czwartek, 28 marca 2013

Rozdział 27


Perspektywa Rose

Po wesołej i męczącej drodze powrotnej w końcu weszłam do własnej przestronnej sypialni i rzuciłam się na swoje miękkie łóżko. Zaraz po mnie wskoczył tak Max i Diego. Boże jak ja się za nimi stęskniłam dobrze że miały świetną opiekę Wojtasa i Triny. Przytuliłam je mocno i wycałowałam ich słodkie pyszczki.
- Och zostaw już te biedne psiaki i chodź na obiad …. – przewróciła oczami Alex stojąc w drzwiach.
- Pff idź się wypchaj sianem. – wystawiłam jej język.
- Oj no weź … nie marudź i chodź. – podeszła do mnie i ciągnąc za rękę w stronę kuchni. Boże co za dziewuch, nie wyżywa się na Lou to odbija sobie to na reszcie, za co ja się pytam. Dalej mnie ciekawi czemu ona jest dla niego miła ….
- Ała !!! – wydarłam się bo miałam niemiłe spotkanie ze ścianą.
- Alex to przez ciebie ! – powiedziałam z lekkim bulwersem.
- Ej, ej co już moja wina ! Cza było patrzeć gdzie idziesz …. – odpowiedziała siadając przy stole z Wojtkiem i Triną.
- Cza było patrzeć gdzie mnie ciągniesz …. – wystawiłam jej język.
- Boże tylko wróciły i już głośno …. – poprawił włosy mój przyjaciel … chyba tak mogę na niego mówić.
- Ej ! – krzyknęłyśmy ze śmiechem, starając, aby nasz głos brzmiał jak najbardziej poważnie
- PUK ! PUK ! – usłyszałam głos Cat. Zdziwiona wstałam od stołu, podchodząc do drzwi frontowych. Otworzyłam je, a tam stała cała ta hołota.
- A wy co tutaj robicie ? – zapytałam zdziwiona.
- Stęskniliśmy się ! – zawył Zayn, przytulając mnie. Zanim zdążyłam wypowiedzieć tak znane mi słowa, "czujcie się jak u siebie", tamci polecieli do salonu, gdzie rozłożyli się na kanapie, włączając TV. Pokręciłam głową z dezaprobatą.
- Trina ! Wojtas ! Alex ! Zróbcie dodatkowe naleśniki ! Mamy gości ! – krzyknęłam, na co ci mnie uciszyli ... no chamstwo w państwie ! Wparowałam do salonu gdzie ta hołota kłóciła się o pilota … podeszłam do Niall (który aktualnie go miał) i wyrwałam mu urządzenie. Wyłączyłam telewizor, a ci zawyli smutno. Do salonu przyszła Trina, Alex i Wojtek. Moja kochana przyjaciółeczka widząc Lou z szyderczym uśmiechem uciekła na górę na co ten marchewkożerca zaśmiał się jak jakiś psychopata z horroru ….
- Dobra jak są tu wszyscy …. – zaczęłam, ale Lou mi przerwał.
- Nie ma Alex …
- Mniejsza. – wywróciłam oczami.
- Więc jak są tu wszyscy …. – widząc że Lou znów chce coś powiedzieć dodałam szybko.
- …. prócz Alex … co wy na to żeby iść na basen. – spojrzałam na nich entuzjastycznie, a im aż oczka zaświeciły z radości.
- Wszystko fajnie, ale ty nigdzie nie idziesz. – powiedział z powagą Zayn, a ja spojrzałam na niego pytająco.
- Co już zapomniałaś, że chora jestem. – zmierzył mnie wzrokiem, a ja zrezygnowana opadłam na kanapę obok reszty.
- Ale, ale to nie fair wy idziecie się bawić na basen, a ja muszę siedzieć w domu :( – powiedziałam patrząc na nich z oczami szczeniaczka.
- Oj spokojnie wiewióreczko Zayn z tobą zostanie. – powiedział Hazz dziwnie ruszając brwiami, bosz a ten znów ma jakieś zboczone myśli. Wszyscy się śmiali, tylko Trina siedziała zamyślana ze smutkiem w oczach. Coś jest nie tak … byłą wtulona w Wojtka i nie odstępowała go nawet na minutkę. Nie zwracałam już uwagi na resztę tylko bacznie obserwowałam jej zachowanie. Wyszeptała coś na ucho Wojtka i razem poszli na górę bez słowa.
- Halo ! Ziemia do Rose …. – Cat machała mi ręką przed twarzą.
- Co. – otrząsnęłam się.
- Co się dzieje z Triną ? – spojrzała na mnie czerwono włosa z troską w końcu to jej kuzynka.
- A skąd ja mam wiedzieć, sama jestem tu niewiele dłużej niż wy. – ruszyłam ramionami.
- To co z tym basenem…. – popędzał Lou, który nie mógł usiedzieć w miejscu.
- Czemu nie jestem za. – uśmiechnął się Liam, a reszta zawtórowała mu, tylko Hazz był jakiś nieobecny. Co się z nim dzieje wszystko zaczęło się na wycieczce …. Moje rozmyślenia przerwały jakieś krzyki na górze to Trina i Wojtek. Dało się usłyszeć jakąś kłótnie…
- O fajnie wiedzieć … ! – wydarł się Wojtas.
- Wojtek ja chciałam ci wcześniej powiedzieć, ale…. – powiedziała jak mniemam łkająca Trina.
- Kiedy ?!? Jutro przed wyjazdem ?!?
- Nie po prostu ja nie wiedzia…
- Najlepiej już dzisiaj pojedź nie chcę na ciebie patrzeć, w ogóle nie myślisz o mnie ! – krzyknął i po chwili można było zobaczyć jak z hukiem wychodzi z domu.
- Idźcie do niej ja złapie Wojtka. – powiedziałam. Pobiegłam do przedpokoju i zaczęłam się ubierać.
- Rose, ale ty jesteś…. – zaczął swoje mój chłopak, ale mu przerwałam.
- Nie Zayn teraz on mnie potrzebuje. – ucałowałam go przelotnie i ubrana wybiegłam z domu. Dokładnie okryłam się szalikiem i zaczęłam rozglądać się po okolicy. Szłam ulicami Londynu i bacznie obserwowałam każdą osobę.

***

Chodzę po mieście już dobrą godzinę co chwilę Zayn zawala mnie telefonami, ale nie odpuszczę, muszę go znaleźć. Po raz kolejny przechadzałam się po parku w końcu zauważyłam Wojtka siedzącego na jakiejś ławce z twarzą zasłoniętą dłońmi. Szybko do niego podbiegłam i zajęłam miejsce obok, nawet nie drgnął.
- Co się dzieje ? – dotknęłam go w ramie, a on wzdrygnął i na mnie spojrzał.
- Nic. – powiedział unikając mojego wzroku.
- Wojtek nie jestem głupia … a poza tym to byście się nie kłócili o byle co.
- Nie Rose nie chcę o tym gadać jasne. – podniósł głos i spojrzał na mnie srogo.
- Nie ufasz mi ?
- Nie chcę z tobą o tym rozmawiać !
- Jak sobie chcesz … nie potrzebnie latałam po Londynie i cię szukałam. – wstałam z ławki i zostawiając go zmierzałam w stronę domu. Boże co za bachor ! Nawet porozmawiać z nim nie można ! Ale mi podniósł ciśnienie ! Co za człowiek ! A może to ze mną jest coś nie tak … może za bardzo chce udoskonalić każdego … może za bardzo na niego naciskałam. Postanowiłam że do niego wrócę i przeproszę, ale to nie moja wina że taka jestem i już.
- Wojtek …. Sorki że tak naciskałam, ale wiesz martwię się o ciebie. – powiedziałam patrząc na niego uważnie.
- Nie spoko, po prostu ja nie wierzę że ona jutro wyjeżdża …. – powiedział smutnym głosem, a ja mocno go przytuliłam.
- To nie pozwól jej … nie siedź bezczynnie na ławce ze swoją byłą tylko leć, przeproś ją i zrób wszystko żeby została. Nie wiem schowaj jej rzeczy, zamknij ją w piwnicy lub po prostu zadzwoń do rodziców. Musisz próbować wszystkiego żebyś był pewien i mógł powiedzieć ‘’zrobiłem wszystko aby została’’. – powiedziałam pewnym głosem.
- Wiesz wiedziałem że mogę na ciebie liczyć Rose dzięki. – powiedział i mocno mnie przytulił.
- Nie ma za co, a teraz wracamy do domu szybko, bo ci ukochana ucieknie, a tego chyba nie chcesz. – wstałam i zaczęłam zmierzać do domu, po chwili mój przyjaciel mnie dogonił i razem w miłej atmosferze wróciliśmy do domu. Panowała tam dość smętna atmosfera zdjęliśmy kurtki i buty i poszliśmy do salonu, gdzie siedzieli chłopacy. Stanęłam na palcach i wyszeptałam Wojtkowi na ucho żeby pędziła raz, dwa do Triny na górę. Gdy tylko się ode mnie oddalił podbiegł do mnie Zayn i zaczął sprawdzać mi czoło, policzki, dłonie co on w lekarza się bawi.
- Hej skarbie spokojnie nic mi nie jest, dobrze się czuje. – powiedziałam i musnęłam jego usta.
- Wiesz że się martwiłem … lepiej mu już ? – usiedliśmy na kanapie i wszyscy spojrzeli na mnie pytająco.
- Tak już raczej dobrze. – uśmiechnęłam się. Z góry przyszły do nas Alex i Cat.
- Coś ty mu nagadała ? – spojrzała na mnie podejrzliwie brunetka.
- Nic takiego. – wzruszyłam ramionami i nagle usłyszałam jak coś kapie i leci gdzieś woda. Spojrzałam na resztę z przerażeniem i wszyscy pobiegliśmy na górę. W przedpokoju wszystko pływało na schodach był istny wodospad, który pomału docierał do salony. Wparowaliśmy do łazienki, gdzie z wanny przelewała się woda. Szybko zakręciłam kurki, co za pajac to tak zostawił.
- Które to ?! – spojrzałam na znajomy, ale wszyscy pokręcili przecząco głową. Nagle do łazienki jak gdyby nigdy nic wpadł Lou podśpiewując sobie pod nosem. Spojrzał na nas zdziwiony i nadal nic sobie nie robiąc nalał do wanny olejków aromatycznych.
- Możecie wyjść chcę wziąć relaksującą kąpiel. – powiedział spokojnie, no ja go zaraz zabije !
- Czy ty sobie ze mnie kpisz ! Debilu zalałeś nam dom ! A jak woda zalała mi sypialnie to uwierz nie żyjesz. – spojrzałam na niego srogo i wymijają wszystkich poszłam do mojej oazy spokoju. Ten zgred ma szczęście że nic tu nie dopłynęło oj było by źle. Ale co teraz gdzie my będziemy mieszkać ?!?!!?
- AAAAAAAAAAA !!!! – schodząc na dół słyszałam krzyki Louisa. Moje psiaki miały niezły ubaw z tego ‘’basenu’’ w salonie.
- Zabije cię ! – zobaczyłam jak Alex gania marchewkożerce po całym salonie, a reszta się z nich śmieje.
- AAAA pomocy ! Chcą zabić gwiazdora AAAA !!!! – darł się w niebogłosy.
- Alex daj mu spokój. – powiedziałam, a przyjaciółka spojrzała na mnie z wyrzutem. A sprawca tej powodzi padł mi do stup i zaczął dziękować.
- Już ja się zemszczę. – spojrzałam na niego srogo, a on schował się za Zaynem.
- A więc co masz na swoją obronę panie Tomlinson. – powiedziała do niego z udawaną powagą Cat.
- Ale … ale … ja nic nie zrobiłem. – jąkał się szatyn.
- Zalałeś nam dom ! – podniosłam głos.
- Proszę o ciszę, sąd teraz mówi. – uciszyła mnie Cat i zachichotała. Ona zdecydowanie za dużo TV ogląda, to jakiś dom wariatów.
- No i gdzie my będziemy teraz mieszkać. – uniosła się Alex i spojrzała srogo na Lou.
- Możecie u mnie, mam jeden pokój gościnny dla Rose, drugi dla Wojtka i wolne miejsce w łóżku dla Alex. – powiedział, a ja natychmiastowo wybuchłam śmiechem.
- Możecie u nas ! – wyśpiewała Cat i walnęła piruecik do tego.
- Kusząca propozycja, lepsza od pierwszej. – powiedziała Alexandra.
- Alex nie bądź niemiła. – wyszczerzył się Lou, a jej mina zbledła.
- Spoko Louis biorę twoje łóżko ale ty wynosisz się do syfu jaki masz pod łóżkiem. – uśmiechnęła się sztucznie.
- Ej, ale ja nie mam syfu pod łóżkiem. – oburzył się chłopak. Łuuuchu czyżby kolejna kłótnia się szykowała  -.- Ciekawe co by się stało jakby ich tak razem w pokoju, nie wróć w jednym domu zamknąć na tydzień …. ciekawe czy byłoby co zbierać po Lou xD Spojrzałam chytrym wzrokiem to na Alex to na Lou oj będzie zabawa buahahahah.

***

A więc mój niecny plan wszedł w życie wiedzą o nim wszyscy poza Alex i Lou. Oj oni mnie zabiją, ale i tak warto hahhaha. Jest wieczór i mamy spakowane wszystkie rzeczy dzięki pomocy tej całej hołoty. Zamówiłyśmy ciężarówkę i wszystko tam zapakowaliśmy, mam na myśli ciuchy i najpotrzebniejsze rzeczy typu książki, kosmetyki itp. Żeby wszystko wypaliło wysłałam Alex, Li, Niall i Lou na zakupy, a ja, Cat, Trina, Zayn, Hazz i Wojtas pojechaliśmy do domu Lou. Dobrze że mają dorobione klucze :D Wypakowaliśmy wszystkie rzeczy Alex w sypialni Lou i szybko się zbierając pojechaliśmy pod rezydencję Malików. Przeprowadza pochłania mnóstwo czasu i energii, ale mus to mus. Wojtek i Trina mieli wspólny pokój, a ja z Zaynem. O bosz tu będzie jak w zoo, dwa psy Malików i jeszcze moje dwa, będzie Meksyk

***

No hej kociaki ! No to mama kolejny rozdział Mam wielką nadzieję że wam się spodoba I kolejny news Uwaga, Uwaga Alex wróciła ! YEAH ! Jak macie jakieś pytania do nas lub bohaterów to będą miło widziane w komentarzach A teraz zmykam xoxo
Ps. Dziękujcie Sylwii że dodaje za mnie, bo ja nie mam jak love ya ;*

środa, 13 marca 2013

Rozdział 26

     Perspektywa Carietty

 Przebrana w ciemne, jeansowe rurki, białą, luźną bluzkę na ramiączkach, czarną kamizelkę, oraz tego samego koloru, lity, wyszłam z namiotu. Włosy, jak zwykle, pozostawiłam rozpuszczone, a na głowę nałożyłam czarny kapelusik "a la Michael Jackson". Spojrzałam na wszystkich do o koła. Prawie każdy tańczył na łące, niedaleko naszego pola namiotowego. Nauczyciele wpadli na "genialny" pomysł zrobienie czegoś na styl imprezy, z okazji końca biwaku. Jutro rano, zaraz po śniadaniu, wracamy do Londynu ... i szerze mówiąc, moim zdaniem to lepiej. I nie chodzi o to, że nie złapałam żadnej wiewiórki ... no dobra, w połowie też o to ...
  - A ty nie powinnaś leżeć w łóżku ? - Zapytałam z zaciekawieniem Rose, widząc, jak przytula się z Zaynem, siedząc na kłodzie przy ognisku.
  - A wiesz, Rose poczuła się już lepiej, więc postanowiliśmy sobie tutaj posiedzieć, popatrzeć na gwiazdy, upiec pianki, oraz posłuchać muzyki. - Wzruszył ramionami mój brat, obejmując Tori ramieniem.
  - Mhm. - Mruknęłam, znów się rozglądając. - Widzieliście Nialla ? Chcę z nim porozmawiać ... - Zapytałam cicho, zagryzając lekko dolną wargę.
  - W końcu chcesz mu powiedzieć to, co czujesz ? - Zapytała z zaciekawieniem brunetka, a ja przytaknęłam. Po wczorajszej rozmowie z Cristal, na zajęciach o ognisku, u pana Sikowitza, postanowiłam powiedzieć Niallowi o moich uczuciach. Miejmy nadzieję, że mnie nie wyśmieje ...
 No i do tego, kto by się spodziewał, że ta blondi ma uczucia ?!
  - Powodzenia wiewióreczko. - Posłał mi całusa Zayn, a ja zmroziłam go wzrokiem. - No co ?
  - Nie cierpię wiewiórek. - Warknęłam, pomachałam im, obróciłam się na pięcie, po czym ruszyłam ku łące. Od kiedy nie cierpię tych słodkich, puchatych, rudych kuleczek ? Odkąd ich nie mogłam złapać !
  - Alex ! Lou ! El ! - Krzyknęłam w stronę przyjaciół, po czym podbiegłam do nich, trzy razy upadając przez te przeklęte buty.
  - Słucham wiewióreczko. - Zachichotał Louis, a ja walnęłam go w tył głowy. Tamte tylko zaczęły się śmiać.
  - Au ! A to za co ? - Jęknął, masując głowę.
  - Za "wiewiórkę". - Mruknęłam, po czym poprawiłam kapelusik.
  - A ty Alexiu myślisz, że zwróciłem się do niej brzydko ? Czy może słodziutko ? - Zatrzepotał rzęsami w stronę mojej przyjaciółki. Ta tylko, co było widać, zdusiła w sobie wrzask.
  - Tak słodko, że aż rzygam tęczą. - Uśmiechnęła się do niego sztucznie, a ja wiedziałam, że w myślach dopowiedziała sobie coś w stylu "Dosłownie".
  - Nie cierpię wiewiórek. - Warknęłam do nich, a Eleanor aż zakrztusiła się ... powietrzem ...
  - Od kiedy ? - Spytała zdziwiona brunetka.
  - Odkąd mi uciekły. - Fuknęłam, krzyżując ręce pod biustem.
  - Widzieliście w ogóle strój Caroline ? - Spytała dziewczyna, patrząc na nas z błyskiem w oku.
  - Tak. - Przytaknęliśmy. - Biała spódniczka, kremowa bluzka, różową katanę i białe baletki ... no i ? - Zapytała beznamiętnie Alex.
  - Ja je uszyłam ! - Pisnęła, a ja otworzyłam szerzej oczy. Muszę przyznać, że  na serio były śliczne.
  - No to dobra robota. - Uśmiechnął się do niej szeroko Louis.
  - Ale po co szyłaś to tej jędzy ? - Spytała Jade.
  - Żeby się lekko podszkolić. Z resztą nie ważne. -Machnęła tylko ręką.
  - No wiem. - Klasnęła w dłonie jak mała dziewczynka.
  - Widzieliście Nialla ? - Zapytałam, patrząc na każdego po kolei.
  - Nie. - Powiedzieli chórem Louis i Jade.
  - Rozmawiał jakiś czas temu z Liamem i Danielle. - Uśmiechnęła się do mnie Eleanor.
  - No to ten ... ja spadam. Pa ! - Krzyknęłam do nich, znów odchodząc i szukając wzrokiem Dan i Li.
 Niestety, nigdzie ich nie zauważyłam. Za to, nie umknął mi Harry, patrzący maślanymi oczyma w niebo. On ostatnio jest strasznie zamyślony ...
  - Cześć. - Powiedziałam, a ten z piskiem podskoczył.
  - O, Cat, hej. - Puścił mi oko, poprawiając swoje włosy.
  - Chyba jako jedyny nie nazwałeś mnie "wiewiórką". Punkt dla ciebie. - Wysłałam mu całuska.
  - Czy śniła ci się kiedyś osoba, której nie znasz i możliwe, że nie poznasz ? - Zapytał cicho, a ja uniosłam brwi ku górze.
  - Nie ... raczej nie ... a co ? - Zapytałam z zaciekawieniem.
  - Bo ... ostatnio często śni mi się jakaś postać. Dość wysoka blondynka. Niestety, nigdy nie umiem dojrzeć dokładniej twarzy. Co noc ten sam sen ... a potem godzinne zastanawianie się o co z tym chodzi. - Powiedział cicho, patrząc w jeden punkt na niebie.
  - No cóż ... to nietypowe ... - Westchnęłam ciężko.
  - Dobra, bo pewnie nie przyszłaś tutaj na ploty, o co chodzi ? - Zapytał, tym razem przenosząc wzrok na niedaleko, tańczących ludzi, oraz obok nich, ognisko, gdzie ponad połowa naszych znajomych piekła pianki.
  - Fakt ... widziałeś Li i Dan ? Lub chociaż Nialla ? - Zapytałam błagalnym tonem.
  - Z tego co wiem, Dan wyciągnęła Liama do tańca. A Nialla nie widziałem od kolacji. - Przytulił mnie.
  - No to ja lecę dalej go szukać. Pa. - Cmoknęłam go w policzek, wstałam i pobiegłam w stronę "parkietu".
  - Danielle Peazer, Liamie Paynie ! - Wrzasnęłam na całe gardło.
  - Co ? - Zapytali zdziwieni, podchodząc do mnie niepewnie.
  - Gdzie Niall ? Z tego co wiem, gadaliście chwilę temu ... - Spojrzałam na nich błagalnie.
  - No tak ... poszedł na spacer do lasu. - Powiedziała Danielle, obejmując Li.
 Ja tylko jęknęłam, machnęłam im ręką na pożegnanie, po czym poleciałam jak torpeda w stronę lasu.
 Chodziłam, chodziłam, chodziłam i chodziłam ... z kilka godzin ... jeny, gdzie on jest ?!
  - Słuchaj, nie wiem, jakby ci to powiedzieć ... nie, tak nie. - Usłyszałam głos mojego przyjaciela. Poszłam za nim, a widząc jego, stojącego do mnie tyłem i gadającego z drzewem, moje brwi mimowolnie się uniosły.
  - No bo wiesz ... przyjaźnimy się od zawsze i ... nie, to też nie to. - Pokręcił głową z dezaprobatą, wcześniej się jąkając. - Cześć, co tam u ciebie ? Może mógłbym ci coś wyznać ? - Zapytał, naśladując głos flirciarza ... - Szlag ! - Krzyknął zrozpaczony. - Nawet do drzewa nie umiem zagadać. - Jęknął. - Dobra, bez obijania w bawełnę, Cat, od dawna mi się podobasz i wiem, że czuję do ciebie coś więcej niż tylko przyjaźń. Przy tobie czuję się, jakbym skakał po chmurach. Carietto Malik, czy zechcesz być moją dziewczyną ? - Zapytał się, a słysząc ulgę w jego głosie, uśmiechnęłam się szeroko.
  - Tak, Niallu Horanie, z wielką chęcią. - Powiedziałam, a chłopak wrzasnął przerażony, podskakując i odwracając się przy tym w naszą stronę.
  - Cat ! Od jak dawna tutaj jesteś ? Ile słyszałaś ? Przepraszam, powinienem ... czekaj, co ?! - Zapytał zszokowany, patrząc na mnie z błyskiem w oku.
  - No ... powiedziałam "Tak, Niallu Horanie, z wielką chęcią" ... - Wzruszyłam ramionami, jakby to nie było ważne. Ten z rozbiegu podniósł mnie i okręcił się ze mną, w okół własnej osi, jak to bywa w komediach romantycznych.
  - Czyli ... jesteśmy parą ? Tak na serio ? - Zapytał nie dowierzając, a ja mu przytaknęłam. - Myślałem, że nic do mnie nie czujesz ... - Szepnął, przytulając mnie.
  - Ja myślałam podobnie. - Westchnęłam ciężko, zamykając oczy. Jak widać byłam tak ślepa, że nie zauważyłam, że podobam się chłopakowi z moich marzeń... eh, głupia ja.
  - Wracajmy już. - Powiedział wesoło, ciągnąc mnie w stronę obozu.
 Po chwili, trwająca dla mnie wieczność, dotarliśmy na miejsce. Po odmeldowaniu się u pani nauczycielki od matematyki w naszej szkole, poszliśmy do namiotu. Przed nim stali i wymieniali ślinę, nauczycielka od wf, oraz pan Moon, nauczyciel Muzyki ... Miałam ochotę zwymiotować ... ona ma 45 lat, a on niecałe 27 ... fu !
  - Przepraszamy. - Uśmiechnął się do nich Niall, a ci jak oparzeni odskoczyli od siebie, robiąc nam przejście do namiotu. Znając życie, mają pilnować, by uczniowie nie robili tego i owego u siebie w namiotach ... no, pewnie po ostatnim występnie Hazzy ...
  - Branoc. - Szepnął Niall, nakrywając mnie kocem.
  - Branoc. - Odpowiedziałam, po czym niemalże od razu odpłynęłam w objęcia Morfeusza.

***

 Prychnęłam jedynie, naciągając na głowę koc. Ja chcę spać, a te dekle mnie z samego rana budzą ... no co za ludzie !
  - Cat, wstawaj ! Jest już sobota. - Potrząsała mną Dan.
  - Carietta, proszę, chodź już na śniadanie ! Bo nam wszystko zjedzą ... - Zachichotał Niall.
  - Ale ja chcę spać ! - Jęknęłam, patrząc na nich z pod mrużonych powiek.
  - Ale za jakieś dwie godziny jedziemy z powrotem do Londynu. - Przewrócili oczyma.
  - Ale ja chcę spać ! - Powtórzyłam z twarzą w poduszce.
 Tamci, zapewne uśmiechnęli się szatańsko, wzięli mnie na ręce i siłą wytaszczyli z namiotu ! A ja akurat byłam w jakże pięknej, różowej piżamce w białe owieczki, składającej się z długich spodni, oraz koszuli. Do tego na nogach miałam puchate kapcie. Tak, śpię w kapciach ! Po chwili byliśmy już na polanie, gdzie porozstawiane były drewniane stoły piknikowe, a przy nich długie ławy.
  - Nie lubię was. - Fuknęłam, siadając przy Alex. Prawie wszyscy się na mnie gapili, co nie było zbyt komfortowe ... a do tego mój kocyk z misie w ogóle mnie nie ogrzewał ...
  - A my ciebie kochamy. - Posłali mi całuska.
  - Po za tym, to był pomysł Alexandry. - Zachichotał Lou.
 Ręka Jade już powędrowała ku górze, by przylać mu w tył tego pustego łba, jednak w ostatniej chwili się zatrzymała. Z zaciśniętymi zębami powróciła do jedzenia swoich naleśników (Skąd oni mają naleśniki w środku lasu ?!).
  - Jak mogłaś ? - Jęknęłam, patrząc na nią smutno.
  - Na kimś musiałam się wyładować. A na tym deklu nie mogę ... - Westchnęła, kończąc.
  - A w ogóle, muszę wam ogłosić, że ja i Carietta od wczoraj jesteśmy oficjalnie razem. - Powiedział dumny Horan, a mój brat, z resztą jak i reszta, zakrztusił się i omal nie wypluł zawartości swojej buzi ...
  - Gratulacje ! - Pisnęły wszystkie dziewczyny rzucając mi się na szyję. Kątem oka spojrzałam na sąsiedni stolik, przy którym siedzieli popularsi. Holly, głupiutka, jeszcze bardziej ode mnie, blondynka nawijała o czymś, a Olivier, ten gwałciciel młodych ślicznotek, słuchał jej z maślanymi oczyma. Cristal natomiast przyglądała nam się z "beznamiętną" miną. Tak, cudzysłów, gdyż jednak w jej oku dojrzałam błysk zadowolenia.
 Nic już nie mówiąc, powróciłam do jedzenia swojego śniadania. Po nim poleciałam jak torpeda do namiotu, by się ubrać. Po chwili, przygotowana do wyjazdu, spakowana, pomogłam reszcie składać nasz namiot.
  - Cat, chodź. - Szepnął do mnie Niall, obejmując od tyłu moją niską osóbkę.
  - Po jakiego grzyba ? - Spytałam niepewnie.
  - Grzyba ? A co ma do tego grzyb ? Z resztą, nie ważne, chodź. Zobaczysz. - Cmoknął mnie w policzek, po czym pociągnął w stronę lasu.
 Ochocho, czyżby ten też chciał się zabawić w gwałciciela ? Jeśli tak, niech spada na drzewo ! Po krótkim marszu, zatrzymał się, zasłaniając mi usta swoją dłonią, po czym wskazał na wiewiórkę, śpiącą na drzewie. Moje oczy się zaświeciły, jednak nie poruszyłam się. On natomiast wyciągnął telefon i pstryknął jej fotkę.
  - Nadal ich nie cierpisz ? - Zaśmiał się cicho, a ja przecząco pokiwałam głową.
  - Ja je kocham. - Uśmiechnęłam się pod nosem, a następnie wskoczyłam mu na plecy. - A teraz wio koniku do obozu. Zaraz będziemy jechać !
 Ten tylko przewrócił oczyma i zagalopował prosto w stronę naszego autokaru. Tak ... ten wyjazd na pewno jest najcudowniejszą rzeczą, jaka mi się kiedykolwiek przydarzyła. Dzięki tej wycieczce, mam najcudowniejszego chłopaka na świecie, poznałam "prawdziwą" stronę Cristal, oraz zarobiłam ponad sześć piątek !
 Gdy dotarliśmy już pod autokar, pan Moon nawrzeszczał na nas za to, że się spóźniliśmy. No ... ale, on krzyczał tak pięknie, melodyjnie i w ogóle ... ma takie super niebieskie, nieskazitelne oczy. Trudno mi było się skupić ...
  - Wsiadamy i jedziemy ! Już ! - Wydarła się nauczycielka od wf.
 Szybko usiadłam na samym tyle, pod szybą. Obok mnie usiadła Danielle. Potem poszła jeszcze Rose, Alex i Eleanor. Chłopcy wybrali podwójne miejsca zaraz przed nami. Lou z psychopatycznym uśmiechem usiadł z zamyślonym i wpatrzonym w dal, Hazzą. Niall, cały zarumieniony, szczerzący się do mnie, przysiadł się do Zayna, patrzącego w swoje lusterko ... przez które obserwował każdy ruch Tori. Liam usiadł z Andrewem, gościem od sprzętu muzycznego.
  - A teraz, trzy, dwa, jeden !!! - Wydarł się marchewkorzerczy potwór, gdy tylko autokar ruszył. Wstał z miejsca, a nauczyciele patrzyli na niego jak na jakiegoś idiotę, całkiem skołowani. I co zaczął robić ? Ten palant zaczął odwalać jakieś tańce. Zayn, z niepohamowanym śmiechem, dołączył do niego, ciągnąc przy tym przerażoną i zdenerwowaną Alex. W tym momencie Niall coś jadł, Hazza patrzył się przez okno, a Liam ciągle starał się ich uspokoić. Prawie wszyscy plotkowali na nasz temat. Za to co robiły dziewczyny ? Sweet focie ... Jęknęłam, uderzając czołem w zimną szybę. To będzie bardzo długa droga do domu ...
  - No chodź, pokaż nam te kroki ! - Zawył Louis, a w oczach Alex widziałam iskry ironii.
  - Jasne, będę tańczyć po środku autokaru jak jakaś idiotka. - Prychnęła.
  - Ja tańczę ... czy to oznacza, że jestem idiotą ? - Zapytał z chytrym uśmieszkiem.
  - No nie ... znaczy ... grr ! - Warknęła, po czym się do niego i mojego brata, przyłączyła.
 Wszyscy patrzeli na nią zdziwieni, przerażeni, oraz rozbawieni ... no kto by pomyślał ! Może oni mają się ku sobie ? Oby ... trza wyswatać tego idiotę, bo po zerwaniu z El jest całkiem ... normalny ... no, może oprócz tej wyjątkowej chwili.
  - Wyglądają razem uroczo, no nie ? - Zapytała mnie Rose, na co parsknęłam śmiechem.
  - Czytasz mi w myślach. - Zachichotałam, jednak gdy dostałam sms, od razu przestałam, wyciągając różowy iphon.
 "Tęsknię wiewióreczko ^^" ... a od kogo ? Od mojego blondaska ... Uniosłam brwi, patrząc na chichoczącego chłopaka.
 "A ja nie ! xD"
 "Buu ... będę przez ciebie smutał ... chyba, że zaśpiewasz mi piosenkę *.*"
 "W twoich snach, babyyyyy !"
 "Ale ty jesteś wredna ... ej ! Przyznaj się, zamieniłaś się ciałami z Alex, no nie ? Bo to wszystko wyjaśnia ! Ty jesteś nie dobra, be, a fuj, a ona jest taka miła i w ogóle ... :P"
 "Bardzo śmieszne, na serio -,-"
 "Oj tam ... takie żarty ... xD Nie bądź zła, kocie ! <3"
 "Zaśpiewam ci, jeśli mi wyświadczysz kiedyś jedną, jedyną przysługę !"
 "Zgoda *____*"
 I na tym nasze sms'owanie się skończyło z tego powodu, iż chłopak przybiegł do mnie i, dosłownie, wskoczył mi na kolana. Westchnęłam ciężko, kręcąc głową z dezaprobatą. On zachowuje się jak dziecko ... a to przecież moja działka !
 Po skończonym "koncercie", w całym autokarze rozległy się brawa. Nawet te tanczońce debile przestały na chwilę się wygłupiać i zaczęły mi klaskać. Na moje policzki wpłynął szkarłatny, przeklęty rumieniec, jednak wszystkim szczerze podziękowałam, po czym wtuliłam się w mojego chłopaka, wdychając jego zapach.

***

 Siema, siema ! Mam nadzieję, że spodoba wam się rozdział :D Jeśli mam być szczera, zaraz po przeczytaniu rozdziału Rose, napisałam w niecałą godzinę 3/4 dwudziestego szóstego z perspektywy Cat ^^ Taka jakaś ... nagła wena *.* No i ... wiem, że dość krótki, ale jestem ostatnio strasznym leniem i nie chce mi się nic pisać ... do tego ostatnio znalazłam takie fajne coś i nie mogłam się skupić :P Dobra, kończę.
 Bay <3

poniedziałek, 11 marca 2013

Rozdział 25

Perspektywa Zayna

Przewróciłem się na drugi bok i ujrzałem śpiącego Nialla. Wstałem i ubrałem się w czyste ciuchy. Wyszedłem z namiotu i pomaszerowałem w głąb lasu. Opierając się o drzewo odpaliłem papierosa. Wiem że mnie to zabija, ale to nie jest takie łatwe skończyć z nałogiem. Ale może to trochę moja wina, bo nawet nie starałem się ograniczyć … nie wiem co się ze mną dzieje … jak mogłem tak potraktować moją dziewczynę. Muszę z nią porozmawiać, chcę się zmienić dla niej, nie będzie to łatwe, ale wierzę że mi się uda. Rzuciłem peta na ziemię i zdeptałem go. Wróciłem do obozu i usiadłem przy jednym ze stolików, gdzie była już reszta znajomych. Usiadłem obok nich i zacząłem wpatrywać się w talerz z kanapkami.
- Przestań gapić się w to jedzenie i je zjedz. – powiedziała chichocząc Cat.
- Nie mam ochoty. – wymamrotałem.
- To ja chętnie to zjem. – wyszczerzył się Niall i zabrał mój talerz.
- Spoko. – wzruszyłem ramionami.
- Yyy … Zayn co się z tobą dzieje. – dotknął mojego czoła Liam.
- Nic, a co ma się dziać. – zabierając jego rękę spojrzałem na niego zdziwiony.
- No wiesz jesteś jakiś dziwny. – dodał Lou.
- Zdaje wam się. – uśmiechnąłem się. Przyszła do nas Rose i siadając zaczęła zajadać się kanapkami. Miała podpuchnięte i podkrążone oczy … czyżby płakała w nocy … przeze mnie ?? Unikała mojego wzroku i reszta musiała to zobaczyć, bo gapili się jak idiocie. Spojrzałem na jej dłoń, gdzie można buło zobaczyć jeszcze siniaki. Ma bardzo delikatne ciało, wystarczy jedno trochę mocniejsze dotknięcie, a ona ma już siniaki. Nasze oczy się spotkał, ale tym razem nie odwróciła wzroku.
- Rose .... – powiedziałem, a ona w tym samym czasie powiedziała : ‘’Zayn’’.
- Tsaa lepiej już idźcie pogadać …. – wywrócił oczami Niall i wygonił nas od stolika. W ciszy poszliśmy nad jezioro i usiedliśmy na pomoście. Panowała cisza, ale nie była ona jakoś wielce denerwująca. Mimo to postanowiłem ją przerwać.
- Rosalie wiem że chcesz dobrze dla mnie, ale …. – zacząłem, lecz mi przerwała.
- Tak wiem poniosło mnie, ale naprawdę mi na tobie zależy Zayn … wiem jak to jest stracić bliską osobę … moja babcia miała raka przez palenie … nie chcę cię stracić. Wiem też że skończenie z nałogiem to nie taka prosta sprawa, ale ty nawet nie próbujesz …. Przemyślałam wszystko i nie chce tego na tobie wymuszać, nie musisz rzucać palenia, jak się kogoś kocha to się go akceptuje w całości, nie ważne jakie ma wady.  – zakończyła i spojrzała mi prosto w oczy z delikatnym uśmiechem.
- Kocham cię i na początku ograniczę palenie i z twoją pomocą postaram się rzucić, nie chce żeby przez to nasz związek się rozpadł. Kłótnie o takie rzeczy nie są nam potrzebne musimy się skupić na sobie. Przez moje nałogi nie chce cię stracić. – odpowiedziałem i delikatnie musnąłem jej usta. Brakowało mi tego … brakowało mi jej bliskości. Zauważyłem na jej ciele gęsią skórkę. Zdjąłem bluzę i włożyłem ją na Rose. Położyliśmy się na pomoście, a moja dziewczyna oparła głowę na moim ramieniu. Zacząłem bawić się jej włosami, chciałem coś powiedzieć, ale zobaczyłem że zasnęła. Mimowolnie uśmiechnąłem się pod nosem i delikatnie wziąłem ją na ręce. Zacząłem wracać z nią do obozu, gdzie wszyscy nadal siedzieli przy stolikach. Wszedłem do mojego namiotu i jak najdelikatniej umiałem położyłem ją na materac i przykryłem kocem.
- Kocham cię. – wyszeptałem i ucałowałem Rose w czoło. Było gorące, a na jej policzkach pojawiły się rumieńce. Cała drżała z zimna, przykryłem ją drugim kocem. Pewnie się przeziębiła, ale cóż się dziwić jak chodzi tak lekko ubrana w takie zimno. Wyszedłem z namiotu i szybko podszedłem do znajomych.
- Powiedz że już się pogodziliście, nie chce słuchać waszych kłótni. – powiedziała Cat wskakując mi na plecy.
- Tak już jest dobrze. – poczochrałem jej włosy, na co ona szybko je poprawiła.
- Ale chyba jest przeziębiona …. – dodałem.
- Pójdę po pielęgniarkę. – zaoferowała się Alex i poszła do ostatniego namiotu. Swoja drogą jej zachowanie jest dziwne … ona jest miła dla Lou … coś mi tu nie pasuję, ale mniejsza o to teraz najważniejsza jest Tori.
- Idę po Rose .... – odszedłem od reszty i wszedłem do mojego namiotu.
- Rosalie wstań, pielęgniarka musi cię zbadać …. – dotknąłem jej ramienia.
- Ju … ju … już wstaje. – powiedziała ledwo słyszalnym głosem telepiąc się z zimna. Przykryłem ją kocem i mocno przytulając wyszliśmy na dwór. Usiedliśmy na ławkę, gdzie była reszta.
- Mówiła ci żebyś się cieplej ubierała. – powiedziała Cat i wywróciła oczami.
- Oj tam …. – wymamrotała moja kobietka. Podeszła do nas kobieta średnim wieku z miłym uśmiechem na twarzy.
- Dobrze perełko pokaż mi gardełko ! – powiedziała promiennym głosem pielęgniarka, na co my cicho zachichotaliśmy.
- A teraz sprawdzimy twoje czółko … oj biedna wiewióreczko masz gorączkę. – kobieta pstryknęła Rose w nos.
- Wiewiórka !? Gdzie ! – pisnęła Cat, na co Alex walnęła face palma. Moja sis wstała i ciągnąc za sobą Nialla poszli zapewne na polowanie…
- I co jej jest ? – zapytałem przytulając moją chorowitkę.
- To przeziębienie … - odpowiedziała do nas.
- … a więc wiewiórko nie możesz się przemęczać i nie możesz za dużo mówić, bo z twoim gardełkiem nie jest za dobrze. Raz dwa do namiotu, nakryj się szczelnie kołderką i zaraz przyniosę ci lekarstwa. – klasnęła w ręce i poszła do swojego namiotu.
- Idź z Rose do namiotu i zajmij się nią, a my was na zajęciach usprawiedliwimy. – poklepał mnie po ramieniu Liam.
- Dzięki. – spojrzałem na znajomych z podzięką. Poszliśmy do namiotu, gdzie okryłem nas kocami, a Rose wtuliła się we mnie.

***

- Wiewióreczki wybaczcie że tyle mi to zajęło, ale musiałam do apteki pojechać …. – wparowałam nam do namiotu pielęgniarka.
- Nic się nie stało. – uśmiechnąłem się do niej.
- Połknij te tabletki …. – podała jakieś leki mojej dziewczynie i szklankę wody. Grzecznie połknęła i położyła się ponownie.
- To ja już was zostawiam wiewióreczki …. – uśmiechnęła się promiennie i zostawiła nas samych. Rose przytuliła się do mnie. Palcem jeździła po torsie i rysowała wzorki, mimo że miałem koszulkę czułem zimno jej dłoni.
- Dalej ci zimno .? – bardziej stwierdziłem niż spytałem.
- Spokojnie jest dobrze. – uśmiechnęła się blado, mówiąc zachrypniętym głosikiem.
- Mnie nie oszukasz widzę że źle się czujesz. – pogłaskałem ją po policzku i zbliżyłem się do jej ust, a jak miałem już je złączyć, moja usta natrafiły na jej gorący policzek.
- Coś się stało ? – spytałem zdziwiony, może ona wcale mi jeszcze nie wybaczyła.
- Nie spokojnie, ale nie mogę cię zarazić. – cmoknęła mnie w nos.
- Miło że o mnie dbasz, ale nie oprę się …. – powiedziałem i pocałowałem ją namiętnie.
- Kocham cię. – powiedział i zamknęła oczka.
- Śpij słodko, kocham cię. – ucałowałem ją w czubek głowy i również odpłynąłem w krainę Morfeusza.

_________________________________
No to mamy rozdział 25 ... przykro mi jak rozczarowałam kogoś, bo myślał że doda teraz Alex. Ale nasza kochana Aleksandra ma zepsuty komputer i na razie nie będzie dodawać.... Liczę na wasze opinie i mam nadzieję że podoba wam się rozdział z perspektywy Zayna ... dobra kończę koty i czekamy na wasze opinie, pytania do nas lub bohaterów .... papatki xoxo <3

sobota, 2 marca 2013

Rozdział 24

    Perspektywa Cristal

 Otworzyłam oczy, po czym spojrzałam w bok na mojego kuzyna. Olivier ... czasem zachowuje się jak niedojrzałe dziecko, które próbuje wszystkim udowodnić coś, co jest nie irracjonalne. Ale cóż, rodziny się nie wybiera, a jego nie oddałabym za żadne skarby świata. Trzeba tylko popracować nad jego wadami.
 Poprawiłam włosy, szybko się przebrałam, po czym wyszłam z namiotu, rozglądając się do o koła. Cisza ... w sumie, słońce dopiero co wychylało się zza nieboskłonu, więc się nie powinnam się dziwić.
 Westchnęłam ciężko, ruszając przed siebie i próbując wzrokiem napotkać coś, na czym mogłabym zahaczyć oczy. Niestety, nic takiego nie ujrzałam. Po chwili do moich uszu dotarł dźwięk szarpania strun od gitary. Niewiele myśląc, co ostatnio dość często mi się zdarza, ruszyłam w stronę, skąd słyszałam muzykę.
 Gdy ujrzałam znajomego mi, farbowanego blondyna, uśmiechnęłam się pod nosem. Przez rozczochrane włosy, oraz zaspany wzrok wyglądał jeszcze bardziej słodko niż zwykle. Oczywiście prędzej wydrapię sobie oczy, niż przyznam to na głos.
  - Piosenka dla Cat ? - Zapytałam, opierając się o jakieś drzewo.
  - Co ty tu robisz ? Jak długo tu jesteś ?! Z resztą, nie chce mi się z tobą gadać. - Burknął nadąsany, na chwilę zaszczycając mnie spojrzeniem.
 Debil ... choć nie mogę się mu dziwić. Wykorzystałam go ... kilka razy ... i po co ? Tylko dlatego, żeby odpłacić się Cat. Nie powinnam ... to było dziecinne, głupie i nieodpowiedzialne. Nawet, jeśli nie zniszczyli mi życia tak jak Joshowi, który wyjechał z Londynu, oraz Perrie, która załamała się psychicznie, to i tak nie powinnam tego robić. No nic, muszę odpokutować.
  - Stoję. Od jakiś dwóch minut i nie obchodzi mnie to. - Wzruszyłam ramionami, podchodząc do niego i siadając na sąsiednim głazie.
  - Daj mi spokój. Już dość się przez ciebie nacierpiałem. - Warknął, powracając do brzdąkania jakiejś melodii.
  - Nie dam ci spokoju. A nacierpiałeś się tylko dlatego, że jesteś ciamajdowatym, dziecinnym, zadufanym w sobie dupkiem, który nie dostrzega większości osób na tym świecie, oraz ich uczuć. Szczególnie jednej. - Prychnęłam, poprawiając blond włosy. Wiem, że to było chamskie, ale ktoś musiał mu to powiedzieć ...
  - Nic o mnie tak naprawdę nie wiesz. - Powiedział spokojniej, podnosząc na mnie szklany wzrok.
  - Nie, Niall. Wiem o tobie nawet za dużo. - Odpowiedziałam mu z lekkim uśmiechem. - Wiem, że umiesz kochać. Wiedziałeś bardzo dobrze o tym, że jestem wredną suką, a mimo tego, nie zostawiłeś mnie. - Zauważyłam, a ten spuścił wzrok. - Wiem, że wręcz uwielbiasz spać do południa, nie cierpisz herbaty, lubisz kolor zielony i niebieski, grasz na gitarze, kiedyś tańczyłeś w balecie, co swoją drogą jest strasznie gejowate ... ale nie o to chodzi. Wiem też, że obdarzasz kogoś szczególnym uczuciem, jednak boisz się jej reakcji. - Szepnęłam, nie spuszczając z niego wzroku.
  - Ty nic nie wiesz ! - Wrzasnął, a z jego oczu pociekły pierwsze łzy.
  - Nie bój się swoich emocji. Powiedz jej to. Przecież na kilometr widać, że ślini się do ciebie z maślanymi oczyma. Tylko ty jesteś taki ślepy, by nie zauważyć, że Carietta Malik jest tobą oczarowana. - Uniosłam lekko głos widząc, że zachowuje się jak dziecko. No błagam, ile można ?!
  - Widzę. - Odparł cicho. - Ale ja nie umiem ... boję się ... ja nie chce ... - Jąkał się, drżącym głosem.
 Przewróciłam oczyma, wstając z miejsca. No nie ... przecież on zachowuje się jak jakiś baran ! Chociaż ... ta elita to ogółem takie durne, baranie stadko, które wiecznie trzyma się razem.
  - Po pierwsze, weź się ogarnij. Jesteś chłopem, a nie jakimś gejowatym lalusiem, bojącym się dziewczyn. Po drugie, spróbuj się uspokoić i przemyśleć wszystko po kolei i to sobie jakoś poukładać. Po trzecie, wiem, że umiesz, nie boisz się i chcesz tego. Co z tego, że to może zniszczyć waszą przyjaźń, skoro dzięki temu możesz otrzymać coś więcej ? Miłość, na którą zasługujesz. No i po czwarte, ta rozmowa zostaje między nami. - Uśmiechnęłam się do niego, po czym ruszyłam ku mojemu namiotowi.
 Na moje nieszczęście, po drodze wpadłam na Malika, szukającego Horana.
  - Przesuń się, nie mam czasu na twoje gierki. - Warknął, zapewne w głowie wyobrażając sobie, że pali mnie na stosie. Tak ... nie ma to jak być "wiedźmą".
  - Prosto, skręć w lewo i tam siedzi z gitarą. Pogadaj z nim lepiej i uważaj na słowa. - Mruknęłam, obeszłam zdziwionego moją reakcją, Zayna, po czym poszłam w stronę stołów piknikowych, gdzie obecnie znajduje się nasza stołówka. Usiadłam przy moim stoliku, poprawiając blond pukle, wpadające mi do oczu. No, ciekawe, ile jeszcze wytrzymam w tym przeklętym lesie ... więc tak, dzisiaj jest czwartek ... czyli jeszcze tylko piątek, sobota i w niedzielę z samego rana, do domu ... eh, nie, nie dam rady ...
  - Cześć. - Przywitała się Caroline.
 Uśmiechnęłam się do niej lekko. Dziewczynę rzucił Harold Styles jakiś czas temu. Co prawda, chciałam się na nim ostro odegrać, że tak potraktował moją "przyjaciółkę", jednak ja Nialla również nie traktowałam dobrze. A on nie miał w tym żadnego ukrytego powodu.
  - Bry. - Mruknęłam, patrząc z lekkim niesmakiem na hot dogi.
 Po chwili do naszego stołu dosiadł się Olivier, jego kumpel, Dark, jego siostra bliźniaczka, Dracy, oraz Holly, blondynka, udająca przy innych głupią. Innymi słowy, szkolne gwiazdeczki.
  - Siemaneczko ! - Zawył mój kuzynek, były gwałciciel młodych ślicznotek, oraz nałogowy podrywacz.
  - Hej. - Odezwali się wszyscy, po czym każdy zaczął jeść.
 Obróciłam lekko głowę, spoglądając na stół elity. Każdy się śmiał. No ... może poza Niallem, Cariettą, Rosalią, oraz Zaynem. Pokręciłam z dezaprobatą głową. Szczęśliwi zakochani - po prostu rzygam tęczą.
  - Cristal, słuchasz mnie w ogóle ? - Pomachała mi przed oczyma Dracy, a ja jak wyrwana z transu, drgnęłam, rozglądając się zdezorientowana po moich znajomych.
  - Co ? - Zapytałam, marszcząc lekko brwi.
  - No wiesz ... pytałam, czy będziemy robić tą imprezę urodzinową, jak wrócimy. - Przewróciła oczyma, a ja wzruszyłam lekko ramionami.
  - Chyba tak. - Mruknęłam, po czym wstałam od stołu. - Idę się przejść. - Rzuciłam na odchodne z kamienną twarzą, obracając się na pięcie i ruszając przed siebie w stronę lasu. 
 Beznamiętnie - to słowo idealnie opisuje moje nastawienie do innych. Praktycznie zawsze udaję wredną jędzę po to, by inni mnie szalowali. Szczerze, mam gdzieś, że mnie nie cierpią. Ważne, że się mnie boją. Idealny sposób na zdobycie korony w szkole, to albo podbić serce chłopaka z elity, a potem go rzucić, jak gdyby nigdy nic, albo najnormalniej na świecie, być wredną zołzą dla każdego. Ja wybrałam oba te sposoby.  
 No ... nie to samo co Cat. Ona to od razu miała wszystko podane na tacy i nie musiała pracować na sławę, ze względu na brata. No co ? Taka prawda. Gdyby nie Zayn i jego elita, Cat byłaby zwykłą, prześladowaną czerwonowłosą idiotką z głową w chmurach, a Aleksandra i Rosalia też nie byłyby popularsami.  - Cristal ? - Zapytał zdziwiony Liam, siedzący gdzieś z boku z telefonem w ręce.
  - Nie, Święty Mikołaj. - Prychnęłam sarkastycznie, unosząc jedną brew ku górze.
  - Bardzo śmieszne. - Mruknął niezadowolony, jednak uśmiechnął się do mnie lekko. 
  - Coś chciałeś ? - Spytałam z zadartą do góry głową, jak to mam w zwyczaju.
  - Tak. Po co to robisz ? - Zapytał z ciekawością, a ja spojrzałam na niego jak na idiotę, nie rozumiejąc o co mu chodzi. - Po co udajesz. - Przewrócił oczyma.
  - Niczego i nikogo nie udaję. - Warknęłam.
  - Dzisiaj rano gadałaś z Niallem jak z normalnym człowiekiem. Do tego wczoraj ocaliłaś Rose przed Olivierem. Pomogłaś Dan z zadaniem z fizyki, oraz doradziłaś Louisowi co ma począć z El. - Dodał.
  - Nie twoja sprawa. - Wzruszyłam ramionami, odwracając się na pięcie i już chciałam iść, gdy w pewnym momencie zdałam sobie z czegoś sprawę. - Skąd o tym wszystkim wiesz ? - Zapytałam, nadal odwrócona do niego plecami.
  - Dan mi mówiła, to z Niallem, Rose i Lou widziałem. - Odpowiedział spokojnie.
  - Śledzisz mnie ?
  - Nie. Po prostu nie chcę, byś zrobiła jakieś głupstwo.
  - To przestań nie chcieć. - Prychnęłam, zaczynając iść przed siebie.
 No co za tupet ! Czy ja chodzę za nim krok w krok przez ten obóz i patrzę co on wyprawia ?! Nie, bo jest to nienormalne. Choć, baranie stadko jest nienormalne. Dobra, nie było tematu. Zaczynało mi się już tutaj nudzić, gdy w pewnym momencie ujrzałam Cat w krzakach, gapiącą się jak na ciele malowane, na wiewiórkę. 
  - Przecież ty dopiero co byłaś na stołówce ... - Zauważyłam zdziwiona, wiewiórka uciekła, a Carietta jęknęła. Ona chyba na serio myśli, że złapie taką futrzaną kulkę ...
  - Ale teraz jestem tutaj. - Uśmiechnęła się do mnie lekko i niemrawo, a ja westchnęłam.
  - Jak się czujesz ? - Zapytałam, siadając obok niej.
  - Yyy ... całkiem dobrze ... czemu pytasz ? - Zapytała z uniesionymi brwiami. Czyli Niall z nią jeszcze nie gadał ... 
  - Widziałam, jak pochłaniasz jedzenie. Gratuluję wyjścia z bulimii ...
  - Dzięki. - Odparła nieśmiało, uśmiechając się lekko.
  - Słuchaj, chciałam cię przeprosić. Za wszystko. - Powiedziałam cicho, poprawiając włosy.
  - Nie ma za co. Przeszłość niech zostanie przeszłością. A teraz choć. - Wstała, podając mi rękę.
 To było dziwne ... ja jej zniszczyłam ponad połowę jej życia, a ta mi tak sobie wybacza ...

***

 Dobra ... To może zacznijmy od "TA-DA" ! Miał być rozdział Cat ... ale wolałam napisać Cristal. Szczególnie, że w ogóle nie wiedziałam o czym mogłabym napisać xD Wiem, rozdział taki sobie ... ale pierwszy raz piszę z jej perspektywy i trudno mi było się wpasować.
 No to tyle ... Bay ! <3