sobota, 23 lutego 2013

Rozdział 23


Perspektywa Rose

Razem z Cat i Dan siedziałyśmy przy kamiennym kręgu gdzie dopalało się jeszcze do końca wczorajsze ognisko. Opiekuni zawołali nas do drewnianych stolików na obiad. Oczywiście brakowało Alex i Lou, ale oni zawsze muszę się zgubić lub spóźnić to już taki standard. Usiadłam obok Carietty i Danielle i zaczęliśmy zajadać się wyjątkowo pyszną zupą pomidorową. W końcu przyszli nasi zaginieni i zajęli miejsca w naszym stoliku, dziwne oni jeszcze się nie zabili, coś jest nie tak…
- Alex ... a co myślisz o mojej grzywce ? Nie jest zbyt nażelowana ? – naprawdę on pyta o takie rzeczy Alex…. naszą Alexandrę Brown, która prędzej mu tą grzyweczkę wsadzi w talerz z zupą niż ją pochwali ?!? Pogięło go już totalnie….
 - Nie ... jest ... idealna ... – odpowiedziała moja przyjaciółka, a ja zaczęłam się krztuście zupą. ŻE CO ONA POWIEDZIAŁA ?!?!?!!? Że jest idealna, przepraszam czy ja się przesłyszałam czy jak ?!?!
 - A moje spodnie ? Nie są gejowskie, prawda ? – spojrzała na nią z nadzieją.
 - Nie ... są ... normalne ... – odpowiedziała ciężko wzdychając. No nie ja zaraz padnę, czy ona jest dla niego miła. Przecież to Alex..! On miła dla Louisa to jakieś, takie dziwne…. o_O
 - A moje oczy są ślicznie, no nie ? – nie moja przyjaciółka tego to już na pewno nie wytrzyma, zaraz mu cos wygarnie, jestem tego pewna.
  - Tak ... – powiedziała, a cały nasz stolik spojrzał na nią z taką miną :


- Alex czy ty się źle czujesz ? – dotknęła jej czoła Dan.
- O co ci chodzi czuje się dobrze. – powiedziała zdziwiona pytanie i naszymi minami.
- Louis co ty jej zrobiłeś ?!? – zapytała Cat.
- Co już ja… ja nic nie zrobiłem. – podniósł ręce do góry w geście obronnym.
- To już miła nie mogę być ?!? – oburzyła się Alex.
- Czy ty dziewczyno się słyszysz. – spojrzałam na nią zdziwiona.
- Pff… - burknęła i odeszła od stolika. Teraz nasze spojrzenia powędrowały na Lou, ona dumnie zajadał się obiadem i nic sobie nie robił z naszych przenikliwych spojrzeń. Dosiedli się do nas Li, Niall, Hazz no i Zayn.
- Siema ! – wydarli się wszyscy.
- Hej. – mruknęłam.
- No siema ! – wydarły się rozbawione czymś dziewczyny.
- A wam co tak wesoło. – zapytał Hazza.
- Żałujcie że was nie było…. – zaczęła Cat i wybuchła śmiechem.
- Jak wam opowiemy to i tak nie uwierzycie… - dopowiedziała Dan i poszła w ślady czerwonowłosej. Chłopacy spojrzeli na mnie z wyczekiwanie.
- Boże wielkie halo bo Alex była miła dla Lou. – wywróciłam oczami, a ci wybuchli śmiechem.
- Że jaka była Alex dla Lou ? – spojrzał na mnie Niall z niedowierzaniem.
- Miła. – uprzedził mnie nasz marchewkożerca. Na co oni jeszcze bardziej się roześmiali, no wszyscy poza Malikiem ten uważnie mi się przyglądał tymi smutnymi, brązowymi oczętami. Nie miałam ochoty z nimi siedzieć więc wstałam od stolika.
- Dzięki najadłam się już. – oznajmiłam i zaczęłam się oddalać.
- Ale Rose… jeszcze deser. – przypomniał Niall, a ja mimowolnie uśmiechnęłam się pod nosem.
- Jest twój. – uśmiechnęłam się do niego, a ten podskoczył i zaczął się cieszyć jak dziecko. Zostawiając znajomych poszłam przejść się po lesie. Szłam dość długo, czułam jakby ktoś mnie obserwował i nagle zza drzewa ktoś się wyłonił.
- Hej piękna, ostatnio chyba wszystkiego nie dokończyliśmy. – podszedł i wierzchem dłoni przejechał po moim policzku, o nie nie tym razem.
- Chyba śmieszny jesteś, myślisz że nikt się nie domyśli że to ty. – prychnęłam lekceważąco.
- O proszę pyskata się stałaś, a ostatnio byłaś taka bezbronna i uległa. – wyszeptał mi do ucha, muszę przyznać on jest przerażający.
- Oliver zostaw ją w spokoju. – usłyszałam dziewczęcy głos, ale muszę przyznać tej osoby to ja się nie spodziewałam.
- Oj Cristal daj mi się zabawić. – zrezygnowany opuścił ręce.
- Ty jesteś pojebany, co ty robisz biednym dziewczyną, myślałeś kiedyś co zrobiłbyś chłopakowi który by mnie tak skrzywdził. – powiedziała smutna, boże ta dziewczyna ma uczucia o_O
- Cristal, ale… - spojrzała na nią z troską.
- Skończ z tym, proszę. – przytuliła go mocno. Dobra to było dość…… dziwne. Zostawiłam ich w tej całej…… boże mega dziwnej atmosferze i wróciłam do obozu. Był już zmierzch, zimne powietrze i bliskość jeziora dało sobie znać, wzięłam z namiotu pierwszą lepszą bluzę i trafiłam na Zayna. Mimowolnie uśmiechnęłam się i założyłam ją i od razu do nosa dotarł zapach jego cudownych perfum.
- Ślicznie wyglądasz, przepraszam za wszystko. – pocałowała mnie w szyję mój chłopak.
- Zależy mi na tobie Zayn, robię to tylko i wyłącznie dla ciebie. – odwróciłam się w jego stronę i spojrzałam prosto w oczy. Razem poszliśmy nad jezioro gdzie odbywa się już ognisko. Wszyscy siedzą w okręgu, zajadają się kiełbaskami, piankami i pieczonymi owocami. Niall przygrywa na gitarze atmosfera była cudowna. Zajęliśmy miejsce wśród naszych znajomych, którzy świetnie się bawili śpiewając i tańcząc. Cat również grała ... co mnie dość zdziwiło ... nie wiedziałam, że ona umie brzdąkać na gitarze. Alex z uśmiechem gadała z Eleanor, która wyglądała, jakby kamień spadł jej z serca, a Louis rozmawiał z zamyślonym loczkiem, który wpatrywał się nieobecnym wzrokiem w jeden punkt w niebie. Blondyn pomagał czerwonowłosej, a cała reszta opiekała pianki. Cristal dziwnie się na mnie patrzyła ... natomiast Olivier podrywał jakąś rudą. Prawie wszystko jest idealnie no może usunęła bym stąd parę osób i byłoby cudownie. Oparłam głowę o ramie Zayna i w dobrym humorze odpłynęłam w krainę Morfeusza.

***

Kolejny poranek w obozie, obróciłam się w bok i znów nie było Zayna. Wyszykowałam się szybko i ubrana wyszłam z namiotu. Przeszłam nad rzeczkę, która jest dla nas łazienką. Przemyłam twarz i poprawiłam włosy, spojrzałam moje małe lusterko, wyglądałam źle miałam podkrążone oczy i bladą cerę. Nie zastanawiając się dłużej nad swoim wyglądem wzrokiem szukałam jakiejś znajomej mi twarzy. Zauważyłam Alex, Cat i Dan siedzące na jakimś leżącym konarze więc szybszym krokiem podeszłam do nich.
- Hej. – uśmiechnęłam się niemrawo.
- Cześć. – powiedziałam Dan.
- No Siemka ;D – pisnęła Cat.
- Hej. – przywitała mnie Alex.
- Nie widziałyście czasem Zayna ? – zapytałam rozglądając się dookoła. Cat i Dan siedziały cicho, a Alex ruchem głowy wskazała mi jedną ze ścieżek. Wstałam z pnia i pomaszerowałam w pokazaną mi drużkę w oddal stał bowiem oparty o drzewo z tym wstrętnym papierosem w buzi. Podeszłam do niego wściekła i wyrywając mu go z dłoni rzuciłam na ziemię przydeptując go.
- Obiecałeś mi wiesz że cię to zabiją. – powiedziałam poważnie, byłam wściekła, ale nie chciałam kolejnej awantury.
- Co ty w ogóle wyrabiasz dziewczyno ! – wydarł się na mnie i złapał mocno za nadgarstek. Spojrzałam na niego ze strachem, nigdy nie mówił do mnie z takim tonem. Przestraszyłam się go. Wyrwałam dłoń i czym prędzej zaczęłam biec w stronę jeziora, chciałam zostać sama jednam mój chłopak mnie zatrzymał.
- Rose przepraszam ja… - przerwałam mu uderzeniem z otwartej ręki w policzek.
- Nie odzywaj się do mnie. – powiedziałam ze łzami w oczach i uciekłam od niego jak najdalej. Usiadłam na końcu pomostu i zanurzyłam stopy dość zimnej wodzie.
- Hej co jest ? – usiadł koło mnie Andre.
- A tak sobie myślę. – otarłam mokre policzki.
- Widziałam co się zdarzyło między tobą a Zaynem. – objął mnie ramieniem i mocno przytulił.
- On nic nie rozumie, ja po prostu o niego dbam. Przez papierosy umarła moja babcia, wiem jaki to ból, nie chcę żeby go to spotkało. Naprawdę mi na nim zależy, ale teraz potrzebuje spokoju, samotności. – wyjaśniłam.
- Uwierz mi mu też zależy, ale postaw się na jego miejscu. Zerwanie z nałogiem nie jest takie łatwe.
- Wiem że to trudne, ale on nawet się nie stara. – spojrzałam na niego z poważną miną.
- Porozmawiaj z nim, na spokojnie. – uśmiechnął się promiennie.
- Jutro…. chcę to wszystko przemyśleć.
- Choć wracamy do obozu. – wstał i wyciągnął w moją stronę rękę. Złapałam ją i razem poszliśmy w stronę naszych namiotów.
- Dzięki Andre.
- Ale za co ?
- Za to że jesteś.
- Nie ma za co, od tego są przyjaciele. – przytulił mnie mocno, a ja odwzajemniłam gest.

***

- Niall możemy pogadać. – podeszłam do znajomych, gdzie napotkałam ich przenikliwe spojrzenia.
- Jasne. Co jest ? – uśmiechnął się trochę zdziwiony.
- Na osobności. – odeszliśmy kawałek i usiadaliśmy na jakiś pieńkach.
- Więc co jest ? – spojrzała na mnie badawczo, swoimi błękitnymi oczętami.
- Możesz…. znaczy czy mógłbyś się zamienić ze mną namiotami, no wiesz ty pójdziesz do Zayna, ja do Cat i Dan. – niepewnie zerknęłam na myślącego blondyna.
- Jasne, a coś się stało ? – położył dłoń na moim ramieniu.
- Nie no co ty, chcę spędzić trochę czasu z dziewczynami. – zachichotałam nerwowo.
- Widzisz je na co dzień. – zauważył.
- Zayna też i co… proszę to dla mnie ważne. – spojrzałam na niego błagalnie.
- Przecież się zgodziłem, po prostu martwię się o was. – uśmiechnął się przyjaźnie.
- Nie musisz się martwić. – przytuliłam go przyjaźnie. Wróciliśmy do reszty i usiedliśmy na drewnianych ławkach.

- Yyy Rose kto ci to zrobił. – złapała mnie za nadal bolący nadgarstek Cat. Syknęłam z bólu i spojrzałam znacząco na Zayna, który spuścił wzrok.
- Pewien wredny neandertalczyk. – fuknęłam, wyrywając z jej rąk nadgarstek.
- Olivier ? – zapytała przerażona, a ja parsknęłam śmiechem. No czyli pomyliła Zayna z gwałcicielem, który napada na bezbronne dziewczęta. Cóż, w sumie aż tak bardzo się nie pomyliła. Boże jak ja nie lubię być na niego zła, ale on mnie tak wnerwia…. co za życie… -.-
 - Nie, nie Olivier. – powiedziałam stanowczo.
 - To kto ? – naciskała mnie Dan.
- Zmęczona jestem. - wstałam i zaczęłam zmierzać do namiotu.
- Rose nasz namiot jest tam. - zaznaczył Zayn.
- Chyba twój. - burknęłam i poszłam do mojego nowego ''domku''.

_______________________________________
A więc mamy kolejny rozdział..... nie wiem co mam o nim sądzić. Dobra wyszło jak wyszło i mam nadzieję że wam się spodoba. Co sądzicie o kłótniach Rose i Zayna ? A co o zachowaniu Cristal, ja myślicie czy taka zołza mogła się zmienić czy to tylko gra ? Liczę na wasze szczere komentarze i jak macie jakieś pytania do nas lub bohaterów to śmiało <3 Dobra kończę... już bardziej was nie męczę... lovciam was ;***

czwartek, 21 lutego 2013

Rozdział 22


Oczami Alex: 
Siedziałam pod drzewem i bawiłam się znalezioną gałązką, podczas gdy Louis na czworaka łaził po lesie z lupą w ręce. Ciężko westchnęłam. Co on wyprawia? Uważa, że te wszystkie wiewiórki powystrzelano z wiatrówki i teraz chce znaleźć krew? Ja go naprawdę nie ogarniam. Jego zachowanie przechodzi ludzkie pojęcie. Mój królik ma więcej oleju w głowie niż ten chłopak. 
- Skończyłeś? - zapytałam ziewając. Tomo potrząsnął głową. 
- Znajdę wiewiórki, zobaczysz. Cat będzie ze mnie dumna. - wyszczerzył się spoglądając na mnie. 
- Proszę powiedz, że zawsze liczyła się tylko ona a ja jestem dla ciebie nikim! - powiedziałam klękając przed nim. Chłopak zmarszczył brwi. 
- Chce też żeby moja matka była ze mnie dumna, ale nie zamierzam jej zaliczyć. 
Wywróciłam oczami. 
- A ty tylko o jednym. Zupełnie jak Harry. Ograniczyłabym wasze spotkania. 
- Która godzina? - zmienił temat. Spojrzałam na wyświetlacz w telefonie. 
- 20:48. - odpowiedziałam, kolejny raz ziewając. - Lepiej wracajmy bo nie długo północ, a podobno w lasach o tej godzinie straszy. Wiesz, według legend zamordowano Emily Johnson, wypruwając jej oczy i wyrywając serce. Teraz chodzi bez gałek ocznych i ... 
- Daruj sobie. - przerwał mi znudzonym tonem, podnosząc się z ziemi. - Myślisz, że uwierzę w te brednie? 
Parsknęłam śmiechem. 
- Tak? To dlaczego obejrzałeś się przez ramię? Uuu, nasz pan odważny zaczyna mieć pietra! -  zaczęłam skakać z radości. - Boi się Emily Johnson, która wydłubie mu oczy! - roześmiałam się szyderczo. Wtedy Tomo zrobił wielkie oczy. Najprawdopodobniej coś zobaczył. Powędrowałam za jego spojrzeniem. Nic. - Co? Zobaczyłeś slendermana? - zadrwiłam. 
- Gorzej. Wydaje mi się, że zombiaka. 
- Zombie? - pisnęłam pogodnie. - Bez obaw, Tomlinson. Oni żywią się mózgami. 
Wpadłam w niepohamowany śmiech, podczas gdy Louis spojrzał na mnie obrażony. Ciemny, mroczny las. To jest to co kocham. Dziwne, ale od razu poprawił mi się humor, na widok przerażonego chłopaka. 
- To nie jest zabawne, Brown. Ja idę a ty jak chcesz. 
- Ale nie możemy! Przecież musimy znaleźć wiewiórki żeby Cat była z ciebie dumna! Po za tym, ja idę się przywitać z tym 'zombie'. Może się zaprzyjaźnimy? Kto wie? Bye. - pomachałam mu ze słodkim uśmieszkiem i skierowałam się przed siebie. Co za koleś. Mam uwierzyć, że gdzieś tutaj czai się zło i nas wszystkich pozabija? To nie jest horror, tylko prawdziwe życie. 
Przeszłam już prawie 200 metrów i nic! Żadnego zombiaka, Emily Johnson (którą na marginesie wymyśliłam), slendermana czy wampira. Nic! Louis jak zwykle panikuje. 
A ja? No cóż, a ja trochę się rozczarowałam. Chociaż ... może nie wszystko stracone. 
Nie namyślając się długo, pobrudziłam  trochę ziemią, spodnie, bluzkę, twarz i zajęłam jak najbardziej wiarygodną pozycję, do upadnięcia. Potem zaczęłam piszczeć. Przez długi czas nikt się nie pojawiał. Czy Lou sobie mnie olał? Nie jestem w potrzebie, ale jak bym była? To co? Zero pomocy z jego strony. 
- Ratunku! Na pomoc! Louis ty kołku rusz się! - krzyczałam, starając się na jak najbardziej zrozpaczony ton. 
Nic. 
Cholera go! Pewnie wrócił do namiotu zostawiając mnie samą w pustym lesie ... Wściekła podniosłam się gwałtownie z ziemi. Musiałam zahaczyć o coś ostrego, ponieważ poczułam silny ból w lewej nodze. Zapiszczałam ale, tym razem szczerze. Podciągnęłam nogawkę i aż mnie zemdliło. To na widok krwi. Nie była to bowiem, mała rana, ale przechodziła od kolana do połowy łydki. Ciekawe co mnie tak zraniło? Co, upadłam na siekierę czy co? 
- Louis! Louis! - krzyknęłam, chociaż i tak byłam pewna, że się nie zjawi. To najgorszy dzień mojego życia. Los chyba mi się odpłacił za ten durny kawał, na który zresztą wcale się nie nabrał. Noga bardzo mnie szczypała więc raczej nie było mowy a pójściu dalej. 
No pięknie, umrę przez nogę. No chyba, że naprawdę spotkam zomabiaka. Wtedy umrę  przez zombiaka. A to by była zdecydowanie lepsza śmierć. 
Dobra, koniec zbędnych rozmyślań! Oparłam się o najbliższe drzewo. Dobry Boże, nie chce tak umrzeć! Przecież nie zrobiłam jeszcze tylu rzeczy! 
Po pierwsze nie obejrzałam wszystkich części 'krzyku'. 
Po drugie nie powiedziałam mojej matce, że każdy ma wady tylko ja trochę więcej niż inni. 
Po trzecie nie wyznałam Cat i Rose jak bardzo są dla mnie ważne. 
I po czwarte nie zakochałam się. 
Nie chce umrzeć nie kochając i nie będąc kochaną! 
Zabije Tomlinsona!
Zabije, ożywię i jeszcze raz zabije. 
Nagle poczułam, że ktoś łapie mnie za dłoń ... nie miałam siły się sprzeciwiać ani do końca nie wiedziałam kto to był ... Pewnie tylko jakiś gwałciciel ... hm, ten gwałciciel miał dziwnie znajomy głos ... Wziął mnie na ręce i wyszeptał do ucha:
- Alex, wszędzie cię szukałem. Uciekłaś mi. 
- Uciekłam Tomo a nie tobie ... - odpowiedziałam nie bardzo będąc świadoma tego cię w okół dzieje. - Zostawił mnie ... a mnie bardzo boli ... noga ... 
- Uuu rzeczywiście nie jest dobrze. - stwierdził. - Alex nigdy bym cię nie zostawił. 
- Jesteś głupszy od tego kretyna który mnie zostawił. Przecież nie mówię, że ty sobie poszedłeś tylko on. 
- A wiesz, że ja i on to jedna osoba? 
- Kolejny szyfr? 
Chłopak roześmiał się. 
A co było dalej? Wie tylko on ... 
***
Następnego dnia, obudziłam się o 10:07. Wiem stąd gdyż zerknęłam na wyświetlacz w telefonie. Leżałam w namiocie, a obok ... hm, a obok nikt! Ten palant mnie zostawia i jeszcze nie ma czelności stawić mi czoła! Zauważyłam, że nogę mam w bandażu. Muszę podziękować temu dobremu człowiekowi, który wczoraj ocalił mi życie. 
Nie musiałam się przebierać, ponieważ spałam w ubraniach. Co najwyżej uczesałam się i nałożyłam na usta błyszczyk.
Na zewnątrz, zauważyłam Rose, która jak tylko także mnie zobaczyła, szybko do mnie podbiegła. Miała przerażoną minę. 
- Dzięki Bogu, Alex. Wczoraj myślałam, że ... 
- Gdzie on jest? - spytałam ostro. - Gdzie jest Louis? Znając go, pewnie zwiał. No cóż, znajdę go i policzę się z nim. 
- Ale Alex ty nie rozumiesz ... 
- Doskonale rozumiem. - przerwałam jej i zaczęłam się rozglądać. Harry o dziwo! Zamiast podrywać dziewczyny siedział nad wypalonym ogniskiem i gapił się na drzewo! Oszalał? 
Zapominając o Louisie podeszłam do niego i zajęłam miejsce obok. Teraz razem gapiliśmy się w jakże ciekawe drzewo. 
- Myślisz, że bezmyślne gapienie się w drzewo rozwiąże wszystkie twoje problemy? - zapytałam nagle. 
- Tak, właściwie miałem nadzieje, że przysiądzie się do mnie jakaś laska, którą będę mógł zaliczyć no ale jesteś ty więc ... no ten ... raczej mój pomysł nie wypalił. 
- Ale rozmowa pomaga. - zauważyłam, na co Styles ku mojemu zaskoczeniu wpadł w niepohamowany śmiech. 
- Roz ... co? Dobre sobie. - powiedział opanowując się. Potem spojrzał na mnie i zrobił wielkie oczy. - Aaa ty na serio z tą rozmową! - stwierdził jakby odkrył ósmy cud świata.  
- No brawo, geniuszu. - klasnęłam w dłonie. - Widzę, że nie ma co liczyć na pogawędkę. Będę się zbierać. Zresztą i tak muszę jeszcze zabić Louisa. Więc mam masę roboty, wiesz trzeba ukryć ciało ... - zażartowałam, ale chłopak nie zwrócił na moje słowa uwagi. Jego wzrok bowiem przykuła moja noga. 
- Bolało? - spytał wskazując na nią ruchem głowy. 
- Czyżby Harry Styles spojrzał u dziewczyny na inną część ciała niż biust? 
- Chciałem być miły ale jak nie to nie. - odburknął podnosząc się. Wtedy ciężko westchnęłam i  odparłam spokojnie:
- Szczerze to myślałam, że umrę. Nie przez ból, ale przez to, że zostanę w tym ciemnym, mrocznym lesie. 
- Ja myślałem, że umrę kiedy skończyły mi się gumki. 
- Tak, masz rację drogi Stylesie. To w zupełności to samo. - powiedziałam również wstając i kładąc dłoń na jego ramieniu. Później wywróciłam oczami i odeszłam od niego. Boże! Czy jest chociaż jedna osoba, która okaże trochę współczucia? 
Udałam się na kolejne poszukiwania Tomo, kiedy zobaczyłam Zayana który ... palił? Na jego nie szczęście podszedł do niego Olivier, który także chciał zapalić. Malik nie zgodził się więc chłopak strzelił focha i w akcie zemsty poszedł naskarżyć Rose, że jej chłopak znów pali. 
Co za koleś. Nie dosz, że gwałciciel to jeszcze skarżypyta. 
- Serio? Serio? Serio? - spytała Rose groźnie. - Papierosy? To niszczy płuca i prowadzi do choroby zwanej: Rak! 
- Wyluzuj. To dopiero czwarty. 
Dziewczyna jeszcze bardziej poczerwieniała na twarzy. Nie miałam zamiaru do nich podchodzić i bronić Zayn'a jak to miałam w zwyczaju (dobra, żartuje). 
- Czwarty? Zayn! Jest 10:30! Ile chcesz ich wypalić do wieczora? Dziesięć? 
- Obiecuje, że to ostatni. - zapewnił. 
- Okej. To ostatni, ale w całym twoim życiu! 
Chłopak wyglądał na wściekłego. 
- W całym życiu? Oszalałaś! 
- No tak, przecież ty nie możesz żyć bez papierosów bo jesteś od nich uzależniony! 
- Nie tylko ja palę! 
- Tak? W takim razie kto jeszcze? Hę? 
- Olivier. - powiedział dumnie, a Rose parsknęła śmiechem. Muszę sama przyznać, że Malik trochę zawalił sprawę. Porównywać siebie do gwałciciela. No ale ... może rzeczywiście coś mają wspólnego? I nie mówię tu o papierosach ... 
- Oh! - krzyknęła tylko zirytowana Rose i odeszła od niego, mijając mnie. Chyba nawet mnie nie zauważyła. Patrzyła się cały czas w ziemię. No cóż, nie przywykłam, że ludzie mnie nie zauważają. Przecież jestem taka popularna! Gdzież tam może się do mojej sławy porównywać Nicki Minaj! ( Coś przesadzam z tymi żartami, a może to ironia? Ciężko się w tym połapać, zważając na to, że nigdy nie żartowałam, załóżmy więc, że to sarkazm). 
Podeszłam do Zayan'a, który siedział obok namiotu bawiąc się zapalniczką. 
- Tylko nie podpal czegoś ... - zaczęłam. - Albo kogoś. - dodałam uśmiechając się blado. Chłopak nawet na mnie nie spojrzał. Traktował przedmiot, który trzymał w ręce, jak jedyną rzecz na świecie. - Wiesz gdzie jest Louis? 
- Gdzieś poszedł. Chyba nad rzekę. Elenaor też wcięło więc pewnie poszli się 'zabawić'. - odpowiedział najzupełniej poważnie. 
- Zabawić? Co to znaczy? - spytałam marszcząc brwi. Wtedy chłopak pierwszy raz na mnie spojrzał i uśmiechnął się lekko. 
- Mam ci to tłumaczyć? Serio? 
- Jeśli gadasz szyfrem to tłumacz. - powiedziałam stanowczo, siadając obok niego. Zayn ciężko westchnął. 
- No więc, jeśli kobieta i mężczyzna są sami i mają zabezpieczenie to ... 
- Zabezpieczenie w sensie ....? 
- Alex do cholery! Weź sobie kilka lekcji od Harre'go! - krzyknął zirytowany i poszedł sobie. 
Siedziałam tak jeszcze kilka minut, totalnie nie rozumiejąc, aż wreszcie pojęłam! Oni tam poszli ... i będą robić... i to Lou z Elenaor ... razem ... O nie, nie, nie. 
Zerwałam się szybko i skierowałam się w stronę rzeki. Nie mam pojęcia gdzie to jest dokładnie, ale mniejsza z tym, poszukam. 
Po oddaleniu się jakieś parę metrów, poczułam jak ktoś łapie mnie za ramię. 
- Alex, nie możesz iść z tą nogą. Nauczycielka kazała ci odpoczywać, zresztą ja też i Lou uważa podobnie. Martwił się strasznie wczoraj o ciebie. Pytał nauczycielkę ponad sześć razy czy na pewno nic ci nie zagraża. 
- O! Nagle zaczął się przejmować! Pewnie poczuł wyrzuty sumienia, że mnie zostawił. Mam gdzieś czy się o mnie martwił czy nie. Muszę go znaleźć. - powiedziałam stanowczym tonem. 
- Chyba poszedł nad rzekę. Elenaor też. Wcześniej mówiła, że chce z nim porozmawiać więc może daj im na jakąś godzinkę spokój. Niech sobie wszystko wyjaśnią ... 
- Naprawdę uważasz, że będą rozmawiać? Elenaor może miała to w planach, ale Tomo puszcza się ze wszystkimi, no prawie. 
- Jeśli to ci poprawi humor to ze mną się nie puszczał. - rzekła Cat z uśmiechem. 
- Dzięki. Nadałaś mojemu życiu sens. - powiedziałam ironicznie po czym odwróciłam się i poszłam w stronę rzeki. Dobra Cat, Rose, Dan i mnie możemy wykluczyć ale reszta? 
Hm, a ta Caroline była Harre'go? Mówił, że lubi młodszych ... nie, nie, nie. Tomo chyba nie lubił takich staruszek, tylko Styles. Więc jakie lubi? Brunetki? Pewnie tak. A więc odrzucamy wszystkie blondynki i starsze kobiety. Uff, jaka ulga, że chociaż nie robi tego z nauczycielkami. 
                                                                                ***
Po pół godzinie drogi dotarłam w końcu do rzeki, a przynajmniej zobaczyłam ją z daleka. Nie widziałam Louisa czy Elenaor, ale być może byłam za daleko aby ich dojrzeć. Mam nadzieje, że chociaż są w ubraniach. Nie chciałabym przeżyć szoku, tak jak gdy miałam 10 lat i całkiem przypadkowo weszłam do łazienki gdy mój 50 - letni wuj kąpał się ... eh, nie ważne. Stare, złe czasy. Podeszłam wolnym krokiem bliżej rzeki. 
W końcu po paru sekundach gdy byłam wystarczająco blisko, dojrzałam nikogo innego jak Elenaor! Trzymała w ręku lornetkę, najprawdopodobniej coś obserwując. Obok niej kręcił się Louis, który jej na wszelkie możliwe sposoby przeszkadzał. Hm, no cóż, chociaż tyle dobrego, że nie są nadzy. Kamień z serca. 
Nie namyślając się długo, podeszłam do nich. 
Tomo gdy tylko mnie zobaczył, podbiegł do mnie jak gdyby nie mogąc uwierzyć, że żyje. A jednak! Alex Brown przeżyła stracie z zombie, które zakończyło się tylko draśnięciem w nogę! 
- Alex ... hej. - powiedział z uśmiechem. Spojrzałam na niego chłodno. 
- Jak widzisz przeżyłam. Niestety, gdyby nie mój wybawca, całkiem możliwe, że nie uszłabym  z tego cało. - odpowiedziałam, chcąc w nim wzbudzić chociaż minimalne wyrzuty sumienia. - Zemszczę się. - zapewniłam, nie zwracając uwagi na jego zaskoczone spojrzenie. - Co robisz, Elenaor? 
- Chciałam znaleźć wiewiórki, dla Cat. Nie ma ich jednak nigdzie. - wyznała spuszczając głowę.
- Kiedy nie będzie z tobą Louisa, na pewno je znajdziesz. - odpowiedziałam ze słodkim uśmieszkiem. - On odstrasza każdego. 
- Tak mi się odpłacasz za uratowanie ci życia? - spytał obrażonym tonem. 
O mało co a bym się zakrztusiła powietrzem. 
- Uratowanie czego? Ty chyba jesteś nie poważny! - krzyknęłam. - Zostawiłeś mnie! Zapomniałeś? Wołałam cię a ty nic! Uciekłeś! Zwiałeś! 
- Uciekłem? Teraz ty chyba jesteś nie poważna! - uniósł ton. - Szukałem cię! Ani przez sekundę nie pomyślałem, żeby sobie iść! 
- Najwyraźniej źle szukałeś, ponieważ ocalił mi życie kto inny. 
- Niby kto? Aaa, no tak! - złapał się teatralnie za czoło. - Zapomniałem o latającym jednorożcu, który aby uratować ci życie, oddał dla ciebie krew. - dodał z drwiną. 
- Daruj sobie, Tomlinson. Miej chociaż czelność wyznać prawdę. - powiedziałam rozczarowana jego zachowaniem. - Zachowujesz się jak rozkapryszony 16 - latek, a przypominam ci, że masz 21 lat. 
- 22. - sprostował unosząc głowę. - A ty zachowujesz się jak 14 - latka, kiedy w rzeczywistości masz 16 lat. 
- 18. - Teraz ja sprostowałam, oburzonym tonem. 
- Wiem. - odparł z szerokim uśmiechem. Zdałam sobie sprawę, że chciał mnie tym wkurzyć. Nawet nie zauważyłam, kiedy gdzieś wcięło Elenaor. Najwidoczniej miała dosyć naszych kłótni i wolała gdzieś sobie pójść. - A ty zamiast mi podziękować, oskarżasz mnie o coś czego nie zrobiłem! 
- No właśnie nie zrobiłeś! Idealnie to ująłeś. 
- Otóż tak się składa kochana panno Brown, że to ja cię uratowałem. Niosłem cię jak idiota przez pół lasu, żeby teraz usłyszeć co? Że zostawiłem cię, samą! - Teraz jego ton, był naprawdę ostry. - Łażę za tobą dosłownie wszędzie! I wiecznie słyszę, że jestem do niczego i mnie nienawidzisz! Więc jeśli tak bardzo chcesz to znajdź sobie innego! Słyszałem, że Karl z 3 c na ciebie leci. - odwrócił się na pięcie i zaczął się oddalać. Co on odpiernicza?
- Ale ... ale ... - zaczęłam, nie mogąc znaleźć odpowiednich słów. Louis tylko machnął zrezygnowany ręką. 
- Daruj sobie. 
A co jeśli to rzeczywiście był on? Oby nie! Wtedy będę musiała, nie dosz, że mu podziękować to jeszcze przeprosić. Nie mam na to ochoty, ale wypadałoby. Jedyne co zapamiętałam z wczoraj to zapach silnych perfum. Nie umiem dokładnie powiedzieć jaki to był zapach, ale pamiętam go. Zaraz, zaraz ... co za kretyn używałby perfum do lasu? Eh, to rzeczywiście Tomlinson. 
- Dzięki. - odezwałam się cicho, tak aby mnie nie usłyszał. Chłopak chyba ma super słuch, ponieważ odwrócił się w moją stronę. 
- Co powiedziałaś? - zapytał, jakby nie mogąc w to uwierzyć. Miałam już rzec 'powiedziałam, że jesteś pajacem', ale się powstrzymałam.
- Używasz perfum? - spytałam nie pewnie. Louis wziął głęboki oddech i kiwnął lekko głową. Cholera, cholera, cholera! Zaskarżę producenta tych perfum. W ogóle wszystkich producentów perfum. - W takim razie to musiałeś być ty. 
- O! - Chłopak złapał się teatralnie za usta. - Czyżby Alex Brown przyznała mi rację? 
- Nie przyznałam ci racji. Stwierdziłam tylko, że to pewnie byłeś ty lub ... to na pewno byłeś ty. 
- Wiesz ... nie szukałem cię dlatego, że cię lubię. Po prostu ... ćwiczyłem role. Wiesz ... gram w pewnej sztuce, zagubionego i bezbronnego chłopaka. 
- Który szuka dziewczyny którą kocha? 
- Tak. - przyznał stanowczo, a zaraz potem zrobił wielkie oczy. - Nie! To znaczy ... eee ... sztuka jest objęta tajemnicą. I tak ci za dużo powiedziałem. 
Roześmiałam się. 
- Dobra, załóżmy, że takie wyjaśnienie mi pasuje, pod warunkiem, że wyznajesz mi prawdę co do ciebie i Elenaor. 
- Ponieważ chcesz wiedzieć czy chłopak, którego kochasz jest z twoją przyjaciółką?
- Tak. Nie! - krzyknęłam, próbując nie patrzyć na rozbawione spojrzenie chłopaka. - Idiota. - mruknęłam pod nosem, omijając go. Tomo pobiegł za mną. Eh, co za wkurzający koleś. 
Szliśmy tak kilka minut w milczeniu. 
- Poczytaj sobie gazety. - powiedział tym samym przerywając ciszę. - Na przykład w jednej pisze, że Elenaor jest w ciąży a ja nie chce się opiekować dzieckiem w drugiej, że mam sekretnego chłopaka a w trzeciej, że ślubowałem miłość mojemu psu. 
- Co? - Prawie popłakałam się ze śmiechu. - Miłość psu?
- No naprawdę! - krzyknął pogodnie. - Najlepsze jest to, że ja nie mam psa! Więc dziennikarze wpadli na pomysł, że chodzi o psa Elenaor o którego jest niby zazdrosna. 
- A jaka jest prawda? 
- Prawda jest taka, że ładnie wyglądasz. - stwierdził z szerokim uśmiechem. Wywróciłam oczami. 
- To sama wiedziałam. Mów lepiej co z tobą i Elenaor. 
- Okej pod warunkiem, że będziesz dla mnie miła przez tydzień. - powiedział wesoło patrząc na mnie. Skrzywiłam się lekko. 
- Rozumiem godzinę, dwie ale ... tydzień? - spytałam nie dowierzającym tonem. 
- To ciebie zżera ciekawość, nie mnie. Ja co najwyżej zastanawiam się nad tym jacy są twoi rodzice? Też wywracają oczami tak jak ty? 
- Nie. Oni są ... idealni. Zupełnie tak jak ty, twoja rodzinka i Elenaor. Polubilibyście się. 
- Mówisz o mnie? Idealny? Dobre sobie. A kto mówił, że jestem bezczelny, chamski, zadufany w sobie, egoistyczny, tchórzliwy, głupi ... Dobra, pomijając to, to czy będziesz dla mnie miła ten tydzień czy nie? 
- Okej, będę. - wyznałam zrezygnowanym tonem. - A więc mów. 
Louis przystanął pod drzewem po czym się o nie oparł. Spojrzał mi prosto w oczy. 
- Rozstałem się z Elenaor, ale nadal jesteśmy przyjaciółmi. Niestety, moi rodzice nie mają o tym pojęcia. Zabiliby mnie gdyby się dowiedzieli. Uważają, że Elenaor jest dla mnie idealna i lepszej dziewczyny nie znajdę a problem w tym, że ... ja nie chce z nią być. Nie kocham jej. Lubię ją, nawet bardzo ale ... to wszystko. Nie wiem jak jest z nią czy nadal coś do mnie czuje czy nie ... Wiem, że z tym całym Henry'm  tylko się koleguje i nic między nimi nie ma. Nawet nie jestem o niego zazdrosny. Nic. Zero. Mogą się na moich oczach całować a mnie to wcale nie będzie ruszać. Problem tkwi w moich rodzicach. Jeśli gazety dowiedzą się prawdy to oni też. Na razie w czasopismach piszą takie bzdury, że rodzinka nie bierze naszego zerwania na poważnie, dlatego wolę o tym nie rozmawiać ... Obiecaj Alex, że nikomu słówkiem nie piśniesz. Niech sobie myślą, że się pokłóciliśmy ale tylko tyle. Zgoda? 
Nie wiedziałam co powiedzieć! Zatkało mnie! Mam trzymać w sekrecie tajemnice mojego wroga? Dobre sobie. Mogę być dla niego miła przez tydzień, ale po tym czasie zamierzam powiedzieć wszystkim prawdę. 
- Zgoda. - przytaknęłam ze sztucznym uśmiechem. 
- Dzięki, że ... mogłem ci się zwierzyć i ... nie wygadasz. Uff, bałem się, że powiesz 'ty chyba sobie żartujesz, jak wrócimy z obozu cała szkoła się dowie'. Naprawdę dzięki, Alex. - Dotknął mojego ramienia uśmiechając się lekko. 
Jeszcze nigdy nie miałam takiej przewagi ... nad nikim! 
Wracając do obozu, Tomo patrzył się przed siebie, a ja zastanawiałam się nad moim planem. Ludzie będą w szoku, kiedy nie będę sypała mu różnych docinków. Boje się, że to będzie większym problemem niż sądzę, ale cóż ... czego się nie robi dla idealnego planu? 
Plotki w szkole. 
Rodzice w szoku. 
Złamane serce Louisa. 
Zaraz, zaraz ... czemu złamane serce Louisa? Hm, nie wiem dlaczego sobie o tym pomyślałam. 
No cóż, wykreślę to, a więc:
Plotki w szkole. 
Rodzice w szoku. 
Złamane serce Louisa
_______________________________________________________
Ta da! Skończone! Nareszcie udało mi się coś napisać. 
Tak szczerze to miałam inny pomysł na ten odcinek i co innego napisałam. Nie jest do końca zadowolona z efektu, ale coś tam jest :). Mam nadzieje, że wam się spodoba. 
Coś się boje, że będziecie lub już jesteście mega wściekli na Alex. Mam już nawet pomysł co dalej z tym wątkiem, ale jeszcze Natalia, Sylwia no i ... nie wiadomo bo mam zepsutego kompa ;//. 
Cóż to ja miałam jeszcze napisać? 
Ah, tak! Widzieliście teledysk do piosenki One direction One way or another? Ja tak i muszę stwierdzić, że chłopcy dali czadu! Nagrali takie cudo! Wprawdzie cover, ale jaki zajebisty! <333. 
No i wreszcie doczekałam się solówki mojego kochasia! Weeee ;-P 
A wszystko to w celach charytatywnych! ;-D 
Paaa. 

wtorek, 12 lutego 2013

Rozdział 21

   Perspektywa Carietty

 Ja chyba robię się nudna ... pewnie w przyszłości skończę jak jakaś stara panna z czterdziestką kotów, która co roku w święta odwiedza brata, jego śliczną żonkę i ósemkę dzieci ... super.
 Przewróciłam się na drugi bok ... znaczy w pewnym sensie. Gdy tylko ruszyłam głową, walnęłam się w jakiś wystający kamień. Syknęłam z bólu, siadając. Rozejrzałam się po namiocie. Te ciołki, Danielle i Niall, w ogóle się nie ruszyli ... nawet nie otworzyli oczu. Westchnęłam ciężko, spojrzałam na zegarek ... piąta nad ranem. Chwyciłam pierwszy, lepszy sweter, założyłam go i wyszłam z namiotu. Od razu usłyszałam jęki z namiotu Stylesa ... na samą myśl, co oni tak wyrabiają, wzdrygnęłam się i poczułam, jak wszystko mi się cofa.
  - Obrzydlistwo. - Mruknęłam zniesmaczona pod nosem, obracając się na pięcie.
 W podskokach ruszyłam przed siebie. Zajęcia zaczną się za jakieś trzy godziny ... i pewnie dopiero za półtorej wszyscy wstaną. Oddaliłam się trochę od naszego obozu, po czym usiadłam na kamieniu i zaczęłam wpatrywać się w komórkę. Moje maleństwo ... moje piękne, słodkie, różowe maleństwo ... nie rozumiem, za jakie grzechy nie ma tutaj zasięgu ... co ja im zrobiłam ?! Przecież byłam grzeczna !
  - Cat ? - Usłyszałam dziewczęcy głos.
  - Tori ? - Zapytałam zdziwiona, odwracając się w stronę dziewczyny, która najwidoczniej nie była sama. - Jade ? Myślałam, że jeszcze śpicie. - Uśmiechnęłam się do nich.
  - Nie mogłam zasnąć. - Westchnęła niechętnie Alex, siadając obok mnie, po lewej stronie.
  - Ja ciągle myślę o naszej kłótni z Zaynem ... w ogóle się do mnie nie odzywa. - Jęknęła, siadając po prawej stronie obok mnie.
  - Mówiłam ci, żebyś z nim zerwała. - Alexandra przewróciła oczyma, a ja posłałam jej mordercze spojrzenie. - No co ? - Zapytała oburzona.
  - Ty już dobrze wiesz co. - Dałam jej kuksańca w bok. - Moim zdaniem powinnaś sama udawać, że jesteś na niego wkurzona, ignorować go, a jak to zobaczy, zacznie się o ciebie znowu starać. - Puściłam do niej oczko, a ta złapała się za głowę.
  - Nie wiem ... zobaczę ... - Mruknęła. - Wiadomo co z Louisem i Eleanor ? Na serio dziwnie się zachowują ... wczoraj próbowałam z nią na ten temat porozmawiać ... zaczęła rzucać we mnie obcasami ... a trzeba jej przyznać, że ma ich całkiem sporo. - Skrzywiła się.
 Ani ja, ani Alex nie odezwałyśmy się. Tylko wzruszyłyśmy lekko ramionami. Mój wzrok powędrował w górę. Na jednej z gałęzi siedziała wiewiórka. Oczy mi się w ręcz zaświeciły.
  - Dzisiaj idę polować na wiewiórki. - Postanowiłam, wysyłając tamtej wiewiórce całuca, a one spojrzały na mnie jak na idiotkę. - No co ? One są takie puchate i słoodkie. - Zawyłam, a tamten futrzak gdzieś uciekł.
  - Pozostawiam to bez komentarza. - Prychnęła Alex.
  - Kiedy właśnie to zrobiłaś. - Zachichotała Rose.
  - Ale co zrobiłam ? - Zdziwiła się.
  - No ... skomentowałaś jej wypowiedź. - Przewróciła oczyma.
  - Nie prawda. - Zarzuciła włosami do tyłu.
  - Prawda. Mówiąc, że tego nie skomentujesz, skomentowałaś to. - Zmarszczyła lekko swoje brwi.
  - Nie prawda. Mówiąc, że tego nie skomentuje, oznajmiam, że tego nie skomentuje. - Mruknęła.
  - No właśnie nie. - Westchnęła ciężko i zaczęła jej tłumaczyć coś tam, a Jade co chwila jej przerywała, zaprzeczając.
  - Ej, a może zrobimy jutro lub po jutrze imprezę ? - Spytałam, przerywając im.
  - Ale jak to ? - Spytała całkiem wyrwana z kontekstu Alex.
  - No wiecie ... może chłopaki dla nas zaśpiewają, czy coś ... dzisiaj wieczorem. Na pewno nauczyciele się zgodzą, w końcu to jakaś rozrywka ... - Powiedziałam szczęśliwa.
  - Czy ja wiem ... mnie się tam nie chce ... - Ziewnęła Rose.
  - Przecież nie mówię, że to MY będziemy to przygotowywać. - Mrugnęłam do nich. - Wrobicie w to chłopaków. - Wyjaśniłam, widząc ich miny typu "WTF?!".
  - Aha ... ale że my dwie ? - Spytała zdziwiona Jade.
 Ja przytaknęłam, wstałam i jak najszybciej się stamtąd ulotniłam. Wszyscy powoli zaczęli się już budzić. Wpełzłam do naszego, pustego już namiotu i się przebrałam. Czemu ? Bo wcześniej byłam w piżamie.

***

  - Chcę, abyście stali się drzewem ! Bądźcie drzewem ! Wychwalajcie drzewo ! Myślcie jak drzewo ! Połączcie się z drzewem ! - Mówił jakby dostał olśnienia, nasz nowy nauczyciel od zajęć aktorskich, pan Sikowitz. 
 Większość osób z naszej grupy albo się śmiała pod nosem, albo zajmowała się sobą, albo przewracała oczami. Ja jednak z iskierkami radości słuchałam jego jakże fascynującego wykładu.
  - Stańcie się deską. Bądźcie jak deska. Poczujcie się jak deska ... Caroline ma w tym wprawę ... bo ona jest deską. - Chichotał Harry i Louis, a ja miałam ochotę walnąć wielkiego face palma.
  - Matko, co za banda dekli. - Prychnęła Dan do mnie, poprawiając włosy.
  - Mhm ... - Przytaknęłam jej, wzrokiem szukając Rose, Alex lub Eleanor.
  - Cat, kotku, jak ty się w ogóle czujesz ? - Zapytała z delikatnym uśmiechem, który tylko dodawał jej uroku. - Widziałam jak dzisiaj na śniadaniu bierzesz dokładkę, dokładki. - Dała mi sójkę w bok.
  - Tak ... ostatnio ciągle mam apetyt. I nie wymiotuję. - Powiedziałam, szczerząc się do niej.
  - To gratulacje. - Puściła mi oczko.
 Nauczyciel ciągle gadał ... a we mnie się gotowało ... rozumiem, że można lubić naturę, ale żeby przez trzydzieści pięć minut gadać tylko o drzewach to trzeba mieć coś z  głową.
  - Idę poszukać cywilizacji ... idziecie ze mną ? - Zapytał lokers, podchodząc do nas.
  - Lou idzie z tobą ? - Zapytałam, unosząc brwi.
  - Nie ... - Westchnął smutno, robiąc psie oczka w stronę brunetki.
  - Ja i Li chyba się z tobą przejdziemy. - Uśmiechnęła się do niego, ciągnąc go w stronę swojego chłopaka.
 Ja natomiast podbiegłam do Louisa, który stał do mnie tyłem i wskoczyłam mu na plecy. Na całe szczęście, jego równowaga jest dość ... "wytrzymała" ? A ja nie ważę aż tak dużo, by go znokautować.
  - Bry wiewióreczko. - Zachichotał, niczym jakaś bezmózga blondyna, przez co parsknęłam śmiechem.
  - Bry bez mózgu. - Powiedziałam, zeskakując z niego i opierając głowę o jego ramię.
  - Czo tam u ciebie słychować ? - Zapytał, a wielki uśmiech dalej nie schodził mu z twarzy.
  - Postanowiłam wybrać się na łowy, by zapolować na mityczne istoty. - Powiedziałam, a widząc jego pytające spojrzenie, przewróciłam oczyma. - Idę poobserwować wiewióry. - Westchnęłam.
  - Ja idę z tobą ! - Pisnął ożywiony, klaszcząc w ręce.
  - Oki doki. - Przytaknęłam. - Pójdziesz zmusić Alex i Rose, żeby z nami poszły, a ja pogadam z Niallem i Zaynem, spoczko ? - Zapytałam, unosząc jedną brew ku górze.
  - Spoczko. - Puścił mi oczko, obrócił się na pięcie i gdzieś zniknął.
 Rozciągnęłam się, po czym ruszyłam w stronę mojego brata, który palił papierosa gdzieś z boku. Osobiście nie mam pojęcia, jak można lubić takie coś ... smak nikotyny, moim skromnym zdaniem, jest obrzydliwy.
  - Hej braciszku. - Mruknęłam z grymasem, machając dłonią przed twarzą, by rozwiać ten dym.
  - Witaj wkurzająca siostrzyczko. - Zaśmiał się pod nosem, gasząc szluga.
  - Słuchaj, mam do ciebie prośbę ... - Spojrzałam na niego słodkimi oczkami. - Chodź ze mną i jeszcze kilkoma osobami na polowanie wiewiórek dzisiaj wieczorem ... - Złapałam go za rękę, patrząc prosząco w jego oczy.
  - Spoko. - Wzruszył ramionami.
  - Obiecujesz, że już się nie wycofasz ? - Zmrużyłam oczy.
  - Chyba będę tego żałował ... ale tak. - Przytaknął.
  - Super ! Będziesz w parze z Rose, jeśli się zgodzi iść. - Powiedziałam z uśmiechem, a ten zmroził mnie wzrokiem.
  - Ty mała ... - Zaczął, ale ja zaczęłam biec przed siebie.
  - Pogadamy później ! Też cię kocham ! - Krzyknęłam, a gdy oddaliłam się na bezpieczną odległość wzrokiem zaczęłam szukać Nialla.
 Od początku wyjazdu Zayn dość często kłóci się z Rose o różne głupoty. Najwyraźniej, dzisiaj też się posprzeczali.  Zapewne od uzależnienie do papierosów mojego brata.
  - Kogoś szukasz ? - Usłyszałam za sobą czyiś głos. Aż podskoczyłam, chwytając się za serce. Spojrzałam z wyrzutem ta tego KOGOŚ i co się okazało ? Że to blondynek we własnej osobie.
  - Idziesz dzisiaj ze mną i kilkoma osobami na polowanie na wiewiórki ? - Zapytałam z błyskiem w oczach.
  - Jasne. - Uśmiechnął się, obejmując mnie ramieniem.
  - To dobrze. - Powiedziałam, szczerząc się do niego, jak głupi do sera.

 ***

 Gdy usłyszałam lekkie pochrapywanie Dan, oraz równomierny oddech tamtej dwójki, podniosłam się do siadu po turecku. Spojrzałam na moją różową, dwuczęściową piżamę ... nie powinnam zmarznąć. Bluzeczkę na ramiączkach zakryję białym swetrem, a długie nogawki zakryją mi nogi. Przytaknęłam na własne myśli, założyłam sweterek, po czym obudziłam blondaska. Oboje wyszliśmy z namiotu i udaliśmy się po Rose, Zayna, Lou i Alex. Wszyscy na całe szczęście się zgodzili ...
 Pociągnęłam dziewczyny w stronę ... jakąś tam ... ważne, że poszłyśmy w głąb lasu, a za nami chłopcy.
  - Dobra, jestem z Alex. - Wyszczerzył się Lou, obejmując ją ramieniem.
  - Taa ... ale pamiętasz o umowie. - Mruknęła, zrzucając z siebie jego rękę.
  - Ja idę z Cat, a wy razem. - Powiedział Niall, podchodząc do mnie.
  - Mhm. - Fuknęli razem Zayn i Rose, nadal na siebie obrażeni.
  - To skoro wszyscy są zadowoleni, to tak ... Rose i Zayn idą penetrować tamten teren. - Ręką wskazałam lewą stronę. - Alex i Lou idą tam. - Wskazałam prawą stronę. - My idziemy naprzeciwko. - Uśmiechnęłam się szeroko, chwyciłam blondyna za rękę i każdy poszedł w swoją stronę.
  Od razu rzuciła mi się w oczy czerwona kropka wysoko na drzewie. Niewiele myśląc wdrapałam się na pierwszą, najniższą, grubą gałąź. Potem poszło już szybciej ... byłam już prawie na samym czubku, gdy ta wiewiórka uciekła ... westchnęłam ciężko i spojrzałam w dół. d razu oblał mnie zimny pot, serce przyśpieszyło, a żołądek zaczął się dziwnie skręcać.
  - Cat, złaź ! - Wrzasnął Niall, lekko zakłopotany.
  - A ... ale ... tu jest t ... tak wysoko. - Za jąkałam się.
 W pewnym momencie gałąź pode mną się złamała, a ja wisiałam, trzymając się górnej gałęzi.
  - Cat ! - Krzyknął przerażony. - Spokojnie ... zaraz tam wejdę i ci pomogę ! - Krzyknął, już chcąc wejść na górę.
  - Nie ! - Szybko zaprzeczyłam. - Nie utrzyma nas obu ... - Powiedziałam, rozglądając się za jakąś podpórką ... ale nic nie było ...
  - Dobra, skacz. - Westchnął, a ja z nie dowierzaniem pisnęłam "co takiego ?!". Ten przewrócił oczyma i rozłożył ręce. - No normalnie skacz. - Uśmiechnął się zachęcająco.
 No on sobie chyba ze mnie kpi ! Że ja mam skoczyć ?! Z TAKIEJ wysokości ?!?!
 Dobra, spokojnie ... wdech, wydech, wdech, wydech ... i skok !
 Skoczyłam w prost z ramiona Nialla ... ten, że do najsilniejszych nie należy, wywrócił się, zrobiliśmy fikołka i wylądowałam na nim ukradkiem.
  - Yyy ... co tam ? - Zapytałam głupkowato, masując bolącą głowę, którą walnęłam o ziemię.
  - Yyy ... a nic ciekawego. - Wyszczerzył się do mnie.
  - Yyy, to dobrze. - Wzruszyłam ramionami i ziewnęłam.
  - Widać ty już masz dość. - Zaśmiał się, a ja westchnęłam ciężko.
  - Ale dopiero co zaczęliśmy polowanie ... - Jęknęłam.
  - Ale dopiero co zleciałaś z drzewa i jak zaraz nie wrócimy, zaśniesz na stojąco. - Przewrócił oczyma.
 Westchnęłam ciężko, wstając z chłopaka. Ten wziął mnie na barana i oboje wróciliśmy na teren, gdzie nasza klasa rozbiła namioty. Szczerze ? W jego ramionach czułam się tak ... niesamowicie ... było mi ciepło, przyjemnie ... i ogółem tak miło.

***

  Mruknęłam kilka niecenzuralnych słów, schodząc z pleców Nialla. Usiadłam na jednej z kłód ustawionych w okół miejsca na ognisko. Tak było umówione. Że tam się spotkamy. Po jakiś pięciu minutach dołączyła do nas Rose i Zayn, którzy nie odzywali się do siebie, nie patrzyli na siebie i starali się wszystko ignorować.
  - A wam co się znowu stało ? - Zapytałam niepewnie, trzęsąc się z zimna.
  - Nic. - Warknęli oboje na raz, zmrozili się wzrokiem i powrócili do gapienia się w komórkę. 
 Ja nieobecnym wzrokiem zaczęłam się rozglądać za Alex i Lou. Czekaliśmy ponad dwie godziny ... a ich nadal nie było. Zaczynałam się powoli martwić, wiercić i nadal co kilka sekund ziewałam, wtulona w blondaska. 
  - Może lepiej idź już spać. - Szepnął, a ja pokiwałam przecząco głową.
  - Nie ... póki tamci nie wrócą, nie mam prawa stąd iść. - Odszepnęłam.
  - Ale ty już prawie śpisz ... idź, ja, Rose i Zay tu poczekamy. - Ucałował mnie w czoło.
 Po chwili zastanowienia, kiwnęłam potwierdzająco głową i ruszyłam do namiotu. Dan w nim nie było ... co raczej wydawało się podejrzane ... Położyłam się pod śpiworem, nakryłam się kocem i oddałam w objęcia Morfeusza.

***

 Hi, Hai, Hello ! Dodałam ten rozdział z nudów ... krótki, wiem i przepraszam za to, ale brak weny i mój leń dają się we znaki :P Gratuluję Alex za tamten rozdział, który na prawdę wywarł na mnie wrażenie ;* No i tutaj macie taki suprais, gdyż powiadam wam, że w najbliższym czasie dodam rozdział z perspektywy naszego  flirciarza, zamiast Cat ^^
 Dziękujemy za komentarze, które tylko nas motywują i zachęcają. Czekamy na nie z niecierpliwością. Pozdrawiam i pamiętajcie, KOFFAM WAS !!! <3

piątek, 8 lutego 2013

Rozdział 20


    Oczami Alex:
Na obóz dojechaliśmy autokarem. Siedziałam razem z Cat, gdyż Rose uparła się, że musi z Zayn'em. Louis ku mojemu zdziwieniu zajął miejsce obok Harre'go. Myślałam, że usiądzie z Elenaor podczas gdy ona siedziała z Danielle, a Liam z Niallem. Przez całą drogę słuchałam muzyki na słuchawkach a czerwonosłosa odwracała się co 5 minut do Elenaor i Dan. Ogólnie cały bus się darł, a nauczycielka strzępiła na nich głos. Na marne. Niech ta kobieta w końcu zrozumie, że ich uspokoi tylko broń palna. Spojrzałam za okno, drzewa, drzewa i drzewa. Domyślam się gdzie jedziemy - do lasu, zimnego, mrocznego i przerażającego. Już widzę minę Tomo na dźwięk sowy. Hm, a może nie będzie tak źle? Minęły 3 godziny nim pojazd się zatrzymał. Wszyscy, no prawie, wysiedli z autokaru przepychając się w wyjściu. Ja zaczekałam aż bus będzie pusty, dopiero wtedy opuściłam swoje siedzenie. Na zewnątrz nauczycielka kazała nam się ustawić w pary, więc stanęłam obok Cat. Spojrzałam szybko na Louisa, który śmiał się z Harry'm, a jego dziewczyna miała dziwne posępną minę. Coś mi tu nie pasowało, tylko co? Ah, tak już wiem. Boli mnie ramię, ponieważ szturcha mnie w nie Cat. 
- Alex! Ruszamy. - powiedziała, wyrywając mnie z zamyślenia. W trakcie drogi spytała: - Na co się tak zagapiłaś? 
Wzruszyłam ramionami. 
- Na nic. 
Przyjaciółka mi raczej nie uwierzyła bo zaczęła wędrować spojrzeniem po wszystkich. 
- Przed nami idą dwie dziewczyny, ale na nie, mam nadzieje nie patrzyłaś. W zasięgu mojego wzroku jest tylko Rose i Zayn, ale do niego nie pałasz sympatią. No i pozostaje Louis z Harry'm. 
 - Bardzo ci się nudzi. - stwierdziłam, na co się roześmiała. 
- Jak mi się tak naprawdę zacznie nudzić to dopiero zobaczysz. To, to jeszcze nic. - powiedziała pogodnie. 
- A Elenaor coś się stało, że chodzi taka smutna? - spytałam nagle, po 10 minutach milczenia. 
- Nie. Czemu pytasz? 
Nie odpowiedziałam, gdyż sama się zaczęłam zastanawiać: czemu pytam? 
                                                                    ***
Kiedy dotarliśmy na miejsce totalnie wykończeni, nauczyciele zakomunikowali, że muszą podzielić nas na grupy. To z kim będziemy to będzie czysty przypadek. Taa jasne. Znając moje szczęście będę dzielić namot z jakimś nudziarzem, który będzie się do mnie przystawiać i jeść pięć hot - dogów przed snem. Ah, gdybym miała taka szczęście być z Cat lub Rose albo z nimi obiema. Z tego co zrozumiałam to będziemy w namiotach w dwie lub trzy osoby i cztery namioty będą stać prawie obok siebie, pilnowane przez jedno z nauczycieli. Można by rzec, że każdy będzie mieć swoją grupę. Już się boje. O nie! Właśnie babka mówi kto będzie z kim. 
- Grupa numer jeden: Sara Johnson, Annie Cast, Will Maberry, Liam Payne, Elenaor Calder ...
Dalej nie słuchałam, ponieważ były same nie znane mi nazwiska. Następnie nauczyciel przeszedł do grupy drugiej:
- Cat Malik, Jen Wilson, Harry Styles, Danielle Peazer, Niall Horan, Louis Tomlinson i Alex Brown. 
Z trudem przełknęłam ślinę. L ... Lo ... Lou ... Loui ... Louis?! Dobrze chociaż, że nie ma z nami Zayn'a, no ale w tym wypadku nie będzie też Rose. Wiem, że nauczyciele nie wiedzą iż są razem, ale jak to się kiczowato mówi: Siła w miłości. 
Tyle dobrego, że jest ze mną Cat. Gdyby jeszcze nienawidziła Louisa ... Byłoby bosko, ale świat nie jest aż tak piękny. Rose z Zayn'em znajdowali się w trzeciej grupie. A czwarta należała już do zupełnie nie znanych mi ludzi prócz Oliviera. Dzięki Bogu, że nie jest z nami bo już byłoby po jego nosie. Mieliśmy w sumie dla naszej grupy trzy namioty, więc bardzo wątpię abym mogła być sama ... Nauczyciel kazał nam rozbić nasze namioty ale wcześniej ustalić kto z kim będzie spać. 
- To ja zaklepuje Jen. - oznajmił dumnie Harry. - Nie dawno zerwałem z dziewczyną i muszę się jakoś pocieszyć. - dodał robiąc do tego słodką minę. 
- A pocieszył cię ktoś kiedyś kopem w tyłek? Polecam. Bardzo pomaga. - powiedziałam z kpiną. Styles pokazał mi język. 
- Po za tym ja naprawdę lubię Jen jest ładna, miła, inteligentna no i mój kumpel Logan mówił, że jest dobra w łóżku więc chciałem sprawdzić. 
Wywróciłam oczami. 
- Okej, bierz ją. - pozwoliłam mi. 
- Dzięki za zezwolenie na jej zaliczenie. - wyszczerzył się. Co za głupek! Przecież to się nie rymuje, no chyba, że straciłam słuch ... 
- To może Louis będzie z Niallem a my razem? - spytała Danielle. Pokiwałam ochoczo głową. Uff, już się bałam, że wcisną mnie razem z nim a jednak, żeńska solidarność zwyciężyła! 
- Ale ja się pokłóciłem z Niallem. - odezwał się Tomo, a ja myślałam, że zaraz go rozszarpie. - I to poważnie. 
- No to będziesz w namiocie z Danielle. - powiedziałam stanowczo. 
- Liam mnie zabije. - rzekł rozbawiony. 
- To z Cat. 
Tomo spuścił głowę. Wtedy czerwonowłosa spojrzała na niego ze współczuciem? Cholera. Ten pajac ma dziewczynę, wprawdzie którą olewa ale jednak ma. 
- Ja wole być z Danielle. - powiedziała Cat. 
- Czemu akurat ja?! - krzyknęłam do paseczkowanego, który z lekka przerażony moim tonem schował się za drzewem. - Dlaczego?! - powtórzyłam idąc w jego stronę. 
 - Bo ... bo ... - zaczął się żałośnie jąkać. 
- Wiesz co? Jak chcesz to zgoda. Będziemy razem spać w namiocie! Będziesz musiał znosić wszystkie moje humorki i może wtedy dasz mi spokój! - wrzasnęłam, a Louis otworzył oczy ze zdziwienia. Spojrzałam na resztę. Też była w niezłym szoku, a do mnie właśnie dotarło co przed chwilą powiedziałam ... Boże! Będę w jednym namiocie z Tomo! 
                                                                   ***
Lou wypakował namiot a ja patrzyłam z zazdrością na Danielle, Cat i Niall, którzy świetnie się ze sobą dogadywali. W 10 minut postawili namiot! Wow! Harry całował Jen a namiot obok nich leżał ... Ciekawe gdzie będą spać. Wzrok przeniosłam z powrotem na Tomlinsona, który właśnie próbował rozbić namiot. 
- Dobrze ci idzie. Oby tak dalej a zdążysz do północy. - rzuciłam złośliwie. Nie było mi go ani przez sekundę żal. Widziałam, że sprawia mu to wiele trudności a instrukcji nijak rozumiał. Ja umiałam stawiać namiot. Gdy miałam 13 lat rodzice zapisali mnie na biwak. 
- Dam radę. - powiedział pewnie. 
- Powodzenia. 
Uśmiechając się pod nosem podeszłam do Harre'go i Jen. Najwyraźniej mnie nie zauważyli lub olali, ponieważ nie przerwali pocałunku. Ciężko wzdychając , zaczęłam się rozglądać. Zobaczyłam Rose i Zayn'a, którzy się kłócili w jaki sposób rozbić namiot. No cóż, ja i Louis nie mamy takiego problemu. Tak bardzo chciał dzielić ze mną namiot? No to niech teraz cierpi. 
- Ciekawa jestem pod czym będziecie spać. - odezwałam się do państwa całuśnych. 
- Pod gołym niebem. - powiedział Harold na moment odrywając usta od dziewczyny. - A teraz sorki ale muszę napisać tweeta. - uśmiechając się wyjął telefon. Nie namyślając się długo odeszłam od nich, ale nie na tyle daleko by nie usłyszeć jego wrzasku: - Jak to nie ma zasięgu?! 
Ho ho widzę, że las zostanie pozwany. Współczuje mu. To będzie długi proces. Tymczasem, Lou ku mojemu zaskoczeniu rozbił namiot! Wielkie wow dla niego! Nie musiałam pojęcia, że ktoś tak głupi umie robić takie rzeczy. 
- Nareszcie! Myślałam, że nigdy go nie rozbijesz! 
- Wątpiłaś we mnie? - spytał łapiąc się teatralnie za serce. 
- Kiedy cię widzę wątpię w ludzkość. 
Brunet chciał coś powiedzieć ale głos nauczyciela mu nie pozwolił. Otóż oznajmił, że zaczyna się ściemniać i żebyśmy poszli spać, ponieważ jutro o 8:00 rano mamy być wszyscy na nogach. Tomo oznajmił mi, że idzie rozbić Hazzie namiot bo to jego kumpel i nie chce żeby marzł. Pokiwałam głową i poszłam usiąść na najbliższym pniu. Nie tak miało być! To dopiero pierwszy dzień a ja już chce wracać. Muszę być z idiotą w namiocie, aby mu pokazać jaka naprawdę jestem i się odczepił. Zauważyłam, że w moją stronę idzie Rose z Cat. Nie to, że ich nie lubię ale chciałam poużalać się nad sobą. 
- Ale mnie wrobiłaś. - powiedziała czerwonowłosa. 
- Wcale nie mam lepiej. - odburknęłam. 
- Nie chodzi o to, że nie lubię Nialla, ale myślałam, że będziemy we trzy ty, ja i Dan. Byłby babskie ploteczki i takie tam. 
- Urządźcie sobie z Niallerem 'babskie ploteczki'. - powiedziałam z kpiną, na co Cat ze śmiechem zepchnęła mnie z pnia. 
- W sumie. Po obgadujemy cię trochę. 
Wywróciłam oczami. 
- Cieszcie się, że nie musicie być z Zayn'em. - rzekła Rose, na co zakrztusiłam się powietrzem. - Pokłóciliśmy się o namiot. Wprawdzie jest rozłożony, ale tak jak on chce. 
- A jak można inaczej rozłożyć namiot? - zaczęłam się zastanawiać. 
- Można, można ale on mnie nie chce nawet wysłuchać. 
- To z nim zerwij. - powiedziałam bezproblemowo. 
- Hello! Przypominam, że to mój brat! - krzyknęła Cat. 
- O sorka. A więc zerwij z jej bratem. - poradziłam Rose. Czerwonowłosa oznajmiła, że idzie bo jej zimno, ale ja wiedziałam, że działam jej na nerwy. 
- Ja też pójdę i nie zerwę z nim. 
- Ubolewam. - złapałam się za serce i patrzyłam za odchodząca Rose. Jak nie chce dobrej rady to nie. 
                                                               ***
Kiedy wróciłam do namiotu Louis coś robił na telefonie, na pewno nie pisał sms, ponieważ nie ma zasięgu. W każdym razie gdy mnie zobaczył, odłożył komórkę i gapił się na mnie bez słowa. Starałam się nie zwracać na niego uwagi. Wyjęłam z plecaka wodę, odkręciłam zakrętkę po czym upiłam łyk. 
- Zawsze tak ładnie wyglądasz w nocy? - spytał nagle. 
- Nie Zwykle zmieniam się w wampira, ale dla ciebie zrobiłam wyjątek. - powiedziałam ze sztucznym uśmieszkiem. 
- Wiesz, wampiry z reguły są seksowne. 
- Zamknij się. - syknęłam. - Masz dziewczynę. 
- Tylko jest dla ciebie problemem? Gdyby nie Elenaor już byłbym Twój? 
Wywracając oczami rzuciłam w niego poduszką. Czy mi się wydaje czy on do mnie zarywa? Co za geniusz, uważa, że za parę tandetnych tekścików które wciska wszystkim będę jego ... Bu ha ha. 
- Gdyby nie Elenaor spędzałbyś wieczory w klubach ze striptizerkami. - rzuciłam z kpiną, na co się zaśmiał. 
- No wiesz, nie ma Elenaor, a ja nie leże zalany ze striptizerką. 
- Zerwaliście? - zapytałam, ale chłopak najwyraźniej nie miał ochoty odpowiadać, ponieważ momentalnie zmienił temat:
- Cat mówiła, że urządzają sobie z Dan i Niallerem babskie ploteczki. Nie wiem jak ty ale ja zabieram lakier, błyszczyk, czasopisma z przystojniakami i do nich idę. - zakomunikował, na co pierwszy raz mnie rozbawił. Nie wiem czemu ale ja też zapragnęłam z nim iść. Może dlatego, że po 22:00 nie wolno nam opuszczać namiotów? A ja kocham łamać zakazy. 
- A jak cię przyłapią? 
- To pociągnę cie za sobą na dno. - powiedział puszczając oczko i wyszedł z namiotu. Ja siedziałam jeszcze przez chwilę aż Tomo się odezwał: - No chodź. Co to za 'babskie ploteczki' bez Alex Brown? 
Gdy wyszłam na zewnątrz szturcham go lekko w ramie wesołego Louisa. Dla niego dzień bez żartów to dzie stracony, a dla mnie wręcz przeciwnie. Zupełnie się od siebie różnimy a ja lubię horrory on komedie, ja mam dwie przyjaciółki, on całą masę miałam raptem dwóch chłopaków a on ... hm, interesujące ... Ciekawe czy chociaż jeden by się znalazł. Z tą jego grzywką to pewnie ma własny funclub homoseksualistów ... Szliśmy właśnie pewnym krokiem w stronę naszych znajomych, gdy usłyszałam jakiś hałas. Lou bez namysłu pociągnął mnie za najbliższy krzak i pociągnął za nadgarstki tak, że wywróciłam się na niego. Właściwie to teraz na nim leżałam, moim ciałem. 
- Wygodnie? - szepnęłam przez zaciśnięte zęby. 
- Bardzo. - odparł z szerokim uśmiechem. Przewróciłam oczami. Chciałam z niego zejść ale nadal słyszeliśmy czyjeś kroki. Nie mogłam ryzykować, że to nauczyciel i będę miała przez niego kłopoty. 
- To jak? Jesteś z Elenaor czy nie? 
- A co? Zazdrosna? - spytał pogodnie. 
- Wprost zżera mnie zazdrość.  - odpowiedziałam ze sztucznym uśmieszkiem. - A ty unikasz odpowiedzi na moje pytanie. - zauważyłam triumfalnie. Chłopiec dotknął lekko dłonią mojego policzka. 
- A jakbym z nią nie był to mógłbym cię teraz pocałować? - Widząc moje spojrzenie, dorzucił: - Pytam czysto teoretycznie. 
Zabrakło mi wprost tchu. Może to przez adrenalinę a może przez Tomo. Co ja mam mu powiedzieć? Czysto teoretycznie mógłbyś? Chciałbym poczuć Twoje usta na moich? 
- Nie mógłbyś. - rzekłam cicho. Lou przestał dotykając mojego policzka. Chyba wszystko zepsułam. Patrzyłam w jego oczy jeszcze przez parę minut nim nie oznajmił:
- Już ten ktoś sobie poszedł. Możesz ze mnie zejść. Zdaje sobie sprawę, jaka to była męka dla ciebie. 
- Jesteś zły bo nie chce się z tobą przespać? - zapytałam ostro. Louis był widocznie zdziwiony moim pytaniem bo gwałtownie się podniósł. 
- Nie pochlebiaj sobie. - powiedział z lekkim prawie nie dostrzegalnym uśmiechem. - Pytałem czy mógłbym cię teoretycznie pocałować. Tyle. Żadnych podtekstów. Zapamiętaj Alex, jeśli mówię 'tak' to znaczy, że naprawdę czegoś chce a nie mówię to z grzeczności. Jeżeli mówię 'kocham' to naprawdę to czuje ... ze mną życie jest proste. 
- Hej! Ja też nie rzucam słów na wiatr. - zapewniłam. 
- Okej. Więc powiedz szczerze: dałabyś mi w twarz gdybym cię teraz pocałował?
- Babskie ploteczki. - przypomniałam ze śmiechem. Lou zmrużył oczy. 
- To zemsta za Elenaor? 
Pokiwałam głową i pociągając go za ciepłą, prawie spoconą dłoń, poszliśmy do Cat, Dan i Nialla. 
                                                                 ***
W środku cała trójka patrzyła na nas dość dziwnie. Zupełnie jakbyśmy oznajmili, że pobieramy się w przyszłym tygodniu. No coż, przyznam, że wtedy pewnie zawał byłbym nieunikniony. Razem z Tomo usiedliśmy obok naszych przyjaciół. Spojrzałam na niego z nadzieją, że coś powie. On tymczasem parzył się na Nialla, ktory w końcu przemówił:
- A więc się nie pozabijaliście ... 
- No co ty! - powiedziałam. 
- Może zaczniemy babskie ploteczki? - spytał Louis. 'babskie ploteczki' jak to brzmi w jego ustach. 
- Okej. A więc po obgadujmy jakiś przystojniaków. - rzekła Cat ze śmiechem. 
- Luzik. Zacznijmy od nas. - powiedział skromnie Tomo. Ha ha, spox mnie tam pasuje. Mam parę bardzo ciekawych rzeczy do powiedzenia o nim. - Droga Cat, co o mnie myślisz? 
- Myślę, że ... że ... - Dziewczyna zaczęła się zastanawiać. - Że masz zaje grzywkę. 
- No wiesz, żel firmy 'axxa' robi cuda z moimi włosami. A ty Dan? Co myślisz o tym przystojniaku z One direction? 
- Chodzi ci o Liama? - parsknęła śmiechem. 
- Dobra, ciocie Danielle pomijamy bo ona wciąż tylko o jednym. - rzekł pogodnie na co dziewczyna zaczęła go łaskotać. Zabawa trwała w najlepsze a ja spojrzałam na zegarek, który miałam na ręce. 22:45. No ładnie. Coś czuje, że na sen nie ma co dzisiaj liczyć. 
- A co sądzicie o Niallu? - odezwałam się. Wtedy Lou wyswobodził się ze szponów Dan, czerwony ze śmiechu. 
- Tak szybko przechodzimy do Niallera? - jęknął. - Jeszcze Alex Brown się nie wypowiadała. 
- Okej, a więc uważam, że wyglądasz jak gej. 
Tomo złapał się teatralnie za serce. 
- Jak gej? 
- Włosy na żel, modnie się ubierasz, a po za tym ta Twoja bliska przyjaźń z Harry'm ... chciałeś znać moje zdanie to proszę. Możesz iść się wypłakać Elenaor. 
Chłopiec sama nie wiem dlaczego, patrzył się na mnie rozbawiony. Czy ja powiedziałam coś zabawnego? Z całym szacunkiem dla mojej osoby ale nie przypominam sobie. 
- Panna zazdrosna już się wypowiedziała. Teraz czas na obgadywanie Nialla. - powiedział, czym się naraził na mój gniew. 
- Nie jestem zazdrosna! - warknęłam. 
- Zgoda, więc idę zaliczyć jakąś laskę. Pożyczę gumki od Hazzy i po kłopocie. O! Może Jen miałaby ochotę? Jak skończy z lokersem to ... 
- Najlepiej ustaw się w kolejce. - rzuciłam z kpiną. - Albo zapisz się w jej grafiku. 
- Dobry pomysł. 
- A co z Elenaor? Zapomniałeś już o waszej wielkiej miłości? - spytałam z zaskoczeniem. On wzruszył ramionami. 
- Zrobiłem się śpiący. Chyba już pójdę.- stwierdził ziewając i wyszedł jak mi się zdawało dość szybko. Już drugi raz unika rozmowy na jej temat. Chyba dość ostro musieli się pokłócić ... Po jego opuszczeniu namiotu zrobiła się cisza. Spojrzałam na każdego po kolei w nadziei, że coś powie. 
- Co mu jest? - zapytałam w końcu. 
- Jest zły o Henry'ego. - powiedział Niall. - Wiesz to nowy 'przyjaciel' Elenaor. Chociaż ... wydaje mi się, że w głębi duszy cieszy się, że sobie kogoś znalazła. 
- Dlaczego?
- Zapytaj go. - rzekł z uśmiechem, a zaraz potem zmienił temat. - Uwierzycie, że on nigdy nie wyznał miłości dziewczynie?
- Nigdy?
Nie mogłam wprost uwierzyć w to co przed chwilą blondyn powiedział ... 
                                                                    ***
Gdy wróciłam do namiotu Louis spał lub udawał, że to robi. Chyba Elenaor to drażliwy temat, którego nie powinnam poruszać. Hm, to może przydać się w przyszłości, jeśli odpowiednio mnie wkurzy. Być może już nie długo nadarzy się okazja ... 
 ____________________________________________________________
Pewnie nie spodziewaliście się, że ja napiszę ten rozdział bo przecież teraz jest kolej Natalii. No ale ona musiała na miesiąc wyjechać, więc na razie rozdziały będziemy na razie dodawać tylko z Sylwią. 
Zupełnie mi się nie udał, ale to dlatego, że pisałam go w zeszycie. Na kompie wydaje mi się, że efekt byłby lepszy. Rozdział ten napisałam dużo wcześniej, jakiś tydzień temu ale nie mogłam go dodać z powodu komputera. Zepsuł się. 
Teraz jestem u cioci więc jako tako dałam radę ;-). 
Dobra to ja już kończę bo jestem mega śpiąca, a wy komentujcie :D. 
PS. Mam nadzieje, że obozy także mogą być w lesie i niczego nie spierniczyłam.