywny ... - Zaczął Zayn, a na moją twarzyczkę mimowolnie wpełzł uśmieszek. - Zamierzasz wrobić Rose, żeby tam zaśpiewała ? - Spytał z ciekawością.
  - Nie. - Pokręciłam przecząco głową, na co ten się zdziwił. - Zamierzam wrobić Alex. - Powiedziałam, po czym przybiliśmy sobie żółwika.
 Nie, żeby coś, ale uwielbiam wszelkiego rodzaju występy. Najbardziej lubię, gdy po tym, jak poczuję się jak ptak, dostaję brawa. Chcę, żeby dziewczyny zaznały tej "rozkoszy". Rose zaśpiewała już przy tym, gdy rzucałam Josha. Teraz czas na Alexandre Brown !
  - Coś mówiliście ? - Zapytała Rosalia, wchodząc do kuchni w blasku swojej chwały. Dosłownie. Wyglądała pięknie ! Jeansowe rurki podkreślały jej zgrabne, szczupłe nogi, biały top dobrze kontrastował z jej brzoskwiniową cerą. Włosy rozpuściła tak, że lekkie fale bezwładnie opadały jej na ramiona.
  - Nie, nic. - Wyszczerzyliśmy się, wstaliśmy z krzeseł i ruszyliśmy w stronę wyjścia.
  - Wojtek, Trina, gotowi ?! - Wrzasnęłam a ci w przeciągu kilku sekund byli już przy nas.
  - Tak jest. - Zasalutowali, po czym ruszyliśmy w stronę auta Zayna.
  - Zadzwoniłam do reszty, mamy się spotkać na miejscu. - Powiedziała Trina, uśmiechając się szeroko.
  - Spoko. - Przytaknęłam, nie mogąc się już doczekać, aż dojedziemy.

***

  - Cześć koty ! - Zawyła Eleanor, przysiadając się do naszego stolika. Byli już właściwie wszyscy.
  - Bry. - Odparłam z uśmiechem, po czym wypiłam łyka czekoladowego koktajlu. - Ale to zimne ...
  - Bo wiesz ... to mrożony shake ... - Zaśmiała się Dani.
  - Aha. - Mruknęłam, nadal pijąc czekoladę.
  - Cześć przystojniaku. - Zamruczała jakaś brunetka, przysiadając się do nas i siadając obok Louisa i Zayna. Pewnie obok nich dlatego, że Dan siedziała na kolanach Liama, a reszta dziewczyn, plus Hazza, który najwidoczniej woli nasze towarzystwo, po prostu z dala od tamtych. Co ona sobie wyobraża ?!
  - Witajcie kociaki. - Zachichotała jakaś blondi, siadając między Wojtkiem a Niallem.
  - Yyy ... hej ? - Mruknęli dość niepewnie.
  - Co takie ciacha robią tutaj same ? - Spytała blondi, przesuwając palcem wzdłuż ramiona Nialla, a we mnie coś się najnormalniej w świecie zagotowało.
  - Nie są tutaj sami. - Warknęłam do nich, a te spojrzały na mnie kpiąco.
  - Czyżby ? - Zapytała z przekąsem brunetka.
  - A i owszem. - Odparła beznamiętnie Alex.
  - Wybacz, mam dziewczynę. - Uśmiechnął się do niej przepraszająco wojtek.
  - Tak, ma mnie. - Prychnęła Trina, a obie ją zmierzyły wzrokiem.
  - Wiesz ... zasługujesz na coś o wiele lepszego niż TO. - Zaśmiały się.
  - Powiedz to jeszcze raz. - Warknęła do nich El.
  - On zasługuje na coś o wiele lepszego, na przykład na mnie. - Uśmiechnęła się triumfalnie brunetka.
  - Wal się. - Prychnęła Rose.
  - Uuu, czyżby ktoś tutaj się poddenerwował ? - Zaśmiały się.
  - Nie, nie ma sensu. I tak jesteśmy od was o wiele lepsze, ładniejsze i bardziej utalentowane. - Uśmiechnęła się do nich złośliwie Jade.
  - Chyba w twoich snach. - Poprawiły włosy. Chłopcy oczywiście przyglądali się temu skołowani i wystraszeni.
  - A może się przekonamy ? - Zadała pytanie Rose.
  - Niby w jaki sposób ? - Spytała blondi.
  - Karaoke. - Mruknęłam, wstając.
  - Zgoda. - Przytaknęły, po czym ruszyły na scenę, coś tam szepcząc do DJ'a.
  - Hayley Chesee i Tara White zaśpiewają "Freak The Freak Out" ! - Zawołał, a na sali rozbrzmiały brawa. Po wykonanym utworze przyszła kolej na nas. 
  - Kto występuje ? - Spytałam trochę ciszej.
  - Na razie wy dwie. Później wykonam moje wielkie show. - Wyszczerzyła się do nas Rose, po czym poleciała do łazienki. 
  - Dobra, chodź. - Alex pociągnęła mnie za rękę w stronę sceny.
  - Co chcecie zaśpiewać ? - Spytał DJ z zaciekawieniem.
  - "Giv it up" - Odparłam, a ten zaczął swoją gadkę.
  - Tak, możemy już zaczynać ? - Spytała zniecierpliwiona Alex, a ten się zamknął i puścił muzykę.

***


***

 Po naszym występnie rozległy się głośniejsze brawa. Z wielkimi uśmiechami zeszłyśmy ze sceny, podchodząc do tej całej Hayley i jej psiapsiółeczki, Tary.
  - I ? - Zapytałyśmy z wyższością.
  - Całkiem nieźle ... co nie oznacza, że wygrałyście. Brawa były na równi. - Zaśmiała się pusto blondynka.
  - Moim zdaniem raczej to Alex i Cat wygrały. - Prychnęła Cristal ... chwila ! Cristal ?!
  - A moim zdaniem nie powinnaś się wtrącać. - Warknęły w jej stronę.
  - Wiecie co ? Gdy tak warczycie, przypominacie wrednego dobermana ze wścieklizną. - Uśmiechnęła się do nich złośliwie. - Przy okazji, masz, to ci pomoże ochłonąć. - Dodała, podeszła do brunetki o krok i wylała jej na głowę mrożoną herbatę, na co wszyscy wybuchli śmiechem. Nawet nasz stolik.
  - Zobaczysz, zemszczę się ! - Wrzasnęła wściekła.
  - Nie wątpię. Będę czekać z niecierpliwością. - Powiedziała z ironią, odwróciła się na pięcie i ruszyła ku wyjściu.
  - Dziewczyny, może w spokoju zjemy i ... - Zaczął Zayn.
  - Zamknij się ! - Krzyknęłyśmy na niego.
  - Ale to na serio nie jest dobry ... - Harry chciał dodać do tego swoje trzy grosze, ale również na niego krzyknęłyśmy. No co ? My im nie przerywamy kulturalnych rozmów.
  - W takim razie ostatnia runda. Jeśli Rose, nasza Bff'ka dostanie głośniejsze brawa, wygrywamy i okazuje się, że jesteśmy o wiele lepsze od was. - Podałam im rękę.
  - Stoi. - Odpowiedziała Hayley, uścisnęła mi rękę, po czym usiadły przy swoim stoliku, a my przy swoim.

***


***

 Rozległy się bardzo, bardzo, bardzo wielkie brawa. Wszyscy wstali i zaczęli podskakiwać, a tamte dwie idiotki się od nas odczepiły. Z wielkimi smailami wyszliśmy z baru, kierując swoje zacne kroki w stronę swoich domów. No, może po za Harrym, Alex, Niallem i Lou. Ale reszta poszła do siebie ! Znaczy ... Wojtek porwał gdzieś Trinę ... Na całe szczęście moja kuzynka przeprowadziła się do nas na stałe ! Hip-Hip-Hura ! Przeniosła się do zwykłej szkoły, gdzie uczęszcza jej chłopak, a jej dom ma pod opieką pani Chesterfild, staruszka, która ma hopla na punkcie sportów.
  - To gdzie teraz ? - Spytałam z zaciekawieniem.
  - Do parku. - Mruknęli wszyscy.
  - Zdziwiło was zachowanie Cristal ? - Zapytał Niall.
  - Nie. Obraziły ją, więc ona się odgryzła. - Wzruszyła ramionami Alex.
  - Jemu chodziło o to, że wzięła waszą stronę. - Przewrócił oczyma Hazza.
  - Nie zbyt ... chce odpokutować to wszystko. - Prychnęła Rose.
  - Nie jest taka zła. Po prostu chce przełamać lody. - Zachichotałam, przypominając sobie mrożoną herbatę z kostkami lodu.
  - Może ... ale i tak jej nie lubię. - Mruknęła.
  - Mhm, ja też nie. - Przytaknęli zgodnie Louis i Alex.
 Spojrzałam na Hazzę, Nialla i Zayna, którzy nie odezwali się ani słowem. Czyżby oni jednak podzielali moją logikę w stosunku do tej dziewczyny ? Może myślą podobnie ? Kto wie, kto wie ... ?
  - Widziałam, że robisz maślane oczy w stronę Anebelli, tej nowej. - Zachichotała Alex.
  - Tak ... jest niesamowita ... - Powiedział rozmarzony, a widząc nasze pytające miny, potrząsnął głową, jakby chciał pozbyć się swoich wszystkich myśli. - Znaczy nie ! Nigdy przenigdy !
  - I nie chcesz jej zaciągnąć do łóżka jak każdą inną ? - Spytał Lou zdziwiony.
  - Yyy ... jasne że chcę ! Co więcej, zrobię to w ciągu trzech tygodni ! - Tupnął nogą.
  - Ta, jasne. Powodzenia, że ci się uda. Widziałam już jak odprawia z kwitkiem innych. - Prychnęła Jade.
  - Ale ja nie jestem "innymi". - Wyszczerzył się Hazza.
  - Zakład, że ci się nie uda ? - Spytał Lou, wyciągając w jego stronę rękę.
  - Stoi. - Uścisnął mu rękę.
  - Swoją drogą, ciekawe gdzie Holly i Dracy kupiły te świetne koturny ... - Mruknęła zamyślona Rose, idąc wtulona w swojego chłopaka. Tak, to prawda, że ich czarne koturny były prześliczne ! Ale chłopcy tego nie doceniają ...
  - Pewnie w jakimś sklepie. - Zaśmiał się Lou, za co został zdzielony w tył głowy przez Alex. No, no ! Widać, że im obu się polepszyło ... w pewnym sensie ...
  - To chyba logicznie, jełopie. Ona się pyta w jakim. - Prychnęła, krzyżując ręce pod biustem.
  - No a skąd ja mam to wiedzieć ?! I ... jełopie ... ? Serio ?! - Zapytał kpiąco, nie dowierzając.
  - Tak, jełopie. Przykro mi, jeśli nie znasz takiego określenia, mi się nie chce tłumaczyć. - Mruknęła.
  - Gamoń, nierozgarnięty, niezdatny do niczego, gapa, fajtłapa, głupiec, idiota. - Westchnęłam, a widząc ich zdziwiona spojrzenia, wzruszyłam ramionami.
  - No co ? Ja odrabiam lekcje i się uczę, w przeciwieństwie do co po niektórych. - Wyszczerzyłam się do nich, a ci zrobili focha. Eh, coś czuję, że będę musiała im postawić lody ... - Idziemy na lody ? - Zapytałam z nadzieją. - Jakby co, Zayn za wszystkich płaci. - Dodałam szybko.
  - Spoko. - Przytaknęli.
  - Czekaj ... co !? - Pisnął Zayn.
  - Prooooszęęęę. - Zatrzepotałam rzęsami, robiąc oczka kotka ze shreaka.
  - Dobra ... - Jęknął.
 Wszyscy wbiegli do lodziarni i od razu złożyli sobie zamówienie. Ja wzięłam miętowe z kawałkami czekolady i straciatellę, Rose truskawkowe i śmietankowe, Alex dwa razy czekoladowe, Hazza sorbet truskawkowy i cytrynowy, a Louis grejpfrutowy i smefry. Zayn sobie odpuścił, a mój chłopak wybrał po jednej gałce każdego smaku. Eh, Niall, szalejesz !

***

Bry ^^ Dzisiaj, jakąś godzinę temu zabrałam się za pisanie i już skończyłam O.o Wieeeelkie WOW ! Szczerze powiem, że nie miałam pomysłu na ten rozdział, co na pewno widać. Wymyśliłam sobie takie małe coś. Wiecie... najpierw karaoke, potem ploteczki i na końcu lody - Brak ogólnej fabuły, za co was przepraszam. No ale nie chce mi się zmieniać i w ogóle xD 
Bay <3

sobota, 20 kwietnia 2013

Rozdział 30

                                                                    Oczami Alex:
Siedziałam w kuchni dumając nad miską płatków cynamonowych bo jakże by inaczej. Zamiast je zalać mlekiem wolałam je zjeść na sucho. Po co ludzie psują sobie ten cudny smak jakimś głupim mlekiem? Bezsensu. Spojrzałam też na plakat Justina Biebera, a właściwie półnagiego Justina Biebera. Po co to Tomo w kuchni? Dobra teraz to ja poważnie zaczynam się martwić o jego orientację. Zawsze robiłam sobie z tego powodu żarty, właśnie do tej chwili. A może dlatego zerwał z Elenaor? OMG!
Albo to ona z nim zerwała gdy dowiedziała się prawdy?
Tak ogólnie to staram się też odwracać swoje myśli od wzroku Louisa, który gapi się na mnie od niech ja policzę … hm … jakiś 15 minut?
- Podziwiasz moją urodę czy jak? – spytałam będą prawie pewna, że odpowie: „Porównałbym twoje piękno do tulipana, który rozwija swoje pąki kwiatowe wiosną, błyszcząc przy tym w zniewalającym świetle księżyca” (Dobra poważnie to trochę mnie poniosło. Przecież on nie jest aż tak inteligentny).
- Naprawdę nic nie pamiętasz? – Chłopak jakby nie usłyszał mojego pytania. Otworzyłam szeroko oczy. Co obstawiacie? Bo ja amfetaminę.
- Ależ oczywiście pamiętam, że jesteś gejem. – powiedziałam ze słodkim uśmieszkiem.
- Czyli nie pamiętasz. – stwierdził rozczarowany. – No cóż, szkoda. A w sumie to nawet lepiej. Wygłupiłem się. Co ja sobie myślałem? To że razem mieszkamy i śpimy w jednym łóżku to nic nie znaczy.
- Pewnie że znaczy. – powiedziałam szybko. – Nie przystawiasz się do mnie w nocy za co jestem ci wdzięczna ale i wnoszę po tym pewne obawy, że masz skłonności homo …
- Daruj sobie. Nie dziś, Alex. Nie mam siły. – rzekł i ciężko wzdychając zszedł z krzesełka i wyszedł z kuchni. O co mu chodzi? Zachowuje się jakby miesiąc myślał jak wystartować do dziewczyny a ostatecznie dostaje kosza. A może rzeczywiście tak było?
                                                                                  ***
W szkole dzień jak co dzień. Nic specjalnego. No może z wyjątkiem tego, że Lou nie robił sobie ze mnie chorych żartów tylko totalnie mnie olewał co jeszcze bardziej mnie wpieniało, Harry nie flirtował z każdą napotkaną laską, a ja właśnie stałam obok Zayn’a i jeszcze go nie zabiłam. Cuda się zdarzają.
- Jak tam się wam mieszka? – Odpalił nagle, a ja gałki na wierzch.
- Co ty knujesz? – spytałam lustrując go wzrokiem od stóp do głów.
- Nic. Chciałbym wiedzieć. Wiem jaki Louis potrafi być czasem wkurzający.
- Ha! Przejrzałam cię! Nasłał cię Louis żebyś wydobył ze mnie informację.
- Eee jakie informację? – spytał. Dobrze udawał, że nie kuma o co chodzi. Wywróciłam oczami.
- Daruj sobie, Malik. Louis od śniadania dziwnie się zachowuje. Co? Obrał sobie nową taktykę olewania mnie i udawania, że mu nie zależy bo myśli sobie, że tak zdobędzie mnie? Że ja lecę na kolesi, którzy nie zwracają na mnie uwagi, tak?
Zayn otworzył szeroko oczy.
- Boże Alex to było zwykłe pytanie, gdybym wiedział, że tak zareagujesz to też bym cię olał. Chyba teraz rozumiem dlaczego Louis to robi.
- Uwierz mi, że ja też doskonale rozumiem dlaczego  to robi. – powiedziałam triumfalnie. W tym momencie podeszła do nas Cat i Rose. Ja zastanawiałam się nad planem Tomlinsona. Głupek myśli, że go nie przejrzałam podczas gdy prawda jest zupełnie inna.
- Wow, rozmawiacie ze sobą normalnie? Koniec świata. – powiedziała Rose ze śmiechem.
- A początek nowej ery czyli wielkiej przyjaźni Alex i Zayn’a. – rzekła Cat obejmując mnie ramieniem. – A tak po za tym to widzieliście Harre’go? Wielkie wow, bym powiedziała.
- Noo rzeczywiście szokujące. – W tym momencie spojrzałam na białą kopertę, którą trzymała Rose. – Co to?
- Nie mam pojęcia. – odpowiedziała podając mi ją. – Jakiś chłopak kazał mi ją tobie dać.
- Jakiś? – spytałam nie mogąc w to uwierzyć. – Rose, ja znam prawdę. Nie musisz niczego ukrywać.
- Ale ona nic nie ukrywa. Byłam przy tym i rzeczywiście jakiś chłopak średniego wzrostu w okularach kazał ci to dać. – dorzuciła czerwonowłosa. Popatrzyłam na nich z niedowierzaniem! Oni chyba mają mnie za kretynkę? Przecież ja doskonale wiem od kogo dostały tę kopertę. Nie namyślając się długo rozerwałam ją i spojrzałam na zawartość. Jakiś denny wierszyk miłosny i … ostre męskie perfumy.
Tylko  jedna osoba tak dużo ich używa czym mnie denerwuje. Nie ma innej opcji że to nie on.
- Wy wszyscy jesteście w spisku, tak? – zapytałam patrząc na nich uważnie. Ci zmarszczyli brwi. – No już! Nie musicie udawać. Ja o wszystkim wiem. To Louis, tak? I to jego niby dziwne zachowanie, to też część planu, tak?
Rose dotknęła mojego czoła.
- Nie ma gorączki. – powiedziała do Cat i Zayn’a. – Alex, czy brałaś dzisiaj jakieś tabletki?
- Co? – spytałam tak jakbym otrząsnęła się z zamyślenia. – Jakie tabletki? O czym ty gadasz? Nie, nie brałam żadnych tabletek. Po prostu was przejrzałam. Pomagacie mu, nie? Ależ oczywiście pomagajcie! Mnie nic do tego. Pomoc  zawsze mu się przyda.
- I ty naprawdę? Żadnych tabletek? – Cat spojrzała na mnie zdziwiona. Wywróciłam oczami i odeszłam od nich. Ja rozumiem, inteligencją nie grzeszę, ale nie jestem aż tak głupia. Teraz wystarczy poczekać na jego następny ruch. Jestem ciekawa co wymyśli. Biedak uważa, że jest genialny a tu go spotka takie rozczarowanie! Ubolewam.
W ogóle z tego wszystkiego zapomniałam, że miałam go pogrążyć przed całą szkołą mówiąc jego tajemnicę związaną z Elenaor. Teraz wydaje mi się to głupie i dziecinne.
Będą mnie mieli za osobę bez serca i teraz ten głupi Malik będzie miał powód do nienawidzenia mnie. Ja w sumie do niego nic nie mam, ale widzę, że on mnie nie lubi więc nie chcę być gorsza. Proste.
Chociaż … Louis chyba mnie nie nienawidzi, a ja go tak. Czym to może być spowodowane? Aaa już wiem. Jego zachowaniem jakby był super gwiazdą i jeszcze te rurki. Masakra. Pogrąża się w nich. A o włosach na żel nie wspomnę. Ja szykuję się do wyjścia 20 minut a on godzinę! Dlatego zawsze spóźniamy się na lekcję. On chyba naprawdę chcę żebym nie zdała.
                                                                       ***
W drodze powrotnej do domu, no chyba nie muszę mówić, że z racji tego iż mieszkamy z Tomo razem to on przywozi i zawozi mnie do szkoły. Raz chciałam prowadzić ale palant mi nie dał! Powiedział, że pewnie:
a) dostanę mandat
b) porysuję auto
c) przejadę kogoś
Po prostu bezczelność! Ciekawe czy jest ktoś wyjątkowy komu daje go prowadzić?
No więc wracając do tematu był mało rozmowny. Zawsze gadał jak najęty i co chwilę gapił się na mnie przez co o mało nie zabił 10 – latka który przebiegł na czerwonym świetle. Dziś nie spojrzał na mnie ani razu. W sumie mnie to ucieszyło, chociaż pierwszy raz nie bałam się, że kogoś przejedzie. Ulga.
- Dobrze się czujesz? – spytałam gdy zaparkował auto na podjeździe. Kiwnął głową ale nie odpowiedział. – Wkurzasz mnie jeszcze bardziej. – stwierdziłam i wysiadłam z samochodu trzaskając drzwiami. A co? Niech wie, że jestem mega wkurzona.
Pobiegłam szybko do domu i tam też trzasnęłam frontowymi drzwiami, prawie przed nosem Louisa.
- Prawie bym dostał. – jęknął wchodząc do środka. Nie zwróciłam na jego słowa uwagi tylko wyjęłam z plecaka denny wierszyk miłosny i rzuciłam go w niego.
- Przejrzałam twój głupi plan. – powiedziałam triumfalnie. Lou drapiąc się po głowie dokładnie go przeczytał. – I uroczyście oświadczam, że nie wypalił. No, teraz możesz być normalny.
- Co za kicz. – powiedział zwracając mi karteczkę. – Nie wiem kto napisał to coś ale na pewno nie ja. Nie poniżałbym się tak.
- Jasne. – rzekłam nie dowierzając. – Dobra już nie udawaj. Nie musisz się przyznawać ale chociaż nie zaprzeczaj.
- To nawet nie moje pismo.
Spojrzałam jeszcze raz na liścik.
- Masz rację. – przyznałam kiwając głową. – Nie jest tak dziecinne jak twoje. Poprosiłeś kogoś innego, tak? Harry? Zgadza się?
- Żartujesz sobie? Alex, wpadłaś w jakąś obsesje. To nie liścik ode mnie. Masz innego wielbiciela. Mnie już przeszło.
- Innego wielbiciela?! Co to ma znaczyć?! Chcesz mi powiedzieć, że jeszcze jeden niedorajda się we mnie buja?!
W tym momencie zadzwonił dzwonek do drzwi. Pewnie to ktoś z naszych znajomych jak mniemam. Zanim Louis zareagował ja już otworzyłam. Przede mną znajdował się listonosz z bukietem róż.
- Alex Brown?
- Nie Scarlett Johnson, słucham? – powiedziałam ze słodkim uśmieszkiem a mężczyzna popatrzył na mnie dziwnie. – Dobra niech ci będzie. Alex. No i co?
- Kwiaty …
- Louis! Masz wielbicielkę! – krzyknęłam radośnie i odsunęłam się od drzwi. Chłopak podszedł bliżej  i teraz on patrzył się na mnie dziwnie.
- Ale te kwiaty to do Alex Brown. – wydukał listonosz.
- Dla mnie? Od kogo niby? – spytałam z drwiną. Ja miałabym dostać kwiaty? Chyba od świętego Mikołaja, ale gwiazdka i tak już była więc odpada. – Żartujesz sobie?
- No nie. – wydukał chłopak trzymając bukiet róż. Zapewne nie takiej reakcji się nie spodziewał.
- Nie przyjmuję. Wyrzuć je. – powiedziałam i z uśmiechem patrzyłam na reakcje Louisa. Nie wydawał się jakoś szczególnie przybity z tego powodu.
- Alex, to urocze że masz wielbiciela. Ktoś w końcu zobaczył jaka jesteś sympatyczna. – Ostatnie słowo wypowiedział z kpiną. – Ja podpisze odbiór jeśli nie ma pan nic przeciwko. – zwrócił się do listonosza.
- Nawet bym wolał. – wydukał chłopak z przerażoną miną. Gdy Lou skończył podpisywać, listonosz dorzucił. – Jesteście naprawdę eee cudowną parą.
Po tych słowach dosłownie uciekł. Louisowi tymczasem poprawił się humor. Może to jednak nie kwiaty od niego. Może on po prostu chce żebym była szczęśliwa z kimś innym? Aż tak dobrze mi życzy? Wątpię. To przebiegły drań. Wywracając oczami poszłam do salonu a Tomlinson pobiegł za mną. Zakładam, że zaczął się rozglądać za wazonem.
- Czerwone. Wiesz, czerwień z reguły symbolizuje miłość. Romantyczny ten twój adorator.
On myśli, że jestem głupia i nie widzę, że to on jest tym adoratorem? Żenada.
Ale dobra poudaję, że mu wierzę.
- Tak. Może być ciekawie. Zastanawiam się kto to może być? – Usiadłam na kanapie udając, że myślę. – Może Peter z 3c?
- Ooo! Karteczka. – powiedział. – Spotkajmy się jutro o 19:00 w kawiarni za rogiem. Uuuu! Alex idzie na randkę! Alex idzie na randkę! – zaczął się drzeć jak debil. Tia, cieszy się dzieciak, bo to on ma iść ze mną na randkę. Wszystkie znaki na to wskazują. Wpierw był przybity a teraz radosny. Co to oznacza?
a) jest psychicznie chory
b) to debil, a debili nikt nie zrozumie
c) kocha mnie i cieszy się, że idzie ze mną na randkę
Ha! Przejrzałam go! Myśli, że może mnie tak bezprawnie kochać? Osobiście uważam, że każdy kto się w kimś zakocha powinien podpisać najpierw papiery upoważniające go do obdarzenia uczuciem konkretnej osoby.
- Pójdę jutro o 19:00 do kawiarni. – powiedziałam.
- Serio? – Wyglądał na zdziwionego. – Ale wiesz, tym adoratorem może być gwałciciel lub morderca. – Usiadł obok mnie. – Chcesz ryzykować?
- Zazdrosny? – spytałam i udałam że przeglądam czasopismo. *le głupia ja nie zauważyłam, że jest artykuł właśnie o nim.
- Jasne. - prychnął obrażonym tonem. – Ale miło, że tak cię fascynuję, że musisz oglądać mnie w gazecie.
Spojrzałam na niego groźnie i wzięłam długopis do ręki po czym zaczęłam jak opętana zamazywać jego twarz.
- Tak wyglądasz lepiej. – zdecydowałam.
- Przecież mnie nie widać.
- No właśnie. Powinieneś częściej zakrywać swoją twarz. Do twarzy ci tak.
Teraz to on wywrócił oczami. Dobrze, dobrze. Niech uczy się od mistrza.
                                                                       ***
Następnego dnia, wiadomość o mojej „niby” randce, rozeszła się w błyskawicznym tempie. A wszystko przez „kochanego” Louisa. Rose i Cat nie chciały mi dać spokoju, były mega ciekawe z kim się umówiłam. One sobie żartują? Przecież doskonale wiedzą kto to! Pewnie nawet same mu doradziły ten pomysł z kwiatami bo ten idiota nie wpadłby na to sam.
- Domyślasz się kto może być tym wielbicielem? – spytała czerwonowłosa gdy wychodziliśmy z klasy. Ona poważnie?
- Oczywiście. – odpowiedziałam bezproblemowo. – To Louis. Wszystkie znaki na to wskazują.
- Jakie znaki? – zdziwiła się.
- Dał wam do przekazania karteczkę, a potem zamówił kwiaty. Niby skąd ktoś miałby wiedzieć, że się przeprowadziłam do niego? Widzicie, to musi być on. – powiedziałam stanowczo.
- A może ty chcesz żeby to był on? – wtrąciła Rose. Ona poważnie?
- Ah, biedny Louis. – westchnęła Cat. – Lubi cię a ty pójdziesz na randkę z jakimś idiotą, którego ty potem polubisz i będziecie parą a ja i Niall będziemy musieli pocieszać załamanego Louisa. Zwali nam się na głowę i będzie od rana do wieczora narzekać.
- Niall szczęściar, chociaż z nami nie mieszka. – powiedziała Rose. – Ty ja i Zayn będziemy musieli wysłuchiwać Louisa który będzie codziennie się upijać.
- A jeśli tym adoratorem jest Louis. – wyrwało mi się w zamyśleniu. – A jak rzeczywiście mnie lubi?
- Nareszcie to zauważyłaś! – wykrzyknęła promiennie Cat. – Będziecie śliczną parą!
- I co najważniejsze Louis będzie normalny a nie teraz łazi przybity bo … – Rose urwała.-  eee znaczy też uważam, że będziecie śliczną parą.
- Dobra może widok przerażonego Louisa który będzie się bać mojej reakcji na to, ze to on jest moim adoratorem jakoś zmiękczy mi serce. Bo na razie zachowuje się dziwnie. Nastroje mu się zmieniają jakby był w ciąży.
- Wiek dojrzewania. – powiedziała czerwonowłosa ze śmiechem. Spojrzeliśmy na nią dziwnie, ponieważ Tomo ma prawie 22 lata. – No wiecie, on go przechodzi trochę później bo jest trochę hm, szurnięty. Tak naprawdę jego mózg jest na etapie 17 – latka.
Zaczęłam się zastanawiać nad swoją reakcją. Co ja mam mu powiedzieć?
                                                                       ***
Siedziałam w kawiarni od 30 minut i czekałam na Tomlinsona, który się nie pojawiał. No oczywiście! Spanikował. Wiedziałam. Tchórz z niego. No cóż, idę do domu. Nie będę na niego czekała w nieskończoność.
Wstałam od stolika i położyłam na stole 10$ za te trzy kawy które zamówiłam. W domu ten idiota dostanie nie zły ochrzan! Żenada. Czysta żenada. Ośmieszył się, właśnie tym, że nie przyszedł. A ja już wiedziałam co mu powiedzieć. Ale się teraz nie dowie. O nie, nie co on sobie uważa?
- Alex? – Usłyszałam za sobą głos. Odwróciłam się powoli na pięcie.
- Eee, cześć. – wydukałam. Przede mną znajdował się jakiś obcy koleś. Średniego wzrostu, blondyn, okulary, t-shirt, zwykłe dżinsy. Wyglądał normalnie. Jak typowy nastolatek. Nie wyróżniał się wyglądem. – Spieszę się więc zmykam. Ale ty nie krępuj się i zamów sobie coś.
- To ja.
- Jaki ja? – spytałam unosząc brwi ze zdziwienia.
- Podobał ci się wiersz i kwiaty?
- Co? – Nie mogłam w to uwierzyć! To ten koleś? To nie Louis się ośmieszył tylko ja. Boże co ja sobie myślałam? Że Tomlinson jest we mnie zakochany? Żenada. Jestem głupia i żałosna. Powinnam się wstydzić. – Ja … ja muszę już iść. A kwiaty były naprawdę … piękne. Przepraszam ale … ja … ja mam narzeczonego i … no wiesz … - Jak najszybciej wybiegłam z kawiarni. Co za wstyd! A ja nagadałam jakiś głupot Rose i Cat, że to od Louisa. Mam nadzieje że nie powiedziały mu, że tak myślałam. Zresztą sama mu to powiedziałam, ale potem ten głupek pomyślał, że zmieniłam zdanie.
                                                                       ***
Po powrocie do domu, zobaczyłam, że Louis ogląda TV zajadając się popcornem. Z ciężkim westchnieniem usiadłam obok niego i wepchnęłam sobie całą garść jedzenia do buzi. Na ekranie widniał mecz piłki nożnej. Nie mam pojęcia kto grał i mnie to szczerze nie interesuje. Spojrzałam na Tomlinsona, który co mnie bardzo zdziwiło w ogóle się nie odezwał przez jakiś czas. Nie wiedziałam, że on potrafi przez tyle czasu milczeć. Wielkie wow dla niego.
- Fajny? – W końcu przerwał ciszę. Sukces.
- Kto? – spytałam zaskoczona.
- Twoja randka.
- W miarę. – odpowiedziałam ciężko wzdychając. Co mu miałam powiedzieć? Że spodziewałam się tylko jego i kiedy dowiedziałam się, że moim adoratorem jest jakiś okularnik to najzywaczniej w świecie zwiałam? Nie wiedziałam nawet co temu chłopakowi mam powiedzieć.
- Czyli spotkanie nie wypaliło. – stwierdził z dziwnym uśmieszkiem. Czy ten kretyn chce żebym do końca życia była nie szczęśliwa? Nie wiedziałam, że aż tak źle mi życzy. Coraz bardziej go nie lubię.
- Pewnie w środku się jarasz jak nigdy. – odburknęłam obrażonym tonem. Louis kiwnął głową.
- Jestem szalenie zadowolony. – powiedział czym naraził się na mój gniew.
- No prostu świetnie. Nie dosz, że siedzisz jak kołek w domu i nie zrobisz absolutnie nic to jeszcze cieszysz się z mojego nie szczęścia?
- Nie! – krzyknął robiąc wielkie oczy. – Alex, nie to miałem na myśli. Po  prostu … ten koleś musiał być głupi. Ja bym się bardziej postarał.
- O ile odważyłbyś się. Zresztą nie wiem czy był głupi czy nie. Jutro do niego w szkole zagadam i sprawdzę. I możesz być pewny, że jeśli okaże się chociaż w 10% mądrzejszy od ciebie to może być początek czegoś wielkiego.
- Nie no jasne, spraw by Louis Tomlinson cierpiał bo ten przygłup nie ma uczuć.
- Żartujesz sobie?! – Podniosłam się gwałtownie z kanapy. – To ty uważasz, że ja nie mam uczuć.
- Kiedy dałem ci to do zrozumienia? Może wtedy gdy przytuliłem Elenaor? A nie przepraszam ty byłaś zajęta poprawianiem włosów.
- Skoro byłeś pewien, że to zrani moje uczucia, co na marginesie nie jest prawdą, to czemu to zrobiłeś? Dam ci odpowiedź: Bo nie liczysz się z moimi uczuciami!
- Ja? A kto zasnął jak … mówiłem coś bardzo ważnego?
- Niby co może z twoich ust być ważne? A nie przepraszam kolor twoich gejowskich rurek jest ważny.
- Chociaż jestem modny i kolorowy.
- Dodajmy że gejowski też.
- Nie znasz się.
- Głupia dyskusja! Idę spać. Jesteś wredny, bezczelny i to ty nie liczysz się z moimi uczuciami.
- A czy kiedykolwiek powiedziałem ci, że cię nienawidzę? Tak jak ty mi?
- Właśnie o to chodzi, że nic nie powiedziałeś i nie zrobiłeś … Nawet jeśli rzeczywiście kwiaty nie były od ciebie, okej. Ale ty nie zatrzymałeś mnie bym nie poszła na tą randkę. Teraz już wiem dlaczego. – powiedziałam i pobiegłam schodami na górę.
Co to było? Jakieś denne powiedzenie: Zraniłeś mnie tym, że nie przyznałeś, że ci zależy?
Taaaa dla mnie to gorsze niż powiedzenie: Nienawidzę cię.
Nie wiem na czym stoję.
On coś gadał, że mu przeszło …
Bo może kiedyś rzeczywiście mnie lubił, ale teraz już tak nie jest.
Muszę znaleźć sobie innego chłopaka i tyle.
A to, że będzie zazdrosny czy będę tym ranić uczucia pana idealnego, mało mnie obchodzi.
_________________________________________________
Pewnie spodziewaliście się Natalii  a tu Bum Aleksandra.
No cóż Natalia nie mogła dodać, ponieważ nie ma czasu, więc no 30 należała do mnie.
Hahaha wpierw ja teraz Nata, tylko Sylwia się trzyma <333
Tak zakończyłam, ponieważ nie mam pojęcia co zrobić z Alex i Louisem.
Nie wiem czy oni mają być razem czy może Lou rzeczywiście ma się odkochać i zostaną przyjaciółmi, żeby nie było super happy endu.
Jakieś pomysły? Ja naprawdę wariuje.
Według pierwszego pomysłu oni mieli być razem w ok. jak pisaliśmy 20 rozdział, ale zrezygnowałam z tego. No cóż, pomyślę. Mam czas;).

niedziela, 7 kwietnia 2013

Rozdział 29

     Perspektywa Harolda

 Skrzywiłem się lekko, słysząc jakieś wrzaski z pokoju obok. Moja siostra na serio nie da mi zasnąć ? Przyprowadziła sobie jakiegoś napakowanego debila i teraz nie dają mi spać nad ranem. Albo zaraz się zamkną, albo pójdę tam i ich zdzielę kijem hokejowym, który trzymam pod łóżkiem ... w końcu w każdej chwili może tutaj wpaść jakaś rozwścieczona fanka, chcąc mnie zgwałcić. No a ja nie za bardzo chcę być zgwałconym przystojniakiem, więc sorry. To dla bezpieczeństwa.
  - Przestańcie odprawiać te orgie ! - Ryknąłem, waląc w ścianę.
 Od razu podziałało ... no, muszę zapamiętać ten sposób, nie ma co ! Wstałem z łóżka, chwyciłem szybko ciuchy i pobiegłem do łazienki. Szybko ubrałem jeansy, białą bluzkę i jakieś trampki. Chwyciłem torbę, płaszcz i wyszedłem z domu, kierując swoje zacne kroki w stronę Tomlinsona. Wszedłem do wielkiej, bordowej kuchni, gdzie tamci jedli śniadanie, piorunując się wzrokiem. A myślałem, że Lou chce być dla niej miły i jak zwykle będzie się szczerzyć jak głupi do sera ...
  - Cześć. - Przywitałem się z nimi, przyglądając się tamtej dwójce.
  - Bry. - Mruknęli, nie odrywając od siebie wzroku.
  - Wiecie ... dzisiaj Zayn odwozi Rose i nie chciał, żebym z nimi jechał ... Cat za to wybiera się z Niallem, by dać im spokój. A że nie mam z kim jechać, to wasz szczęśliwy dzień. - Wyszczerzyłem się do nich.
  - Idziesz na piechotę ? - Zapytała Alex z nadzieją.
  - Bardzo śmieszne. - Prychnąłem urażonym tonem. - Ale skoro mnie nie chcecie ... - Zrobiłem oczka zbitego szczeniaka, które działają na każdą dziewczynę.
  - Właśnie. Nie chcemy cię. - Wzruszyła ramionami Al, patrząc mi w oczy beznamiętnie.
 Wiedziałem ! Ona jest czarownicą ! Albo kosmitką ! Albo po prostu ma nie po kolei w głowie, skoro umie się mi oprzeć. No co za baba ...
  - Foch ! - Pisnąłem, po czym wypiłem całą butelkę mleka na raz.
  - Jakoś to przeżyję. - Uśmiechnęła się do mnie słodko, po czym powróciła mordować Lou wzrokiem.
 Gdy jednak zobaczyła co się z nim stało, pacnęła się z otwartej dłoni w czoło. Zasnął ... z głową w płatkach.
  - Weź mu ją stamtąd wyjmij bo się jeszcze utopi. - Mruknąłem, wychodząc z kuchni.
  - Mówi się trudno. - Odparła i mogę się założyć, że wzruszyła ramionami !
 Westchnąłem ciężko, kręcąc przecząco głową. No co za ludzie ! Ubrałem buty, płaszcz, chwyciłem torbę i wyszedłem z domu, by zdążyć na zajęcia. Jeszcze tego by brakowało, żebym znów się spóźnił ...
  - Auć ! - Pisnąłem, upadając na zad. Wpadłem na kogoś ... lub raczej to ktoś wpadł na mnie !
  - Przepraszam ... - Usłyszałem delikatny, melodyjny głos, który był mi ... tak jakby znany.
 Spojrzałem na śliczną blondynkę, leżącą na chodniku na przeciwko mnie. Patrzyła na mnie szaro niebieskimi oczyma niepewnie.
  - Yyy ... nic się nie stało ! To właściwie też moja wina. Zagapiłem się ! Znaczy nie to, że jesteś niezauważalna ! W ręcz przeciwnie, jesteś śliczna i od razu wszyscy na pewno się na ciebie gapią. Nie, że ja się gapię ! Nie jestem taki, że się gapię na pierwszą, lepszą ... Nie ! Nie jesteś pierwszą, lepszą, chodzi o to, że nie jestem babiarzem, a ty jesteś taka ładna i najlepiej się już zamknę. - Mówiłem szybko, po czym spuściłem zawstydzony głowę. Że też akurat przy niej muszę być idiotą ...
  - Mhm ... zawsze tyle gadasz ? - Zapytała ze śmiechem, zbierając wszystkie książki do torby.
 Zerwałem się z miejsca, pomagając jej z "lekkimi", na pół twarzy, szkarłatnymi rumieńcami, speszony.
  - Nie. Zazwyczaj tyle nie gadam. Po prostu kiedy się denerwuję zaczynam gadać od rzeczy. Nie to, że twoja osoba mnie jakoś drażni, po prostu jakoś tak się dziwnie speszyłem. Nie jestem nieśmiały, nic z tych rzeczy ! Znaczy czasem jestem, ale ogółem to jestem rozważny i odważny i ... chyba będzie lepiej jak znów się zamknę. - Pacnąłem się w czoło, po czym pomogłem jej wstać. Była niższa ode mnie o niecałą głowę. Wow, wysoka z niej dziewczyna !
  - Mhm ... czyli jesteś nieśmiałym odważniakiem. - Podsumowała, na co ja pomasowałem sobie nerwowo kark.
  - A co ty tutaj robisz ? - Zapytałem, a widząc jej pytającą minę, potrząsnąłem przecząco głową by wybić sobie myśli o tym, jaka ona jest piękna. - W sensie, znam każdego z tej okolicy ... a ciebie tutaj nie widziałem ... - "Wytłumaczyłem" po chwili.
  - Przeprowadziłam się tutaj do kuzynki i brata. Będę chodzić z nim do szkoły. - Wzruszyła lekko ramionami.
  - Czyli się jeszcze spotkamy ? - Zapytałem z nadzieją i błyskiem w oku.
  - Kto wie ... jeśli będzie to nam przeznaczone, to zapewne tak. - Uśmiechnęła się, cmoknęła mnie w policzek jako rekompensata naszego zderzenia, wyminęła mnie, po czym ruszyła w przeciwnym mi kierunku.
 Patrzyłem w miejsce w którym przed chwilą stała z szeroko otwartą buzią i co się okazało ? Że się ślinie na samą myśl o niej ! I to dosłowanie ... byłem cały opluty. Szybko wytarłem twarz, a następnie pobiegłem w stronę szkoły, by jakoś zdążyć na zajęcia. Gdy już jakoś dobiegłem do szkoły, gdzie na parkingu spotkałem całą elitę.
  - A coś ty taki zdyszany ? - Zapytała Eleanor, opierając się o auto Nialla.
  - Biegłem. - Mruknąłem, poprawiając włosy.
  - A czemu biegłeś ? - Zapytał Liam.
  - Bo ani państwo Tomlinsonowie, ani Malikowie nie chcieli mnie zabrać. - Burknąłem za co dostałem cztery razy w łeb.
  - Żadne państwa matole. - Prychnęła Rose.
  - A czemu nie pojechałeś z nami albo z Niallem i Cat ? - Zapytała Dan.
  - Bo o tym nie pomyślałem. - Wycedziłem już lekko poddenerwowany.
  - No, to się coś często zdarza ... - Westchnęła ciężko Alex.
  - A czemu masz szminkę na policzku ? - Zapytała Catie, wskazując na moją twarz.
  - Yyy ... bo ... - Zacząłem się jąkać.
  - Bo znalazł sobie kolejną zabaweczkę. - Wzruszył ramionami Tommo.
  - Nawet tak nie mów ! Ona jest inna ... taka ... taka ... śliczna, miła, inteligentna, zabawna ... - Powiedziałem rozmarzonym tonem zdając sobie sprawę skąd ją znam. Ona mi się śniła ! Tak, jestem na 100 % pewny, że to ją widziałem w moich snach ... w białej sukni weselnej ze skrzydłami anioła ... o boże ...
  - A jak ma na imię ? - Zapytał Zayn.
  - Tego nie wiem ... nie zapytałem jej ... - Jęknąłem, spuszczając głowę.
  - Dekl. - Pokręcił z dezaprobatą głową Niall.
  - Dzięki za wsparcie. - Jęknąłem, po czym pociągnąłem Cat za sobą w stronę szkoły. Dziś pierwszy wf ... nie cierpię tej lekcji ! Niepotrzebnie się pocę, a moje piękne ciało jest uwięzione pod okropnym, luźnym dresem ... No chamstwo ! Stanąłem z Cat w dwu szeregu, by nowej nauczycielce łatwiej było nas policzyć. No co jak co, ale taka śliczna studentka tylko się tutaj marnuje ... a w krótkich czarnych spodenkach i białej bluzce, lekko prześwitującej jej ciemny biustonosz, wyglądała ... świetnie.
  - Dziś mamy zajęcia z grupą teatralną naszej placówki. - Powiedziała i w tym momencie na salę weszło parę osób, w tym cała świta gwiazdeczek i ... ona ... tamta tajemnicza blondynka !
  - Cat, to ona. - Szepnąłem do czerwonowłosej, gestem głowy wskazując w stronę dziewczyny.
  - Ta ruda z aparatem ? - Zapytała zdziwiona, patrząc na grubą Laurę z niemałymi problemami z trądzikiem.
  - Nie, o tą obok Holly, Oliviera i Cristal. - Przewróciłem oczyma.
  - Ojej, jaka ona jest śliczna ... - Powiedziała z wielkim uśmiechem.
  - Wiem ... muszę z nią zagadać. - Postanowiłem.
  - Każdy z was dobierze się w parę z osobą z drugiej klasy. - Oznajmiła studentka ... łatwo poszło.
  - Chcesz być ze mną w parze ? - Zapytałem, podchodząc do dziewczyny i nie zwracając na morderczy wzrok tamtych. Nikt z gwiazdeczek nie przepadał za elitą. I vice versa.
  - Jasne. - Przytaknęła, kątem oka przyglądając się kipiącemu ze złości Oliviera ... oho, czyżby on też chciał ją zaliczyć ? O nie ! Ja się tak łatwo nie dam ! Cristal przyglądała się temu wszystkiemu jak zwykle z beznamiętną miną, trzymając dłoń na ramieniu swojego kuzyna. Holly ? Ona tylko patrzyła na mnie z pod byka z miną "Jeśli ją tkniesz, zapłacisz życiem". Dracy i Dark, bliźniacy, odwracali wzrok na boki, stojąc z tyłu. Mhm, ciekawie ...
  - Gdy już znajdziecie jakiegoś naiwniaka, który będzie się z wami obijał, weźcie maty. - Rozkazała starsza nauczycielka. Auć, mam się poczuć zraniony ? Pff !
  - Jestem Harry. - Przedstawiłem się z nonszalanckim uśmiechem, na co ona przewróciła oczyma.
  - Ja jestem A ... - Już zaczęła mówić, ale nauczycielka jej przerwała. No co za baba !
  - Teraz niech jedno z was się położy, a drugie pomoże mu wykonać świecę. - Poleciła przez co na moją twarz wtargnął wielki uśmiech. Mwah, mam jej pomóc w wykonaniu ćwiczenia rozciągającego !
  - Nic sobie nie wyobrażaj. - Warknął Olivier, idąc z Holly w stronę mat.
 Miałem ochotę wybuchnąć śmiechem, jednak zamiast tego wykonałem polecenie nauczycielki.
  - Olivier i reszta gwiazdeczek to straszni idioci, czemu z nimi trzymasz ? Nie wolisz zaprzyjaźnić się kimś z elity ? Na przykład z takim przystojniakiem ? Nie to, że inni nie są przystojni i w ogóle, ani, że ja jestem jakiś wyjątkowy, po prostu pomyślałem, że może chciałabyś ... że czy mogłabyś ... - Zacząłem znów się plątać. Eh, a początek wyszedł mi całkiem dobrze ...
  - Nie myśl bo to ci szkodzi. - Mruknęła do mnie Cristal, wykonująca ćwiczenie z Dracy, co było dość dziwne, gdyż ona zazwyczaj nie opuszcza brata ani na krok.
  - Bardzo śmieszne, ale nie mówiłem do ciebie. - Warknąłem do niej, na co ta tylko przewróciła oczyma.
  - Olivier to mój brat, a Cristal kuzynka. - Uśmiechnęła się do mnie dziewczyna.
  - Serio ? - Zapytałem i palnąłem buraka ... obraziłem jej rodzinę ! Nie mam u niej szans ...
  - Serio, serio. Przecież jesteśmy dość podobni ... w pewnym sensie. - Zaśmiała się. - To teraz zmiana. - Postanowiła, a ja puściłem jej nogi i zabrałem rękę z jej bioder.
 Reszta lekcji minęła mi dość ... przyjemnie. Gadałem długo z dziewczyną. Dowiedziałem się czegoś o niej, ona o mnie. Ogółem robiliśmy przy tym ćwiczenia rozciągające i co się okazało, jest bardzo gibka.
  - Do zobaczenia. - Cmoknęła mnie w policzek, przez co się zarumieniłem ... JA ! Nie wierzę ...
  - Pa ... - Wydukałem, a ta z uśmiechem odwróciła się na pięcie i ruszyła przed siebie.
  Potem na kolejnych lekcjach ciągle myśli krążyły w okół niej. Nie wiem czemu, ale ani na chwilę nie umiałem się skupić. Ona była centrum tego o czym rozmyślałem i o czym chciałem rozmyślać. Była dla mnie nie dostępna ... nie tylko dlatego, że Olivier to jej brat, a on nigdy na to nie pozwoli, a także dlatego, że ona mnie nie zechce. Jestem dla niej tylko flirciarzem z którym się zakumplowała. No ... i nie chcę jej skrzywdzić. Co dziwne nie czuję, że jest moją zabawką, która gdy tylko się zużyje, od razu zostaje wyrzucona. Ona jest kimś ... kimś kogo nigdy bym nie chciał stracić. Delikatna niczym porcelanowa lalka o wnętrzu prawdziwej księżniczki ... cholera ! Gadam sobie w głowie i majaczę ! Choć ... mój głos jest dość pociągający ... mwah, jestem najlepszy !
  - Czy słyszy mnie pan, panie Styles ? - Warknął w moją stronę nauczyciel, a ja niemal od razy podskoczyłem, zlatując tym samym z krzesła.
  - Yyy ... tak. - Powiedziałem, wstając.
  - Nie ważne. - Machnął lekceważąco ręką. - Panienki Black i Malik zaśpiewają teraz piosenkę, napisaną przez nie. - Powiedział i zaczął klaskać, a za nim poszła reszta klasy.
  - Głównie ja ją napisałam ! - Pisnęła Cat, obracając się do okoła własnej osi.
  - Tak, tak. - Zaśmiała się Rose, stając obok niej na środku klasy pod ścianą.
 Gdy tylko skończyły, w klasie rozległy się brawa. I w tym momencie wleciała tutaj Alex, marszcząc w delikatny sposób swoje brwi.
  - Coś mnie ominęło ? - Zapytała i w tym momencie rozbrzmiał dzwonek na lekcje.
  - Gdzie podziewała się panienka Brown ? - Zapytał Pan Moon, mrużąc gniewnie oczy.
  - Byłam u dyra na temat, że nie można walić innych z glana w twarz. - Wzruszyła ramionami, biorąc Rose i Cat pod rękę, po czym opuściła klasę z wysoko zadartą głową. Ocho, czyżby Lou się jej naraził ? Znowu ?
  - Do widzenia. - Uśmiechnąłem się do nauczyciela, po czym wyszedłem, kierując się w stronę parkingu. Koniec ! Nie wierzę, doczekałem się ! I ... znów ktoś na mnie wpadł lecz tym razem nie wylądowałem na ziemi, natomiast tamta osoba i owszem.
  - Wybacz ... - Westchnąłem ciężko. - Dzisiaj cały dzień jestem zamyślony. - Dodałem, po czym w końcu spojrzałem na osobę, której podaję rękę. To tajemnicza "A" !!
  - To przez moje szczęście na ciebie wpadam, a nie dlatego, że jesteś zamyślony. - Zaśmiała się.
  - Słuchaj, ja wiem, że pewnie się spieszysz na ... jesteś cheerleaderką ? - Zapytałem, widząc ją w stroju naszej drużyny. No nie powiem, wyglądała pięknie !
  - Tak, jestem. Caroline i Cristal mnie w to wciągnęły. O, Cat też się przyczyniła. - Wzruszyła lekko ramionami. No nie, ona nawet ramionami wzrusza z gracją !
  - Posłuchaj ... chciałabyś się wybrać ze mną w sobotę do kawiarni na kawę i ciastko ? Pogadamy, poznamy się lepiej ... - Zacząłem, a widząc jej rumieńce, uśmiechnąłem się szeroko.
  - Jako przyjaciele, czy jako ktoś więcej ? - Zapytała cicho.
  - Przyjaciele. - Odpowiedziałem pewnie, po jakimś czasie. Nie chcę jej do niczego zmuszać ... szczególnie, że pierwszy raz czuję się tak przy dziewczynie.
  - Zgoda. W sobotę o drugiej. - Podała mi dłoń, którą zamiast ścisnąć, pocałowałem.
  - Będę czekał z niecierpliwością. - Powiedziałem, odwróciłem się na pięcie i już miałem iść, ale ona złapała mnie za rękę, przez co nie mogłem odejść. - Tak ?
  - Anabella, ale mów mi Ana. - Odparła, puściła mnie i pędem pobiegła na salę gimnastyczną.
 Patrzyłem się dłuższą chwilę w jej stronę. Anioł ... po prostu anioł ! I do tego jest moją ... przyjaciółką. Przecież nie dam rady się przy niej hamować ! Się wkopałem ...

***
Nie mogłam się doczekać, aż w końcu dodam xD Moim zdaniem wyszedł mi całkiem niezły ... zdziwiło was to, że rozdział jest z perspektywy Harrego ? Bo mnie tak *O* Oczywiście w pozytywnym sensie xD Dzisiaj tak jakoś napisałam 3/4 tego rozdziału, gdyż mi się potwornie nudziło. No i miałam przypływ weny ! To teraz takie jedno pytanko: Co sądzicie o tym, że nasz Styles się zakochał ?
No nic, to wszystko ...
Bay <3