poniedziałek, 11 marca 2013

Rozdział 25

Perspektywa Zayna

Przewróciłem się na drugi bok i ujrzałem śpiącego Nialla. Wstałem i ubrałem się w czyste ciuchy. Wyszedłem z namiotu i pomaszerowałem w głąb lasu. Opierając się o drzewo odpaliłem papierosa. Wiem że mnie to zabija, ale to nie jest takie łatwe skończyć z nałogiem. Ale może to trochę moja wina, bo nawet nie starałem się ograniczyć … nie wiem co się ze mną dzieje … jak mogłem tak potraktować moją dziewczynę. Muszę z nią porozmawiać, chcę się zmienić dla niej, nie będzie to łatwe, ale wierzę że mi się uda. Rzuciłem peta na ziemię i zdeptałem go. Wróciłem do obozu i usiadłem przy jednym ze stolików, gdzie była już reszta znajomych. Usiadłem obok nich i zacząłem wpatrywać się w talerz z kanapkami.
- Przestań gapić się w to jedzenie i je zjedz. – powiedziała chichocząc Cat.
- Nie mam ochoty. – wymamrotałem.
- To ja chętnie to zjem. – wyszczerzył się Niall i zabrał mój talerz.
- Spoko. – wzruszyłem ramionami.
- Yyy … Zayn co się z tobą dzieje. – dotknął mojego czoła Liam.
- Nic, a co ma się dziać. – zabierając jego rękę spojrzałem na niego zdziwiony.
- No wiesz jesteś jakiś dziwny. – dodał Lou.
- Zdaje wam się. – uśmiechnąłem się. Przyszła do nas Rose i siadając zaczęła zajadać się kanapkami. Miała podpuchnięte i podkrążone oczy … czyżby płakała w nocy … przeze mnie ?? Unikała mojego wzroku i reszta musiała to zobaczyć, bo gapili się jak idiocie. Spojrzałem na jej dłoń, gdzie można buło zobaczyć jeszcze siniaki. Ma bardzo delikatne ciało, wystarczy jedno trochę mocniejsze dotknięcie, a ona ma już siniaki. Nasze oczy się spotkał, ale tym razem nie odwróciła wzroku.
- Rose .... – powiedziałem, a ona w tym samym czasie powiedziała : ‘’Zayn’’.
- Tsaa lepiej już idźcie pogadać …. – wywrócił oczami Niall i wygonił nas od stolika. W ciszy poszliśmy nad jezioro i usiedliśmy na pomoście. Panowała cisza, ale nie była ona jakoś wielce denerwująca. Mimo to postanowiłem ją przerwać.
- Rosalie wiem że chcesz dobrze dla mnie, ale …. – zacząłem, lecz mi przerwała.
- Tak wiem poniosło mnie, ale naprawdę mi na tobie zależy Zayn … wiem jak to jest stracić bliską osobę … moja babcia miała raka przez palenie … nie chcę cię stracić. Wiem też że skończenie z nałogiem to nie taka prosta sprawa, ale ty nawet nie próbujesz …. Przemyślałam wszystko i nie chce tego na tobie wymuszać, nie musisz rzucać palenia, jak się kogoś kocha to się go akceptuje w całości, nie ważne jakie ma wady.  – zakończyła i spojrzała mi prosto w oczy z delikatnym uśmiechem.
- Kocham cię i na początku ograniczę palenie i z twoją pomocą postaram się rzucić, nie chce żeby przez to nasz związek się rozpadł. Kłótnie o takie rzeczy nie są nam potrzebne musimy się skupić na sobie. Przez moje nałogi nie chce cię stracić. – odpowiedziałem i delikatnie musnąłem jej usta. Brakowało mi tego … brakowało mi jej bliskości. Zauważyłem na jej ciele gęsią skórkę. Zdjąłem bluzę i włożyłem ją na Rose. Położyliśmy się na pomoście, a moja dziewczyna oparła głowę na moim ramieniu. Zacząłem bawić się jej włosami, chciałem coś powiedzieć, ale zobaczyłem że zasnęła. Mimowolnie uśmiechnąłem się pod nosem i delikatnie wziąłem ją na ręce. Zacząłem wracać z nią do obozu, gdzie wszyscy nadal siedzieli przy stolikach. Wszedłem do mojego namiotu i jak najdelikatniej umiałem położyłem ją na materac i przykryłem kocem.
- Kocham cię. – wyszeptałem i ucałowałem Rose w czoło. Było gorące, a na jej policzkach pojawiły się rumieńce. Cała drżała z zimna, przykryłem ją drugim kocem. Pewnie się przeziębiła, ale cóż się dziwić jak chodzi tak lekko ubrana w takie zimno. Wyszedłem z namiotu i szybko podszedłem do znajomych.
- Powiedz że już się pogodziliście, nie chce słuchać waszych kłótni. – powiedziała Cat wskakując mi na plecy.
- Tak już jest dobrze. – poczochrałem jej włosy, na co ona szybko je poprawiła.
- Ale chyba jest przeziębiona …. – dodałem.
- Pójdę po pielęgniarkę. – zaoferowała się Alex i poszła do ostatniego namiotu. Swoja drogą jej zachowanie jest dziwne … ona jest miła dla Lou … coś mi tu nie pasuję, ale mniejsza o to teraz najważniejsza jest Tori.
- Idę po Rose .... – odszedłem od reszty i wszedłem do mojego namiotu.
- Rosalie wstań, pielęgniarka musi cię zbadać …. – dotknąłem jej ramienia.
- Ju … ju … już wstaje. – powiedziała ledwo słyszalnym głosem telepiąc się z zimna. Przykryłem ją kocem i mocno przytulając wyszliśmy na dwór. Usiedliśmy na ławkę, gdzie była reszta.
- Mówiła ci żebyś się cieplej ubierała. – powiedziała Cat i wywróciła oczami.
- Oj tam …. – wymamrotała moja kobietka. Podeszła do nas kobieta średnim wieku z miłym uśmiechem na twarzy.
- Dobrze perełko pokaż mi gardełko ! – powiedziała promiennym głosem pielęgniarka, na co my cicho zachichotaliśmy.
- A teraz sprawdzimy twoje czółko … oj biedna wiewióreczko masz gorączkę. – kobieta pstryknęła Rose w nos.
- Wiewiórka !? Gdzie ! – pisnęła Cat, na co Alex walnęła face palma. Moja sis wstała i ciągnąc za sobą Nialla poszli zapewne na polowanie…
- I co jej jest ? – zapytałem przytulając moją chorowitkę.
- To przeziębienie … - odpowiedziała do nas.
- … a więc wiewiórko nie możesz się przemęczać i nie możesz za dużo mówić, bo z twoim gardełkiem nie jest za dobrze. Raz dwa do namiotu, nakryj się szczelnie kołderką i zaraz przyniosę ci lekarstwa. – klasnęła w ręce i poszła do swojego namiotu.
- Idź z Rose do namiotu i zajmij się nią, a my was na zajęciach usprawiedliwimy. – poklepał mnie po ramieniu Liam.
- Dzięki. – spojrzałem na znajomych z podzięką. Poszliśmy do namiotu, gdzie okryłem nas kocami, a Rose wtuliła się we mnie.

***

- Wiewióreczki wybaczcie że tyle mi to zajęło, ale musiałam do apteki pojechać …. – wparowałam nam do namiotu pielęgniarka.
- Nic się nie stało. – uśmiechnąłem się do niej.
- Połknij te tabletki …. – podała jakieś leki mojej dziewczynie i szklankę wody. Grzecznie połknęła i położyła się ponownie.
- To ja już was zostawiam wiewióreczki …. – uśmiechnęła się promiennie i zostawiła nas samych. Rose przytuliła się do mnie. Palcem jeździła po torsie i rysowała wzorki, mimo że miałem koszulkę czułem zimno jej dłoni.
- Dalej ci zimno .? – bardziej stwierdziłem niż spytałem.
- Spokojnie jest dobrze. – uśmiechnęła się blado, mówiąc zachrypniętym głosikiem.
- Mnie nie oszukasz widzę że źle się czujesz. – pogłaskałem ją po policzku i zbliżyłem się do jej ust, a jak miałem już je złączyć, moja usta natrafiły na jej gorący policzek.
- Coś się stało ? – spytałem zdziwiony, może ona wcale mi jeszcze nie wybaczyła.
- Nie spokojnie, ale nie mogę cię zarazić. – cmoknęła mnie w nos.
- Miło że o mnie dbasz, ale nie oprę się …. – powiedziałem i pocałowałem ją namiętnie.
- Kocham cię. – powiedział i zamknęła oczka.
- Śpij słodko, kocham cię. – ucałowałem ją w czubek głowy i również odpłynąłem w krainę Morfeusza.

_________________________________
No to mamy rozdział 25 ... przykro mi jak rozczarowałam kogoś, bo myślał że doda teraz Alex. Ale nasza kochana Aleksandra ma zepsuty komputer i na razie nie będzie dodawać.... Liczę na wasze opinie i mam nadzieję że podoba wam się rozdział z perspektywy Zayna ... dobra kończę koty i czekamy na wasze opinie, pytania do nas lub bohaterów .... papatki xoxo <3

6 komentarzy:

  1. świetny rozdział !

    Wpadnij jesli chcesz :) http://www.gabrielle-quinn.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  2. Bosko!!!OLA:P

    OdpowiedzUsuń
  3. POwiedz że sobie żartujesz? Błagam! Jakie zawiedzeni?
    Raczej HAPPY!!! :)
    No, no trochę mnie zaskoczyłaś perspektywą Zayn'a. Często się zastanawiałam, jakie on może mieć myśli? No i teraz wiem. 99% to myśli o Rose. Ah, mogłam się tego spodziewać.
    Zamartwiłam się o Rose, najpierw ma siniaka w nadgarstku a potem jest chora! Na szczęście Malik postąpił jak na faceta przystało.
    Ciekawa jestem czy on tak sobie tylko mówił czy rzeczywiście zerwie z nałogiem?
    Czeka go ciężka praca, ale wierze, że dzięki Rose da radę :))).
    W końcu oni tak się kochają i zrobią dla siebie wszystko, no prawie, bo nie wiem czy dla Zayn'a Rose oddałaby gdzieś swoje psiaki, chociaż ... hm, teraz będzie mnie to trapić ;D.
    Ale ta pielęgniarka była sweeet :*** Taka miła, dobra, fajna i w ogóle! Sama bym chciała żeby się taka mną zajęła.
    Cały czas gada 'wiewióreczki, wiewióreczki'. Zaje super :D
    Powinnaś częściej dodawać z perspektywy Malika. Ciekawa jestem co jeszcze dzieje się w jego głowie :P jego zagmatwanej głowie to której święty walenty tylko znajdzie drogę.
    Oki, papapapapapapapap <333
    Już lekko świruje:DD

    OdpowiedzUsuń