środa, 23 stycznia 2013

Rozdział 18



Oczami Alex:
Siedziałam w klasie co jakiś czas spoglądając na Rose, która wydawała się być zamyślona. Wiem, że pewnie bardzo się przejmuje wyjazdem Wojtka, no ale przecież nie zatrzymamy go siłą. Jak chce to niech wyjeżdża. Ah, jak to dziwne brzmi nawet w moich myślach. Normalnie powinnam zrobić wszystko aby został. No ale znów zadaje sobie pytanie czemu miałby zostać? Przecież ona nie chce być z nim a on chyba z nią.
Gryzie mnie jednak sumienie. Matko boska! Co też się ze mną dzieje? Sumienie? Ja nie mam sumienia.
No ale tak czy owak muszę coś zrobić aby Wojtek został. Dla Rose no i trochę dla siebie, bo w końcu go uwielbiam i nadal mam nadzieje, że kiedyś znów będą razem, a moja przyjaciółka przestanie się gapić na Zayana jak na jedynego chłopaka na ziemi.
Ostatnio siedzieliśmy w kawiarni i gapił się na nas bardzo przystojny chłopak w naszym wieku, a ona nic! Zero! Nawet na niego nie spojrzała. Dlaczego? Bo wolała mówić o grzywce Malika!
No dobra, bądźmy szczerzy, dosłownie o niej nie gadała. Ale wspominała o fryzurach. A co idzie za nimi? Grzywka Zayana Malika.
Po przedostatniej lekcji wyszłam przed szkołę. Większość osób była właśnie na dworzu Gadali w grupkach lub samotnie powtarzali sobie lekcje. Ja tymczasem usiadłam na murku i założyłam słuchawki na uszy. Jako że moje piosenki trochę mi się znudziły włączyłam radio w komórce.
Zgadnijcie co właśnie leciało?
One direction! A jaka piosenka to nie mam pojęcia. Coś tam śpiewali o młodości … żyjmy póki jesteśmy młodzi … czy jakoś tak.
Gdy tak wsłuchiwałam się w rytmy piosenki zauważyłam, że trochę dalej ode mnie stoi Elenaor, która rozmawia przez telefon. Najwidoczniej mnie nie zauważyła. Miałam poczekać aż skończy gadać i wtedy z nią porozmawiać ale po tym co usłyszałam zleciałam z murku. Dzięki Bogu, że pode mną była trawa. No ale tyłek tak czy owak bolał.
- Jasne spotkamy się dzisiaj po szkole o 16:00 w kawiarni tuż za rogiem, może być skarbie? – spytała, a ja wstrzymałam oddech. Jeśli teraz mnie zauważy pomyśli sobie, że podsłuchuje. Cholera jasna! Mam nadzieje, że rozmawiała z Louisem, bo inaczej będzie załamany i Rose zmusi mnie abym była dla niego miła. Co ja chrzanię? Oczywiście, że nie rozmawiała ze swoim chłopakiem! W końcu znajduje się od niej parę metrów dalej.
- No to buźka Mike. – powiedziała po czym się rozłączyła. Ja zaczęłam się zastanawiać czy Mike to imię męskie czy żeńskie. Proszę żeby to było najgłupsze imię dla dziewczyny! – zaczęłam powtarzać w myślach.
Kiedy Elenaor odeszła kierując się w stronę rozmawiających Daniele i Cat, ja opuściłam swoją kryjówkę, cała załamana. Boże! Dla mnie to większy horror niż dla Tomo kiedy się dowie. Jego demolka świata to nic w porównaniu z moją.
- Alex! Chodź do nas! – zawołała Cat. Ja nie chętnie uczyniłam jej prośbę.
- Źle się czujesz? – zapytała z troską Elenaor.
- Nie, dlaczego tak uważasz? – spojrzałam na nią z walącym sercem.
- A nie nic. – odpowiedziała lekko zmieszana.
- O! A tu byliśmy w Paryżu! – powiedziała Daniele pokazując nam na telefonie zdjęcia jej i Liama. – Nadal Paryż … nadal … - mówiła przewijając fotki. – Oj, coś dużo tego Paryża. Hm, ale nie martwcie się. 40 zdjęć dalej są już Włochy.
Nie żeby coś, ale nienawidzę oglądać zdjęć! Dla mnie to strata czasu. Po co upamiętniać chwilę których już nie ma? Ostatnim razem kiedy oglądałam fotki, o mało co bym się nie rozpłakała. A było to 5 lat temu kiedy stwierdziłam, że rok temu miałam większy biust.
Taa dziwne, ale na serio myślałam, że się zmniejsza.  
- Czy żyjecie z Louisem w wolnym związku? – spytałam patrząc nie pewnie na Elenaor.
- Nie.
- Aha. – wydukałam biorąc głęboki oddech. – Muszę jeszcze powtórzyć sobie lekcję.
- Ale teraz mamy plastykę. – zauważyła Cat.
- No właśnie, a ja nie mam przyborów. Muszę poćwiczyć udawany płacz żeby nie dostać jedynki. – powiedziałam i odeszłam od nich jak najszybciej. Zastanawiam w ilu procentach uważają, że powinnam się leczyć. Hm, no cóż moja mama uważa, że w 90% a młodszy brat, że nie ma takiej skali.
                                                                       ***
Po ostatniej lekcji kiedy wkładałam książki do plecaka, stwierdziłam, że muszę śledzić Elenaor, aby się dowiedzieć czy rzeczywiście zdradza tego nieszczęśnika. Oczywiście o moich planach nie chciałam informować Rose. Nie chce jej dobrych rad typu: ,,To zły pomysł”, ,,Przyjaciół się nie śledzi” czy ,,To nie twoja sprawa”. Cat raczej też odpadała. Elenaor to jej bardzo dobra przyjaciółka więc nie sądzę by miała ochotę ją śledzić.
16:00 kawiarnia za rogiem. No cóż, przynajmniej tak powiedziała do tego chłopaka. Mam nadzieje, że to prawda i nie wyjdę na idiotę stercząc tam przez godzinę kiedy oni nawet nie mają zamiaru się tam pojawić.
Aby nie zapomnieć zapisałam sobie godzinę na dłoni. Nie darowałabym sobie gdyby ominęło mnie takie coś. Prawda - to coś co kocham i tylko z nią mogę się ożenić.
Przed szkołą potknęłam się i upadłam na ziemię. Cholera! Już drugi raz dzisiaj! Szczęściara z tej Alex Brown, że ma taką oryginalną rozrywkę jak łamanie sobie kości … No pięknie! Dodatkowo, z mojej torby wysypały się wszystkie książki. Ciężko wzdychając zaczęłam je zbierać.
- Jeszcze chemia. Musisz się jej pouczyć, w końcu jedynka się sama nie poprawi. – powiedział Louis podając mi ją.
- Skąd wiesz, że dostałam dzisiaj jedynkę?
- Zayn rozpowiedział całej szkole.
- Zabije go.
Po chwili Tomo się roześmiał.
- Żartuje. Test ci wypadł z książki. – odpowiedział. Wyrwałam mu go z ręki i podarłam na milion kawałków.
- Po sprawie. Brak testu brak jedynki. Nic mi nauczycielka nie udowodni. – stwierdziłam ze sztucznym uśmiechem.
- A nie dała ich wam czasem do poprawy? – spytał mrużąc oczy.
- Oj przepraszam, tato. Jestem taką okropną córką. – powiedziałam wywracając oczami.
- W takim razie daje ci szlaban na telefon. Żeby mieć pewność, że go nie będziesz używać, oddaj mi go. – zażądał, na co parsknęłam śmiechem.
- Nigdy w życiu.
- Ooo widzę że córusia pyskuje. Pięknie, pięknie …
- Nie będę pyskować jak przestaniesz mi rozkazywać jakbyś był moim ojcem. Jesteś tylko trochę starszy i prawie mnie nie znasz.
- Ależ znam. Jesteś Alex Brown i za dużo czytałaś książek o pyskatych nastolatkach.
- A ty jesteś biednym chłopczykiem który jest zdradzany przez swoją dziewczynę. – rzekłam z ironią, a w 3 sekundy później zalała mnie fala gorąca. Mówię różne rzeczy nie zawsze miłe ale tego akurat nie chciałam powiedzieć. Co mi przyszło do głowy? Widziałam jak Tomo marszczy brwi i patrzy na mnie pytającym spojrzeniem.
- Zdradza?
- Nie powiedziałabym, że od razu zdradza ale … - zacięłam się myśląc co teraz powiedzieć. Nic mądrego nie przychodziło mi do głowy. – ale spotyka się z innym kolesiem. – wyznałam w końcu. – Mają się dzisiaj zobaczyć o 16:00. Nie martw się, dam ci sprawozdanie. Wszystkie szczegóły będą twoje.
- O 16:00? A wiesz z kim?
- Jakiś Mike.
Louis zaczął się gorączkowo nad czymś zastanawiać.
- Mike powiadasz? Hm, interesujące. No cóż, przeżyje.
Otworzyłam oczy ze zdziwienia. Przeżyje? Tylko tyle? A gdzie: O boże dlaczego mnie zdradza?! Czym sobie na to zasłużyłem? Życie jest niesprawiedliwe!
- Ty chyba nie mówisz poważnie? Przecież ona spotyka się z nim dzisiaj o 16:00 w kawiarni tuż za rogiem. Idę tam. Ty też możesz. Zobaczysz ich i może wtedy pęknie ci serce.
- Widzę, że bardzo ci zależy na tym abym cierpiał.
- No brawo. – zaczęłam klaskać w dłonie. – Nareszcie pojąłeś, że cię nienawidzę.
- To dlaczego chcesz ją śledzić?
- Ponieważ chce się upewnić, że to prawda, która złamie ci serce.
- Alex, mówiłem ci że dam radę. Jestem dużym chłopcem i przeżyję zdradę.
Nie wierzyłam własnym uszom! Po pierwsze nazwał mnie Alex (Whohohoho) po drugie on serio? Serio? Serio? Nic sobie z tego nie robi? Totalnie nic?
- Jak chcesz. Ja idę ją śledzić. To postanowione, a ja zdania nie zmieniam.
- Czyli nigdy mnie nie polubisz? - spytał.
- Jak widzisz.
Wtedy chłopak zaśmiał się szyderczo.
- Okej spoko. Rozumiem, że mnie nigdy nie polubisz ale może chociaż pokochasz …
- Kretyn. – rzuciłam w niego książką od chemii na co się zaśmiał.
                                                                                  ***
O równej 16:00 czekałam za ścianą budynku na Elenaor i tego całego Mike’a. Byłam prawie pewna, że mają romans. W końcu po co innego mieliby się spotkać? I dlaczego dziewczyna nazwała go ‘skarbem’?
Dziwił mnie tylko fakt, że Louis nie był tym ani trochę wstrząśnięty. Wręcz przeciwnie, zachowywał się jakby było mu wszystko jedno.
Albo nie kocha swojej dziewczyny albo mi nie uwierzył i stwierdził że to tylko mój głupi wymysł. Ale ja mu pokażę, że się myli! Uwiecznię ich pocałunki na zdjęciach i może wtedy chociaż w połowie pęknie mu serce.
O 16:10 nadal się nie pojawiali. Hm, a może coś źle usłyszałam albo przełożyła spotkanie? Cholera.
Kolejny raz spojrzałam na zegarek 16:16 a ich nadal nie ma … zaraz, zaraz chyba widzę Elenaor! Tak, tak, tak! Idzie w towarzystwie jakiegoś średniego wzrostu chłopaka o blond włosach. Wyglądał dość zwyczajnie, nic specjalnego. Jeśli miałabym wybierać to stwierdzam, że Louis jest przystojniejszy ekhem oczywiście mówię to czysto obiektywnie.
Oboje usiedli przed kawiarnią na krzesełkach i zaczęli o czymś rozmawiać. Z mojej odległości jednak nie słyszałam o czym. Ah, życie.
Wyjęłam komórkę i zrobiłam dwa zdjęcia a potem zaczęłam kopać najbliższy kamyk. Jednym słowem nuda! No ale cierpliwie czekałam aż zaczną się całować.
16:44 a ten cały Mike nawet jej nie dotknął!
- Wzruszające. – usłyszałam za sobą czyjś głos. Odwróciłam się powoli i ujrzałam Louisa. Złapał się teatralnie za serce i powiedział: - Jeszcze nigdy osoba która mnie nienawidzi tak się o mnie nie troszczyła.
- Spadaj.
- Hej, hej to moja dziewczyna. Chce wiedzieć czy w końcu ma ten romans czy nie.
- Jak na razie zachowują się jak brat z siostrą.
- Z tego co wiem Elenaor nie ma brata, no chyba że to jej kuzyn.
- Do kuzyna nie mówi się ‘skarbie’.
- Alex, przestań się ośmieszać. Zabiorę cię do kina jak chcesz? Albo pójdziemy coś zjeść. – zaproponował.
- Ośmieszać? Sam zachowujesz się jak idiota. Twoja dziewczyna właśnie rozmawia z jakimś obcym kolesiem a ty mówisz ‘przeżyje’. I udowodnię ci, że to prawda. – powiedziałam z cwanym uśmieszkiem. Tomo popatrzył na mnie nic nie rozumiejąc.
- Alex proszę, nie rób nic głupiego.
- Za późno. – stwierdziłam i pewnym krokiem podeszłam do Elenaor i Mike’a. Widziałam kątem oka jak Lou łapie się za głowę zupełnie jakbym oskarżała o romans córkę z  ojcem.
Kiedy znalazłam się obok nich bez słowa usiadłam na wolnym krzesełku.
- Alex? Hej. Co tu robisz? – spytała widocznie zdziwiona.
- Przechodziłam tędy i zauważyłam cię z jakimś chłopakiem. – odpowiedziałam robiąc słodkie oczka do Mike’a. – Spodobał mi się i chciałam poznać jego imię. To chyba nie twój chłopak, co? – zażartowałam.
- Nie, nie skądże. – odparła z nerwowym śmiechem. – To jest Mike mój przyjaciel.
- Aaa przyjaciel! To super. W takim razie mam u ciebie szansę, co Mike? – spytałam ściskając mu dłoń. On nie pewnie pokiwał głową. Hm, są za bardzo spięci coś tu się kroi. Czuje to.
- A ty jesteś?
- Alex.
- Miło mi cię poznać Alex. Ale czy możesz przestać ściskać moją dłoń. To trochę boli. – wyznał z wyraźnym bólem na twarzy. No cóż, jestem na nich tak wściekła, że trochę się zagalopowałam.
- Oh, przepraszam ale to była czysta przyjemność ją dotykać.
- Alex, mogę się prosić na chwilkę. – powiedziała Elenaor, na co ja kiwnęłam głową. Gdy obie znaleźliśmy się z dala od chłopaka, dziewczyna zaczęła: - Nie podrywaj tak nachalnie Mike.
- A co? Jest nieśmiały? Ah, to nie problem. Dla mnie nawet lepiej.
- Nie o to chodzi … - zaczęła najwidoczniej zastanawiając się jak mi powiedzieć, że z nim sypia. – Chodzi o to, że Mike on … jest trochę inny.
- Co to znaczy inny?
- Nigdy nie uda ci się go poderwać …
- Bo ty to zrobiłaś bo zdradzasz Louisa bo go oszukujesz bo z nim sypiasz bo …
- Bo jest gejem.
- Louis? – jęknęłam na co Elenaor się roześmiała.
- Mike. To mój przyjaciel z dzieciństwa. Kiedyś owszem, byliśmy razem ale już nie jesteśmy. Zresztą on i Louis są bardzo dobrymi przyjaciółmi. Lou jest kochany, w pełni zaakceptował Mike.
- Co? To on wiedział że Mike jest gejem?! – zapytałam ostro czując nagły przypływ nieogarniętego gniewu. – Przepraszam, że podrywałam Mike. Już nie będę. Obiecuje. A teraz muszę iść. Cześć. – wydukałam szybko i sprintem podbiegłam do Toma który podtrzymywał się barierki aby nie upaść ze śmiechu. Co za koleś! Dlatego nie był załamany ani nic z tych rzeczy. Po prostu nie wierzę.
- Mówiłem … mówiłem że … żebyś tam nie szła. – powiedział w przerwach na śmiech. – Czy … czy  ty … go podrywałaś?
- To nie jest zabawne. Ja tu się martwię o twój związek a ciebie to bawi?
- Przepraszam. Zapomnijmy o tym, zgoda? Chodźmy na lody albo do parku, co?
- Ty chyba sobie żartujesz! Po tym upokorzeniu? To było okropne! Nie wierzę, że mi to zrobiłeś. Z nami koniec! Chrzań się! – krzyknęłam i zaczęłam iść przed siebie. Jak to zwykle bywa wkurzająca istota pobiegła za mną.
- Alex ehem my nigdy nie byliśmy razem.
- Nie wnerwiaj mnie jeszcze bardziej.
- Okej, przepraszam. Masz rację byliśmy parą tylko musiałem być nieźle nawalony skoro tego nie pamiętam. – wybuchnął kolejnym śmiechem. Na całe szczęście zadzwoniła Rose bo inaczej nie ręczę za siebie. Dla Louisa to zdecydowanie nie skończyłoby się dobrze. Odebrałam połączenie i spytałam:
- No co tam?
- Alex! Jest problem! Jest duży problem!
- Wiesz, problemy z reguły są duże.
- Ale ten jest szczególnie! Wojtek ma samolot do Polski za pół godziny, a mnie zepsuł się samochód! Nie mam jak pojechać! Błagam, zrób coś.
- Zamów taksówkę.
- Zamawiałam godzinę temu! Dzwonię do nich a oni mi mówią, że przyjedzie za pół godziny. No cholera, wtedy to już będzie za późno.
- Dobra zrobię coś bo zaczynasz przeklinać. – zapewniłam po czym się rozłączyłam. Dobra mam 30 minut na zastanowienie się co należy w tym wypadku zrobić. A jak na złość nic nie przychodzi mi do głowy!
- Co się stało? – zapytał Louis.
- Wojtek ma samolot za pół godziny a Rose chce go zatrzymać. Problem w tym, że nie ma samochodu …
- To może …
- Gdyby tylko ktoś miał samochód … - zaczęłam zastanawiając się czy Cat go posiada.
- Alex bo ja …
- Cicho! Nie masz auta to się nie odzywaj.
- Ale ja właśnie …
- Zamknij się! – krzyknęłam a zaraz potem zapytałam już spokojniej:- A może Niall  ma samochód? Jakoś najmniej mnie z was wnerwia.
- Po co ci Nialler skoro ja mam? Zawiozę was na lotnisko. No problem. – wyszczerzył się, na co ja spojrzałam w górę.
- Dobry Boże, za co?
- Nie marudź tylko wsiadaj. Robisz to dla Rose, nie dla mnie, chociaż nie miałbym nic przeciwko.
- Ale ja miałabym.
                                                                       ***
W 10 minut później znaleźliśmy się pod naszym domem. Kiedy Rose wsiadła do samochodu posłała mi pytające spojrzenie, a ja starałam się nie zwracać na nią uwagi. Doskonale wiem co teraz sobie myśli. Nie musi nic mówić. Szkoda tylko, że każdy w koło zapomina, że Louis ma dziewczynę, którą zapewne bardzo kocha a ona jego.
Tym bardziej nie rozumiem ich wszystkich żartów na nasz temat.
Jakby człowiek w życiu wroga nie miał.
W 15 minut później dotarliśmy na lotnisko. Moja przyjaciółka zaczęła nieco panikować. Mówiła, że samolot pewnie przyleciał wcześniej i nie zdążymy. Starałam się ją uspokoić, ale na próżno … Najszybciej jak się da wysiedliśmy z auta i wbiegliśmy do środka. Rose zaczęła z Louisem szukać Wojtka a ja podbiegłam do pani w okienku.
- Czy samolot do Polski już był?
- Nie. Będzie za 5 minut. – odpowiedziała znudzonym tonem.
- Dobrze, dziękuje.
Kiedy się odwróciłam, wpadłam na kogoś. Tym kimś okazał się być Wojtek! Jego widok bardzo mnie ucieszył. To znaczy, że jeszcze nie wyjechał i może uda nam się go przekonać aby został. Mam nadzieje, że nie jest tak uparty jak ja.
- Alex? Ty też lecisz do Polski?
- Nie i ty też nie możesz.
- Co to znaczy? – spytał zaskoczony. – Zabraniasz mi wracać do mojego kraju?
- Ja nie, ale Rose będzie zrozpaczona jeśli to zrobisz. Musisz zostać dla niej, dla mnie i … dla niego! – powiedziałam wskazując palcem na Louisa.
- Dla mnie? – jęknął. – A no tak! Sorry zapomniałem, że miałem ci wyznać uczucia. – dodał wywracając oczami.
- Dobra, możecie mi wyjaśnić co tu jest grane? – zapytał Wojtek, patrząc na każdego z nas po kolei. Już miałam coś powiedzieć, ale ubiegła mnie Rose:
- Zostań. Proszę. Chyba nie było ci tu tak źle, co? Zresztą nawet nie wiesz jaką byś zrobił przyjemność Alex. Ona cię wprost wielbi, jesteś dla niej kimś bardzo ważnym, marzy o tobie …
- Rose, może już wystarczy. – odezwałam się. – Dla jasności, nie marzę o tobie. – powiedziałam patrząc na Wojtka. On kiwnął ze zrozumieniem głową.
- Nie wiem co mam zrobić … Myślałem, że chcecie żebym wyjechał a teraz … przychodzicie tutaj i nawet Louis jest, który mam nadzieje że mnie nie kocha.
- Nigdy nic nie wiadomo. – rzuciłam, na co Tomo lekko mnie szturchnął. Ja zrobiłam to samo tylko tyle, że mocniej. Chłopak prawie upadł na ziemie. Spojrzał na mnie groźnym spojrzeniem. – Coś nie tak? Ah, przepraszam zapomniałam, że nie używa się przemocy wobec słabszych.
- Dlatego dotąd jesteś cała. – odburknął. Co za bezczelność!
- Wojtek zostań. Nie wyjeżdżaj. Tutaj też możesz się uczyć po za tym masz przyjaciół. Alex, Cat, Louisa, Nialla, Liama, Zayana no i mnie. – powiedziała Rose.
- Zayana? Nie sądzę, no ale cóż … A ten … mielibyście jak mnie podrzucić do domu?
- No chyba nie uważasz, że samochodzikowi Louisa starczy benzyny do Polski. – rzekłam z kpiną po chwili jednak zrozumiałam co ma na myśli.
- Do naszego domu. Tutaj w Anglii. – odpowiedział z uśmiechem, podobnie zrobiła Rose. – Mam milion wątpliwości no ale jeśli tyle się natrudziliście żeby tu po mnie przyjechać to … musi wam chyba na mnie zależeć …
- No jasne. – powiedziała moja przyjaciółka. – Pomogę ci zanieść walizki do samochodu. – zaproponowała i odeszła z Wojtkiem. Ja też miałam iść z nimi, ale zatrzymał mnie głos Toma:
- Naprawdę uważasz, że mój samochód nie dałby rady dojechać do Polski?
- Oh, daj spokój. Tak sobie tylko powiedziałam. Oczywiście, że dałby radę, nawet dalej. A teraz chodźmy. – Nie miałam nastroju na kolejną kłótnię dlatego to była sytuacja wyjątkowa w której musiałam skłamać.
Potem oboje zaczęliśmy ścigać się do samochodu. Tak się złożyło, że przypadkowo otworzyłam nie te drzwiczki i siedziałam na miejscu dla kierowcy. Lou który znajdował się obok mnie, prosił żebym dała mu kierować.
- Alex, błagam. Nie mam tyle kasy  żeby zapłacić za twoje mandaty.
- Bez obaw. Sama za nie zapłacę. – zdecydowałam i ruszyłam. Przez 15 minut drogi musiałam wysłuchiwać dobrych rad Toma czyli: Zwolnij! Patrz na ludzi! Czerwone światło! Uważaj, drzewo!
Jestem pełna podziwu dla Elenaor, że przez ten cały czas nawet nie myślała o zdradzie.
__________________________________________________________
I tak właśnie kończę chyba najdłuższy rozdział, który udało mi się napisać. Do końca nie jestem zadowolona z efektu, ale już nie mam siły zmieniać. I tak musieliście 10 dni czekać na nowy rozdział bo zepsuł mi się komputer i nie mogłam nic napisać ://.
Następny będzie należał do Sylwii. Hm, ciekawe co ona tam wymyśli.
Nie mogę się wprost doczekać ;-).
Co tam jeszcze … ah, tak proszę o komentarze pa pa <3. 


6 komentarzy:

  1. Genialny rozdział ogólnie uwielbiam twoje rozdziały innych dziewczyn też żeby nie było :* CZekam na kolejny i zapraszam do mnie jakbyście chciały wpaść :) http://teenage-dream-with-one-direction.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  2. Rozdział po prostu CUUUDOKNY *____*
    Ta akcja z tym gejaszkiem, zdradą i flirtem ... po prostu z krzesła spadłam jak to czytałam <3
    Do tego to lotnisko ... Trina na pewno będzie ci wdzięczna do koooońca swojeo dłuuuugiego życia ;**
    Ogółem rozdział jest długi i cieszy mnie to niesamowicie :D
    Papaśki <3

    OdpowiedzUsuń
  3. Cudowny ! <3
    Ale to z tą pałą było niezłe , a murek ... oj musiało boleć !:D
    Czekam na next <3

    OdpowiedzUsuń
  4. boże jak ja długo czekałam aż dodasz rozdział :333333333333 po prostu uwielbiam fragmenty Alex-Louis to całe ich przekomarzanie się, robienie sobie na złość itd est po prostu cudowna i tak przyjemnie się czyta! rozdział jest cudowny, naprawdę bardzo mi sie podobał i cieszę się, że napisałaś go długiego C: pisz takie zawsze - dużo dobrej lektury do czytania C: jaaajajajajajja pizgałam jak Loui wkręcił Alex i kiedy ona podrywała Mikea C: hahahah, epicko, czekam na nstępny i pozdrawiam cieplo xx

    www.lastyearwithlou.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  5. Hej!
    Ja cie nie moge, ale to bylo fajne;) Alex i ta jej mania przesladowcza haha:D nawet Lou nie przejal sie tak bardzo ewentualna zdrada Eleanor jak ona. No chyba, ze ukrywa swoje uczucia, a tak naprawde Tomlinson nie jest jej obojetny:) Kurcze, nie bede sie zastanawiac, bo daleko tak nie zajde, jedyne o co moge sie przyczepic to za malo Rose, ktorej kibicuje w zwiazku z Zaynem;p
    Serio ten rozdzial powala xd
    Czekam na nn;)

    Przepraszam za spam, ale chcialabym zaprosic was do czytania opowiadanie o Little Mix, One Direction i nie tylko:

    stereo-soldier.blogspot.com

    Zycze weny!
    Pozdrawiam!:*

    OdpowiedzUsuń
  6. na samym wstępie chciałabym przeprosić za spam.
    na blogu http://sick-mad-sad.blogspot.com pojawił się już szósty rozdział z perspektywy Pandory - czyli jednej z pacjentek.
    zachęcam do przeczytania oraz do wyrażenia szczerej opinii na jego temat.
    zapraszam także na naszego nowego bloga http://drunk-sweet-and-stoned.blogspot.com/ którego zaczniemy prowadzić po zakończeniu obecnego. na razie można zapoznać się z fabułą oraz z bohaterami, którzy będą tam występować :)
    pozdrawiam Elle♥

    OdpowiedzUsuń