wtorek, 17 grudnia 2013

Rozdział 47

     Perspektywa Carietty

 Sobota... ach, jak ja ją uwielbiam! Można spać ile się chce i nikt ci nie zrzędzi nad głową, że czas do szkoły. No, przynajmniej tę kwestię mamy załatwioną. Niestety... jęczący nad uchem Lucky i Amy również byli nie do zniesienia. Zleciałam z niezwykle wygodnego łóżka, czołgając się w stronę łazienki. Zayn wyjechał nie wiadomo gdzie załatwiać coś na uczelni, do której się wybierał. Mimowolnie się skrzywiłam, zakładając szarą bluzę z mopsem, który dumnie nosił czarną muchę pod łebkiem oraz miętowe rurki. Do tego czarne lity. Włosy związałam w wysokiego kucyka... czas iść do fryzjera... moje końcówki były bardziej rozdwojone, niż bliźniaki!
  - Alex?! - Wrzasnęłam przerażona, spoglądając na dziewczyny w kuchni, które jak gdyby nigdy nic piły kawę. Ohyda... jak coś takiego można dotknąć ustami?! Lub językiem?! A co dopiero przełknąć?! Nawet jak posłodzisz smakuje paskudnie! Fuu...
  - Witaj Caciu! Przyszłam odwiedzić naszą najulubieńszą przyjaciółeczkę! - Zachichotała... Alex... eee... hę?! - Chciałyśmy, z Rosią, spytać cię, czy poszłabyś z nami, hihihihi, Louiskiem, Nialleczkiem, Anabellcią i Harrusiem gdzieś na spacer! Takie rodzinne, wspólne wyjście, Cariettusio. To jak? Hę? Hęęę?? - Spytała roztaczając w okół aurę serduszek. Aż mi się niedobrze zrobiło. I wiecie co miała na sobie? SUKIENKĘ. RÓŻOWĄ!!! Wyglądała w niej trochę jak landrynka...
  - Co jej się stało? Chora? Alex! Brałaś coś?! - Pisnęłam, odskakując pod ścianę. Rose cały czas miała skrzywiony wyraz twarzy, mrucząc coś pod nosem. Dobra, obie coś brały. Do weterynarza trzeba je za...
  - Założyłam się z Rością o to, że cały dzień będę jak ona, a ona jak ja! Innymi słowy: jestem przesłodzonym aniołkiem. - Sztucznie zachichotała, trzepocząc rzęsami. Złapałam się za żołądek i buzię, bo... cofnęła mi się wczorajsza kolacja...
  - Coś mi się zdaje, że to zły pomysł... wyczuwam gęste opary nieszczęścia. - Zakaszlałam, machając przed twarzą dłonią. Nie, to jednak nie nieszczęście. Spojrzałam za okno na naszego sąsiada, palącego przy płocie. Zmrużyłam jak najgroźniej oczy, idąc do holu. Stamtąd wzięłam wielką, czerwoną butlę, następnie powracając do kuchni. Otworzyłam okno, następnie podnosząc do góry gaśnicę i celując nią w tego obrzydliwego typa. W jednej chwili był cały w pianie, a po papierosie nie było żadnego śladu. Alex udała zaniepokojoną, ledwo powstrzymując śmiech, za to Rose udała, że wcale nie chciała mnie za to skarcić i udała obrzydliwy śmiech wyjęty niczym z horroru.
  - Prędzej skrzydlate psy zaczną latać, niż ja pójdę z wami w TYM stanie! - Wrzasnęłam i w tym momencie coś huknęło, a po chwili do pokoju przez okno wleciał Lucky z... skrzydłami anioła, które rok temu używałam w przedstawieniu szkolnym. Wylądował na stole, następnie wyskakując przez drzwi.
  - Uznajmy to za specjalny znak z nieba. Skrzydlaty pies przeleciał przez kuchnię. No, to do dzieła! Czas iść na miasto! Podobno są poustawiane różne stoiska w samym centrum miasta! - Zawołała entuzjastycznie Alex. Westchnęłam ciężko, spuszczając głowę. Coś czuję, że to będzie długi, długi, dłuuugi dzień.

***
  - Łał! Cat, wyglądasz przepięknie! - Krzyknął Niall z iskierkami w oczach, lustrując mnie od góry do dołu. Uff, przynajmniej mój mysio-pysio-królisio się nie zmienił. Co za szczęście! Dzięki ci!
  - Dziękuję. - Odparłam zapewne równie czerwona co moje włosy. Serio, nie wiedziałam, że w różowej kurtce zimowej mogę wyglądać pięknie. No cóż...
 Wszyscy ruszyliśmy przed siebie, co chwilę zaglądając do spożywczaka, gdyż Niall zdawał się mieć większy apetyt niż zwykle. Ana była wtulona w zarumienionego Hazzę, Alex trzymała się z Louisem za ręce, krzywo się uśmiechając, a w jej oczach można było zobaczyć nutkę mordu, a Rose... Rose sama szła z tyłu, ze spuszczonym wzrokiem.
  - Cat... - Mruknął Niall, a jego mina nabrała powagi. - Zróbmy to.
  - Tak, zróbmy. - Przytaknęłam, z twarzą pełną zapału i energii. Cofnęliśmy się do tyłu, biorąc wyrywającą się Rose pod pachę.
  - E-Ej! Postawcie mnie na ziemi! Wy neandertalscy... eee... idioci? - Mruknęła zakłopotana. Gdy byliśmy już przy stoisku z gorącą czekoladą, zauważyłam, że nie ma z nami ani Anrry (Połączenie Anabelli i Harry'ego), ani Loxandry (Lou+Alexandra). Naburmuszona poprosiłam trzy mega kubki gorącej czekolady. Kątem oka przyglądałam się zamyślonej Rose. Zakład to zakład, ale ona ani razu dziś się nie uśmiechnęła. Bez przesady, nawet Alex nie jest na tyle bezduszna...
  - Coś się stało? - Spytałam, a ta odskoczyła do tyłu, mrugając z prędkością światła.
  - Hę? A, nie, nic. Wszystko okej. - Odparła, znów przybierając kamienną twarz. Przechyliłam delikatnie głowę, zastanawiając się o co mogło jej chodzić. Swoją drogą Zayn pójdzie niedługo...
  - Goooorąca czekolada stygnie, panienki! - Usłyszałam krzyk sprzedawcy. Odwróciłam się w jego stronę, a to co ujrzałam zmiotło mnie z nóg. Te mega kubki są... MEGA MEGA.
  - Tylko tyle? - Spytał zasmucony Niall, a ja z przerażeniem na niego zerknęłam. Umawiam się z kosmitą...

***

  - Gdzie wy byliście?! - Pisnął Hazza, mrużąc gniewnie oczy. - Przecież biedna Rose mogła się tutaj zgubić! Czy wy w ogóle myślicie?! Co, gdyby ktoś ją napadł? Lub coś jej się stało?! Wstydźcie się! - Zaczął wrzeszczeć, zwracając niepotrzebnie uwagę ludzi przechodzących obok nas.
  - E, Harold. - Usłyszałam szorstki głos Rose, patrzącą na niego z pod byka. W okół niej roztaczała się aura śmierci i przemocy. - Nie jestem dzieckiem. - Warknęła, zaciskając pięść. Ten z przerażeniem w oczach schował się za Aną, przepraszając i komplementując ją. Tchórz. Za to mi jest zimno. Bardzo, bardzo, bardzo zimno.
  - Skarbie... gdzie pojedziemy na wakacje? - Spytał mnie Niall, a ja uniosłam brwi ku górze. Wakacje? Jest środek grudnia. Zaczął padać śnieg. Niedługo święta. Serio pyta się mnie o lato, które będzie dopiero za parę miesięcy?
  - Nie wiem. Pewnie plaża... Rose się poopala, Alex będzie sypać piaskiem małe dzieci, Harry będzie grał w siatkę, a Ana będzie go obserwować ze świecącymi oczyma. Lou będzie pożerał lody, Zayn układał sobie włosy jak to zawsze, Liam może czytać książkę, Dan wziąć udział w konkursie tanecznym, a my... - Zaczęłam, a ten mnie przygarnął, kładąc głowę na mojej.
  - Myślałem bardziej o wakacjach we...
  - Ty pewnie weźmiesz udział w konkursie kto zje więcej, a ja będę ci kibicować. Potem popłyniemy łodzią i taką motorówką, która skacze po falach...
  - O czym gadacie? - Spytał Louis, liżąc... lizaka większego od jego głowy. WTF?! Skąd on coś takiego wytrzasnął?
  - I jak misiu-pysiu? Smakuje ci? - Spytała Alex, próbując nie wybuchnąć. Rose jakoś lepiej idzie wcielanie się w Jade, a Jade... ledwo daje sobie radę. Chyba wynik jest już przesądzony.
  - Wracamy już? Naprawdę zimno się robi... - Westchnęła Ana, poprawiając włosy. Zerknęłam na Hazzę, który robił dokładnie to samo, tą samą ręką, którą poruszał w ten sam sposób co ona. Straszne.
  - Tak. Zayn chyba już wrócił. - Odparłam wesoło, jednak Niall niemalże od razu zaprzeczył.
  - Poczekajcie tu, ok? Dopijcie czekoladę, ja muszę jeszcze gdzieś iść. Dajcie mi dwadzieścia minut! - Zawołał, cmoknął mnie w policzek i gdzieś zwiał.
  - Myślałam, że ty pierwsza uciekniesz od niego, a nie na odwrót. - Prychnęła Rose, a ja poczułam się... strasznie. Wiem, że miała się zachowywać jak Alex... ale ciut przesadziła. Spuściłam głowę, a Tori widząc to zrobiła krok ku mnie. Alex posłała jej chytre spojrzenie, a ta mimowolnie się skrzywiła. Najwidoczniej bardzo nie chciała przegrać. Swoją drogą ciekawe o co się założyły...
  - Hahahaha, masz rację, ja sama się tego nie spodziewałam... żeby facet uciekł od takiej wspaniałej dziewczyny, to już się nie mieści w głowie. - Zachichotałam, mrugając w stronę brunetki, która najwidoczniej odetchnęła z ulgą.
  - Ty też się założyłaś? Dlatego zachowujesz się jak Cristal? Bosh, ten świat schodzi na psy... - Jęknął Hazza, łapiąc się za głowę, w którą przywaliła mu Ana, gdy ten wspomniał o jej kuzynce. Wszyscy jak na komendę przewrócili oczyma, następnie kończąc czekoladę.
  - Proszę. - Usłyszałam za sobą głos mojego chłopaka. Odwróciłam się na pięcie powoli, niczym w horrorach, z rządzą mordu za to, że mnie zostawił. Widząc jednak w jego dłoniach gigantycznego, różowego królika z piskiem rzuciłam mu się w ramiona. Jakie to słodkie! Jeju! I romantyczne!
  - Dzięki, dzięki, dzięki, dzięki! Kocham cię, słodziaku! - Pisnęłam, cmokając go w policzek. Najwidoczniej liczył na więcej, gdyż spuścił głowę. Zachichotałam, nosząc jego podbródek i całując go w usta. Podczas naszego pocałunku słyszałam jedynie stęki Rose brzmiące "O fuuu! Jakie to przesłodzone!" i piski Alex "Jakie urocze!". Niech ten dzień już się skończy...
 Gdy brunetka i szatynka na samym przodzie mordowały się wzrokiem, ja z całą resztą szłam z tyłu, przytulając Horalika. To takie połączenie Horana i królika. Dzisiaj mam coś z tymi połączeniami słów.
  - Ej, Cat, którą obstawiasz? - Spytał Harold niemalże szeptem.
  - Co? Jak to obstawiam? - Mruknęłam zdziwiona, spoglądając na loczka.
  - No, jak myślisz, która przegra zakład. - Przewrócił Lou, cały czas liżąc tego wielkiego, tęczowego lizaka.
  - Aaa... Alex. - Wzruszyłam ramionami, a reszcie szczena opadła.
  - Naprawdę? A nie Rose? Przecież ona ledwo żyje... - Zauważyła jakże inteligentnie Ana.
  - Zayn dziś przyjechał... pewnie będzie świętował. Rose nie przegra, bo nie pokaże swojej natury. Za to znając Alex...
  - Ej, o czym tak plotkujecie? - Zachichotała Jade, a wszyscy jak na komendę ucichli, wzruszając ramionami. Do końca drogi już nikt się nie odezwał.

***

  - Zayn, wróciliśmy! Robimy Party Hard! Reszta u nas nocuje! Zaraz przyjadą Li, El i Dan! - Wrzasnęłam, wchodząc do domu, a za mną przydreptały tamte kaczątka. Po wejściu do salonu wszystkim kopary opadły, a ja oparłam się plecami o ścianę. Nic nowego.
  - Zay, co to do cholery za syf?! Wszędzie puszki po piwie! Czemuś się schlał?! I paliłeś! Tu śmierdzi! Ogarnij się! Jesteś śmierdzącym jełopem! Nawet świnie taplające się w swoim własnym gównie są bardziej wychowane od ciebie! A myślałam, że... - Zaczęła krzyczeć, a następnie przeklinać, jednak przestałam cokolwiek słyszeć przez wielką ciężarówkę przejeżdżającą obok naszego domu. Jak w takich kreskówkach dla dzieci, gdy ktoś przeklina. Tylko tam z reguły jest dźwięk gumowej kaczki, czy mikser. Hah...
  - Ooo! Rosia! Jak ty ślicznie wyglądasz! - Zaczął śpiewać, co chwilę czkając. - O! Alex! Jak zwykle paskudna! Chyba masz ludzkie mięso między zębami! Huhuhuhu, hihihihih, hahahaha...
  - Zayn, proszę, zamknij... - Zaczęła szatynka, ledwo powstrzymując furię.
  - Okno, tak? Hello, oślepłaś czy coś? Jest Z.A.M.K.N.I.Ę.T.E. Hahaha, a mówią, że to ja nie zauważam szczegółów! Hahahaha! O jeny, moje oczy... to coś to twarz? - Spytał, wskazując na... mnie. Wytrzeszczyłam oczy, nie mogąc uwierzyć. On nie miał jechać po mnie! Ty... wzięłam obraz wiszący na ścianie, a następnie cisnęłam nim w mojego brata. Nie mam cela. Trafiłam w wazon przy kanapie.
  - Spokojnie... - Szepnął Niall, przytulając mnie od tyłu.
  - Ej, Alex! Aport! - Krzyknął, rzucając pilotem w bok. Wtedy w oczach szatynki pojawiły się płomienie, a ta rzuciła się na mojego spitego braciszka leżącego przy kanapie, w rozpiętej koszuli. Lou na całe szczęście ją od niego odciągnął, zaraz po tym gdy ta zaczęła nim szarpać za kołnierz, a ten krzyczał "Weeeeeee!" jakby był na karuzeli.
  - Przegrałaś zakład! - Pisnęła podekscytowana Rose, tańcząc taniec szczęścia. Niall zaczął dancować razem z nią, Lou dalej odciągał szarpiącą się Alex od rapującego Zayna. Harry i Ana całowali się i obmacywali gdzieś w kącie, a ja stałam, liżąc lizaka Lou. Co tam, że to jego? Jest dla mnie jak brat... i pewnie i tak by się podzielił. W tym momencie do domu wpadł Liam niosąc Dan na rękach oraz Elka, gadająca z kimś przez telefon. Widząc całe zamieszanie, potłuczony wazon i podarty obraz, Eleanor upuściła telefon, a Li upuścił Danielle. Otaczają mnie sami idioci...

***

Hej, hej, hej! ^^ Łoo... rozdział gorszy od mojej oceny na semestr z historii (1 T^T) i tyle go pisałam... długo. Wybaczcie... sama nie wiem czemu tak wyszło xD Ale w końcu dodaję <3 Mam nadzieję, że jednak jakieś komentarze będą i jeszcze nie zapomnieliście o tym blogu xD Z dziewczynami chcemy go podtrzymać jak najdłużej, chyba, że uważacie, że już powinnyśmy go zakończyć xD Plus zapraszamy na naszego drugiego bloga, również o trzech przyjaciółkach. Scarlett (mnie), Libby (Natę) i Andreę (Alex). Naprawdę serdecznie zapraszamy! Moim zdaniem wyszedł nam dość dobrze... choć akcja zaczyna rozkręcać się dopiero w późniejszych rozdziałach... no nic, zapraszam! <3 <Klik>
Żegnam ;*

poniedziałek, 28 października 2013

Życzenia

Z okazji tego, że nasza kochana Sylwia ma dziś urodziny postanowiłyśmy z Natalią napisać dla niej trochę taki dosyć zakręcony wierszyk!! <33
Zanim go Sylwia przeczytasz to wiedz, że z życzymy ci abyś poślubiła Niallera i abyście zamieszkali w wielkim kolorowym domu najlepiej z żelek *.*

Niall i Sylwia są perfection 

Oni kochają One Direction 
Siekiera motyka jedzenia mało, 
Nialler biegnie do sklepu śmiało, 
Siekiera motyka kot i pies, 
Sylwia chętnie pójdzie też, 
Siekiero motyka dwa pantofle, 
Sylwia Niallowi zrobi kartofle, 
Siekiera motyka i dwa psiaki, 
Niall i Sylwia to seksiaki, 
Siekiera motka duży kokos, 
Nialla kochają crazy mofos, 
Siekiera baran nożyk ostry, 
Directioners to są siostry.

Wy też coś napiszcie od siebie bo w końcu nie codziennie kończy się 14 lat!!


piątek, 13 września 2013

Rozdział 46

Perspektywa Rose

Ziewnęłam leniwie i wygramoliłam się z uścisku Zayna. Szybko złapałam dzwoniący telefon i wybiegłam na korytarz nie chcąc obudzić chłopaka.
*Rozmowa*
- Hej słoneczko !
- Yyy mama ?!? – zdziwiłam się.
- Tak księżniczko. Jak ci się żyje w Anglii ? Razem z ojcem mamy zamiar cię odwiedzić ! Mamy przeprowadzić rodzinny wywiad wraz z tobą i twoim braciszkiem. – zaświergotałam zadowolona … że co ona powiedziała ?!
- O naprawdę wcześniej się mną nie interesowałaś i nagle zgrywasz dobrą matkę przed kamerami !? Nie ma takiej opcji nie zgadzam się na żadne wywiady ! – oburzyłam się i nagle poczułam jak Zayn przytula mnie od tyłu. Aż podskoczyłam.
- Ale kwiatuszku to ważne dla dalszego rozwijania się firmy nie chcesz chyba zawieść rodziny ?
- Rodziny ?! Czy ty siebie słyszysz ?! Zostałam wychowana przez gosposię ojca widziałam chyba przez jedną trzecią życia. Był kiedyś na moim występie ! Czy wy w ogóle wiecie kiedy mam urodziny co lubię, a czego nie ?!?!
- Nie mów do mnie takim tonem młoda damo ! Nie życzę sobie tego rozumiesz ! Przyjdziesz na ten pieprzony wywiad czy ci się to podoba czy nie, bo inaczej pożegnasz się z tą twoją szkołą i wrócisz do Polski rozumiesz !
- Nie zrobisz mi tego …
- To się przekonasz. A teraz żegnam mam mnóstwo spraw do załatwienia. Do widzenia w następnym tygodniu. – powiedziała i się rozłączyła. Co za kobieta i tak zachowuje się matka w stosunku do własnej córki.
- Hej piękna coś się stało ? Z kim rozmawiałaś ?
- Z matką, nagle przypomniała sobie o moim istnieniu. – opadłam bezsilnie na kanapę.
- Aż tak źle jest ? – zapytał.
- Tak ona nawet mnie nie zna nie wie co lubię nic o mnie nie wie ! – krzyknęłam byłam na nią wściekła.
- A po co dzwoniła ? – spojrzała na mnie wyczekująco.
- Poinformować mnie o jakimś głupim wywiadzie i o tym że jak się na nim nie pojawię to zabierze mnie ze szkoły i wrócę do Polski. – powiedziałam załamanym głosem, a Zay mnie przytulił.
- To idź po ściemniaj coś i będziesz miała ją z głowy. A teraz muszę ci coś powiedzieć. Na weekend jadę załatwić parę spraw związanych z uczelnią.
- Nie mówiłeś nic o uczelni.
- Wiem, ale muszę zacząć czegoś szukać. Nie chcę załatwiać na ostatnią chwilę.
- Dobrze. A teraz chodź zrobię śniadanie. - uśmiechnął się.


***

Zajechaliśmy pod szkołę i stanęliśmy przy autach czekając na resztę znajomych. Ciągle myślałam o tej ‘’wspaniałej’’ rozmowie z moją matką. Jak ona może mnie tak traktować żałuje że to nie ona jest ciągle w pracy tylko tato.
- A ty Rose co o tym myślisz ? – zapytała El.
- Ale … o czym mowa … sorki zamyśliłam się. – uśmiechnęłam się niewinnie.
- No o nauczycielu historii ? – zapytała Danielle.

- No co ja go lubię i nie ważne, że jest wymagający co już Alex was przeciwko niemu nastawia. – spojrzałam na nią wymownie.
- Serio nie słyszałaś, że go wywalili ….
- Co !?! – pisnęłam.
- No podobno dobrał się do jednej uczennicy. – szepnęła Cat rozglądając się czy nikt nie podsłuchuje.
- No to nie dziwię się … ja bym mu ręce przy dupe ucięła jakby jej coś zrobił, bosz co się z tymi ludźmi dzieje na tym świecie. – pokręciła z dezaprobatą głową.
- Ale plus jest taki że mamy teraz okienko :D – uradowała się Alex.
- Dziewczyny co powiecie na kawę w Starbucks Caffe ? – podszedł do nas Hazz. Wszystkie twierdząco pokiwałyśmy głowami i słysząc dzwonek pożegnaliśmy się z resztą po czym wsiedliśmy do auta Harry’ego. Jechaliśmy autem śpiewając piosenki lecące w radio kocham ich. Dzięki nim zapominam wszystko co złego otacza mnie i przy okazji przytłacza. Nawet nie wiem kiedy zaparkowaliśmy pod kawiarnią. Zajęliśmy stolik w kącie, aby nie przyciągać większej uwagi. Złożyliśmy zamówienie i znudzeni czekaliśmy na napoje.
- Jakieś plany na weekend ? – zapytał zaciekawiony Hazz.
- Co powiecie na ZOO ? – Cat aż podskoczyła z podekscytowania swoim pomysłem.
- Może być, ale teraz wybaczcie muszę coś załatwić. – uśmiechnęłam się i wstałam od stołu. Podeszłam do lady i odebrałam swoje zamówienie.

***

Usiadłam na kanapie u Matt’a i odebrałam od niego szklankę z sokiem pomarańczowym. Siedzieliśmy tak w ciszy którą nagle przerwała.
- Co cię sprowadza Ness i dlaczego nie jesteś w szkole ?
- Gadała już z tobą ? – spojrzałam na niego wymownie.
- Czyli już do cb dzwoniła. – podrapał się po karku.
- Gadała z tobą ?!
- Tak mówiła tam o jakimś wywiadzie i że boi się że się nie zgodzisz.
- Więc wredna jędza mnie szantażuje. – prychnęłam.
- Co, jak ?!? – Matt aż wstał niedowierzając.
- Wiesz musi mieć pewność, że będę więc jak nie przyjdę to powiedziała, że zabierze mnie z powrotem do Polski. – jak ona mnie drażni !
- Mnie nie ma czym szantażować, ale pójdę tam ze względu na ciebie i tatę Ness. – przytulił mnie, a do pokoju wbiegł uradowany Justin.
- Cześć Rose ! Dawno mnie nie odwiedzałaś. – powiedział ze smutną minką maluch.
- Oj wybacz Jus, ale miałam bardzo dużo zajęć w szkole i poza, obiecuje się poprawić. – pstryknęłam go w nosek.
- Zrobisz mu śniadanie, bo ja muszę zadzwonić po nianię. – wyszedł z pokoju, a my pomaszerowaliśmy do kuchni. Posadziłam malucha na blacie i stanęłam naprzeciwko niego.

- Co byś zjadł słodziaku.
- Kanapki z nutellą. – klasną w ręce.
- Już się robi. – uśmiechnęłam się i wyjęłam wszystkie potrzebne składniki. Posmarowałam chleb kremem i położyłam na talerzyk. Do tego nalałam szklankę soku pomarańczowego i wszystko ustawiłam na stole po czym wzięłam maluch i udając samolot posadziłam go przy blacie stołu.
- Dzięękuujęę.
- Na zdrowie Justin. – poczochrałam mu włosy i dolałam sobie soku do szklanki.
- Kurde nie mam co zrobić z młodym. – wparował do kuchni mój brat.
- Ale jak to ?
- Zachorowała, a ja za 20 min muszę być w pracy. – rzekł.
- Ja z nim zostanę.
- Ale musisz iść do szkoły.
- Nie mam dzisiaj okienko i jakieś luźne lekcję spokojnie razem z Justinem damy sobie radę.
- Właśnie pójdziemy do parku. – uradowała się Jus.
- Nie wiem …
- Och nie marudź tylko idź bo się spóźnisz papa. – popchałam go w stronę drzwi wyjściowych i wróciłam do kuchni.
- Zjadłem już. – uśmiechnął się.
- To co teraz idź umyć buźkę i roczki, a ja naszykuję ci ubrania. – razem weszliśmy na górę. Weszłam do sypialni mojego bratanka i stanęłam przed szafą. Wybrałam zestaw ciuchów i zaniosłam mu je do łazienki. Wróciłam do salonu i czekałam aż młody zejdzie na dół. Wyjęłam szybko telefon i wybrałam numer do Alex.
*Rozmowa*
- Halo ! Rose gdzie ty jesteś zaraz mamy lekcję. – panikowała jak nigdy czy ona zaczęła lubić szkołę ?!
- Dzisiaj nie idę. Powiedz że źle się czuję czy coś. Muszę pilnować Justina, bo niania jest chora. – wyjaśniłam.
- Aha no dobra to pa, a w sumie to wiesz że Criss jest teraz z Isabellą OMG przecież oni do siebie nawet nie pasują więc co to ma być.
- Alex oddychaj przecież masz Lou.
- Yyy dobra dzwonek muszę iść na lekcję papa Rose.
- Pa Alex i pamiętaj … masz Lou kwiatuszku. – moja przyjaciółka szybko się rozłączyła oj Alex, Alex :P
*Koniec*
Szybko napisałam jeszcze sms'ka do Zayn’a i posprzątałam po śniadaniu.

***

Już od godziny bawimy się z Justin’em w parku.
- Nie jest ci zimno ?
- Nie. – powiedział swoimi sinymi ustami.
- Bez kłamstw, a teraz chodź idziemy na ciepłe kakao. – założyła mu mój szalik i wzięłam na ręce. Gdy dotarliśmy do najbliższego Starbucksa zajęliśmy miejsce przy wolnym stoliku. Po chwili podszedł do nas kelner.
- Co sobie panienka i młody mężczyzna życzą.
- Poproszę dwa razy gorące kakao i jedno ciastko z białą czekoladą. – powiedziałam do mężczyzny.
- Dobrze wasze zamówienie zaraz będzie, jeżeli będziecie coś jeszcze chcieli to wystarczy mnie zawołać.
- Dzięki to nam wystarczy. – powiedziałam uprzejmie się uśmiechając. Mężczyzna odwzajemnił gest i poszedł do innych stolików.
- Co będziemy jeszcze robić ? – zapytał ciekawsko bratanek kiwając się na krześle.
- Może pójdziemy do delfinarium ?
- Taaak ! – uradował się Jus.
- To wypijemy kakao i pójdziemy na chwilę do domu.
- Dobrze. – właśnie dostaliśmy nasze zamówienie i zaczęliśmy rozkoszować się napojami. W trakcie picia nie obyło się bez żartów i psikusów. Zapłaciłam za wszystko i wróciliśmy do mojego domu. Spakowałam wszystkie potrzebne rzeczy i później poszliśmy do domu mojego brata zabrać rzeczy Justina.
- Po co braliśmy te rzeczy ciociu ?
- A to niespodzianka słodziaku zobaczysz na miejscu. – uśmiechnęłam się do młodego i w ciszy dotarliśmy do delfinarium. Budynek był wielki jedna jego część była zabudowana, a druga odkryta na czas wakacji. Kupiliśmy bilety i poszliśmy do jednej z sal z wielkim akwarium.
- Rose proszę powiedz mi co to za niespodzianka. – dopytywał się zniecierpliwiony.
- No dobrze powiem ci otóż będziemy pływać z delfinami.
- Ale super ! Dzięki ciociu !
- Nie ma za co słodziaku.
- Witam was jestem Greg i można powiedzieć, że jestem waszym opiekunem. Idźcie przebrać się stroje i wracajcie. Na wprost są przebieralnie. – pokazał nam drzwi, a sam poszedł do jakiegoś małego pomieszczenia. Posłusznie założyliśmy stroje kąpielowe i wróciliśmy do instruktora.
- Więc może na razie nakarmimy Lily i Sam’a. I od razu pytam czy umiecie pływać ? – powiedział mężczyzna, a ssaki wyskoczył z pod tafli jak na rozkaz. Na twarzy Jusa zauważyłam wielki zachwyt co bardzo poprawiło mi humor muszę częściej z nim przebywać.
- Tak umiem, a ty Rosalie ? – spojrzał na mnie swoimi pięknymi oczkami.
- Tak ja też. – uśmiechnęłam się do niego.
- Więc teraz weźcie po rybce z wiadra i rzućcie delfinom. – wskazał ich pokarm. Do pomieszczenia przychodziły też inne osoby. Nagle Jus zaczął gdzieś biec.
- Justin chodź tu i nie biegaj bo coś ci się stanie.

- Luuuux ! – krzyknął i przytulił jakąś słodką dziewczynkę. Wyglądała na około dwa lata. Jej mama przywitała się z moim bratankiem.
- Dzień dobry jestem Rosalie ciocia Justina i siostra Matt’a.
- Hej mów mi Daisy. Mama Lux i znajoma rodziców tego małego przystojniaka. My musimy iść, a wam życzę miłej zabawy, może jeszcze się spotkamy. – rzekła.
- Do widzenia pani …. – zmroziła mnie wzrokiem.
- Znaczy cześć Daisy. – poprawiłam się na co zareagowała zniewalającym uśmiechem.

***

Cali zmachani wróciliśmy do domu.
- Gdzie wyście byli ?! – zaczęła panikować żona moje braciszka jak tylko weszliśmy do domu.
- Przepraszam niania jest chora to wzięłam Jusa na spacer i do delfinarium. – podrapałam się zmieszana po karku.
- Nie, dobrze po prostu martwiłam się, bo nikt mi nic nie powiedziała. – przytuliła mnie na powitanie.
- Ciocia pozwoliła mi pływać z delfinami ! – Jus pociągnął mam za rękaw, aby zwróciła na niego uwagę, a ona przy nim ukucnęła.
- To super kochanie idź się na górę przebierz, a ja nałożę ci obiadku. – poczochrała mu włosy, a maluch pobiegł do swojego pokoju.
- Może zjesz z nami ? – zapytała.
- Nie chcę robić kłopotu.
- O czym ty gadasz zdejmuj kurtkę i już cię widzę przy stole. – uśmiechnęła się Amy.
- Kiedy będzie Matt ? – krzyknęłam z przedpokoju zostawiając tam swoje rzeczy.
- Raczej wieczorem, a masz jakąś pilną sprawę może mogę pomóc ?

- Nie tak pytam. – usiadłam przy stole gdzie leżały już talerze z gotowym daniem. Spaghetti czy ta kobieta czyta mi w myślach ?! Po chwili dołączył do nas Justin i zaczęliśmy razem pałaszować przepyszny obiad w rodzinnej atmosferze.

______________________________________
Przepraszam wszystkich, których zawiodłam meeega długim oczekiwaniem na kolejny rozdział :( Mogę wam tylko napisać, że jest początek roku i jestem już w 3 klasie technikum i to już nie przelewki. Nie miałam też czasu bo ''w wolnym czasie'' wcale praktycznie nie miałam wolnego czasu. Jeszcze raz wielkie przepraszam <3
Kocham Was Nats :****

czwartek, 12 września 2013

Nowy bloog

Hej wbijajcie na naszego nowego blooga którego także prowadzimy we trzy czyli Sylwia, Natalia i ja *.* 
Jest zwiastun, prolog i  4 rozdziały :). Jesteśmy pewne, że wam się spodoba :PP. 
Ten bloog jest zupełnie inny od tego, ponieważ główne bohaterki są bardziej rozrywkowe, prócz szkoły mają bardzo interesujące zajęcia :P każda inne ale nie zdradzimy jakie sami wejdźcie i przeczytajcie :). 
Pojawią się tam oczywiście chłopaki z One direction ale nie będą zespołem tylko zwykłymi chłopakami z kupą kasy :). Zresztą każdy tam śpi na forsie :PP. 
To chyba tyle oto link: http://na-zawsze-twojax.blogspot.com/
Z góry dziękujemy <333

niedziela, 11 sierpnia 2013

Rozdział 45

 Oczami Alex:
Obudziło mnie czyjeś szturchanie. Ziewnęłam i przetarłam oczy. No tak! Mogłam się spodziewać. Mój najdroższy kwiatuszek (sarkazm) stał nade mną i trząsł mną. Co za kretyn. Ziewnęłam i przeciągnęłam się a potem spojrzałam na zegarek. Nie no! Ja go chyba zabiję! Po prostu go zabiję!
- Wstawaj! Czas do szkoły!
- Nie idę. – powiedziałam i przewróciłam się na drugi bok. Louis jednak nie chciał ustąpić i poszedł mnie poszturchiwać z drugiej strony łóżka. Na drugi raz zamknę go na noc w łazience! Przysięgam!
- Jak nie idziesz jak idziesz. – rzekł przez zaciśnięte zęby. – Dziś masz test poprawkowy z matmy! Chcesz oblać ten przedmiot? Nie pozwolę na to! Masz napisać minimum na 5. – dodał śmiejąc się szyderczo.
- Skąd wiesz o teście poprawkowym? – spytałam nagle się ożywiając. Podniosłam się do pół przysiadu.
- Cat i Rose powiedziały abym cię przypilnował bo według nich powiedziałaś cytuję „Mam  gdzieś ten pierdolony test. Najwyżej nie dostanę się na studia”.
- Z matmy będę mieć najmniej 3. Gorsza ocena mi nie grozi więc daj mi spokój!
- Aaaaaalex. – przyciągnął i usiadł na brzegu łóżka. – Matematyka wchodzi ci do głowy strasznie szybko. Co się stało, że ostatni test tak oblałaś?
Nagle do głowy wpadł mi pewien pomysł. Obarczę tego cwaniaczka winą! Ha!
- To twoja wina. Zajmujesz 100% moich myśli i nie mogę skupić się na innych sprawach. Ale jako, że jestem dobrą dziewczyną to ci wybaczę. – powiedziałam z szerokim uśmiechem i chciałam się znów położyć ale dane to, to mi nie było. Lou bezczelnie ściągnął kołdrę a potem zajął się mną czyli przerzucił sobie mnie przez ramię jak ostatni cham i zszedł na dół. Że też ten paseczkowany gej musi mieć tyle siły. Nagle wpadł mi do głowy kolejny pomysł.
- Ale gejowskie spodnie. Wow, nie miałeś bardziej męskich? – spytałam gdy rzucił mnie na kanapę.
- Mówiłaś, że nie lubisz jak biorę twoje rzeczy. – powiedział z szerokim uśmiechem.
- Uuu no proszę. Widzę, że mamy refleksik. – odpowiedziałam wywracając oczami.
- A jakoś tak. – wzruszył ramionami. – Wyrobiłem się przy tobie. – dodał i poszedł do kuchni pewno zrobić grzanki. Ja tymczasem poszłam na górę się przebrać i uczesać. Postawiłam na czarne rurki, białą bluzkę z odkrytym jednym ramieniem i wysoką kitkę do tego lekki makijaż i gotowe. Zeszłam na dół gdzie Lou siedział już przy stole i wcinał jedzenie.
- Z czego ten test? – spytał nagle.
- Z kątów i ogólnie figur geometrycznych. Uwielbiam matmę ale to mi nie wchodzi do głowy. Za trudne. – powiedziałam nalewając sobie soku do szklanki.
- Znajdę ci kogoś kto ci w tym pomoże, zgoda?
- Co za kretyn z ciebie. – mruknęłam pod nosem. – Test poprawkowy jest dziś!
- A nie bo jutro. – odparł z szerokim uśmiechem. Zmarszczyłam brwi. Co to za gierki? Czy ja jestem w jakimś Tomisolandzie?
- Jak jutro?
- Normalnie. – ponownie wzruszył ramionami. – Dziś masz test z historii ale wtedy już zupełnie byś się z łóżka nie ruszyła. Myślałem, że matma jest dla ciebie ważniejsza.
- Dobry Boże. Nie chodzisz na moje lekcje a wiesz lepiej z czego mam i kiedy mam test. – powiedziałam. Byłam naprawdę pod wrażeniem. – Ale na historię też nic nie umiem!
- Spoko. Zrobiłem ci ściągi. – rzekł i podał mi parę małych karteczek na których było jego dziecinne pismo. Otworzyłam szerzej oczy. Wow!
- Dzie … dzięki. – wydukałam nie mogąc w to uwierzyć. Może ja też coś powinnam dla niego zrobić? O mam pomysł. – Możesz pożyczać moje rzeczy.
- Serio? Alex, jesteś wielka! – wykrzyknął uradowany i pocałował mnie w czubek głowy.
                                                                                  ***
W szkole długo myślałam co zrobić ze ściągami. Ostatecznie postanowiłam że wsadzę je w dekolt. Jak nauczyciel będzie się pytać to powiem, że lubię swój biust lub szukam tam natchnienia. Coś się wymyśli. Zobaczyłam Cat, Rose i Danielle rozmawiających ze sobą więc podeszłam do nich.
- Hello! – powiedziałam i przywitałam się z wszystkimi całusem w policzek. OMG! Co się ze mną dzieje? Nigdy tego nie robię! Dziwne uczucie takie … nowe.
- Widzę, że masz doskonały humor. – zauważyła Dan. – Zresztą tak samo jak ja. Dzięki, że pogadałaś z ojcem Liama. Cat już dziękowałam. Mój ojciec to ciężki przypadek. Zresztą sama nie wiem jak ona zdołała go przekonać.
- Tajemnica. – powiedziała z uśmiechem Cat. – Umiecie na test z historii?
- Materiału było tak dużo, że po dwóch godzinach odpuściłam. – odparła Rose.
- No co wy! Jestem pewna, że napiszemy doskonale. – powiedziałam cały czas myśląc o moich ściągach. Może jednak powinnam zmienić miejsce ukrycia?
- Alex! Od kiedy masz taki dobry humor? – spytała Rose.
- Odkąd chodzi z Loui’m. – zachichotała Cat. – Dobrze na nią działa.
- Taa. – prychnęłam pod nosem. Czy ja wiem czy dobrze? Gdyby nie Tomo w życiu nie pomyślałabym o ściądze na historię. Powiedziałabym nawet, że ma na mnie zły wpływ. – Gdybyście widzieli do czego mnie namawiał …
- Błagam nie opowiadaj! – pisnęła Cat.
- A ja chętnie posłucham. – rzekł Harry z szerokim uśmiechem podchodząc do nas. Jak to jest, że on jest zawsze w pobliżu w takich momentach? Mam wrażenie, że on nie ma nic innego do roboty tylko podsłuchiwanie.
- Jezu, to nic zboczonego. – odpowiedziałam wywracając oczami. – Już nie śliń się tak Hazz.
- Wcale się nie śliniłem. – odburknął. – Po prostu chciałbym wiedzieć czy dostatecznie zaspokajasz mojego kumpla.
- Naprawdę? – powiedziała Cat wywracając oczami.
- No naprawdę a co? – odpowiedział Harry. – Ma chodzić nie zaspokajany?
- Tak jak ty …  – wyrwało mi się. Ups! Złapałam się teatralnie za usta. Styles coś zaczął mruczeć pod nosem i odszedł od nas. Jak na komendę wybuchnęłyśmy śmiechem.
                                                                                  ***
Na lekcji nauczyciel rozdał testy i zaczął odmierzać czas na swoim stoperze. On na serio świruje. Raz jednak dziewczyna chciała oddać minutę po czasie i nie przyjął! Pan Matthews świruje! To pewnie przez rozwód z żoną … Tzn. to nie jest potwierdzone ale krążą plotki. Podpisałam się i uważnie przeczytałam pytania. Nic z tego nie wiedziałam! Te ściągi są na wagę złota. Jednak sprawę pogarszał nauczyciel, który chodził po klasie w te i we w te. Ciągle się na niego gapiłam. Więc kiedy odwracał się szybko spojrzałam w ściągi. Wow! Prawie wszystko tam jest zapisane co potrzeba. Lou jest niesamowity! Na pierwsze pytanie odpowiedziałam nie jest źle ale i nie dobrze. Drugie pytanie – zaliczone. Trzecie też … czwarte …
- Oddaj. – usłyszałam za sobą głos. O cholercia! Powoli się odwróciłam. Stał za mną pan Matthews i patrzył się wyczekująco. Serce zaczęło mi łomotać jak oszalałe.
- Ale co? – udałam głupią.
- Ściągi. Myślisz, że nie widzę?
Uśmiechnęłam się sztucznie.
- Nie mam żadnych ściąg.
- Owszem masz. W bluzce. – podkreślił. Cała klasa zaczęła chichotać.
- Nadal jestem zdania, że nie mam ściąg ale jeśli chce pan to może je wyjąć i mi udowodnić, ze się mylę. – powiedziałam modląc się w duchu, żeby nie zachciało mu się nic udowadniać. Dobry Boże! W co ja się wrobiłam. Nie dawno się rozstał z żoną więc nic go nie powstrzymywało.
- Niech cię szlak, Brown. – mruknął pod nosem i odszedł ode mnie. Odetchnęłam z ulgą ale nie na długo bo do końca testu się na mnie gapił. Kurczę, 3 zaliczone pytania z 10.
                                                                                  ***
Na przerwie siedziałam załamana na ławce. Chyba powinnam się wziąć do nauki. Jeśli jutro obleję test z matmy to mogę się pożegnać ze studiami. Potrzebny mi jest korepetytor od zaraz! Ale gdzie ja go znajdę? Przecież nikt nie jest super mistrzem z matmy! Nie wiem mam sobie wyczarować?
- I jak ci poszło? – spytał Louis siadając obok mnie.
- Fatalnie. – odpowiedziałam z naburmuszoną miną. W sumie to jego wina! Namówił mnie abym przylazła do szkoły chodź nie miałam na to ochoty.
- Jak to fatalnie? – zdziwił się. – Nie korzystałaś ze ściąg?
- Skorzystałam przez 3 pytania.
- A reszta?
- Kurczę no! – krzyknęłam wstając z ławki. – Schowałam sobie je w dekolcie i nauczyciel mnie nakrył i kazał mi je oddać a ja żeby je sobie wyjął i bałam się, że to zrobi ale na szczęście nie zrobił!
Na moment nastąpiła cisza a zaraz potem Lou zaczął się śmiać.  
- I co cię tak bawi? - spytałam ostro. - Znajdź mi lepiej korepetytora! To wszystko twoja wina. Gdyby nie ty w życiu bym nie pomyślała, że korzystanie ze ściąg jest legalne. 
- I w dodatku w biuście ... 
Wściekła szturchnęłam go mocno w ramię. Widziałam, że sprawiło mu to ból dlatego odczułam jeszcze większą satysfakcję. W tym momencie zauważyłam Crissa idącego w naszą stronę. No pięknie! Jeszcze tego tu brakowało! Może niech przyprowadzi najlepiej całą zgraję swoich głupich koleżków? Będzie zabawnie. 
- Hello! Jak tam się macie? - spytał z szerokim uśmiechem. 
- Wspaniale. - powiedziałam bez entuzjazmu. 
- Było zajebiście ale ty się pojawiłeś. - odburknął Louis. Posłałam mu groźne spojrzenie. 
- Zachowuj się. Czy musisz być zawsze taki wredny? - spytałam wywracając oczami. 
- Pomyślmy po kim to mam .... - Lou udał, że się zastanawia. 
- Dostałem właśnie 5 z odpowiedzi z historii! Uwierzycie! Zapamiętałem 34 daty plus opowiedziałem wszystko o rewolucji we Francji. 
- Wow. Criss jestem z ciebie dumna. - powiedziałam dotykając jego ramienia. 
- Ale osiągnięcie. - mruknął pod nosem Tomo. - Ja piszę na twitterze, że jestem nagi i mam pół miliona lajków. - dodał dumnie.
-  Kiedy tak piszesz, mogę wiedzieć? - spojrzałam na niego groźnie. 
- Po prysznicem! Hello! Przecież nie będę okłamywał fanów. Wiesz jak trudno się jednocześnie myć i pisać tweeta?
Wywróciłam oczami. On ma na serio coś nie tak z mózgiem. Właśnie w tym momencie wpadł mi do głowy pewien szalony ale fajny pomysł. Popatrzyłam na Crissa z szerokim uśmiechem. 
- Słuchaj Criss bo jest sprawa ... - zaczęłam. - Chodzi o to, że mam pewne problemy z historią i ... muszą ją poprawić bo dzisiejszy test poszedł mi fatalnie. Z matmą też ale ... to już inna sprawa. 
- Spoko z matmy też jestem świetny. A więc kiedy mogę ci pomóc? Dziś po szkole? - zapytał wesoło. Wprost nie mogłam w to uwierzyć! Przecież ja go jeszcze o nic nie poprosiłam! Ten chłopak jest cudowny! Szkoda, że Louis go nienawidzi bo moglibyśmy się spotykać po szkole i chodzić do kina ... dobra! To już przesada! Criss to największy nudziarz jakiego znam ale ... dobrze się uczy. To muszę przyznać. 
- Uno momento! Jak to pomóc? - odezwał się Lou obrażonym tonem. 
- Normalnie. Louis chyba chcesz żebym zdała prawda? A bez Crissa nie dam rady. Ty jesteś fatalny w historii i ... pozostałych przedmiotach więc Criss to moja jedyna deska ratunku. 
- Ale to twój tak jakby były! - krzyknął. 
- Hej! Ty możesz pisać napalonym fanką, ze jesteś nagi a ja nie mogę spotkać się z moim byłym?! - spytałam ostro. 
- No dobra ale to ma być u nas w domu. - zgodził się łaskawie. 
- Dzięki Lou za pozwolenie bo miałam zamiar uczyć się z Crissem w dźwiękoszczelnym pokoju zamkniętym na cztery kłódki. - powiedziałam wywracając oczami. 
- Okej a więc podwieziecie mnie po szkole. - rzekł Criss i poszedł a właściwie zwiał. Hm, chyba bał się, że Louis odmówi. Mądry chłopak.  
_________________________________________________
Ta da! Nareszcie mamy 45 rozdział! Dawno już to napisałam ale myślałam, że jeszcze coś dopiszę no ale jednak nie miałam totalnie weny więc dodaje to :). Teraz rozdział napiszę Natalia! Haha cieszycie się? Bo ja bardzo :P. Ciekawe co tam wymyśli :). 
Hm chciałabym coś jeszcze napisać ale nie bardzo wiem co :(. 
Więc na tym skończę :P. Szczerze mówiąc to nie mam za bardzo pomysłu na Alex. Było zdecydowanie ciekawej jak ona i Louis nie byli parą. I właśnie tak u mnie jest. Nie umiem pisać o bohaterach którzy są w związku haha. 
Papapapapa <333 

niedziela, 28 lipca 2013

Nowości ;D

Zapraszamy na naszego kolejnego bloga. Jest on troszkę inny niż ten, ale to chyba nic dziwnego xD Oczywiście nie zabraknie tam naszego cudownego brytyjsko-irlandzkiego  boys bandu One Direction ;D Ja wcielam się w postać Libby, Alex w Andreę, a Sylwia w Scarlett. mamy nadzieję, że Wam się spodoba <3
Link : If I lose myself

sobota, 27 lipca 2013

Rozdział 44

    Perspektywa Carietty

 Wzięłam głęboki oddech, ściskając dłoń Nialla. Siedzieliśmy właśnie w jego aucie, które niedawno dostał od rodziców. Ubrana byłam dzisiaj w małą czarną z dość dużym dekoltem, skórzaną kurtkę, dość wyzywający makijaż, oraz szpilki, w których umiałam chodzić niczym modelka.
 Zaparkował niedaleko firmy rodziny Danielle... teraz jak tak o tym myślę, to ten pomysł był beznadziejny.
  - Dasz sobie radę? Na pewno mam tutaj zostać? - Spytał, lub raczej szepnął mi do ucha, muskając je lekko swoimi ustami, przez co po plecach przeszedł mi dość przyjemny dreszcz.
  - Tak. Wszystko już mam przemyślane. - Westchnęłam ciężko, odsuwając się od smutnego blondaska.
  - Nie chcę cię tutaj zostawiać... proszę, pozwól mi iść z tobą... - Zatrzepotał rzęsami z oczkami zbitego pieska. Egr! Nigdy nie umiałam mu odmówić... a teraz... przez te oczęta wyglądał jak Amy...
  - Oke, chodź. Ale nie będziesz się odzywał. Jak o coś zapytają, ja odpowiadam, a ty przytakujesz. - Upomniałam go, a ten cały w skowronkach wyskoczył z auta.
  - Tak jest, Sir! - Zasalutował.
  - Czas zaczynać przedstawienie. - Szepnęłam pod nosem, wychodząc z samochodu i kierując się w stronę budynku z napisem "PEAZER"... serio? Bardziej oryginalnej nazwy nie mogli wymyślić?!
  - Przepraszam, a wy kim jesteście? - Zapytał ogromny murzyn, ochroniarz, przyglądając nam się podejrzliwie. Kurde, wyglądał jak wielka góra!
  - Jesteśmy prywatnymi detektywami. - Powiedziałam i wyciągnęłam prawdziwą odznakę mojej przyjaciółki.
  - Catherine Mondrow? - Spytał, spoglądając raz na nią, raz na nas. - Nie jesteście ciut za młodzi? - Prychnął, krzyżując ręce pod klatką piersiową, gdy ja schowałam odznakę to wielkiej torby.
  - Pan naprawdę chce mieć na sumieniu sprawę z morderstwem młodej kobiety? Przez pana niekompetencję możemy nie znaleźć sprawcy, który dalej będzie zabijał. Co pan sobie wyobraża zadając tak prymitywne pytania? Słyszał się pan w ogóle kiedyś? Bo moim zdaniem, jeśli nie umie pan zrozumieć, że od nas zależy powstrzymacie groźnego zabójcy, jest pan po prostu bezmyślny i nie nadaje się na ochroniarza! - Wywarczałam ostro, a ten patrzył na mnie przerażonym wzrokiem. Z resztą jak Niall.
  - Yyy... ależ oczywiście... przepraszam... proszę... - Jąkał się, otwierając nam drzwi.
 Prychnęłam, zarzucając włosami do tyłu i wchodząc do środka.
  - To było super. - Szepnął do mnie blondas, a na moją twarzyczkę wpełzł uśmiech.
  - Naprawdę? - Spytałam z entuzjazmem, idąc w stronę recepcji.
  - Tak. Jeśli nie wyjdzie ci kiedyś z zostaniem piosenkarką, na pewno będziesz wielką aktorką. - Zaśmiał się. - Chyba, że dasz radę to jakoś połączyć.
  - Spróbuję. - Puściłam mu oczko, wyprzedzając go i stając przed młodą kobietą.
  - Witam, w czym mogę służyć? - Zapytała.
  - Z panem Peazer. Byłam umówiona. - Mruknęłam, unosząc wysoko podbródek.
  - Imię i nazwisko. Muszę sprawdzić czy mają państwo rezerwację. - Westchnęła znudzona.
 Zauważyłam, że Niall dziwnie się spiął. Pewnie myślał, że o tym nie pomyślałam i poszłam na żywioł, nie wiedząc co będzie dalej. Przecież zaopatrzyłam się już w odznakę, myśli, że jestem taka tępa? Cóż, powiedzieć jej, że jesteśmy detektywami nie mogłam, gdyż i tak by nas nie wpuściła, bo to wbrew regulaminowi i by ją wylano. Tak, znam takie... już raz próbowałam.
  - Jestem Bonnie Gilbert. - Zarzuciłam włosami. - To mój menadżer, mieliśmy spotkanie z panem Peazer. - Odparłam ze znudzeniem wpatrując się w swoje paznokcie.
  - Nie widzę tutaj żadnej Gilbert... - Mruknęła, marszcząc delikatnie brwi, gapiąc się w laptop.
  - BONNIE GILBERT, wschodzącej gwieździe, która nienawidzi czekać! - Wrzasnęłam na całe gardło, a, dzięki śpiewaniu, mój głos był już wyćwiczony, dźwięczny i bardzo donośny. - Posłuchaj, nędzna sekretareczko od siedmiu boleści. Mam dość tego, że pracują tutaj takie niekompetentne osoby! Mój menadżer dzwonił i mnie umówił na dzisiaj. Czekałam cały miesiąc na to cholerne spotkanie, więc nie denerwuj mnie, bo wylecisz z hukiem, a ja tak cię oczernię, że nigdzie nie znajdziesz dobrej pracy i zgnijesz pod mostem w kartonowym pudle! - Krzyczałam, a biedna dziewczyna już miała łzy w oczach.
 Zrobiło mi się jej żal... ale cóż, musiałam naprawić związek moich przyjaciół. Nie ważne jakim kosztem. Potem, jak co, podeślę jej koszyk ze słodyczami na przeprosiny.
  - P... przepraszam... - Zaszlochała wystraszona. - Gabinek 1249. - Powiedziała cicho.
  - Kevin, idziemy. - Pstryknęłam trzy razy, po czym ruszyłam do windy z taką gracją, że Niall na 1000% procent gapił się na mnie jak na siódmy cud świata.
  - Primo: WOW. Uno: Kevin, serio? Secondo: Mam ochotę na kremówkę. - Westchnął, wchodząc do windy.
  - Primo: Dziękuję, kotku. Uno: No co? Musiałam coś na szybko wymyślić... Secondo: Jak już załatwimy tę sprawę pójdziemy na ciacho. - Wyszczerzyłam się do niego.
 Przytaknął, a winda ruszyła. Uwielbiam to uczucie, gdy rusza, bo zawsze czuję, jakby żołądek mi podjeżdżał do góry, co jest mega zabawne. Po chwili byliśmy już na odpowiednim, bodajże 10 piętrze. A było ich 30 lub 40... wielkie ŁAŁ!
 Wyszliśmy z windy, kierując się w stronę danego gabinetu. Wpadłam tam do środka z hukiem.
  - Jest pan zwykłym skurwielem, który nie umie pogodzić się z tym, że pana córka pokochała... - Zaczęłam zdenerwowana, a gdy zauważyłam, że jestem w jakimś studio, zamarłam. Podawali wiadomości... że what?! - To nie jest gabinet 1249? - Spytałam zszokowana.
  - To gabinet 1246. - Wywarczał prowadzący, a ja spojrzałam na Nialla, który ze zdziwioną miną przewracał "6" jak wiatrakiem. Ups...
  - To ten... miłego... - Wyjąkałam, po czym uciekłam stamtąd tak, że aż się kurzyło! Powinni tu pozamiatać.
 Po chwili znajdowaliśmy się już pod gabinetem ojca Peazer. Weszłam do środka, bez pukania.
  - Uff, odpowiedni gabinet. - Mruknął Niall z wyraźną ulgą.
  - Przepraszam, a kim wy jesteście? - Zapytał zdziwiony... mężczyzna po czterdziestce.
  - Przyjaciele Dan... - Zaczęłam, a widząc jego pytający wzrok poczułam, jak się we mnie gotuje. - Pana córki...
  - A, tak, Dani... mój skarb. - Powiedział, powracając wzrokiem do dokumentów, całkiem nas olewając.
  - Coś nie widać. Nie wiedział pan o kim mówiłam w pierwszej sekundzie... ale nie ważne... przyszliśmy pogadać o niej i Liamie...
  - Tym wrednym łotrem od Paynów? Eh, fu, czuję mdłości na samą myśl...
  - Ja też, tylko, że gdy na pana patrzę. - Prychnął Niall.
  - Jak ty się gówniarzu odzywasz?! - Znacznie się uniósł.
  - Nie ma pan prawa zakazywać się jej z nim spotykać. - Odparłam spokojnie, pokazując Niallowi, że sama się tym zajmę. W sumie on miał tylko przytakiwać...
  - Mam prawo. Jest moją córką i mogę... - Zaczął, lecz gestem dłoni mu przerwałam.
  - I może pan rujnować jej życie? Ona go kocha... kocha go ponad własne życie. Wie pan, jak ona cierpiała, gdy z nim zerwała? Cały czas była niemrawa! Żałowała, była nieobecna, myślami zapewne przy Liamie. Zawsze chciała z nim być, chce i będzie chciała, nie ważne, czy odizoluje ją pan od jej miłości. Kocha się raz w życiu. Jedynie i prawdziwie. Jeśli pan nie pozwoli jej z nim być, pewnego razu całkiem się załamie. Ja bez mojej miłości nie umiałabym żyć. Zabiłabym się przy pierwszej lepszej okazji. Bo jest to najpiękniejsza rzecz na świecie. Jeśli pan nie umie tego docenić i nie odnalazł jej pan, proszę chociaż Dan nie izolować od szczęścia. - Powiedziałam ze łzami w oczach, jednak widząc jego zastanawiającą się minę, domyśliłam się, że raczej nie umiem gadać wzruszających przemów, jak to mają w zwyczaju moje przyjaciółki. No nic... - Wiem, że ma pan romans z sekretarką. Błędna odpowiedź, a erotyczny film trafi do pana małżonki, która myśli, że jest pan jej całkiem wierny. - Pomachałam swoim uroczym (z króliczymi uszkami!!!) telefonem, a ten zrobił się cały czerwony i zmieszany.
  - Dobra, dam Danielle szansę... tylko niech nie przychodzi do mnie zapłakana, jak ten wredny typ ją rzuci. - Prychnął niby od niechcenia, wzrokiem znów powracając do papierów.
  - Dziękujemy, życzymy okropnego dnia. - Rzucił Niall, wychodząc.
  - Do nie zobaczenia, miejmy nadzieję. - Zachichotałam, idąc za blondasem.

***

  - Łatwo poszło, nie? - Zapytałam, wchodząc do kawiarni.
  - Bardzo łatwo... moja ty aktoreczko. - Zamruczał, szczerząc się do mnie niemiłosiernie szeroko.
  - Cat? Niall? - Usłyszałam tak znajomy, delikatny żeński głos.
  - Ana! - Pisnęłam, przysiadając się do stolika, gdzie to ona siedziała.
  - Gdzie zgubiłaś swojego kochasia? - Spytał Niall.
  - Poszedł coś zamówić. - Wzruszyła ramionami.
  - Pójdę do niego. Cat, co chcesz? - Spytał, a na myśl już nasuwała mi się szarlotka.
  - Ty mi wybierz... zobaczymy na ile mnie znasz. - Zaśmiałam się, machając mu na pożegnanie. 
  - Jesteście taką dobraną parą... - Westchnęła rozmarzona.
  - A jak tam z tobą i Harrym? - Spytałam z zaciekawieniem.
  - Jakoś idzie. Często się kłócimy przez jego egoizm i moją upartość, ale cóż... jest wspaniałym chłopakiem. Czułym, delikatnym, romantycznym...
  - Kochaliście się już? - Spytałam, przechylając głowę w lewo niczym nierozumny kotek. 
  - C~co?! - Pisnęła, cała zarumieniona, na co ja się zaśmiałam.
  - Czyli nie. Dziewice tak reagują. - Zachichotałam. - Coś o tym wiem. - Mruknęłam, patrząc w stronę naszych chłopców. - Nie naciska na TO? 
  - Czasem chce nas nakierować na to, jednak mu się nie daję. Ogółem raczej nie naciska i próbuje się opanować, choć jego niektóre uwagi, sugestie i stwierdzenia mógłby zachować dla siebie. - Powiedziała, na co obie się zaśmiałyśmy.
  - Bo to dobry chłopak... w brew pozorom z czystym sercem... a jak u Cristal i reszty gwiazdek? 
  - Olivier nadal wariuje ze wściekłości, bo spotykam się z Hazzą... Cristal udaje, że jej to obojętne itp, ale ją znasz. Olivier zaczął spotykać się z Holly, która swoją drogą wcale nie jest taka głupia... - Wzruszyła ramionami.
  - A Dracy i Dark? - Spytałam z zaciekawieniem.
  - Dracy dalej samotna, a Dark zaczął flirtować z Erin, tą blondyną, co dostała się ostatnio co cheerleaderek. Wiesz...
  - Ta nowa z wymiany z Francji?
  - Dokładnie.
  - Jesteśmy! - Zawył Hazza, siadając z tacą. 
 Podał Anie ciastko z galaretką truskawkową, a sobie wziął czekoladowe z posypką. Niall wziął dla siebie kremówkę, a mi podsunął pod nos... szarlotkę!
  - Pycha! - Pisnęłam, wsuwając ciacho.
  - Zasłużyłaś sobie kotku. - Niall cmoknął mnie w policzek, a ja zalałam się rumieńcami.
  - A dlaczego? - Spytał loczek.
  - Długa historia. - Wzruszyłam ramionami. 
  - Mamy czas. - Wyszczerzyła się do nas Ana.
  - Więc było to tak... - Zaczęłam, po czym opowiedziałam im całą historię, a Niall co chwila się wtrącał, za co dźgałam go palcem w żebra.

***
Bry ^^ Nie wiem co napisać... mam nadzieję, że podoba wam się mój rozdział :D Pisałam go jakieś pół godziny, co pewnie widać xD Cóż, nie miałam zbytnio pomysłu, a pisać nie umiem takich pięknych przemówień jak Alex... więc nabazgrałam to o tym romansie xD Czekamy teraz na rozdział Alex, który, jak mam nadzieję, już niedługo w magiczny sposób się pojawi ^^
Bay <3

wtorek, 23 lipca 2013

Rozdział 43

Oczami Alex: 

Właśnie jedliśmy naleśniki zrobione przez Louisa. Cat z Daniell gdzieś wyszły. Znając Cat pewnie ma w zanadrzu jakiś plan ale jaki, no cóż, tego nawet święty nie odkryje. Zayn karmił Rose naleśnikami, Niall się rozglądał czy w domu nie znajduje się czasem drugi pająk, a Louis wycinał różne rzeczy z naleśników. Boże co za kretyn. I z kim ja chodzę? Z jakimś niedorozwojem, który ma umysł 5 - latka. 
- Patrzcie! Wyciąłem gołębia! - pisnął z radością. - Kevina! Kto chce? 
- Ja nie! - krzyknęliśmy wszyscy równo. Tomo zmarszczył brwi. Wydawało się, że czuje się urażony naszą reakcją. No cóż, powinien zrozumieć, że czasem trzeba dorosnąć w wieku 21 lat. 
- Gdzie Danielle? - spytała Rose. 
- Zabija Liama. - odpowiedziała spokojnie a nam gałki oczne wyszły na wierzch. Ona mówi serio czy nas wkręca? Matko boska! Dan i Li  następcy Alex i Louisa. Ach, piękna nazwa. Aż łezka się w oku kręci. - To znaczy kłócą się ale lada moment mogą się zabić. Oboje są nie źle wkurzeni. - dodała. 
- Możesz to sprecyzować bardziej? - zapytałam. 
- Zamknęłam ich w jednym pokoju. Danielle myślała, że przyjdzie do niej seksowny masażysta no a przyszedł Liam. Owszem jest seksowny ale nie jest masażystą. 
- Ehem, ja tu jestem. - przypomniał o swojej obecności Niall. 
- Niall, zrozum, że nie jesteś jedynym ciachem w Anglii. - powiedziałam wystawiając mu język. Zauważyłam jak Louis się do mnie uśmiecha. Tak, tak miałam go na myśli ale kocham się z nim droczyć. - Jest jeszcze Harry. - dodałam z szerokim uśmiechem. Zobaczyłam jak Tomo robi wkurzoną minę. 
- Foch. - powiedział odwracając głowę w drugą stronę. Wywróciłam oczami. 
- Pojedziemy do nich za dwie godziny i zobaczymy czy są cali. - rzekła ze śmiechem Cat. - Już ich widzę nawalających się. - roześmiała się szyderczo. Boże, ona mnie przeraża. Nagle zadzwonił dzwonek u drzwi. Cat zerwała się by otworzyć. To był Harry z Aną. Uśmiechali się i w ogóle byli cali happy. Weszli do środka. 
- Mamy super wieści. - powiedziała Ana. 
- Jesteś w ciąży! - wypalił Louis z szerokim uśmiechem. Harry roześmiał się a zaraz potem zrobił przerażoną minę. 
- Nie jest. To znaczy mam nadzieje. Nie jesteś, co? - spytał ze stresowany. 
- Nie, nie jestem. - odparła wywracając oczami. – Otóż chcemy iść z Harry’m po południu do kina na najnowszy film pt. „Jeździec znikąd”.
Hazza roześmiał się nerwowo.
- Ależ skarbie, przecież ustaliliśmy, że wybieram się na „Gorący towar” z Sandrą Bullock.
Ana potrzasnęła głową ze sztucznym uśmiechem.
- Ty to skarbie ustaliłeś nie ja.
Ojć czuje, że zaraz wywiążę się z tego nie zła kłótnia. Niech ktoś zainterweniuje! Ale nie! Wszyscy gapią się i czekają aż ta dwójka zacznie obrzucać się obelgami i to przez co? Przez głupi film!
- Może zrobimy głosowanie? – dałam pomysł. – Za jakim jesteście filmem?
- „Goooooorący tooooowar” – odpowiedział Louis z szerokim uśmiechem ale mina mu spoważniała gdy na niego spojrzałam. – W sensie oczywiście gorący towar stoi przede mną!!! – poprawił się.
- A ja tam bym poszła na „Gorący towar” – powiedziała Rose.
- No! I to jest moja dziewczyna! – wykrzyknął Zayn po czym dał jej buziaka w policzek. – Ja jako, że zawsze zgadzam się z Rose także i tym razem … no cóż, moja dziewczyna nie pozostawia mi wyboru. – wytłumaczył się po chwili.
- Ja wolę jeźdźca znikąd. – odezwała się Cat. – A ty Niall?
- Minionki rozrabiają! – wykrzyknął uradowany Irlandczyk. Posłaliśmy mu zdziwione spojrzenia. Mam nadzieje, ze on nie ma pojęcia iż to bajka …
- Niall to bajka. – powiedziałam zaskoczona.
- I o to chodzi! Myślicie, ze na nie bajkę bym poszedł? Baaaaajeczki są takie słodkie a minionki och i ach.
Wszyscy unieśliśmy brwi ze zdziwienia.
- Niall się zakochał w minionkach. – Zayn parsknął śmiechem.
- Dobra mamy 3 głosy na Gorący towar i 1 głos na jeźdźca znikąd. – podsumowała Rose.
- I 1 głos na minionki rozrabiają. – przypomniał jej Niall.
- A Louis i Alex? Oni jeszcze nie głosowali. – powiedziała Ana.
- Nawet jak zagłosują to i tak będzie remis. Chcesz żebyśmy się kłócili? – spytał Harry z wyrzutem.
- To niech Niall zagłosuje na coś z tych 2 rzeczy a nie na jakieś minionki! – odpowiedziała dziewczyna Stylesa.
- Ja bym poszła na Gorący towar. – odezwałam się czym wzbudziłam szok u wszystkich! O przepraszam bardzo ale naprawdę nie wyglądam na taką co lubi komedie? Może i kiedyś tak było ale to rzeczywiście było kiedyś. Dawno temu, wieki … właściwie to można by rzecz, że byłam w erze dinozaurów.
- Dziękuję ci! – wydarł się Harry i podbiegł do mnie po czym mnie przytulił. Jezus, zaraz mnie zgniecie.
– Możecie się przytulać ale wtedy gdy mnie nie będzie. – odezwał się Louis a zaraz potem dodał: - Bo umrę. Na zawał serca przez to co widzę.
Wywróciłam oczami i wyswobodziłam się z jego uścisku.
- Zawsze tak ładnie pachniesz? – zapytałam patrząc na Hazze.
- A co? Podobają ci się? To nasz nowy zapach. Jak chcesz mogę ci załatwić.
- Naprawdę? Byłoby bosko. Dzięki, Harry. Zawsze miałam cię za kretyna, idiotę, debila, pajaca, gamonia i niedorajdę życiową ale zmieniam zdanie. – rzekłam z promiennym uśmiechem, który był troszkę wymuszony bo widok zazdrosnego Loui’ego naprawdę mnie rozczulał.
- Taaa, dzięki Alex. To miłe. – odparł bez entuzjazmu.
                                                                       ***
Koło godziny 17:00 wszyscy byliśmy już zebrani całą grupką. Brakowało tylko Liama i Danielle. Zaczęłam się nieco o nich martwić. Cat podobno ich zamknęła i nie wiadomo czy mają jak wyjść. A jak umarli z niedożywienia albo z braku wody? A jutro znajdą ich zwłoki i napiszą o tym w jednym z kolorowych czasopism poświęcając im tylko jedną stronę? To by była porażka. Film nam się zaczynał za godzinę więc mieliśmy trochę czasu.
- I gdzie oni są? – spytała Rose, Cat.
- Powiedzieli, że przyjdą. Według Dan doszli do porozumienia. – odpowiedziała z uśmiechem.
- Ooo, czyli znów zobaczymy dawnego Liama z Danielle? Jak słodko. – powiedziała brunetka przytulając się do Zayn’a. – Brakowało mi ich.
- To ja idę kupić popcorn. – odezwał się Niall i skierował w stronę babki, która stała przy ladzie i wyglądała jakby zaraz miała umrzeć.
- Weź jeszcze colę! – krzyknął do niego Harry. – A to jest w 3D ? Bo wiecie, podobno Sandra Bullock ma seksowny tyłek a oglądając go w 3D to będzie prawdziwy raj.
- Czy ja jestem nie widzialna?! – uniosła się Ana kręcąc głową z niedowierzaniem na co chłopak z szerokim uśmiechem na ustach ją przytulił. Dzięki Bogu, że Cat nie przytulała Nialla (bo poszedł po popcorn, liczy się, że nie przytulała) bo czułabym się naprawdę dziwnie. Po paru minutach zauważyliśmy idących w naszą stronę Li i Dan. Nie krzyczeli na siebie, nie pozabijali się ogólnie wszystko było okej a jednak … nie trzymali się za ręce i nie patrzy w swoją stronę. Payne pomachał do nas z uśmiechem, który odwzajemniliśmy ale z tego co zauważyłam wszyscy mieli podobne odczucia co ja. Między nimi coś jest nie tak.
- No nareszcie! – pisnęła Cat i podbiegła do nich przytulając każdego z osobna. – Film się zaczyna za 20 minut. Bałam się, że nie zdążycie.
- Aleś nam numer wycięła. – odpowiedział Li wesoło. – Błagam, nigdy więcej tak nie rób.
- Przepraszam bardzo ale to był jedyny sposób! Chcieliście sobie oczy wydrapać!
- No właśnie. – przytaknęłam jej. – Zachowywaliście się jak ja i on. – mówiąc to wskazałam na Louisa, który opierał się o ścianę i robił coś na telefonie lub udawał, że robi. Czy on mnie olewa? Wkurza mnie ten koleś. W tym momencie wrócił Niall z popcornem.
- Jestem! – wykrzyknął uradowany. – Tęskniliście? – spytał.
- Ja tak. – Cat podeszła do niego po czym go przytuliła. Nie no świetnie! Wszyscy się obejmują tylko nie ja, Tomo, Dan i Li. – A wy co? Nareszcie się pogodziliście i nawet się nie przytulicie? – spytała marszcząc brwi. Oboje wzruszyli ramionami.
- Czułość zabija związek. – rzekł Liam kiwając głową. – Zresztą przytulanie i całowanie jest przereklamowane a my chcemy być nowocześni.
- Dokładnie. – przytaknęła mu Dan. – Żadnych czułość! Totalnie!
- Zabawne. – odezwał się Louis. – Jakbym patrzył w lustro. – dodał ze śmiechem.
- Coś mi tu nie gra … - Cat spojrzała na nich podejrzliwie. – Wy kochacie okazywać sobie czułość i na pewno nigdy by wam się to nie znudziło. Jestem tego na 100 % pewna. Więc co się stało? Bo nie wierzę w tą gadkę, że przytualnie jest przereklamowane.
- Bo jest. – wzruszyłam ramionami.
- A nie przyszło ci kiedyś do głowy, że ja nie chcę być nowoczesny? – spytał Tomo, patrząc na mnie w wyrzutem. – Nawet z Harry’m się przytuliłaś dziś a ze mną nie.
Ha! A więc o to chodzi! Lou mnie olewa bo jest zazdrosny! Ale fajne uczucie … zupełnie jakbym była górą … ja nie bywam zazdrosna o niego ale on o mnie tak. Cóż za satysfakcja. Coraz bardziej podoba mi się nasz związek.
- To Harry mnie przytulił. – podkreśliłam.
- Ale go objęłaś! – przypomniał mi bezczelnie.
- A co? Miałam go chamsko nie objąć? – spytałam ostro.
- Tak! Miałaś go chamsko nie objąć! Harry ma to gdzieś czy go obejmiesz czy nie! Ale dla mnie ma to różnice!
- A może też mam na niego nie patrzeć?
- Wiesz o co mi chodzi. Ja specjalnie dla ciebie przestałem przytulać inne.
- Po co? Możesz je przytulać! Ja nie bywam taka zazdrosna.
- Oooo serio? Przekonamy się. – rzekł z cwanym uśmieszkiem. Dopiero wtedy zdaliśmy sobie sprawę, że nasi znajomi już weszli na seans. Nie czekając dłużej pobiegliśmy za nimi. Usiedliśmy z Lou obok siebie chodź żadne z nas nie miało na to ochoty. Nie wiem po co to zrobiliśmy? No cóż. Przez cały film Louis powtarzał jaki to seksowny tyłek ma Sandra Bullock. Zbytnio się tym nie przejęłam bo wiedziałam, że to specjalnie abym była zazdrosna.
- Tak, masz rację. Jest seksowny. – odpowiedziałam biorąc do buzi garść popcornu.
- Szkoda, że ty takiego nie masz. – mruknął pod nosem ale dostatecznie głośno abym mogła to usłyszeć. O mało co a bym się na niego rzuciła z pazurami. Złapałam więc mocniej fotel i starałam się głęboko oddychać.
                                                                                  ***
Po seansie wszyscy szliśmy do domu. Oczywiście Rose z Zaynem. Cat z Niallem i Harry z Aną się obejmowali. Liam i Dan tymczasem szli od siebie na pewną odległość. Nie no! Tu o coś musi chodzić! Oni coś przed nami ukrywają tylko jeszcze nie wiem co. Razem z Cat i Rose wymieniliśmy porozumiewawcze spojrzenia i odciągnęliśmy Dan na bok. Byłyśmy pewne, że ona wyzna nam prędzej prawdę niż Liam. Wiecie, faceci ich duma, zasady i takie tam bzdety.
- Mów o co biega! – powiedziała Cat. – Jesteśmy pewne, że coś między wami jest nie tak. Nie zachowujecie się tak jak wcześniej. Dan, proszę powiedz o co chodzi. Jesteśmy twoimi przyjaciółkami. Nam możesz zaufać.
- Nie wiem czy powinnam … - dziewczyna zaczęła się wahać.
- Oj powinnaś, powinnaś. – powiedziałam kiwając głową.
- Bo jak wiecie, nasi ojcowie pracują w różnych firmach i … tak jakby … to znaczy … no nie pałają do siebie sympatią i … zakazali nam się widywać. Dlatego nie chcemy utrzymywać z Liamem kontaktu cielesnego.
Parsknęłam śmiechem. „Kontaktu cielesnego” . Jakby Lou to usłyszał to by padł na zawał.
- Ależ tak nie można! – wykrzyknęła czerwonowłosa.
- No cóż zrobić. – Danielle wzruszyła ramionami. – A teraz przepraszam dziewczyny ale chcę chociaż porozmawiać z Liamem. Jutro nie będzie to takie proste. Ktoś może nas zobaczyć.
Kręciłyśmy głowami nie dowierzając. Ci dwaj kretyni stawiają swoje szczęście wyżej od swoich dzieci! Jak tak można? Totalnie nie rozumiem ich zachowania!
- Coś trzeba z tym zrobić. – powiedziała stanowczo Rose.
- Taa tylko co? – westchnęłam.
- Mam plan! – pisnęła Cat. – Jutro każda z nas pójdzie do firmy ich ojców i przemówi im do rozsądku!
- Każda z nas? Dan i Li żyją w trójkąciku? – spytała Rose na co ponownie roześmiałam się.
- „Kontakt cielesny” „Trójkącik” . Macie szczęście, że Louis tego nie słyszy bo śmiał by się jak debil. – odpowiedziałam zaraz potem zdając sobie sprawę z mojej wypowiedzi. Tia i kto to mówi? Ach.
- Dobra ty Alex idź. Jesteś wredna i przeklinasz. Dasz mu radę. – powiedziała Rose. – Ty Cat też idź do jednego. Co prawda nie jesteś wredna i nie przeklinasz ale … myślę, że także dasz radę. Ja nie mam ochoty wdawać się w rodzinne konflikty. Strata czasu. Wolę spędzić go z Zaynem.
- Jesteś pewna? – spytała Cat.
- Tak, jestem pewna.
- Okej a więc ja pójdę do ojca Danielle. – powiedziała Cat.
- No to ja do ojca Liama. – odpowiedziałam. Nie mam zielonego pojęcia co ja mam mu powiedzieć? Proszę dać żyć swojemu synowi? Myślałam, ze każdy rodzic o tym wie …
                                                                                  ***
Następnego dnia w południe wyszłam z domu i skierowałam się w stronę firmy ojca Liama. Byłam okropnie zestresowana. Pierwszy raz w życiu mi się to przytrafiło … przepraszam, drugi. Dwa razy hm … to i tak za dużo! Zdecydowanie. Przy wejściu oczywiście był ochroniarz! Co ja miałam zrobić? Przecież nie wpuści mnie od tak do firmy! Muszę coś szybko wymyślić … tylko co? Kurde ile ja mam dylematów. Louis to by wiedział co zrobić, powiedzieć … on wie ogólnie wszystko!
- Dzień dobry. Nazywam się eee … Debra Johnson i … ehem, przyszłam przeprowadzić wywiad z  … z … panem Paynem. – powiedziałam ze sztucznym uśmiechem chodź starałam się aby był prawdziwy.
- Ooo tak szybko! – ucieszył się ochroniarz. – To miło. Miała pani być dopiero o 15:00.
Otworzyłam szeroko oczy! On na serio? Wow!
- To … ten … mogę wejść? – spytałam.
- Tak tylko … proszę pokazać wizytówkę. Wie pani nie chciałbym aby okazała się być pani kolejną psychiczną fanką, która będzie się obnażać przed szefem. Tylko szybciutko pokażę pani wizytóweczkę i sprawa załatwiona. – powiedział z uśmiechem. Wzięłam głęboki oddech. Cholera! Skąd ja wytrzasnę wizytówkę? Dobry Boże! Co ja mam zrobić? Co za obciach! Udałam więc, że szukam jej w torbie a potem szybko wbiegłam do firmy omijając ochroniarza. Facet był tak zaskoczony, ze w pierwszym momencie nie zareagował. A ja ? Biegłam jak szalona do gabinetu pana Payne. Nawet nie wiedziałam gdzie się znajdował. W trakcie drogi wyjęłam telefon i wybrałam numer do Louisa! Pierwszy mi przyszedł do głowy. Niech gada co mam zrobić! Jak tak to się mądrzy jak nauczyciel! Więc niech teraz cwaniak powie co mam zrobić?
- Louis … hej, skarbie! – dyszałam do słuchawki. – Sorry za wczorajszą kłótnię i przepraszam, że zamknęłam cię w łazience na 2 godziny ale teraz musisz mi pomóc!
- Czemu sapiesz? – spytał zaskoczony.
- Uciekam przed ochroniarzem z firmy ojca Liama! Goni mnie! – krzyknęłam przerażona. – Chyba widzę gabinet jego ojca! Muszę przemówić mu do rozsądku aby pozwolił Liamowi i Danielle się spotykać! Ale problem w tym, że nie wiem co powiedzieć!
- Masz słuchawki? – spytał.
- Mam, a co?
- To wyjmij je. Włóż jedną do ucha i zakryj włosami. Będę ci mówił a ty tylko powtarzaj, okej?
- Spoko!! – krzyknęłam i wykonałam polecenie Louisa. Po chwili otworzyłam drzwi do gabinetu ojca Liama i z hukiem je zatrzasnęłam. Byłam tak zmęczona, że nie potrafiłam przestać sapać. Czułam się jak po jakimś maratonie! To było okropne! Zobaczyłam, że w wielkim fotelu siedział wysoki mężczyzna bardzo podobny do Liama. No cóż, zgaduje, że to jego ojciec. Jestem pewna, że Li za kilka lat tak właśnie będzie wyglądał. Chyba, że zmieni w tym czasie płeć …
- Witam pana, panie Payne. – powiedziałam z szerokim uśmiechem.
- Dzień dobry. Kim pani jest? – spytał zaskoczony. Na moment zamarłam! Kim ja mogę być? Cholera! Louis błagam odezwij się!
- Powiedz, że jesteś Alex Brown. – powiedział w końcu Lou. Dzięki Bogu! Zaczęłam panikować!
- Jestem Alex Brown. – odpowiedziałam z szerokim uśmiechem.
- A co pani tu robi?
Cholera! Co ja mogę tu robić? Louis gadaj coś!
- Powiedz, że chcesz przeprowadzić z nim wywiad.
- Chcę przeprowadzić z tobą wywiad. To znaczy z panem wywiad. – powiedziałam i usiadłam na krzesełku.
- Ale miała być pani dopiero o 15:00. – zdziwił się.
- No tak ale później mam kosmetyczkę i … jakoś tak w czasie by się nie zgrało. – powiedziałam coś od siebie i zupełnie nie potrzebnie. Mogłam poczekać na reakcję Louisa.
- Naprawdę nie było cię stać na nic lepszego? – spytał Tomo z ciężkim westchnieniem. Miałam ochotę mu przygadać ale jak by to wyglądało? Jakbym miała rozdwojenie jaźni albo co. – Teraz powiedz zapytaj go o kontakt z synem.
- Jaki ma pan kontakt z synem? – spytałam.
- Bardzo dobry. Z Liamem od dziecka dogadujemy się idealnie. To mój syn. Kocham go i zawsze mu to okazuję. – odpowiedział. – A … nie nagrywa pani rozmowy?
- Eee … zapamiętam. – odparłam.
- Alex! Błagam! Nic nie gadaj od siebie. – rzekł Lou w słuchawce.
- Moje odpowiedzi wcale nie są takie złe. – wysyczałam do słuchawki. Ojciec Liama spojrzał na mnie jak na idiotkę. Może Lou miał rację? I powinnam słuchać tylko jego odpowiedzi? – Dobrze a więc przejdźmy do kolejnego pytania.
- Zapytaj o Danielle.
- A o co biega z Dan właściwie? Lubi ją pan? – spytałam z uśmiechem.
- Nawet mam ci formułować pytania? – powiedział z ciężkim westchnieniem.
- Nie chciałbym o tym rozmawiać. Możemy to pominąć?
- Nie. – zaprzeczyłam szybko. – Chcę wiedzieć. – powiedziałam stanowczo. Cholera! Nie nadaję się na dziennikarkę. – To znaczy … tu chodzi o naszych czytelników … oni chcą wiedzieć takie rzeczy. A z tego co wiem nie zbyt ją pan lubi.
- Nie ją lecz jej ojca. – wyznał. – Ma firmę która mi zagraża.
- Powiedz, że to konflikt między nimi a nie ich dziećmi. – powiedział Lou.
- To konflikt między wami a nie Dan i Li. Nie powinien pan mówić Liamowi co jest dla niego dobre a co nie. A z tego co widzę on kocha Danielle. Kiedyś okropnie im zazdrościłam. Byli taką zgraną parą. Gdyby pan widział jacy chodzą szczęśliwi … a teraz? Muszą udawać, że nic ich nie łączy. Czy pan oszalał? Zmysły postradał? – wstałam gwałtownie z krzesełka. – To dwoje młodych ludzi, których się kocha! A pan nie musi tego akceptować ale niech nie zabiera im szansy na szczęście. Wie pan ile ja bym dała za to aby mieć tak wspaniały kontakt ze swoim chłopakiem? Wszystko! A co mam? Jakąś głupią zazdrość o nic! Wcale nie chcę żeby on przytulał inne dziewczyny i sama nie chcę przytulać innych chłopaków. Chcę przytulać tylko jego … Lou. Ale nie w tym rzecz … chodzi o to, że oni się kochają! Chcą być razem! Do końca życia! A pan chce ich rozdzielić? I tak pan kocha syna? No gratuluję!
Ponownie usiadłam na krzesełku. Wszystko mówiłam na jednym wdechu. Aleś się zmęczyłam. Po chwili zdałam sobie sprawę, że mówiłam od siebie. Ojć.
- Sorry Lou miałam słuchać ciebie. – powiedziałam.
- Lou? – zdziwił się pan Payne. – To ten twój chłopak?
- Taa. –przytaknęłam.
- Nic się nie stało Alex. – odpowiedział rozbawiony. – Ja też nie chcę przytulać innych dziewczyn i uważam, że masz o wiele seksowniejszy tyłek od Sandry Bullock.
Uśmiechnęłam się na te słowa.
- A więc? Co z Liamem i Danielle? Da im pan spokojnie żyć?
- Przepraszam, że zapytam ale … czy pani naprawdę jest dziennikarką? – spytał.
- I tak i nie. – odparłam. – To jak?
- No cóż … nie pozostaje mi nic innego … chyba … to znaczy kocham mojego syna i … chcę żeby był szczęśliwy. – powiedział na co krzyknęłam: „Jest”! W tym momencie do gabinetu wleciał ten przeklęty ochroniarz. Spojrzał na mnie z cwanym uśmieszkiem.
- Tutaj jesteś! Wszędzie cię szukałem! – krzyknął i chciał rzucić się na mnie ale odskoczyłam w bok gwałtownie. Mężczyzna poleciał więc na biurko z hukiem. Ojć. Teraz to się wkurzy!
- To ja może już pójdę. – powiedziałam i najszybciej jak się da wybiegłam z jego biura. Odetchnęłam dopiero przed budynkiem. W słuchawce usłyszałam śmiech Louisa. No tak! Zapomniałam się rozłączyć!
- Dobra robota Alex. Nie miałem pojęcia, ze umiesz dawać takie przemowy.
Wywróciłam oczami.
- Bez ciebie nie dałabym rady. – odpowiedziałam.
- Dałabyś.
- Wiem. – przytaknęłam ze śmiechem.
___________________________________________

No nareszcie mamy rozdział! Ostatnio w ogóle nie mam weny i nic mnie nie cieszy ; - ( popadłam chyba w jakąś depresję chodź są wakacje i powinnam się cieszyć. Szczerze mówiąc to pisanie rozdziału poprawiło mi humor ; - ) teraz pójdę spokojnie spać bo jest już 23:54 hahah xd 
Co myślicie o Alex i dziwnej pomocy Louisa? 
No i przepraszam, że nie było czułości pomiędzy tą dwójką ale ... powoli chodzą do coraz większego porozumienia tak więc zobaczymy co dalej z tego wyjdzie. 
Oglądaliście BSE? Haha *le ja głupia po co się pytam? Oczywiście, że tak! Tak więc może zadam inne pytanie: Co sądzicie o teledysku? Kto wam się najbardziej podobał? Bo ja zakochałam się w Marcelu ! ;)