czwartek, 21 lutego 2013

Rozdział 22


Oczami Alex: 
Siedziałam pod drzewem i bawiłam się znalezioną gałązką, podczas gdy Louis na czworaka łaził po lesie z lupą w ręce. Ciężko westchnęłam. Co on wyprawia? Uważa, że te wszystkie wiewiórki powystrzelano z wiatrówki i teraz chce znaleźć krew? Ja go naprawdę nie ogarniam. Jego zachowanie przechodzi ludzkie pojęcie. Mój królik ma więcej oleju w głowie niż ten chłopak. 
- Skończyłeś? - zapytałam ziewając. Tomo potrząsnął głową. 
- Znajdę wiewiórki, zobaczysz. Cat będzie ze mnie dumna. - wyszczerzył się spoglądając na mnie. 
- Proszę powiedz, że zawsze liczyła się tylko ona a ja jestem dla ciebie nikim! - powiedziałam klękając przed nim. Chłopak zmarszczył brwi. 
- Chce też żeby moja matka była ze mnie dumna, ale nie zamierzam jej zaliczyć. 
Wywróciłam oczami. 
- A ty tylko o jednym. Zupełnie jak Harry. Ograniczyłabym wasze spotkania. 
- Która godzina? - zmienił temat. Spojrzałam na wyświetlacz w telefonie. 
- 20:48. - odpowiedziałam, kolejny raz ziewając. - Lepiej wracajmy bo nie długo północ, a podobno w lasach o tej godzinie straszy. Wiesz, według legend zamordowano Emily Johnson, wypruwając jej oczy i wyrywając serce. Teraz chodzi bez gałek ocznych i ... 
- Daruj sobie. - przerwał mi znudzonym tonem, podnosząc się z ziemi. - Myślisz, że uwierzę w te brednie? 
Parsknęłam śmiechem. 
- Tak? To dlaczego obejrzałeś się przez ramię? Uuu, nasz pan odważny zaczyna mieć pietra! -  zaczęłam skakać z radości. - Boi się Emily Johnson, która wydłubie mu oczy! - roześmiałam się szyderczo. Wtedy Tomo zrobił wielkie oczy. Najprawdopodobniej coś zobaczył. Powędrowałam za jego spojrzeniem. Nic. - Co? Zobaczyłeś slendermana? - zadrwiłam. 
- Gorzej. Wydaje mi się, że zombiaka. 
- Zombie? - pisnęłam pogodnie. - Bez obaw, Tomlinson. Oni żywią się mózgami. 
Wpadłam w niepohamowany śmiech, podczas gdy Louis spojrzał na mnie obrażony. Ciemny, mroczny las. To jest to co kocham. Dziwne, ale od razu poprawił mi się humor, na widok przerażonego chłopaka. 
- To nie jest zabawne, Brown. Ja idę a ty jak chcesz. 
- Ale nie możemy! Przecież musimy znaleźć wiewiórki żeby Cat była z ciebie dumna! Po za tym, ja idę się przywitać z tym 'zombie'. Może się zaprzyjaźnimy? Kto wie? Bye. - pomachałam mu ze słodkim uśmieszkiem i skierowałam się przed siebie. Co za koleś. Mam uwierzyć, że gdzieś tutaj czai się zło i nas wszystkich pozabija? To nie jest horror, tylko prawdziwe życie. 
Przeszłam już prawie 200 metrów i nic! Żadnego zombiaka, Emily Johnson (którą na marginesie wymyśliłam), slendermana czy wampira. Nic! Louis jak zwykle panikuje. 
A ja? No cóż, a ja trochę się rozczarowałam. Chociaż ... może nie wszystko stracone. 
Nie namyślając się długo, pobrudziłam  trochę ziemią, spodnie, bluzkę, twarz i zajęłam jak najbardziej wiarygodną pozycję, do upadnięcia. Potem zaczęłam piszczeć. Przez długi czas nikt się nie pojawiał. Czy Lou sobie mnie olał? Nie jestem w potrzebie, ale jak bym była? To co? Zero pomocy z jego strony. 
- Ratunku! Na pomoc! Louis ty kołku rusz się! - krzyczałam, starając się na jak najbardziej zrozpaczony ton. 
Nic. 
Cholera go! Pewnie wrócił do namiotu zostawiając mnie samą w pustym lesie ... Wściekła podniosłam się gwałtownie z ziemi. Musiałam zahaczyć o coś ostrego, ponieważ poczułam silny ból w lewej nodze. Zapiszczałam ale, tym razem szczerze. Podciągnęłam nogawkę i aż mnie zemdliło. To na widok krwi. Nie była to bowiem, mała rana, ale przechodziła od kolana do połowy łydki. Ciekawe co mnie tak zraniło? Co, upadłam na siekierę czy co? 
- Louis! Louis! - krzyknęłam, chociaż i tak byłam pewna, że się nie zjawi. To najgorszy dzień mojego życia. Los chyba mi się odpłacił za ten durny kawał, na który zresztą wcale się nie nabrał. Noga bardzo mnie szczypała więc raczej nie było mowy a pójściu dalej. 
No pięknie, umrę przez nogę. No chyba, że naprawdę spotkam zomabiaka. Wtedy umrę  przez zombiaka. A to by była zdecydowanie lepsza śmierć. 
Dobra, koniec zbędnych rozmyślań! Oparłam się o najbliższe drzewo. Dobry Boże, nie chce tak umrzeć! Przecież nie zrobiłam jeszcze tylu rzeczy! 
Po pierwsze nie obejrzałam wszystkich części 'krzyku'. 
Po drugie nie powiedziałam mojej matce, że każdy ma wady tylko ja trochę więcej niż inni. 
Po trzecie nie wyznałam Cat i Rose jak bardzo są dla mnie ważne. 
I po czwarte nie zakochałam się. 
Nie chce umrzeć nie kochając i nie będąc kochaną! 
Zabije Tomlinsona!
Zabije, ożywię i jeszcze raz zabije. 
Nagle poczułam, że ktoś łapie mnie za dłoń ... nie miałam siły się sprzeciwiać ani do końca nie wiedziałam kto to był ... Pewnie tylko jakiś gwałciciel ... hm, ten gwałciciel miał dziwnie znajomy głos ... Wziął mnie na ręce i wyszeptał do ucha:
- Alex, wszędzie cię szukałem. Uciekłaś mi. 
- Uciekłam Tomo a nie tobie ... - odpowiedziałam nie bardzo będąc świadoma tego cię w okół dzieje. - Zostawił mnie ... a mnie bardzo boli ... noga ... 
- Uuu rzeczywiście nie jest dobrze. - stwierdził. - Alex nigdy bym cię nie zostawił. 
- Jesteś głupszy od tego kretyna który mnie zostawił. Przecież nie mówię, że ty sobie poszedłeś tylko on. 
- A wiesz, że ja i on to jedna osoba? 
- Kolejny szyfr? 
Chłopak roześmiał się. 
A co było dalej? Wie tylko on ... 
***
Następnego dnia, obudziłam się o 10:07. Wiem stąd gdyż zerknęłam na wyświetlacz w telefonie. Leżałam w namiocie, a obok ... hm, a obok nikt! Ten palant mnie zostawia i jeszcze nie ma czelności stawić mi czoła! Zauważyłam, że nogę mam w bandażu. Muszę podziękować temu dobremu człowiekowi, który wczoraj ocalił mi życie. 
Nie musiałam się przebierać, ponieważ spałam w ubraniach. Co najwyżej uczesałam się i nałożyłam na usta błyszczyk.
Na zewnątrz, zauważyłam Rose, która jak tylko także mnie zobaczyła, szybko do mnie podbiegła. Miała przerażoną minę. 
- Dzięki Bogu, Alex. Wczoraj myślałam, że ... 
- Gdzie on jest? - spytałam ostro. - Gdzie jest Louis? Znając go, pewnie zwiał. No cóż, znajdę go i policzę się z nim. 
- Ale Alex ty nie rozumiesz ... 
- Doskonale rozumiem. - przerwałam jej i zaczęłam się rozglądać. Harry o dziwo! Zamiast podrywać dziewczyny siedział nad wypalonym ogniskiem i gapił się na drzewo! Oszalał? 
Zapominając o Louisie podeszłam do niego i zajęłam miejsce obok. Teraz razem gapiliśmy się w jakże ciekawe drzewo. 
- Myślisz, że bezmyślne gapienie się w drzewo rozwiąże wszystkie twoje problemy? - zapytałam nagle. 
- Tak, właściwie miałem nadzieje, że przysiądzie się do mnie jakaś laska, którą będę mógł zaliczyć no ale jesteś ty więc ... no ten ... raczej mój pomysł nie wypalił. 
- Ale rozmowa pomaga. - zauważyłam, na co Styles ku mojemu zaskoczeniu wpadł w niepohamowany śmiech. 
- Roz ... co? Dobre sobie. - powiedział opanowując się. Potem spojrzał na mnie i zrobił wielkie oczy. - Aaa ty na serio z tą rozmową! - stwierdził jakby odkrył ósmy cud świata.  
- No brawo, geniuszu. - klasnęłam w dłonie. - Widzę, że nie ma co liczyć na pogawędkę. Będę się zbierać. Zresztą i tak muszę jeszcze zabić Louisa. Więc mam masę roboty, wiesz trzeba ukryć ciało ... - zażartowałam, ale chłopak nie zwrócił na moje słowa uwagi. Jego wzrok bowiem przykuła moja noga. 
- Bolało? - spytał wskazując na nią ruchem głowy. 
- Czyżby Harry Styles spojrzał u dziewczyny na inną część ciała niż biust? 
- Chciałem być miły ale jak nie to nie. - odburknął podnosząc się. Wtedy ciężko westchnęłam i  odparłam spokojnie:
- Szczerze to myślałam, że umrę. Nie przez ból, ale przez to, że zostanę w tym ciemnym, mrocznym lesie. 
- Ja myślałem, że umrę kiedy skończyły mi się gumki. 
- Tak, masz rację drogi Stylesie. To w zupełności to samo. - powiedziałam również wstając i kładąc dłoń na jego ramieniu. Później wywróciłam oczami i odeszłam od niego. Boże! Czy jest chociaż jedna osoba, która okaże trochę współczucia? 
Udałam się na kolejne poszukiwania Tomo, kiedy zobaczyłam Zayana który ... palił? Na jego nie szczęście podszedł do niego Olivier, który także chciał zapalić. Malik nie zgodził się więc chłopak strzelił focha i w akcie zemsty poszedł naskarżyć Rose, że jej chłopak znów pali. 
Co za koleś. Nie dosz, że gwałciciel to jeszcze skarżypyta. 
- Serio? Serio? Serio? - spytała Rose groźnie. - Papierosy? To niszczy płuca i prowadzi do choroby zwanej: Rak! 
- Wyluzuj. To dopiero czwarty. 
Dziewczyna jeszcze bardziej poczerwieniała na twarzy. Nie miałam zamiaru do nich podchodzić i bronić Zayn'a jak to miałam w zwyczaju (dobra, żartuje). 
- Czwarty? Zayn! Jest 10:30! Ile chcesz ich wypalić do wieczora? Dziesięć? 
- Obiecuje, że to ostatni. - zapewnił. 
- Okej. To ostatni, ale w całym twoim życiu! 
Chłopak wyglądał na wściekłego. 
- W całym życiu? Oszalałaś! 
- No tak, przecież ty nie możesz żyć bez papierosów bo jesteś od nich uzależniony! 
- Nie tylko ja palę! 
- Tak? W takim razie kto jeszcze? Hę? 
- Olivier. - powiedział dumnie, a Rose parsknęła śmiechem. Muszę sama przyznać, że Malik trochę zawalił sprawę. Porównywać siebie do gwałciciela. No ale ... może rzeczywiście coś mają wspólnego? I nie mówię tu o papierosach ... 
- Oh! - krzyknęła tylko zirytowana Rose i odeszła od niego, mijając mnie. Chyba nawet mnie nie zauważyła. Patrzyła się cały czas w ziemię. No cóż, nie przywykłam, że ludzie mnie nie zauważają. Przecież jestem taka popularna! Gdzież tam może się do mojej sławy porównywać Nicki Minaj! ( Coś przesadzam z tymi żartami, a może to ironia? Ciężko się w tym połapać, zważając na to, że nigdy nie żartowałam, załóżmy więc, że to sarkazm). 
Podeszłam do Zayan'a, który siedział obok namiotu bawiąc się zapalniczką. 
- Tylko nie podpal czegoś ... - zaczęłam. - Albo kogoś. - dodałam uśmiechając się blado. Chłopak nawet na mnie nie spojrzał. Traktował przedmiot, który trzymał w ręce, jak jedyną rzecz na świecie. - Wiesz gdzie jest Louis? 
- Gdzieś poszedł. Chyba nad rzekę. Elenaor też wcięło więc pewnie poszli się 'zabawić'. - odpowiedział najzupełniej poważnie. 
- Zabawić? Co to znaczy? - spytałam marszcząc brwi. Wtedy chłopak pierwszy raz na mnie spojrzał i uśmiechnął się lekko. 
- Mam ci to tłumaczyć? Serio? 
- Jeśli gadasz szyfrem to tłumacz. - powiedziałam stanowczo, siadając obok niego. Zayn ciężko westchnął. 
- No więc, jeśli kobieta i mężczyzna są sami i mają zabezpieczenie to ... 
- Zabezpieczenie w sensie ....? 
- Alex do cholery! Weź sobie kilka lekcji od Harre'go! - krzyknął zirytowany i poszedł sobie. 
Siedziałam tak jeszcze kilka minut, totalnie nie rozumiejąc, aż wreszcie pojęłam! Oni tam poszli ... i będą robić... i to Lou z Elenaor ... razem ... O nie, nie, nie. 
Zerwałam się szybko i skierowałam się w stronę rzeki. Nie mam pojęcia gdzie to jest dokładnie, ale mniejsza z tym, poszukam. 
Po oddaleniu się jakieś parę metrów, poczułam jak ktoś łapie mnie za ramię. 
- Alex, nie możesz iść z tą nogą. Nauczycielka kazała ci odpoczywać, zresztą ja też i Lou uważa podobnie. Martwił się strasznie wczoraj o ciebie. Pytał nauczycielkę ponad sześć razy czy na pewno nic ci nie zagraża. 
- O! Nagle zaczął się przejmować! Pewnie poczuł wyrzuty sumienia, że mnie zostawił. Mam gdzieś czy się o mnie martwił czy nie. Muszę go znaleźć. - powiedziałam stanowczym tonem. 
- Chyba poszedł nad rzekę. Elenaor też. Wcześniej mówiła, że chce z nim porozmawiać więc może daj im na jakąś godzinkę spokój. Niech sobie wszystko wyjaśnią ... 
- Naprawdę uważasz, że będą rozmawiać? Elenaor może miała to w planach, ale Tomo puszcza się ze wszystkimi, no prawie. 
- Jeśli to ci poprawi humor to ze mną się nie puszczał. - rzekła Cat z uśmiechem. 
- Dzięki. Nadałaś mojemu życiu sens. - powiedziałam ironicznie po czym odwróciłam się i poszłam w stronę rzeki. Dobra Cat, Rose, Dan i mnie możemy wykluczyć ale reszta? 
Hm, a ta Caroline była Harre'go? Mówił, że lubi młodszych ... nie, nie, nie. Tomo chyba nie lubił takich staruszek, tylko Styles. Więc jakie lubi? Brunetki? Pewnie tak. A więc odrzucamy wszystkie blondynki i starsze kobiety. Uff, jaka ulga, że chociaż nie robi tego z nauczycielkami. 
                                                                                ***
Po pół godzinie drogi dotarłam w końcu do rzeki, a przynajmniej zobaczyłam ją z daleka. Nie widziałam Louisa czy Elenaor, ale być może byłam za daleko aby ich dojrzeć. Mam nadzieje, że chociaż są w ubraniach. Nie chciałabym przeżyć szoku, tak jak gdy miałam 10 lat i całkiem przypadkowo weszłam do łazienki gdy mój 50 - letni wuj kąpał się ... eh, nie ważne. Stare, złe czasy. Podeszłam wolnym krokiem bliżej rzeki. 
W końcu po paru sekundach gdy byłam wystarczająco blisko, dojrzałam nikogo innego jak Elenaor! Trzymała w ręku lornetkę, najprawdopodobniej coś obserwując. Obok niej kręcił się Louis, który jej na wszelkie możliwe sposoby przeszkadzał. Hm, no cóż, chociaż tyle dobrego, że nie są nadzy. Kamień z serca. 
Nie namyślając się długo, podeszłam do nich. 
Tomo gdy tylko mnie zobaczył, podbiegł do mnie jak gdyby nie mogąc uwierzyć, że żyje. A jednak! Alex Brown przeżyła stracie z zombie, które zakończyło się tylko draśnięciem w nogę! 
- Alex ... hej. - powiedział z uśmiechem. Spojrzałam na niego chłodno. 
- Jak widzisz przeżyłam. Niestety, gdyby nie mój wybawca, całkiem możliwe, że nie uszłabym  z tego cało. - odpowiedziałam, chcąc w nim wzbudzić chociaż minimalne wyrzuty sumienia. - Zemszczę się. - zapewniłam, nie zwracając uwagi na jego zaskoczone spojrzenie. - Co robisz, Elenaor? 
- Chciałam znaleźć wiewiórki, dla Cat. Nie ma ich jednak nigdzie. - wyznała spuszczając głowę.
- Kiedy nie będzie z tobą Louisa, na pewno je znajdziesz. - odpowiedziałam ze słodkim uśmieszkiem. - On odstrasza każdego. 
- Tak mi się odpłacasz za uratowanie ci życia? - spytał obrażonym tonem. 
O mało co a bym się zakrztusiła powietrzem. 
- Uratowanie czego? Ty chyba jesteś nie poważny! - krzyknęłam. - Zostawiłeś mnie! Zapomniałeś? Wołałam cię a ty nic! Uciekłeś! Zwiałeś! 
- Uciekłem? Teraz ty chyba jesteś nie poważna! - uniósł ton. - Szukałem cię! Ani przez sekundę nie pomyślałem, żeby sobie iść! 
- Najwyraźniej źle szukałeś, ponieważ ocalił mi życie kto inny. 
- Niby kto? Aaa, no tak! - złapał się teatralnie za czoło. - Zapomniałem o latającym jednorożcu, który aby uratować ci życie, oddał dla ciebie krew. - dodał z drwiną. 
- Daruj sobie, Tomlinson. Miej chociaż czelność wyznać prawdę. - powiedziałam rozczarowana jego zachowaniem. - Zachowujesz się jak rozkapryszony 16 - latek, a przypominam ci, że masz 21 lat. 
- 22. - sprostował unosząc głowę. - A ty zachowujesz się jak 14 - latka, kiedy w rzeczywistości masz 16 lat. 
- 18. - Teraz ja sprostowałam, oburzonym tonem. 
- Wiem. - odparł z szerokim uśmiechem. Zdałam sobie sprawę, że chciał mnie tym wkurzyć. Nawet nie zauważyłam, kiedy gdzieś wcięło Elenaor. Najwidoczniej miała dosyć naszych kłótni i wolała gdzieś sobie pójść. - A ty zamiast mi podziękować, oskarżasz mnie o coś czego nie zrobiłem! 
- No właśnie nie zrobiłeś! Idealnie to ująłeś. 
- Otóż tak się składa kochana panno Brown, że to ja cię uratowałem. Niosłem cię jak idiota przez pół lasu, żeby teraz usłyszeć co? Że zostawiłem cię, samą! - Teraz jego ton, był naprawdę ostry. - Łażę za tobą dosłownie wszędzie! I wiecznie słyszę, że jestem do niczego i mnie nienawidzisz! Więc jeśli tak bardzo chcesz to znajdź sobie innego! Słyszałem, że Karl z 3 c na ciebie leci. - odwrócił się na pięcie i zaczął się oddalać. Co on odpiernicza?
- Ale ... ale ... - zaczęłam, nie mogąc znaleźć odpowiednich słów. Louis tylko machnął zrezygnowany ręką. 
- Daruj sobie. 
A co jeśli to rzeczywiście był on? Oby nie! Wtedy będę musiała, nie dosz, że mu podziękować to jeszcze przeprosić. Nie mam na to ochoty, ale wypadałoby. Jedyne co zapamiętałam z wczoraj to zapach silnych perfum. Nie umiem dokładnie powiedzieć jaki to był zapach, ale pamiętam go. Zaraz, zaraz ... co za kretyn używałby perfum do lasu? Eh, to rzeczywiście Tomlinson. 
- Dzięki. - odezwałam się cicho, tak aby mnie nie usłyszał. Chłopak chyba ma super słuch, ponieważ odwrócił się w moją stronę. 
- Co powiedziałaś? - zapytał, jakby nie mogąc w to uwierzyć. Miałam już rzec 'powiedziałam, że jesteś pajacem', ale się powstrzymałam.
- Używasz perfum? - spytałam nie pewnie. Louis wziął głęboki oddech i kiwnął lekko głową. Cholera, cholera, cholera! Zaskarżę producenta tych perfum. W ogóle wszystkich producentów perfum. - W takim razie to musiałeś być ty. 
- O! - Chłopak złapał się teatralnie za usta. - Czyżby Alex Brown przyznała mi rację? 
- Nie przyznałam ci racji. Stwierdziłam tylko, że to pewnie byłeś ty lub ... to na pewno byłeś ty. 
- Wiesz ... nie szukałem cię dlatego, że cię lubię. Po prostu ... ćwiczyłem role. Wiesz ... gram w pewnej sztuce, zagubionego i bezbronnego chłopaka. 
- Który szuka dziewczyny którą kocha? 
- Tak. - przyznał stanowczo, a zaraz potem zrobił wielkie oczy. - Nie! To znaczy ... eee ... sztuka jest objęta tajemnicą. I tak ci za dużo powiedziałem. 
Roześmiałam się. 
- Dobra, załóżmy, że takie wyjaśnienie mi pasuje, pod warunkiem, że wyznajesz mi prawdę co do ciebie i Elenaor. 
- Ponieważ chcesz wiedzieć czy chłopak, którego kochasz jest z twoją przyjaciółką?
- Tak. Nie! - krzyknęłam, próbując nie patrzyć na rozbawione spojrzenie chłopaka. - Idiota. - mruknęłam pod nosem, omijając go. Tomo pobiegł za mną. Eh, co za wkurzający koleś. 
Szliśmy tak kilka minut w milczeniu. 
- Poczytaj sobie gazety. - powiedział tym samym przerywając ciszę. - Na przykład w jednej pisze, że Elenaor jest w ciąży a ja nie chce się opiekować dzieckiem w drugiej, że mam sekretnego chłopaka a w trzeciej, że ślubowałem miłość mojemu psu. 
- Co? - Prawie popłakałam się ze śmiechu. - Miłość psu?
- No naprawdę! - krzyknął pogodnie. - Najlepsze jest to, że ja nie mam psa! Więc dziennikarze wpadli na pomysł, że chodzi o psa Elenaor o którego jest niby zazdrosna. 
- A jaka jest prawda? 
- Prawda jest taka, że ładnie wyglądasz. - stwierdził z szerokim uśmiechem. Wywróciłam oczami. 
- To sama wiedziałam. Mów lepiej co z tobą i Elenaor. 
- Okej pod warunkiem, że będziesz dla mnie miła przez tydzień. - powiedział wesoło patrząc na mnie. Skrzywiłam się lekko. 
- Rozumiem godzinę, dwie ale ... tydzień? - spytałam nie dowierzającym tonem. 
- To ciebie zżera ciekawość, nie mnie. Ja co najwyżej zastanawiam się nad tym jacy są twoi rodzice? Też wywracają oczami tak jak ty? 
- Nie. Oni są ... idealni. Zupełnie tak jak ty, twoja rodzinka i Elenaor. Polubilibyście się. 
- Mówisz o mnie? Idealny? Dobre sobie. A kto mówił, że jestem bezczelny, chamski, zadufany w sobie, egoistyczny, tchórzliwy, głupi ... Dobra, pomijając to, to czy będziesz dla mnie miła ten tydzień czy nie? 
- Okej, będę. - wyznałam zrezygnowanym tonem. - A więc mów. 
Louis przystanął pod drzewem po czym się o nie oparł. Spojrzał mi prosto w oczy. 
- Rozstałem się z Elenaor, ale nadal jesteśmy przyjaciółmi. Niestety, moi rodzice nie mają o tym pojęcia. Zabiliby mnie gdyby się dowiedzieli. Uważają, że Elenaor jest dla mnie idealna i lepszej dziewczyny nie znajdę a problem w tym, że ... ja nie chce z nią być. Nie kocham jej. Lubię ją, nawet bardzo ale ... to wszystko. Nie wiem jak jest z nią czy nadal coś do mnie czuje czy nie ... Wiem, że z tym całym Henry'm  tylko się koleguje i nic między nimi nie ma. Nawet nie jestem o niego zazdrosny. Nic. Zero. Mogą się na moich oczach całować a mnie to wcale nie będzie ruszać. Problem tkwi w moich rodzicach. Jeśli gazety dowiedzą się prawdy to oni też. Na razie w czasopismach piszą takie bzdury, że rodzinka nie bierze naszego zerwania na poważnie, dlatego wolę o tym nie rozmawiać ... Obiecaj Alex, że nikomu słówkiem nie piśniesz. Niech sobie myślą, że się pokłóciliśmy ale tylko tyle. Zgoda? 
Nie wiedziałam co powiedzieć! Zatkało mnie! Mam trzymać w sekrecie tajemnice mojego wroga? Dobre sobie. Mogę być dla niego miła przez tydzień, ale po tym czasie zamierzam powiedzieć wszystkim prawdę. 
- Zgoda. - przytaknęłam ze sztucznym uśmiechem. 
- Dzięki, że ... mogłem ci się zwierzyć i ... nie wygadasz. Uff, bałem się, że powiesz 'ty chyba sobie żartujesz, jak wrócimy z obozu cała szkoła się dowie'. Naprawdę dzięki, Alex. - Dotknął mojego ramienia uśmiechając się lekko. 
Jeszcze nigdy nie miałam takiej przewagi ... nad nikim! 
Wracając do obozu, Tomo patrzył się przed siebie, a ja zastanawiałam się nad moim planem. Ludzie będą w szoku, kiedy nie będę sypała mu różnych docinków. Boje się, że to będzie większym problemem niż sądzę, ale cóż ... czego się nie robi dla idealnego planu? 
Plotki w szkole. 
Rodzice w szoku. 
Złamane serce Louisa. 
Zaraz, zaraz ... czemu złamane serce Louisa? Hm, nie wiem dlaczego sobie o tym pomyślałam. 
No cóż, wykreślę to, a więc:
Plotki w szkole. 
Rodzice w szoku. 
Złamane serce Louisa
_______________________________________________________
Ta da! Skończone! Nareszcie udało mi się coś napisać. 
Tak szczerze to miałam inny pomysł na ten odcinek i co innego napisałam. Nie jest do końca zadowolona z efektu, ale coś tam jest :). Mam nadzieje, że wam się spodoba. 
Coś się boje, że będziecie lub już jesteście mega wściekli na Alex. Mam już nawet pomysł co dalej z tym wątkiem, ale jeszcze Natalia, Sylwia no i ... nie wiadomo bo mam zepsutego kompa ;//. 
Cóż to ja miałam jeszcze napisać? 
Ah, tak! Widzieliście teledysk do piosenki One direction One way or another? Ja tak i muszę stwierdzić, że chłopcy dali czadu! Nagrali takie cudo! Wprawdzie cover, ale jaki zajebisty! <333. 
No i wreszcie doczekałam się solówki mojego kochasia! Weeee ;-P 
A wszystko to w celach charytatywnych! ;-D 
Paaa. 

8 komentarzy:

  1. Po pierwsze, rozdział jest piękny, cudowny, zachwycający, podniecający (mogłam to sobie darować xd), genialny, wspaniały, słodki, świetny i coś tam jeszcze ... skończyły mi się przymiotniki ;P
    Nie spodziewałam się, że Lou ukrywa to wszystko tylko po to, by jego rodzice się nie dowiedzieli ... myślałam, że zrobisz tak, że ona go zdradziła czy coś ... A TU TAKI SZOK !
    No proszę, proszę ... Alex się rozkręca ! Gadała z Harrym i Zaynem i nie posypały się ani przekleństwa, ani nie było deszczy krwi ! I ten jej okrutny plan ... Aleksandro, szalejesz xD
    Padam przed tobą na kolana, ponieważ cię KOCHAM i nie pisz mi, że jestem wściekła na Jade, przecież ona nie jest aż taka zua, oprócz tego i owego ... z resztą, każdy ma jakieś wady ;*
    Co Natalia i Sylwia ? Co Nata i Ja ? O.O Ja tam się na wszystko zgadzam xD
    Chłopcy byli wprost genialni w teledysku. Zgon na miejscu ! Oglądnęłam to ponad pięćdziesiąt razy od wczoraj <333

    OdpowiedzUsuń
  2. Fajny rozdział. Dodawaj częściej:) a teledysk bombowy:) ściągnełam se z netu (chomikuj.pl) i teraz na okrągło go słucham. A wracając do rozdziału... Za-rą-bi-sty xD

    OdpowiedzUsuń
  3. Fajny rozdział. Dodawaj częściej:) a teledysk bombowy:) ściągnełam se z netu (chomikuj.pl) i teraz na okrągło go słucham. A wracając do rozdziału... Za-rą-bi-sty xD

    OdpowiedzUsuń
  4. Fajny rozdział. Dodawaj częściej:) a teledysk bombowy:) ściągnełam se z netu (chomikuj.pl) i teraz na okrągło go słucham. A wracając do rozdziału... Za-rą-bi-sty xD

    OdpowiedzUsuń
  5. Rozdział genialny, normalnie kocham was :*

    OdpowiedzUsuń
  6. omg jak ja ci zazdroszczę talentu! piszesz tak genialnie, a do tego jeszcze zawsze mnie rozbawisz :)
    akcja z 'tam jest zombie' była przekomiczna i chyba spodobała mi się najbardziej w cały rozdziale. Loui zabawiał się w supermena i ratował Alex awwww. Właściwie na jej miejscu też bym nie uwierzyła, że to właśnie on jej pomógł, biorąc pod uwagę ich relacje. No i jeszcze to, że zarwał z Eleanor. Spodziewałabym się raczej, że się pokłócili czy coś, ale że od razu zakończyli związek? Zastanawiam się dlaczego, skoro do tej pory wszystko było w porządku. No i Rose już mnie zaczyna irytować. Cały czas się czepia Zayna o to palenia, ale w gruncie rzeczy skoro on jest świadomy tego, że to go niszczy to niech sobie pali jak lubi i go to uspokaja. Sama byłam osobą palącą i wiem jak trudno jest rzucić to świństwo. Zastanawiam się też czy da radę być miłą przez ten tydzień... ciekawa czy podoła, biorąc pod uwagę jej wybuchowy charakter. Mam nadzieję, że wybije sobie z głowy ten pomysł z 'zrobieniem Lou na złość' bo pomimo tego, że uwielbiam ich kłótnie, to boję się, że po tej całej akcji on ją znienawidzi czy coś ... no nic, dalszy ciąg pozostawiam Tobie, więc życzę dużo, dużo weny na następny rozdział (: właściwie nawet nie wiem po co, skoro będzie tak samo genialny ja ten - na pewno! :)pozdrawiam cieplutko, sam (:

    przy okazji zapraszam na dwunasty rozdział na LYE, miło by było gdybyś wyraziła swoją opinię (: www.lastyearwithlou.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiem jakim nałogiem jest palenie, ale Rose ma po prostu taki charakter i chce wszystko zmienić na lepsze. Jest tak i tego nie zmienię, przykro mi trochę że Cię irytuje, ale nie każdy musi ją lubić więc nie mam Ci tego za złe. Ona po prostu kocha Zayna i chce dla Niego jak najlepiej, cała Rosalie. Mam nadzieję że kiedyś zmienisz o niej zdanie.

      Nathalie <3

      Usuń
  7. Cóż ja mam Ci napisać...... rozdział jak zawsze zajebisty (sorki za słownictwo ;*) kocham kłótnie i sprzeczki Alex i Lou, ale to chyba jak każdy ;)Na Alex nie da się gniewać, mimo że nie raz jest wredna i szczera do bólu i tak ją kocham ;*** mam nadzieję, że dostaniesz komputer jak najszybciej i wrócisz do nas kocie <3

    OdpowiedzUsuń