wtorek, 12 lutego 2013

Rozdział 21

   Perspektywa Carietty

 Ja chyba robię się nudna ... pewnie w przyszłości skończę jak jakaś stara panna z czterdziestką kotów, która co roku w święta odwiedza brata, jego śliczną żonkę i ósemkę dzieci ... super.
 Przewróciłam się na drugi bok ... znaczy w pewnym sensie. Gdy tylko ruszyłam głową, walnęłam się w jakiś wystający kamień. Syknęłam z bólu, siadając. Rozejrzałam się po namiocie. Te ciołki, Danielle i Niall, w ogóle się nie ruszyli ... nawet nie otworzyli oczu. Westchnęłam ciężko, spojrzałam na zegarek ... piąta nad ranem. Chwyciłam pierwszy, lepszy sweter, założyłam go i wyszłam z namiotu. Od razu usłyszałam jęki z namiotu Stylesa ... na samą myśl, co oni tak wyrabiają, wzdrygnęłam się i poczułam, jak wszystko mi się cofa.
  - Obrzydlistwo. - Mruknęłam zniesmaczona pod nosem, obracając się na pięcie.
 W podskokach ruszyłam przed siebie. Zajęcia zaczną się za jakieś trzy godziny ... i pewnie dopiero za półtorej wszyscy wstaną. Oddaliłam się trochę od naszego obozu, po czym usiadłam na kamieniu i zaczęłam wpatrywać się w komórkę. Moje maleństwo ... moje piękne, słodkie, różowe maleństwo ... nie rozumiem, za jakie grzechy nie ma tutaj zasięgu ... co ja im zrobiłam ?! Przecież byłam grzeczna !
  - Cat ? - Usłyszałam dziewczęcy głos.
  - Tori ? - Zapytałam zdziwiona, odwracając się w stronę dziewczyny, która najwidoczniej nie była sama. - Jade ? Myślałam, że jeszcze śpicie. - Uśmiechnęłam się do nich.
  - Nie mogłam zasnąć. - Westchnęła niechętnie Alex, siadając obok mnie, po lewej stronie.
  - Ja ciągle myślę o naszej kłótni z Zaynem ... w ogóle się do mnie nie odzywa. - Jęknęła, siadając po prawej stronie obok mnie.
  - Mówiłam ci, żebyś z nim zerwała. - Alexandra przewróciła oczyma, a ja posłałam jej mordercze spojrzenie. - No co ? - Zapytała oburzona.
  - Ty już dobrze wiesz co. - Dałam jej kuksańca w bok. - Moim zdaniem powinnaś sama udawać, że jesteś na niego wkurzona, ignorować go, a jak to zobaczy, zacznie się o ciebie znowu starać. - Puściłam do niej oczko, a ta złapała się za głowę.
  - Nie wiem ... zobaczę ... - Mruknęła. - Wiadomo co z Louisem i Eleanor ? Na serio dziwnie się zachowują ... wczoraj próbowałam z nią na ten temat porozmawiać ... zaczęła rzucać we mnie obcasami ... a trzeba jej przyznać, że ma ich całkiem sporo. - Skrzywiła się.
 Ani ja, ani Alex nie odezwałyśmy się. Tylko wzruszyłyśmy lekko ramionami. Mój wzrok powędrował w górę. Na jednej z gałęzi siedziała wiewiórka. Oczy mi się w ręcz zaświeciły.
  - Dzisiaj idę polować na wiewiórki. - Postanowiłam, wysyłając tamtej wiewiórce całuca, a one spojrzały na mnie jak na idiotkę. - No co ? One są takie puchate i słoodkie. - Zawyłam, a tamten futrzak gdzieś uciekł.
  - Pozostawiam to bez komentarza. - Prychnęła Alex.
  - Kiedy właśnie to zrobiłaś. - Zachichotała Rose.
  - Ale co zrobiłam ? - Zdziwiła się.
  - No ... skomentowałaś jej wypowiedź. - Przewróciła oczyma.
  - Nie prawda. - Zarzuciła włosami do tyłu.
  - Prawda. Mówiąc, że tego nie skomentujesz, skomentowałaś to. - Zmarszczyła lekko swoje brwi.
  - Nie prawda. Mówiąc, że tego nie skomentuje, oznajmiam, że tego nie skomentuje. - Mruknęła.
  - No właśnie nie. - Westchnęła ciężko i zaczęła jej tłumaczyć coś tam, a Jade co chwila jej przerywała, zaprzeczając.
  - Ej, a może zrobimy jutro lub po jutrze imprezę ? - Spytałam, przerywając im.
  - Ale jak to ? - Spytała całkiem wyrwana z kontekstu Alex.
  - No wiecie ... może chłopaki dla nas zaśpiewają, czy coś ... dzisiaj wieczorem. Na pewno nauczyciele się zgodzą, w końcu to jakaś rozrywka ... - Powiedziałam szczęśliwa.
  - Czy ja wiem ... mnie się tam nie chce ... - Ziewnęła Rose.
  - Przecież nie mówię, że to MY będziemy to przygotowywać. - Mrugnęłam do nich. - Wrobicie w to chłopaków. - Wyjaśniłam, widząc ich miny typu "WTF?!".
  - Aha ... ale że my dwie ? - Spytała zdziwiona Jade.
 Ja przytaknęłam, wstałam i jak najszybciej się stamtąd ulotniłam. Wszyscy powoli zaczęli się już budzić. Wpełzłam do naszego, pustego już namiotu i się przebrałam. Czemu ? Bo wcześniej byłam w piżamie.

***

  - Chcę, abyście stali się drzewem ! Bądźcie drzewem ! Wychwalajcie drzewo ! Myślcie jak drzewo ! Połączcie się z drzewem ! - Mówił jakby dostał olśnienia, nasz nowy nauczyciel od zajęć aktorskich, pan Sikowitz. 
 Większość osób z naszej grupy albo się śmiała pod nosem, albo zajmowała się sobą, albo przewracała oczami. Ja jednak z iskierkami radości słuchałam jego jakże fascynującego wykładu.
  - Stańcie się deską. Bądźcie jak deska. Poczujcie się jak deska ... Caroline ma w tym wprawę ... bo ona jest deską. - Chichotał Harry i Louis, a ja miałam ochotę walnąć wielkiego face palma.
  - Matko, co za banda dekli. - Prychnęła Dan do mnie, poprawiając włosy.
  - Mhm ... - Przytaknęłam jej, wzrokiem szukając Rose, Alex lub Eleanor.
  - Cat, kotku, jak ty się w ogóle czujesz ? - Zapytała z delikatnym uśmiechem, który tylko dodawał jej uroku. - Widziałam jak dzisiaj na śniadaniu bierzesz dokładkę, dokładki. - Dała mi sójkę w bok.
  - Tak ... ostatnio ciągle mam apetyt. I nie wymiotuję. - Powiedziałam, szczerząc się do niej.
  - To gratulacje. - Puściła mi oczko.
 Nauczyciel ciągle gadał ... a we mnie się gotowało ... rozumiem, że można lubić naturę, ale żeby przez trzydzieści pięć minut gadać tylko o drzewach to trzeba mieć coś z  głową.
  - Idę poszukać cywilizacji ... idziecie ze mną ? - Zapytał lokers, podchodząc do nas.
  - Lou idzie z tobą ? - Zapytałam, unosząc brwi.
  - Nie ... - Westchnął smutno, robiąc psie oczka w stronę brunetki.
  - Ja i Li chyba się z tobą przejdziemy. - Uśmiechnęła się do niego, ciągnąc go w stronę swojego chłopaka.
 Ja natomiast podbiegłam do Louisa, który stał do mnie tyłem i wskoczyłam mu na plecy. Na całe szczęście, jego równowaga jest dość ... "wytrzymała" ? A ja nie ważę aż tak dużo, by go znokautować.
  - Bry wiewióreczko. - Zachichotał, niczym jakaś bezmózga blondyna, przez co parsknęłam śmiechem.
  - Bry bez mózgu. - Powiedziałam, zeskakując z niego i opierając głowę o jego ramię.
  - Czo tam u ciebie słychować ? - Zapytał, a wielki uśmiech dalej nie schodził mu z twarzy.
  - Postanowiłam wybrać się na łowy, by zapolować na mityczne istoty. - Powiedziałam, a widząc jego pytające spojrzenie, przewróciłam oczyma. - Idę poobserwować wiewióry. - Westchnęłam.
  - Ja idę z tobą ! - Pisnął ożywiony, klaszcząc w ręce.
  - Oki doki. - Przytaknęłam. - Pójdziesz zmusić Alex i Rose, żeby z nami poszły, a ja pogadam z Niallem i Zaynem, spoczko ? - Zapytałam, unosząc jedną brew ku górze.
  - Spoczko. - Puścił mi oczko, obrócił się na pięcie i gdzieś zniknął.
 Rozciągnęłam się, po czym ruszyłam w stronę mojego brata, który palił papierosa gdzieś z boku. Osobiście nie mam pojęcia, jak można lubić takie coś ... smak nikotyny, moim skromnym zdaniem, jest obrzydliwy.
  - Hej braciszku. - Mruknęłam z grymasem, machając dłonią przed twarzą, by rozwiać ten dym.
  - Witaj wkurzająca siostrzyczko. - Zaśmiał się pod nosem, gasząc szluga.
  - Słuchaj, mam do ciebie prośbę ... - Spojrzałam na niego słodkimi oczkami. - Chodź ze mną i jeszcze kilkoma osobami na polowanie wiewiórek dzisiaj wieczorem ... - Złapałam go za rękę, patrząc prosząco w jego oczy.
  - Spoko. - Wzruszył ramionami.
  - Obiecujesz, że już się nie wycofasz ? - Zmrużyłam oczy.
  - Chyba będę tego żałował ... ale tak. - Przytaknął.
  - Super ! Będziesz w parze z Rose, jeśli się zgodzi iść. - Powiedziałam z uśmiechem, a ten zmroził mnie wzrokiem.
  - Ty mała ... - Zaczął, ale ja zaczęłam biec przed siebie.
  - Pogadamy później ! Też cię kocham ! - Krzyknęłam, a gdy oddaliłam się na bezpieczną odległość wzrokiem zaczęłam szukać Nialla.
 Od początku wyjazdu Zayn dość często kłóci się z Rose o różne głupoty. Najwyraźniej, dzisiaj też się posprzeczali.  Zapewne od uzależnienie do papierosów mojego brata.
  - Kogoś szukasz ? - Usłyszałam za sobą czyiś głos. Aż podskoczyłam, chwytając się za serce. Spojrzałam z wyrzutem ta tego KOGOŚ i co się okazało ? Że to blondynek we własnej osobie.
  - Idziesz dzisiaj ze mną i kilkoma osobami na polowanie na wiewiórki ? - Zapytałam z błyskiem w oczach.
  - Jasne. - Uśmiechnął się, obejmując mnie ramieniem.
  - To dobrze. - Powiedziałam, szczerząc się do niego, jak głupi do sera.

 ***

 Gdy usłyszałam lekkie pochrapywanie Dan, oraz równomierny oddech tamtej dwójki, podniosłam się do siadu po turecku. Spojrzałam na moją różową, dwuczęściową piżamę ... nie powinnam zmarznąć. Bluzeczkę na ramiączkach zakryję białym swetrem, a długie nogawki zakryją mi nogi. Przytaknęłam na własne myśli, założyłam sweterek, po czym obudziłam blondaska. Oboje wyszliśmy z namiotu i udaliśmy się po Rose, Zayna, Lou i Alex. Wszyscy na całe szczęście się zgodzili ...
 Pociągnęłam dziewczyny w stronę ... jakąś tam ... ważne, że poszłyśmy w głąb lasu, a za nami chłopcy.
  - Dobra, jestem z Alex. - Wyszczerzył się Lou, obejmując ją ramieniem.
  - Taa ... ale pamiętasz o umowie. - Mruknęła, zrzucając z siebie jego rękę.
  - Ja idę z Cat, a wy razem. - Powiedział Niall, podchodząc do mnie.
  - Mhm. - Fuknęli razem Zayn i Rose, nadal na siebie obrażeni.
  - To skoro wszyscy są zadowoleni, to tak ... Rose i Zayn idą penetrować tamten teren. - Ręką wskazałam lewą stronę. - Alex i Lou idą tam. - Wskazałam prawą stronę. - My idziemy naprzeciwko. - Uśmiechnęłam się szeroko, chwyciłam blondyna za rękę i każdy poszedł w swoją stronę.
  Od razu rzuciła mi się w oczy czerwona kropka wysoko na drzewie. Niewiele myśląc wdrapałam się na pierwszą, najniższą, grubą gałąź. Potem poszło już szybciej ... byłam już prawie na samym czubku, gdy ta wiewiórka uciekła ... westchnęłam ciężko i spojrzałam w dół. d razu oblał mnie zimny pot, serce przyśpieszyło, a żołądek zaczął się dziwnie skręcać.
  - Cat, złaź ! - Wrzasnął Niall, lekko zakłopotany.
  - A ... ale ... tu jest t ... tak wysoko. - Za jąkałam się.
 W pewnym momencie gałąź pode mną się złamała, a ja wisiałam, trzymając się górnej gałęzi.
  - Cat ! - Krzyknął przerażony. - Spokojnie ... zaraz tam wejdę i ci pomogę ! - Krzyknął, już chcąc wejść na górę.
  - Nie ! - Szybko zaprzeczyłam. - Nie utrzyma nas obu ... - Powiedziałam, rozglądając się za jakąś podpórką ... ale nic nie było ...
  - Dobra, skacz. - Westchnął, a ja z nie dowierzaniem pisnęłam "co takiego ?!". Ten przewrócił oczyma i rozłożył ręce. - No normalnie skacz. - Uśmiechnął się zachęcająco.
 No on sobie chyba ze mnie kpi ! Że ja mam skoczyć ?! Z TAKIEJ wysokości ?!?!
 Dobra, spokojnie ... wdech, wydech, wdech, wydech ... i skok !
 Skoczyłam w prost z ramiona Nialla ... ten, że do najsilniejszych nie należy, wywrócił się, zrobiliśmy fikołka i wylądowałam na nim ukradkiem.
  - Yyy ... co tam ? - Zapytałam głupkowato, masując bolącą głowę, którą walnęłam o ziemię.
  - Yyy ... a nic ciekawego. - Wyszczerzył się do mnie.
  - Yyy, to dobrze. - Wzruszyłam ramionami i ziewnęłam.
  - Widać ty już masz dość. - Zaśmiał się, a ja westchnęłam ciężko.
  - Ale dopiero co zaczęliśmy polowanie ... - Jęknęłam.
  - Ale dopiero co zleciałaś z drzewa i jak zaraz nie wrócimy, zaśniesz na stojąco. - Przewrócił oczyma.
 Westchnęłam ciężko, wstając z chłopaka. Ten wziął mnie na barana i oboje wróciliśmy na teren, gdzie nasza klasa rozbiła namioty. Szczerze ? W jego ramionach czułam się tak ... niesamowicie ... było mi ciepło, przyjemnie ... i ogółem tak miło.

***

  Mruknęłam kilka niecenzuralnych słów, schodząc z pleców Nialla. Usiadłam na jednej z kłód ustawionych w okół miejsca na ognisko. Tak było umówione. Że tam się spotkamy. Po jakiś pięciu minutach dołączyła do nas Rose i Zayn, którzy nie odzywali się do siebie, nie patrzyli na siebie i starali się wszystko ignorować.
  - A wam co się znowu stało ? - Zapytałam niepewnie, trzęsąc się z zimna.
  - Nic. - Warknęli oboje na raz, zmrozili się wzrokiem i powrócili do gapienia się w komórkę. 
 Ja nieobecnym wzrokiem zaczęłam się rozglądać za Alex i Lou. Czekaliśmy ponad dwie godziny ... a ich nadal nie było. Zaczynałam się powoli martwić, wiercić i nadal co kilka sekund ziewałam, wtulona w blondaska. 
  - Może lepiej idź już spać. - Szepnął, a ja pokiwałam przecząco głową.
  - Nie ... póki tamci nie wrócą, nie mam prawa stąd iść. - Odszepnęłam.
  - Ale ty już prawie śpisz ... idź, ja, Rose i Zay tu poczekamy. - Ucałował mnie w czoło.
 Po chwili zastanowienia, kiwnęłam potwierdzająco głową i ruszyłam do namiotu. Dan w nim nie było ... co raczej wydawało się podejrzane ... Położyłam się pod śpiworem, nakryłam się kocem i oddałam w objęcia Morfeusza.

***

 Hi, Hai, Hello ! Dodałam ten rozdział z nudów ... krótki, wiem i przepraszam za to, ale brak weny i mój leń dają się we znaki :P Gratuluję Alex za tamten rozdział, który na prawdę wywarł na mnie wrażenie ;* No i tutaj macie taki suprais, gdyż powiadam wam, że w najbliższym czasie dodam rozdział z perspektywy naszego  flirciarza, zamiast Cat ^^
 Dziękujemy za komentarze, które tylko nas motywują i zachęcają. Czekamy na nie z niecierpliwością. Pozdrawiam i pamiętajcie, KOFFAM WAS !!! <3

4 komentarze:

  1. Rozdział boski, czekam na kolejny i jaka niby umowa??? :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Genialny rozdział czekam na kolejny :*

    OdpowiedzUsuń
  3. BOSKO!!!!!!!!!!!Czekam na następny!!!!Pozdrawiam i życzę dużo weny!!!!!Ola:P

    OdpowiedzUsuń