wtorek, 29 stycznia 2013

Rozdział 19


Perspektywa Carietty

  - Wstawaj - Wrzeszczeli, szkacząc po moim łóżku i, jak można się domyśleć, również po mnie. Kto jest na tyle "inteligentny" ? Oczywiście:
 ~ Chodzący seksapil z loczkami, od niedawna kapitan szkolnej drużyny footbollowej, chłopak wrednej przewodniczącej cheerleaderek, Caroline, i w tym mój BF ~ Harold Styles 
 ~ Wielmożny, przystojny nie wyrzyty wybryk natury, nie umiejący przetrwać godziny bez lusterka, mój brat ~ Zayn Malik
 ~ Bezmózga marchewka, ubrana jak zwykle w rurki i pasiastą bluzkę, obchodzący urodziny już w tą niedzielę, chłopak Eleanor Calder ~ Louis Tomlinson
 ~ Chodząca wikipedia, człowiek jakich mało, spokojny, odpowiedzialny, nie umiejący żyć normalnie bez swojej pięknej Danielle, Daddy 1D ~ Liam Payne
 ~ I na sam koniec, przesłodki blondynek, największy głodomor na tym świecie, obiekt moich westchnień, mój kolejny BF, uwielbiający Amy, wolny ~ Niall Horan
 A po co darli japy, skacząc po mnie ? Ponieważ nie chce mi się iść do szkoły, jest piątek, mamy dzisiaj klasówkę z chemii, której po prostu nie ogarniam, oraz jako bonus, dzisiaj występuję z moimi najlepszymi przyjaciółkami. Komu by się chciało wstawać z wygodnego łóżka ? Na pewno nie mi ...
 A co o przyjaciółek, uważam, że mogę nazwać Tori i Jade, moimi BFF'kami. Zawsze mi pomogą, dobrze się z nimi dogaduję, nigdy mnie nie zostawią, akceptują mnie taką jaką jestem, wytrzymują z tymi debilami, nie kłócą się ze mną, są wspaniałe, nie przyjaźnią się ze mną tylko po to, żeby być w elicie ... i mogłabym tak wymieniać bez końca, ale nie chce mi się ...
  - Oj, bo zastosujemy drastyczne środki. - Zaśmiał się lokers, schodząc w łóżka, a za nim cała reszta.
  - Mhm. - Mruknęłam z poduszkę, nakrywając się kołdrą.
  - Sama tego chciałaś. - Wzruszył ramionami Lou, po czym wszyscy chichocząc opuścili moje królestwo.
  - Za jakie grzechy ? - Spytałam retorycznie Amy, przekręcając się na drugi bok. I w tym momencie te bałwany ponownie wleciały do mojego pokoju ... z jednym wyjątkiem. Tym razem mieli wiadra pełne wody. I zapewne jak można się domyśleć, wylali ją na mnie ... była zimna !
  - Was do końca pogięło ?! - Wrzasnęłam, wyskakując z łóżka jak poparzona ... chociaż raczej w tym przypadku, oblana lodowatą wodą w zimie.
  - Sama chciałaś. - Zarechotali i po chwili już ich nie było.
 Wiem, powinnam się za nimi rzucić w pościg, podstawić któremuś nogę, żeby "niechcący" złamać mu kilka kości, ale ... jak już mówiłam, jestem leniem. Po za tym ... było mi nawet dobrze. Ożeźwiająco, jeśli mogę się tak wyrazić. Miałam ochotę, żeby dzisiaj padało ... zaczęłabym kręcić się w okół jakiegoś słupa, śmiejąc się jak wariatka ... tak, zdecydowanie za dużo czasu spędzam z Louisem ...

 Mruknęłam coś pod nosem, grożąc im bezsensownie, biorąc suche ciuchy, po czym pomaszerowałam do mojej różowej łazienki ... swoją drogą, jestem ciekawa, jakbym wyglądała jako got lub emo ... albo jak jakiś kujon ! O ... albo jak taki plastik ... lub sportowiec ... chyba zjadłam za dużo marchewek Lou, wczoraj na kolację, bo zaczyna mi odbijać ...
 Tam przebrałam się szybko w czarną bluzkę, ciemne jeansy, biały sweterek i jakieś ciemne baleriny na lekkim koturnie. Pociągnęłam kilka razy rzęsy tuszem, włosy związałam w luźny warkocz i byłam gotowa. 
 Zeszłam po schodach do kuchni, gdzie chłopaki chichocząc gadali o ostatnim występie Cheerleader, na którym ja o mało co nie straciłam życia, przez tę wredną jędzę, Caroline, przewodniczącą naszej grupki, która złamała nogę.
  - O ! Śpiąca królewna już przyszła ! - Klasnął w dłonie Zayn, próbując opanować śmiech, gdy mroziłam go wzrokiem.
  - Gdzie Trina ? - Zapytałam z zaciekawieniem.
  - Poszła do Wojtka. - Odpowiedział Zayn.
  - A on nie wyjechał ? - Zmarszczyła brwi.
  - Długa historia. - Machnął ręką Louis.
 Ostatnio, jak widziałam tę całą akcję, na nocowaniu ... i w ogóle, kiedy go ostatnio widziałam, miałam ochotę go związać na krześle i pobić za to, jak krzywdzi innych ... 

  - Gdzie Li ? - Spytałam, rozglądając się po całym pomieszczeniu.
  - A wiesz ... pojechał do Danielle. - Wzruszył ramionami Lou.
  - Ale ... jest szósta. Mamy ponad trzy godziny do pierwszych zajęć ... - Zmarszczyłam brwi, a reszta parsknęła śmiechem.
  - Ale wiesz ... oni chcieli się jeszcze przed lekcjami zabawić. - Powiedział Hazza, między wybuchami śmiechu.
 Pacnęłam się z otwartej dłoni w czoło, po czym rzuciłam w niego jabłkiem. Matko, co za debil ...
  - Jeny, z kim ja się zadaję. - Jęknęłam, wychodząc z kuchni. - Idę się przejść, narka ! - Krzyknęłam, ubierając beżowy płaszcz, oraz naciągając tego samego koloru, wygodne emu.
  - O tej godzinie ? - Zdziwił się Niall, wychodząc za mną na przedpokój.
  - Tak, zjem śniadanie gdzieś na mieście. - Uśmiechnęłam się do niego.

  - To może ja pójdę z tobą ? - Zapytał od razu ... zbyt szybko, by było wszystko w porządku ...
  - Nie trzeba. - Pocałowałam go w policzek na pożegnanie, jak to mam w zwyczaju, wzięłam torbę, a następnie wyszłam z domu i w podskokach ruszając przed siebie. Czemu olałam blondaska ? Nie to, że już mi się nie podoba ... kocham go najmocniej w świecie i to raczej się nie zmieni. Tylko ... jakiś czas wolę przystopować z chłopakami. Mam dość, że wszędzie wszyscy się w sobie zakochują, a ja nadal nie mogę mieć Nialla ... znaczy nie traktuję go materialnie ! Po prostu jemu na mnie nie zależy ... On mnie i tak traktuje tylko jak przyjaciółkę ...
  - Cat ? - Usłyszałam za sobą znany mi głos.
  - Hej Olivier. - Uśmiechnęłam się do niego, po czym przyśpieszyłam kroku. Nie mam pojęcia czemu, ale mój brat zakazał mi się z nim spotykać, Rose bladnie na samo wspomnienie jego imienia, a Louis i Alex popadają w szaloną wściekłość, gdy tylko znajdzie się w ich polu widzenia. Do tego nikt nie chce mi powiedzieć czemu i zawsze ktoś zmienia temat ...
  - Gdzie idziesz ? - Spytał, dorównując mi krorku. - Taka piękność nie powinna sama tak wcześnie spacerować. - Dodał, uśmiechając się szarmancko.
  - Takiej piękności nic się nie stanie. - Przewróciłam oczyma. - Na śniadanie. - Odpowiedziałam.
  - Dobra, dobra. - Zaśmiał się, obejmując mnie ramieniem, co niezbyt mi się spodobało. - Będziesz miała coś przeciwko, żebym wybrał się na śniadanie z tobą ? - Spytał z szarmanckim uśmiechem, przyciskając mnie do siebie.
  - Czy mógłbyś mnie puścić ? - Spytałam błagalnym tonem. - Wolę iść sama.
  - Nie bądź taka niedostępna ... wiem, że cię pociągam. - Puścił mi oko, zbliżając swoją twarz do mojej szyi.
  - Puszczaj mnie ! - Wrzasnęłam, próbując mu się wyrwać. Niestety, nie mogłam. Był ode mnie silniejszy, wyższy, oraz lepiej zbudowany. 
  - Już mnie nie lubisz ?! - Uniósł głos, z ściskając mnie jeszcze mocniej, tak, że ledwo mogłam oddychać. - Rose ci powiedziała, tak ? Czy to ta jej przyjaciółeczka ?! Albo ten jej chłopczyk ?!! - Wrzeszczał na mnie jak jakiś psychol. Co było najgorsze ? Że nie był ani pijany, ani naćpany ... czyli był świadomy tego, co robi ...
  - Bo to. - Odpowiedział mu, biorąc zamach i z pięści przywalił mu w twarz tak, że tamten poleciał do tyłu o jakieś dwa metry dalej. Otworzyłam oczy, zakrywając usta, by nie wydać żadnego pisku, krzyku, wrzasku itp. Niall szybko podbiegł do mnie, przytulając mocno i ciągle powtarzał mi, że będzie dobrze, że nic mi nie jest i że jestem już bezpieczna. Ja patrzyłam tylko w jego troskliwe, niebieskie oczy ze łzami, nie mogąc nic z siebie wydusić.
  - Chodźmy do domu. - Szepnął, nie odrywając się ode mnie.
  - N...nie ... znaczy ... zadzwoń do Rose i Alex ... i do Zayna. - Wyjąkałam, dalej w lekkim szoku.
 Chłopak spełnił moją prośbę, szybko wychodząc ze mną z parku, w którym dalej leżał Olivier. Przy okazji zadzwonił również po pogotowie ... w końcu nie wiadomo, czy nic mu się nie stało.

                                                              ***

   - Co się stało ?! - Pisnęła Rose, wybiegając z parkującego jeszcze auta i tym samym podbiegając do mnie. - Jesteś cała blada, zapłakana i ... roztrzęsiona. - Powiedziała cicho, przytulając mnie mocno. Alex zrobiła to samo, zaraz po brunetce. 
 Niall zaczął tłumaczyć, co się przed chwilą stało z niewiarygodnymi szczegółami, a oczy moich przyjaciół stawały się z sekundy na sekundę coraz większe. 
  - Mówił też o tym, że Rose, Alex lub Zayn mi coś o nim powiedzieli ... - Dodałam cicho, aczkolwiek pewniej. - Mogę wiedzieć, o co chodzi ? - Spytałam błagalnym tonem, przytulając teraz mojego brata.
  - Nie możesz. - Prychnęła Alex, za co została zmierzona surowym wzrokiem przez Zayna, oraz uderzona z kuksańca w bok od Tori. - Auć ! A to za co ? - Zapytała oburzona.
  - Ty dobrze wiesz za co. - Przewróciła oczyma i zaczęła mi opowiadać o urodzinach Cristal. Oczywiście Zayn i Jade dodali swoje trzy grosze i wszystko się pięknie złączyło.
 Nie mogłam uwierzyć, że Oli chciał zgwałcić moją przyjaciółkę ... przecież to nienormalne !! Ja tego tak nie zostawię ... i pewnie Alex też nie ... będę musiała z nią pogadać, o tym, jak można by pozbyć się tego psychopaty. 
                                                              ***

  - Cześć ! - Pisnął Louis, siedzący na przodzie swojego samochodu. Obok niego leżała Eleanor, która chyba przysnęła ... 
  - Siema. - Uśmiechnęłam się do niego. Przyznaję, że lekko się zmusiłam do tego uśmiechu, ale to nie dlatego, że go nie lubię ... ciągle mam w głowie tę dzisiejszą akcję ...
  - Może chodźmy już na lekcje ? - Zaproponował Harry, gapiąc się jak ciele malowane na Danielle i Liama, którzy całowali się, stojąc gdzieś z boku. 
 Staliśmy przed szkołą. Całą elitą. Inni przechodzili ze strachem, omijając nas jak najdalej, a jeszcze inni uśmiechali się do nas, witając wesoło. No cóż, różne są osoby w szkole ...
  - A tak w ogóle, to wy jesteście tą parą, czy nie ? - Zapytał mojego brata i Rose, Niall.
  - Tak. - Odpowiedział Zayn, a w tym czasie Rose powiedziała "Nie.".
  - Znaczy tak. - Powiedziała Tori, a w tym czasie Zayn powiedział "Nie".
 Parsknęłam śmiechem, Alex walnęła face palma, a Rose się zarumieniła.
  - Jesteśmy razem. – Uśmiechnął się Zayn, obejmując ją ramieniem.                       
  - Dobra kochasie, chodźcie do środka, bo zaraz będzie dzwonek. - Zaśmiał się Harry, ciągnąc mnie w stronę budynku. Za nami pochasały Alex i Rose. Pierwsza, dzisiejsza lekcja to biologia ... moje ulubione zajęcia, zaraz po wychowaniu fizycznym, muzyce, francuskim, hiszpańskim, oraz po plastyce.
 Weszliśmy do klasy. Jak zawsze, usiadłam z Hazzą w ostatniej ławce. Przed nami usiadły dziewczyny. Lekcja się zaczęła, a Haroldowi, oczy się zaświeciły, widząc temat na tablicy. Jaki ? Chyba łatwo się domyśleć ...
      
                                                               ***

  Stres ... i to ogromny ... po prostu koszmar. Tak, ja Carietta Elizabeth Marry Christina Consuella Malik, mam tremę przed występem przed całą szkołą.
  - Spokojnie, będzie dobrze. - Zaśmiała się Rose, puszczając mi oczko. 
 Wzięłam głęboki oddech. Każda z nas ustawiła się na miejscach, a uczniowie wyszli z klas, obserwując każdy nasz krok ...



  - To było genialne. - Przytulił mnie Andrew, który razem z nami wystąpił. Jest to wyższy ode mnie o głowę, ciemno skóry chłopak, którego wszyscy przezywają Leo. Jest on homo, a jednak ma wielu przyjaciół w szkole. Należy również do kółka informatycznego, muzycznego i szachowego. Pomagał Rose, przy występie z Joshem, moim byłym chłopakiem, który już nie chodzi do tego liceum. Czemu ? Ponieważ Zayn zniszczył mu życie ... 
  - Wiem, to twoja zasługa. - Uśmiechnęłam się do niego szeroko, zdejmując ozdobę z głowy.
  - Nie, to wy byłyście cudowne. - Zaświergotał, całując mnie w policzek, a następnie podbiegł do Rose i Alex, które gadały z Danielle i Eleanor.                       
 - Uwaga uczniowie ! - Zabrał głos dyrektor, stając pośrodku schodów. - Chciałbym was poinformować, że w poniedziałek będziemy jechać na obóz. Będą tam odbywały się zwykłe lekcje, jednak będziecie podzieleni na grupy. Nauczyciele będą organizować różne zadania, oraz konkursy za punkty. Pod koniec obozu, czyli dokładniej w piątek w następnym tygodniu, podliczymy punkty. Ta grupa, która będzie ich mieć najwięcej, zostanie nagrodzona niespodzianką. To tyle. - Ogłosił, ukłonił się i poszedł w kierunku swojego biura.
  - Ale fajnie. - Klasnął w dłonie Louis, niczym małe dziecko.
  - Tak, będzie super. - Ucieszył się Niall.
  - Będzie pełno dziewczyn w nieobserwowanych domkach. - Harremu zaświeciły się oczy.
  - Debilu, masz dziewczynę. - Pacnęłam się z otwartej ręki w czoło, widząc jego pytające spojrzenie. - Caroline. - Przypomniałam mu jej imię, wskazując na brunetkę.
  - Od kilkunastu minut nie. - Zaśmiał się.
  - Ale jak to ? - Zapytałam zdziwiona i w pewnym sensie zadowolona, że nie jest z tą jędzą.
  - Zerwałem z nią, ponieważ widziałem przed meczem, jak obściskuje się z Tedem. - Wzruszył ramionami. - Czyli jestem wolny biczys ! - Zawył, a prawie wszyscy na korytarzu spojrzeli na niego pytająco.
  - Do zobaczenia koty ! - Pożegnał się Liam, ciągnąc za sobą uśmiechniętą od ucha do ucha Danielle. 
  - Jutro sobota ... - Powiedziałam wesoło. - Będę mogła dłużej pospać !
  - Nie będziesz mogła ! - Zachichotał Zayn. - Musimy wszystko przygotować do świąt … W końcu wszyscy przychodzą do nas. - Wyjaśnił, obejmując Tori
  - Ej … a kiedy są święta ? – Spytałam, marszcząc brwi.
  - No jutro. - Przewrócił oczyma, a ja zadławiłam się powietrzem.
  - Ale nie mamy prezentu dla Louisa ! - Pisnęłam, przypominając sobie o jego urodzinach. - I nie mam prezentów dla innych ! - Spanikowałam, a ten pacnął się z otwartej dłoni w czoło.
  - Przecież zrobiłaś zakupy trzy tygodnie temu ... - Zachichotała Jade.
  - Dobra, chodźmy już ... - Jęknęłam, poprawiając torbę na ramieniu.
  - Chcecie iść w tych strojach ? - Zaśmiał się Louis, patrząc na nasze ... z lekka skąpe ciuchy.
  - Nie bałwanie. - Przewróciła oczyma Alex, ciągnąc mnie i Rose w stronę łazienki szkolnej
.
 Tam przebrałyśmy się w normalne ciuchy, uczesałyśmy się i ogółem doprowadziłyśmy do normalności.
 Pożegnałam się z dziewczynami i z bratem i lokersem pojechałam do naszego domu. Usiadłam na kanapie, głaszcząc Amy po łbie, który ułożyła mi na kolanach. Na tym wyjeździe na pewno będzie super … tylko jeśli grupy będą tak podzielone, że nie będę z żadnym z moich przyjaciół ? Lub że się pokłócimy o coś ? Oddalimy, albo zbyt zbliżymy … ? Tyle pytań na raz, a moja głowa już pęka …

                                                         ***

 Cze kotki ! <3 Sorki, że taki dziwny, pogmatwany i trochę bez sensu ... ale nie chciało mi się nic zmieniać, a Nata ciągle chciała, żebym coś pisała xD Wiem, że nie są takie dobre, jak te z perspektywy Rose, czy Alex, jednak mam nadzieję, że nie znielubicie Cat za to ;* No cóż, dzięki wam za komentarze ! One naprawdę nas motywują ! <3
 No to chyba tyle ...
 A nie, jeszcze coś :P Wykorzystam ten blog i zareklamuję mój nowy blog z Natalią ...
http://zycie-to-nie-bajka-to-nasz-pamietnik.blogspot.com/
 Będzie opowiadał o akademii wampirów, wilkołaków, czarodziei ... oczywiście nie zabraknie tam One Direction ... to tyle ...
 Bay, Bay <3

środa, 23 stycznia 2013

Rozdział 18



Oczami Alex:
Siedziałam w klasie co jakiś czas spoglądając na Rose, która wydawała się być zamyślona. Wiem, że pewnie bardzo się przejmuje wyjazdem Wojtka, no ale przecież nie zatrzymamy go siłą. Jak chce to niech wyjeżdża. Ah, jak to dziwne brzmi nawet w moich myślach. Normalnie powinnam zrobić wszystko aby został. No ale znów zadaje sobie pytanie czemu miałby zostać? Przecież ona nie chce być z nim a on chyba z nią.
Gryzie mnie jednak sumienie. Matko boska! Co też się ze mną dzieje? Sumienie? Ja nie mam sumienia.
No ale tak czy owak muszę coś zrobić aby Wojtek został. Dla Rose no i trochę dla siebie, bo w końcu go uwielbiam i nadal mam nadzieje, że kiedyś znów będą razem, a moja przyjaciółka przestanie się gapić na Zayana jak na jedynego chłopaka na ziemi.
Ostatnio siedzieliśmy w kawiarni i gapił się na nas bardzo przystojny chłopak w naszym wieku, a ona nic! Zero! Nawet na niego nie spojrzała. Dlaczego? Bo wolała mówić o grzywce Malika!
No dobra, bądźmy szczerzy, dosłownie o niej nie gadała. Ale wspominała o fryzurach. A co idzie za nimi? Grzywka Zayana Malika.
Po przedostatniej lekcji wyszłam przed szkołę. Większość osób była właśnie na dworzu Gadali w grupkach lub samotnie powtarzali sobie lekcje. Ja tymczasem usiadłam na murku i założyłam słuchawki na uszy. Jako że moje piosenki trochę mi się znudziły włączyłam radio w komórce.
Zgadnijcie co właśnie leciało?
One direction! A jaka piosenka to nie mam pojęcia. Coś tam śpiewali o młodości … żyjmy póki jesteśmy młodzi … czy jakoś tak.
Gdy tak wsłuchiwałam się w rytmy piosenki zauważyłam, że trochę dalej ode mnie stoi Elenaor, która rozmawia przez telefon. Najwidoczniej mnie nie zauważyła. Miałam poczekać aż skończy gadać i wtedy z nią porozmawiać ale po tym co usłyszałam zleciałam z murku. Dzięki Bogu, że pode mną była trawa. No ale tyłek tak czy owak bolał.
- Jasne spotkamy się dzisiaj po szkole o 16:00 w kawiarni tuż za rogiem, może być skarbie? – spytała, a ja wstrzymałam oddech. Jeśli teraz mnie zauważy pomyśli sobie, że podsłuchuje. Cholera jasna! Mam nadzieje, że rozmawiała z Louisem, bo inaczej będzie załamany i Rose zmusi mnie abym była dla niego miła. Co ja chrzanię? Oczywiście, że nie rozmawiała ze swoim chłopakiem! W końcu znajduje się od niej parę metrów dalej.
- No to buźka Mike. – powiedziała po czym się rozłączyła. Ja zaczęłam się zastanawiać czy Mike to imię męskie czy żeńskie. Proszę żeby to było najgłupsze imię dla dziewczyny! – zaczęłam powtarzać w myślach.
Kiedy Elenaor odeszła kierując się w stronę rozmawiających Daniele i Cat, ja opuściłam swoją kryjówkę, cała załamana. Boże! Dla mnie to większy horror niż dla Tomo kiedy się dowie. Jego demolka świata to nic w porównaniu z moją.
- Alex! Chodź do nas! – zawołała Cat. Ja nie chętnie uczyniłam jej prośbę.
- Źle się czujesz? – zapytała z troską Elenaor.
- Nie, dlaczego tak uważasz? – spojrzałam na nią z walącym sercem.
- A nie nic. – odpowiedziała lekko zmieszana.
- O! A tu byliśmy w Paryżu! – powiedziała Daniele pokazując nam na telefonie zdjęcia jej i Liama. – Nadal Paryż … nadal … - mówiła przewijając fotki. – Oj, coś dużo tego Paryża. Hm, ale nie martwcie się. 40 zdjęć dalej są już Włochy.
Nie żeby coś, ale nienawidzę oglądać zdjęć! Dla mnie to strata czasu. Po co upamiętniać chwilę których już nie ma? Ostatnim razem kiedy oglądałam fotki, o mało co bym się nie rozpłakała. A było to 5 lat temu kiedy stwierdziłam, że rok temu miałam większy biust.
Taa dziwne, ale na serio myślałam, że się zmniejsza.  
- Czy żyjecie z Louisem w wolnym związku? – spytałam patrząc nie pewnie na Elenaor.
- Nie.
- Aha. – wydukałam biorąc głęboki oddech. – Muszę jeszcze powtórzyć sobie lekcję.
- Ale teraz mamy plastykę. – zauważyła Cat.
- No właśnie, a ja nie mam przyborów. Muszę poćwiczyć udawany płacz żeby nie dostać jedynki. – powiedziałam i odeszłam od nich jak najszybciej. Zastanawiam w ilu procentach uważają, że powinnam się leczyć. Hm, no cóż moja mama uważa, że w 90% a młodszy brat, że nie ma takiej skali.
                                                                       ***
Po ostatniej lekcji kiedy wkładałam książki do plecaka, stwierdziłam, że muszę śledzić Elenaor, aby się dowiedzieć czy rzeczywiście zdradza tego nieszczęśnika. Oczywiście o moich planach nie chciałam informować Rose. Nie chce jej dobrych rad typu: ,,To zły pomysł”, ,,Przyjaciół się nie śledzi” czy ,,To nie twoja sprawa”. Cat raczej też odpadała. Elenaor to jej bardzo dobra przyjaciółka więc nie sądzę by miała ochotę ją śledzić.
16:00 kawiarnia za rogiem. No cóż, przynajmniej tak powiedziała do tego chłopaka. Mam nadzieje, że to prawda i nie wyjdę na idiotę stercząc tam przez godzinę kiedy oni nawet nie mają zamiaru się tam pojawić.
Aby nie zapomnieć zapisałam sobie godzinę na dłoni. Nie darowałabym sobie gdyby ominęło mnie takie coś. Prawda - to coś co kocham i tylko z nią mogę się ożenić.
Przed szkołą potknęłam się i upadłam na ziemię. Cholera! Już drugi raz dzisiaj! Szczęściara z tej Alex Brown, że ma taką oryginalną rozrywkę jak łamanie sobie kości … No pięknie! Dodatkowo, z mojej torby wysypały się wszystkie książki. Ciężko wzdychając zaczęłam je zbierać.
- Jeszcze chemia. Musisz się jej pouczyć, w końcu jedynka się sama nie poprawi. – powiedział Louis podając mi ją.
- Skąd wiesz, że dostałam dzisiaj jedynkę?
- Zayn rozpowiedział całej szkole.
- Zabije go.
Po chwili Tomo się roześmiał.
- Żartuje. Test ci wypadł z książki. – odpowiedział. Wyrwałam mu go z ręki i podarłam na milion kawałków.
- Po sprawie. Brak testu brak jedynki. Nic mi nauczycielka nie udowodni. – stwierdziłam ze sztucznym uśmiechem.
- A nie dała ich wam czasem do poprawy? – spytał mrużąc oczy.
- Oj przepraszam, tato. Jestem taką okropną córką. – powiedziałam wywracając oczami.
- W takim razie daje ci szlaban na telefon. Żeby mieć pewność, że go nie będziesz używać, oddaj mi go. – zażądał, na co parsknęłam śmiechem.
- Nigdy w życiu.
- Ooo widzę że córusia pyskuje. Pięknie, pięknie …
- Nie będę pyskować jak przestaniesz mi rozkazywać jakbyś był moim ojcem. Jesteś tylko trochę starszy i prawie mnie nie znasz.
- Ależ znam. Jesteś Alex Brown i za dużo czytałaś książek o pyskatych nastolatkach.
- A ty jesteś biednym chłopczykiem który jest zdradzany przez swoją dziewczynę. – rzekłam z ironią, a w 3 sekundy później zalała mnie fala gorąca. Mówię różne rzeczy nie zawsze miłe ale tego akurat nie chciałam powiedzieć. Co mi przyszło do głowy? Widziałam jak Tomo marszczy brwi i patrzy na mnie pytającym spojrzeniem.
- Zdradza?
- Nie powiedziałabym, że od razu zdradza ale … - zacięłam się myśląc co teraz powiedzieć. Nic mądrego nie przychodziło mi do głowy. – ale spotyka się z innym kolesiem. – wyznałam w końcu. – Mają się dzisiaj zobaczyć o 16:00. Nie martw się, dam ci sprawozdanie. Wszystkie szczegóły będą twoje.
- O 16:00? A wiesz z kim?
- Jakiś Mike.
Louis zaczął się gorączkowo nad czymś zastanawiać.
- Mike powiadasz? Hm, interesujące. No cóż, przeżyje.
Otworzyłam oczy ze zdziwienia. Przeżyje? Tylko tyle? A gdzie: O boże dlaczego mnie zdradza?! Czym sobie na to zasłużyłem? Życie jest niesprawiedliwe!
- Ty chyba nie mówisz poważnie? Przecież ona spotyka się z nim dzisiaj o 16:00 w kawiarni tuż za rogiem. Idę tam. Ty też możesz. Zobaczysz ich i może wtedy pęknie ci serce.
- Widzę, że bardzo ci zależy na tym abym cierpiał.
- No brawo. – zaczęłam klaskać w dłonie. – Nareszcie pojąłeś, że cię nienawidzę.
- To dlaczego chcesz ją śledzić?
- Ponieważ chce się upewnić, że to prawda, która złamie ci serce.
- Alex, mówiłem ci że dam radę. Jestem dużym chłopcem i przeżyję zdradę.
Nie wierzyłam własnym uszom! Po pierwsze nazwał mnie Alex (Whohohoho) po drugie on serio? Serio? Serio? Nic sobie z tego nie robi? Totalnie nic?
- Jak chcesz. Ja idę ją śledzić. To postanowione, a ja zdania nie zmieniam.
- Czyli nigdy mnie nie polubisz? - spytał.
- Jak widzisz.
Wtedy chłopak zaśmiał się szyderczo.
- Okej spoko. Rozumiem, że mnie nigdy nie polubisz ale może chociaż pokochasz …
- Kretyn. – rzuciłam w niego książką od chemii na co się zaśmiał.
                                                                                  ***
O równej 16:00 czekałam za ścianą budynku na Elenaor i tego całego Mike’a. Byłam prawie pewna, że mają romans. W końcu po co innego mieliby się spotkać? I dlaczego dziewczyna nazwała go ‘skarbem’?
Dziwił mnie tylko fakt, że Louis nie był tym ani trochę wstrząśnięty. Wręcz przeciwnie, zachowywał się jakby było mu wszystko jedno.
Albo nie kocha swojej dziewczyny albo mi nie uwierzył i stwierdził że to tylko mój głupi wymysł. Ale ja mu pokażę, że się myli! Uwiecznię ich pocałunki na zdjęciach i może wtedy chociaż w połowie pęknie mu serce.
O 16:10 nadal się nie pojawiali. Hm, a może coś źle usłyszałam albo przełożyła spotkanie? Cholera.
Kolejny raz spojrzałam na zegarek 16:16 a ich nadal nie ma … zaraz, zaraz chyba widzę Elenaor! Tak, tak, tak! Idzie w towarzystwie jakiegoś średniego wzrostu chłopaka o blond włosach. Wyglądał dość zwyczajnie, nic specjalnego. Jeśli miałabym wybierać to stwierdzam, że Louis jest przystojniejszy ekhem oczywiście mówię to czysto obiektywnie.
Oboje usiedli przed kawiarnią na krzesełkach i zaczęli o czymś rozmawiać. Z mojej odległości jednak nie słyszałam o czym. Ah, życie.
Wyjęłam komórkę i zrobiłam dwa zdjęcia a potem zaczęłam kopać najbliższy kamyk. Jednym słowem nuda! No ale cierpliwie czekałam aż zaczną się całować.
16:44 a ten cały Mike nawet jej nie dotknął!
- Wzruszające. – usłyszałam za sobą czyjś głos. Odwróciłam się powoli i ujrzałam Louisa. Złapał się teatralnie za serce i powiedział: - Jeszcze nigdy osoba która mnie nienawidzi tak się o mnie nie troszczyła.
- Spadaj.
- Hej, hej to moja dziewczyna. Chce wiedzieć czy w końcu ma ten romans czy nie.
- Jak na razie zachowują się jak brat z siostrą.
- Z tego co wiem Elenaor nie ma brata, no chyba że to jej kuzyn.
- Do kuzyna nie mówi się ‘skarbie’.
- Alex, przestań się ośmieszać. Zabiorę cię do kina jak chcesz? Albo pójdziemy coś zjeść. – zaproponował.
- Ośmieszać? Sam zachowujesz się jak idiota. Twoja dziewczyna właśnie rozmawia z jakimś obcym kolesiem a ty mówisz ‘przeżyje’. I udowodnię ci, że to prawda. – powiedziałam z cwanym uśmieszkiem. Tomo popatrzył na mnie nic nie rozumiejąc.
- Alex proszę, nie rób nic głupiego.
- Za późno. – stwierdziłam i pewnym krokiem podeszłam do Elenaor i Mike’a. Widziałam kątem oka jak Lou łapie się za głowę zupełnie jakbym oskarżała o romans córkę z  ojcem.
Kiedy znalazłam się obok nich bez słowa usiadłam na wolnym krzesełku.
- Alex? Hej. Co tu robisz? – spytała widocznie zdziwiona.
- Przechodziłam tędy i zauważyłam cię z jakimś chłopakiem. – odpowiedziałam robiąc słodkie oczka do Mike’a. – Spodobał mi się i chciałam poznać jego imię. To chyba nie twój chłopak, co? – zażartowałam.
- Nie, nie skądże. – odparła z nerwowym śmiechem. – To jest Mike mój przyjaciel.
- Aaa przyjaciel! To super. W takim razie mam u ciebie szansę, co Mike? – spytałam ściskając mu dłoń. On nie pewnie pokiwał głową. Hm, są za bardzo spięci coś tu się kroi. Czuje to.
- A ty jesteś?
- Alex.
- Miło mi cię poznać Alex. Ale czy możesz przestać ściskać moją dłoń. To trochę boli. – wyznał z wyraźnym bólem na twarzy. No cóż, jestem na nich tak wściekła, że trochę się zagalopowałam.
- Oh, przepraszam ale to była czysta przyjemność ją dotykać.
- Alex, mogę się prosić na chwilkę. – powiedziała Elenaor, na co ja kiwnęłam głową. Gdy obie znaleźliśmy się z dala od chłopaka, dziewczyna zaczęła: - Nie podrywaj tak nachalnie Mike.
- A co? Jest nieśmiały? Ah, to nie problem. Dla mnie nawet lepiej.
- Nie o to chodzi … - zaczęła najwidoczniej zastanawiając się jak mi powiedzieć, że z nim sypia. – Chodzi o to, że Mike on … jest trochę inny.
- Co to znaczy inny?
- Nigdy nie uda ci się go poderwać …
- Bo ty to zrobiłaś bo zdradzasz Louisa bo go oszukujesz bo z nim sypiasz bo …
- Bo jest gejem.
- Louis? – jęknęłam na co Elenaor się roześmiała.
- Mike. To mój przyjaciel z dzieciństwa. Kiedyś owszem, byliśmy razem ale już nie jesteśmy. Zresztą on i Louis są bardzo dobrymi przyjaciółmi. Lou jest kochany, w pełni zaakceptował Mike.
- Co? To on wiedział że Mike jest gejem?! – zapytałam ostro czując nagły przypływ nieogarniętego gniewu. – Przepraszam, że podrywałam Mike. Już nie będę. Obiecuje. A teraz muszę iść. Cześć. – wydukałam szybko i sprintem podbiegłam do Toma który podtrzymywał się barierki aby nie upaść ze śmiechu. Co za koleś! Dlatego nie był załamany ani nic z tych rzeczy. Po prostu nie wierzę.
- Mówiłem … mówiłem że … żebyś tam nie szła. – powiedział w przerwach na śmiech. – Czy … czy  ty … go podrywałaś?
- To nie jest zabawne. Ja tu się martwię o twój związek a ciebie to bawi?
- Przepraszam. Zapomnijmy o tym, zgoda? Chodźmy na lody albo do parku, co?
- Ty chyba sobie żartujesz! Po tym upokorzeniu? To było okropne! Nie wierzę, że mi to zrobiłeś. Z nami koniec! Chrzań się! – krzyknęłam i zaczęłam iść przed siebie. Jak to zwykle bywa wkurzająca istota pobiegła za mną.
- Alex ehem my nigdy nie byliśmy razem.
- Nie wnerwiaj mnie jeszcze bardziej.
- Okej, przepraszam. Masz rację byliśmy parą tylko musiałem być nieźle nawalony skoro tego nie pamiętam. – wybuchnął kolejnym śmiechem. Na całe szczęście zadzwoniła Rose bo inaczej nie ręczę za siebie. Dla Louisa to zdecydowanie nie skończyłoby się dobrze. Odebrałam połączenie i spytałam:
- No co tam?
- Alex! Jest problem! Jest duży problem!
- Wiesz, problemy z reguły są duże.
- Ale ten jest szczególnie! Wojtek ma samolot do Polski za pół godziny, a mnie zepsuł się samochód! Nie mam jak pojechać! Błagam, zrób coś.
- Zamów taksówkę.
- Zamawiałam godzinę temu! Dzwonię do nich a oni mi mówią, że przyjedzie za pół godziny. No cholera, wtedy to już będzie za późno.
- Dobra zrobię coś bo zaczynasz przeklinać. – zapewniłam po czym się rozłączyłam. Dobra mam 30 minut na zastanowienie się co należy w tym wypadku zrobić. A jak na złość nic nie przychodzi mi do głowy!
- Co się stało? – zapytał Louis.
- Wojtek ma samolot za pół godziny a Rose chce go zatrzymać. Problem w tym, że nie ma samochodu …
- To może …
- Gdyby tylko ktoś miał samochód … - zaczęłam zastanawiając się czy Cat go posiada.
- Alex bo ja …
- Cicho! Nie masz auta to się nie odzywaj.
- Ale ja właśnie …
- Zamknij się! – krzyknęłam a zaraz potem zapytałam już spokojniej:- A może Niall  ma samochód? Jakoś najmniej mnie z was wnerwia.
- Po co ci Nialler skoro ja mam? Zawiozę was na lotnisko. No problem. – wyszczerzył się, na co ja spojrzałam w górę.
- Dobry Boże, za co?
- Nie marudź tylko wsiadaj. Robisz to dla Rose, nie dla mnie, chociaż nie miałbym nic przeciwko.
- Ale ja miałabym.
                                                                       ***
W 10 minut później znaleźliśmy się pod naszym domem. Kiedy Rose wsiadła do samochodu posłała mi pytające spojrzenie, a ja starałam się nie zwracać na nią uwagi. Doskonale wiem co teraz sobie myśli. Nie musi nic mówić. Szkoda tylko, że każdy w koło zapomina, że Louis ma dziewczynę, którą zapewne bardzo kocha a ona jego.
Tym bardziej nie rozumiem ich wszystkich żartów na nasz temat.
Jakby człowiek w życiu wroga nie miał.
W 15 minut później dotarliśmy na lotnisko. Moja przyjaciółka zaczęła nieco panikować. Mówiła, że samolot pewnie przyleciał wcześniej i nie zdążymy. Starałam się ją uspokoić, ale na próżno … Najszybciej jak się da wysiedliśmy z auta i wbiegliśmy do środka. Rose zaczęła z Louisem szukać Wojtka a ja podbiegłam do pani w okienku.
- Czy samolot do Polski już był?
- Nie. Będzie za 5 minut. – odpowiedziała znudzonym tonem.
- Dobrze, dziękuje.
Kiedy się odwróciłam, wpadłam na kogoś. Tym kimś okazał się być Wojtek! Jego widok bardzo mnie ucieszył. To znaczy, że jeszcze nie wyjechał i może uda nam się go przekonać aby został. Mam nadzieje, że nie jest tak uparty jak ja.
- Alex? Ty też lecisz do Polski?
- Nie i ty też nie możesz.
- Co to znaczy? – spytał zaskoczony. – Zabraniasz mi wracać do mojego kraju?
- Ja nie, ale Rose będzie zrozpaczona jeśli to zrobisz. Musisz zostać dla niej, dla mnie i … dla niego! – powiedziałam wskazując palcem na Louisa.
- Dla mnie? – jęknął. – A no tak! Sorry zapomniałem, że miałem ci wyznać uczucia. – dodał wywracając oczami.
- Dobra, możecie mi wyjaśnić co tu jest grane? – zapytał Wojtek, patrząc na każdego z nas po kolei. Już miałam coś powiedzieć, ale ubiegła mnie Rose:
- Zostań. Proszę. Chyba nie było ci tu tak źle, co? Zresztą nawet nie wiesz jaką byś zrobił przyjemność Alex. Ona cię wprost wielbi, jesteś dla niej kimś bardzo ważnym, marzy o tobie …
- Rose, może już wystarczy. – odezwałam się. – Dla jasności, nie marzę o tobie. – powiedziałam patrząc na Wojtka. On kiwnął ze zrozumieniem głową.
- Nie wiem co mam zrobić … Myślałem, że chcecie żebym wyjechał a teraz … przychodzicie tutaj i nawet Louis jest, który mam nadzieje że mnie nie kocha.
- Nigdy nic nie wiadomo. – rzuciłam, na co Tomo lekko mnie szturchnął. Ja zrobiłam to samo tylko tyle, że mocniej. Chłopak prawie upadł na ziemie. Spojrzał na mnie groźnym spojrzeniem. – Coś nie tak? Ah, przepraszam zapomniałam, że nie używa się przemocy wobec słabszych.
- Dlatego dotąd jesteś cała. – odburknął. Co za bezczelność!
- Wojtek zostań. Nie wyjeżdżaj. Tutaj też możesz się uczyć po za tym masz przyjaciół. Alex, Cat, Louisa, Nialla, Liama, Zayana no i mnie. – powiedziała Rose.
- Zayana? Nie sądzę, no ale cóż … A ten … mielibyście jak mnie podrzucić do domu?
- No chyba nie uważasz, że samochodzikowi Louisa starczy benzyny do Polski. – rzekłam z kpiną po chwili jednak zrozumiałam co ma na myśli.
- Do naszego domu. Tutaj w Anglii. – odpowiedział z uśmiechem, podobnie zrobiła Rose. – Mam milion wątpliwości no ale jeśli tyle się natrudziliście żeby tu po mnie przyjechać to … musi wam chyba na mnie zależeć …
- No jasne. – powiedziała moja przyjaciółka. – Pomogę ci zanieść walizki do samochodu. – zaproponowała i odeszła z Wojtkiem. Ja też miałam iść z nimi, ale zatrzymał mnie głos Toma:
- Naprawdę uważasz, że mój samochód nie dałby rady dojechać do Polski?
- Oh, daj spokój. Tak sobie tylko powiedziałam. Oczywiście, że dałby radę, nawet dalej. A teraz chodźmy. – Nie miałam nastroju na kolejną kłótnię dlatego to była sytuacja wyjątkowa w której musiałam skłamać.
Potem oboje zaczęliśmy ścigać się do samochodu. Tak się złożyło, że przypadkowo otworzyłam nie te drzwiczki i siedziałam na miejscu dla kierowcy. Lou który znajdował się obok mnie, prosił żebym dała mu kierować.
- Alex, błagam. Nie mam tyle kasy  żeby zapłacić za twoje mandaty.
- Bez obaw. Sama za nie zapłacę. – zdecydowałam i ruszyłam. Przez 15 minut drogi musiałam wysłuchiwać dobrych rad Toma czyli: Zwolnij! Patrz na ludzi! Czerwone światło! Uważaj, drzewo!
Jestem pełna podziwu dla Elenaor, że przez ten cały czas nawet nie myślała o zdradzie.
__________________________________________________________
I tak właśnie kończę chyba najdłuższy rozdział, który udało mi się napisać. Do końca nie jestem zadowolona z efektu, ale już nie mam siły zmieniać. I tak musieliście 10 dni czekać na nowy rozdział bo zepsuł mi się komputer i nie mogłam nic napisać ://.
Następny będzie należał do Sylwii. Hm, ciekawe co ona tam wymyśli.
Nie mogę się wprost doczekać ;-).
Co tam jeszcze … ah, tak proszę o komentarze pa pa <3. 


niedziela, 13 stycznia 2013

Rozdział 17


Perspektywa Rose

Równo o 18 byłyśmy pod domem Cat. Razem ze swoimi zwierzakami czekałyśmy, aż ktoś otworzy nam drzwi. Otworzył nam Zayn.
- Hej laseeeeeeeczko. – powiedział wymijając Alex i stając obok mnie. Moja przyjaciółka tylko przewróciła oczami i weszła w głąb domu.
- Cześć. – powiedziałam i poszłam za nią zostawiając Malika w przedpokoju.
- Siema laski ! – krzyknęłam wchodząc do salonu. Przytuliłam po kolei Cat, Dan i El, ciekawe gdzie jest Trina ?? Puściłam mojego psiaka, który pobiegł bawić się z Luckiem i Amy do ogrodu. Usiadłyśmy w salonie i zaczęłyśmy oglądać jakieś romansidło jedząc przy tym pizze, popcorn i inne przekąski.
- Jak wy możecie takie śmieci oglądać ? – zapytała Zayn zajadając się popcornem, nie mam pojęcia skąd on się tu wziął.
- Milcz chłopcze ja tu próbuje się dowiedzieć dlaczego ten podły drań zdradził Sashe. – powiedziała z ironią Alex……… znów szykuje się kłótnia -.-
- Bo co mi zrobisz dziewczyno ?
- Dużo krzywdy więc się przymknij ! – powiedziała Alex niebezpiecznie zbliżając się do Zayna.
- A więc spróbuj tylko ! – powiedział Malik.
- Dobra koniec tego !! – krzyknęłyśmy wszystkie razem. Nasi dwaj złośnicy spojrzeli na nas zdziwieni.
- Naprawdę musicie się cały czas kłócić ! – spojrzała na nich z wyrzutami Cat. Nie miałam zamiary ani trochę ich pouczać, bo tylko bym się wkurzała, oni chyba nigdy się nie polubią. Nagle do domu ktoś wparował, jak się okazało była to uradowana Trina razem z Wojtkiem. Nie miałam ochoty na nich patrzeć więc czym prędzej wyszłam na taras. Pojedyncza łza spłynęła po moim policzku, dlaczego to wszystko dzieje się właśnie mnie. Poczułam czyjąś dłoń na ramieniu, czym prędzej starłam łzy i spojrzałam na Zayna.
- Coś się stało ? – zapytała kojącym głosem.
- Nie nic. – powiedziałam delikatnie się uśmiechając.
- Przecież widzę. – przejechał kciukiem po moim policzku i musnął moje usta, a ja bez wahania zatopiłam się w jego, ale nagle poczułam tylko zimny wiatr i brak jego bliskości i ciepła. Zobaczyła że chłopak leży na drewnianych deskach, a obok nas stoi wściekły Wojtek.
- Co ty odwalasz. – krzyknęłam na mojego byłego. On bez słowa wyszedł z tarasu.
- Nic ci nie jest ? – zapytałam.
- Daje radę. – powiedział i wstał z zimnych desek.
- Pogadam z nim.
- Lepiej nie, a jak coś ci zr…. – nie dokończył bo mu przerwałam.
- Spokojnie nic mi nie zrobi. – powiedziała i pośpiesznie pobiegłam do przedpokoju gdzie zastałam wychodzącego Wojtka.
- Co ty odpierdalasz ?! – zapytałam wkurzona.
- Co ja odpierdalam !? – zapytał równie wściekły, patrząc na mnie złowrogo.
- To ty się z nim macasz ?! – wrzasnął na cały dom. W tym momencie sześć głów wyjrzało zza rogu. W tym Zayn, Cat, Alex, El, Dan i Trina.
 - Ja się z nim nie macam do cholery ! – krzyknęłam na niego, tracąc kontrolę.
- To ty się całujesz z tą idiotkom ! – dodałam. Kątem oka widziałam, jak Trina bladnie, a w jej oczach pojawiają się łzy ... bosz, czy ja muszę krzywdzić wszystkich do o koła ?
 - Zamknij się ! Nie nazywaj jej tak ! To ty jesteś jedną wielką szmatą ! – zacisnął dłonie w pięści. Jak on mógł tak powiedzieć….
- Robiłaś mi nadzieje, rozkochałaś w sobie, a potem obcałowywałaś tamtego ! – dodał głośniej. Stałam jak wryta….. było mi głupio że reszta musi tego słuchać ;/
- Dzięki temu zdałem sobie sprawę, że nigdy cię nie kochałem…. – dokończył swój monolog, pociągnął Trinę i razem wyszli z domu. Poczułam mocne ukłucie w moim sercu i dreszcze na całym ciele. Wbiegłam na górę i zamknęłam się w łazience. Mimo walenia znajomych w drzwi nie miałam zamiaru im otworzyć. Strumienie łez płynęły po moich rozgrzanych policzkach. Czułam się straszenie, nie wiedziałam co mam ze sobą zrobić. Wiem że ja go też zraniłam, ale jak Wojtek mógł powiedzieć że nigdy mnie nie kochał. Ale po jego stronie też jest część winy…….. i jeszcze Zayn on zawładnął moimi myśli. Odkąd przyleciałam do Anglii wszystko w moim życiu się pieprzy, a miało być tak pięknie. Miałam zacząć nowe, lepsze życie, a tu co…. jakieś kłótnie i inne nie miłe sytuacje. Spojrzałam w lustro, wyglądałam strasznie. Całą blada, a na policzkach czarne smugo po łzach zmieszanych z tuszem do rzęs. Przemyłam twarz i doprowadziłam się do stany normalności, ale oczy miałam nadal czerwone od płakania. Otworzyłam drzwi i napotkałam przenikliwe spojrzenia znajomych. Uśmiechnęłam się do nich sztucznie, udając że wszystko w porządku.
- To co teraz oglądamy ? – zapytałam. Wszyscy spojrzeli na mnie dziwnie.
- No co ?! – zapytałam widząc ich w totalnym szoku, co myśleli że będę załamana, muszę być twarda, nie chce pokazywać jak teraz cierpię. Bo wiem że oni też będą smutni widząc mnie w takim stanie.
- Nic…. – powiedziała niemrawo El. Wszyscy w ciszy zeszliśmy na dół do salonu gdzie zastaliśmy Trinę, gdy mnie zobaczyła chciała coś powiedzieć, ale ja byłam szybsza.
- Nie jestem na ciebie zła. – powiedziałam siadając na kanapie, widziałam kontem oka jak delikatnie się uśmiecha. Przecież to nie jej wina, skąd miała wiedzieć co było między mną a Wojtkiem. Wszyscy zajęli miejsca i zaczęliśmy oglądać film wybrany przez Zayna. Czyli horror -.- Tsaa jak ja nienawidzę horrorów i wszystkiego co straszne, po prostu łatwo mnie przestraszyć, nie to co Alex jej nie da się chyba przestraszyć. Oparłam głowę na ramieniu Zayna i co chwilę chowałam się pod koc jak było coś strasznego. Zawsze z Wojtkiem i Alex oglądaliśmy horrory, mój były przytulał mnie żebym się nie bała….. dobra muszę przestać o mnie myśleć, to zamknięty temat. W trakcie filmu zasnęłam wtulona w Malika.

***

Rano zostałam brutalnie obudzona, ktoś zaczął po mnie skakać i drzeć się że mam wstawać -.-
- Dajcie mi spokój… - powiedziałam zaspanym głosem.
- Nieee !! – zaczęły się chichrać dziewczyny. Niechętnie otworzyłam jedno oko i ujrzałam 5 uśmiechniętych buziek, aż humor mi się poprawił. Wygramoliłam się ze śpiwora i biorąc po drodze swoją torbę mozolnie poszłam do łazienki, reszta była już gotowa. Wzięłam szybki prysznic i umyłam włosy. Wyszłam spod strumienia wody i dokładnie się wytarłam, wysuszyłam włosy i zrobiłam lekki makijaż. Ubrałam czyste ciuchy i gotowa wyszłam, a w domu panowała wyjątkowa cisza, coś tu jest nie tak. Ktoś zaszedł mnie od tyłu i oparł głowę o moje ramie.
- Nie strasz mnie. – powiedziałam do Zayna.
- Sorki. – szepnął mi na ucho.
- Gdzie są dziewczyny ?
- Pojechały do szkoły.
- Coo !! Beze mnie ?! – odwróciłam się w jego stronę, byłam w szoku jak mogły mnie zostawić ?!
- Powiedziałem że pojedziesz ze mną :D – wyszczerzył się mulat.
- A ze zwierzakami były ??
- Tak jest :)
- A więc zbierajmy się. – powiedziałam i wzięłam torebkę z książkami. Chłopak wziął swój plecak i razem poszliśmy do auta. W trakcie drogi panowała cisza, więc włączyłam radio i zaczęłam coś podśpiewywać. Na miejscu byliśmy po około 15-20 min. Wysiedliśmy z pojazdu i razem poszliśmy w stronę naszych znajomych. Spojrzałam na dziewczyny morderczym wzrokiem, a one wybuchły śmiechem. Pogadaliśmy wszyscy, a po chwili rozległ się dzwonek na lekcję. Jako pierwsze miałyśmy zajęcia dramatu. Pani Nolan jak zwykle pisała coś na tablicy, a cała klasa gadała nie zwracając na nią uwagi. No może poza Cat która jest pilną uczennicą. Ogólnie lekcja minęłam nam na gadaniu, następnie był jeszcze 4 lekcje które minęły mi dzisiaj wyjątkowo szybko i bez żadnych większych problemów. Nawet na matmie coś zrozumiałam, dzięki Alex ;D Po lekcjach razem z moją przyjaciółką wróciłyśmy do domu. Zobaczyłyśmy że nie ma żadnych rzeczy Wojtka, a na stole leżało zdjęcie naszej trójki i jakieś 2 karteczki, pierwsza podpisana „Dla Alex”, a druga „ Dla Rose”. Wzięłam swój liścik i usiadłam wygodnie na kanapie i zaczęłam czytać:
„Droga Rose
Przepraszam cię za wszystkie słowa którymi Cię krzywdziłem, wypowiedziałem je w złości… Zawsze Cię kochałem i będę kochać. Byłem zły że wybrałaś jego, ale to nie ma znaczenia, nigdy nie powinienem tak mówić. Przeproś też Zayna że go uderzyłem. Teraz usunę się z twojego życia i nie będę w nim już nigdy mieszać.
Kocham Cię Wojtek”
Poczułam jak w moim sercu robi się ciepło. Chciałabym go przytulić i normalnie porozmawiać. Ale teraz nie wiem gdzie on się podział, mam nadzieję że jeszcze nie wrócił do Polski. Wzięłam mojego psiaka i wcześniej informując Alex poszłam do parku. Po drodze wstąpiłam do Starbucksa i kupiłam sobie Cappuccino. Doszłam do parku usiadłam na pierwszej ławce, puściłam psiaka i upiłam łyk ciepłego napoju. Patrzyłam jak moja kochana kulka sierści biega z innymi psiakami i świetnie się bawi. Bosz psy to mają fajne życie, żadnej szkoły, żadnych większych problemów, tylko śpią, bawią się, jedzą i piją. Też chcę takie życie. Przechadzając się ulicami Londynu, zobaczyłam schronisko, postanowiłam tam zajrzeć, od dłuższego czasu chcę drugiego psiaka. Przechadzając się pomiędzy klatkami ujrzałam słodkiego husky’iego i od razu podbiegłam do jego klatki.

Mój kochany psiak zaczął radośnie szczekać na jego widok. To było dla mnie wystarczający znak że on jest stworzony dla nas. W Polsce też chodziłam do różnych schronisk i pomagałam zwierzakom zdobyć nowe domy, ale również dawałam pieniądze na ich utrzymanie. Mój kochany Max też jest ze schroniska, na pewno zaprzyjaźni się z nowym kolegą. Podeszłam do pani w średnim wieku która uważnie mi się przyglądałam.
- Widzę że Diego was polubił. – powiedział i przyjrzała się szczeniakowi.
- Mam taką nadzieję bo chciałabym go zabrać ze sobą.
- To miło, podpisze panienka tylko parę papierów i piesek jest pani. – Powiedziała i zaprosiła mnie do małego gabinetu. Podpisałam wszystko co trzeba i mogłam wziąć Diego. Zapięłam mu smycz, kobieta pożegnała się z nami i już we trójkę ruszyliśmy na dalszy spacer. Postanowiłam wstąpić do Cat i zobaczyć co u niej. Stanęłam przed drzwiami ich domu, a raczej willi i nacisnęłam na przycisk dzwonka. Po chwili otworzył mi Zayn.
 - Hej… od kiedy masz dwa psy ?
- Cześć, od kilku minut :D Jest Cat ?
- Nie poszła się spotkać, chyba z Oliverem :)
- Coo !!
- Poszła z nim na kawę. – powiedział zdziwiony. Moje serce momentalnie zaczęło bić sto razy szybciej.
- Coś się stało, umówiłyście się czy co ?
- Nie, nie tylko Oliver… on………. muszę iść.. – powiedziałam szybko i chciałam odejść i jak najszybciej znaleźć Cat.
- Oliver co ?? – zatrzymał mnie Malik.
- Nic…
- Rose mów ! – zażądał chłopak. Spojrzałam na niego zrezygnowana i weszłam do ich domu. Usiadłam na kanapie i myślałam co mu powiedzieć.
- Co z nim nie tak. – naciskał Zayn. Nie chciałam wspominać tamtej nocy na samą myśl chce mi się płakać. Co mam mu tak po prosu powiedzieć wiesz Zayn on tylko próbowała mnie zgwałcić…… bosz nie wiem jak mam zacząć.
- Nie wiem od czego zacząć.
- Proponuje od początku.
- Więc…. pamiętasz rodziny Cristal…. – przełknęłam głośno ślinę.
- Tak… - spojrzała na Mie nie pewnie.
- Bo tam…… tam coś się zdarzyło. – przymknęłam oczy i zagryzłam wargę, żeby się nie rozpłakać.
- Rose…. – spojrzała na mnie.
- On… on… próbował mnie zgwałcić. – ostatnie słowo ledwo przeszło mi przez gardło, poczułam jak po moich policzkach spływają łzy.
- Przepraszam. – powiedziała i szybkim krokiem zaczęłam zmierzać do wyjścia. Jednak w przedpokoju Malik złapał mnie za nadgarstek i przyciągnął do siebie. Mocno wtuliłam się w jego tors i zaczęłam cicho szlochać.
- Ciii…. już dobrze. – powiedział i ucałował mnie w czubek głowy. Czułam się tak bezpiecznie w jego ramionach.
- Choć musimy znaleźć Cat. – powiedział i otarł moje łzy. Wzięłgam moje psiaki i razem wyszliśmy z budynku. Szliśmy ulicami Londynu, myśląc w jakiej kawiarni mogą się znajdować. Wstąpiliśmy do pierwszego napotkanego na drodze Starbucksa i bingo, są. Zayn bez wahania podszedł do nich z groźną miną i odciągnął Cat w moją stronę.
- O co ci chodzi ! – zbulwersowała się czerwono włosa.
- Nie masz prawa się z nim nigdy więcej spotykać ! – syknął do niej, a ona spojrzała na mnie ze zdziwiona miną. Zayn podszedł do Olivera.
- Nie myśl sobie że to co chciałeś zrobić Rose i za pewne mojej siostrze ujdzie ci na sucho. – powiedział do niego groźnie.
- Oj nie bądź taki pewny. – powiedział rozbawiony, rozsiadając się na swoim krześle.
- Zdziwisz się…! – powiedział do nic nie robiącego sobie z jego wypowiedzi Olivera. Odwrócił się na piecie , podszedł do nas i razem ruszyliśmy do domu.
- Rose o co chodzi ? – zapytała Cat widząc wkurzonego Zayna idącego parę kroków przed nami.
- Cat powiem ci później dobrze – uśmiechnęłam się delikatnie do przyjaciółki.
- Od kiedy masz dwa psiaki ? - zapytała niespodziewanie.
- Od dzisiaj :D Nazywa się Diego, wzięłam go ze schroniska.
- Jest przesłodki. – pisnęła czerwono włosa.
- No wiem :D – wyszczerzyłam się do niej.
- Idziemy do mnie ? – zapytała Cat.
- Jasne, ale zapytaj tego złośnika… - pokazała głową na Zayna, zachichotałam i przyspieszyła kroku, aby mu dorównać.
- Zayn razem z Cat idziemy do mnie, idziesz z nami ? – zapytałam próbując iść tak szybko jak on.
- Mhmm. – pokiwał głową i przyspieszył kroku. Bosz o co mu chodzi, rozumiem że jest zły, ale nie wiem dokładnie na kogo i za co. Może na mnie że pozwoliłam Cat spotkać się z Oliverem, ale ja całkowicie o tym zapomniała to nie moja wina. Chociaż mogłyśmy Cat powiedzieć wczoraj…
- Dlaczego Zayn tak naskoczył na Olivera, przecież to miły chłopak. – powiedział z uśmiechem na twarzy Cat.
- Pozory mylą. – odpowiedziała i resztę drogi szłyśmy w ciszy.

***

- Mogłeś wejść. – powiedziałam do Zayna który czekał na nas przed moim domem.
- Nie sądzę żeby Alex mnie wpuściła. – powiedział na co z Cat zachichotałyśmy. Otworzyłam drzwi do domu, zdjęliśmy kurtki i buty, a następnie pomaszerowaliśmy do salonu, a tam……………. Alex siedziała z Lou, Niallem, Li, Harrym, Dan, El i Triną !!! Łoł to było dla nas nie małe zdziwienie że ona jeszcze ich nie pozabijała !! hahahahaha ;D Jestem w szoku o_O
- Czeeeść… - spojrzałam na zgromadzonych.
- Hej ;D – powiedzieli wszyscy. Alex się nawet uśmiechnęła.
- Jade co ty ćpałaś !?! – zapytałam patrząc na nią. Wszyscy wybuchli niekontrolowanym śmiechem.
- Bardzo śmieszne Rose -.-
- No co bo ty się uśmiechasz !!
- A co nie mogę !?
- Nie no możesz, ale to dziwne …. Dobra nie ważne… Trina możemy pogadać. – spojrzałam na dziewczynę w której oczach można było zobaczyć niepewność. Uśmiechnęłam się do niej przyjaźnie i poszłam do kuchni. Po chwili ona też tam się znalazła.
- Zapewne wiesz gdzie jest Wojtek…? – zapytałam.
- Tak, ale…. – zaczęła, ale jej przerwałam.
- Proszę powiedz, chcę z nim porozmawiać i wszystko wyjaśnić. – spojrzałam na nią błaganie.
- No dobrze zatrzymał się w Britannia International Hotel, ma pokój 1420. – uśmiechnęła się przyjaźnie.
- A wiesz kiedy wraca do Polski ?
- Jutro wieczorem. – odpowiedziała smutna.
- Coo ! Kupił już bilet ?
- Jeszcze nie kupuje jutro.
- Spokojnie zatrzymam go :) Dla ciebie.
- Dziękuję. To miłe….. no wiesz po tym wszystkim co się stało… – powiedziała i mnie mocno przytuliła.
- Miłości trzeba pomagać ;) – puściłam jej oczko i razem wróciłyśmy do salonu gdzie nieświadomie weszłyśmy w istne piekło, które miało się dopiero rozpętać.
- Osz ty ! – wrzasnęła Alex ... ale nie wydawała się być wściekła. W ręcz przeciwnie, uśmiechała się delikatnie, krzycząc na El ... bosz, ta dziewczyna coraz bardziej mnie zadziwia O_O I właśnie tak zaczęła się wojna na poduszki w którą zostałyśmy wplątane. Do tego dołączył moje psiaki rozszarpały kilka poduszek, piórka były wszędzie.
- Rose skąd jest ten pies. – spojrzała na mnie Alex w trakcie bijatyki na poduchy.
- Adoptowałam go :D – wyszczerzyłam. Po chwili poczułam poduszkę na mojej twarzy.
- To za to że mnie nie pytałaś. – wystawiła mi język. Zza pleców wyskoczył Lou i teraz ona dostała prosto w twarz. Zaczęłam się tarzać ze śmiechu, a na około mnie biegali wszyscy i naparzali się miękkimi podusiami. Po zakończeniu bitwy wszyscy zmęczeni opadliśmy gdzie popadnie.
- Alex zaczęłaś to sprzątasz. – powiedział i wystawiłam jej język.
- Nie ma mowy ! Wszyscy brali w tym udział. – powiedziała obrażonym tonem. Wstał i nie wiem w jakim celu poszła do przedpokoju. Po chwili usłyszałam jak ktoś zaklucza drzwi, a w wejściu do salonu stanęła uradowana Alex.
- Jesteśmy w tym wszyscy czy to wam się podoba czy nie ;P – spojrzała na nas triumfalnie. I tak zaczęły się wielkie porządki -.-


__________________________________
Tak, a więc na początek chcę was bardzo mocno przeprosić że musiałyście tyle czekać.... ale mam nadzieję że zrozumiecie, że miałam ostatni tydzień na poprawienie ocen ;/ A było tego sporo -.- A więc nawet długi wyszedł mi ten rozdział ;D jak wam się podoba przebieg akcji i wgl.... czekam na wasze szczere opinie ;*

CZYTASZ = KOMENTUJESZ ;*

Ps. Opóźnione życzenia dla Malika (wcześniej mnie tu nie było ;P) Więc życzę Ci dużo szczęści, zdrowia, miłości i żebyś dalej był z Pezz bo jesteście słodką parą <3 (i tak wiem że tego nie zobaczy xD) O i jak byś mógł to żyć palenie dla nas Directioners <3 Kocham Cię Nats <3


zabijasz słodziaku *______*