niedziela, 30 grudnia 2012

Rozdział 16


 Paczadełkami Carietty

 Skocznym krokiem podskoczyłam od Alex, od tyłu i wrzasnęłam na cały głos "Buu !" tak, że cały korytarz spojrzał na nas przerażony a ona ? Z nudzoną miną spojrzała na mnie.
  - O jakim fortepianie on gada ? - Zapytałam ciekawa.
  - Cat, skarbie, nie wtykaj swojego noska w nieswoje sprawy. - Powiedziała, pstrykając mnie w nos i poszła dalej.

 Stałam tam chwilę ze zdziwioną miną, patrząc na swój nos. W ogóle nie skumałam jej słów ... przecież nie wtykam nigdzie mojego nosa ...
 Wzruszyłam ramionami i ruszyłam na lekcje dramatu z panią Nolan. Zdecydowanie moja ulubiona lekcja, nie licząc muzyki, oraz biologii.
 Usiadłam w ławce obok Harrego, który od razu mnie zlustrował.
  - Cat, pozwolisz, że zadam ci jedno pytanie ? - Zapytał, gdy nauczycielka coś bazgrała na tablicy.
  - Pewnie. - Powiedziałam szeptem, nadal uśmiechnięta.
  - Czemu nie masz butów ? - Spytał zdziwiony.
  - Serio ? - Zapytałam, patrząc na gołe stopy. - A no faktycznie ... musiałam o nich zapomnieć. - Wzruszyłam ramionami.
  - Jak mogłaś zapomnieć o butach ? - Zapytał  z niedowierzaniem.
 Ja tylko wzruszyłam ramionami, robiąc notatki z lekcji. Zawsze notowałam, nawet, jeśli nauczyciel mówił, że nie trzeba. Dramat, jak i późniejsze, nudne lekcje minęły bez żadnych przeszkód ... no może po za tym, że Harold znów spotyka się z Caroline, przewodniczącą cheerleader ... masakra.
  - Cat, do cholery, chodź już ! - Wrzasnął Zayn, a ja ze spuszczoną głową weszłam do auta.
 Wolałam oczywiście jechać z dziewczynami, ale miałam próbę cheerleader, więc musiałyby czekać ponad dwie godziny dłużej. Nie chciałam ich do niczego zmuszać, więc nie poprosiłam ich o to, by poczekały.
 Gdy podjechaliśmy do domu, od razu wybiegłam z auta i ruszyłam do mojego pokoju.

Rzucając się na łóżku, przykułam uwagę Amy, leżącej pod piecem.
  - I jak było w szkole ? - Zapytała, przeciągając się, co wyglądało, jakby skłaniała się cesarzowi.
  - Dobrze. - Mruknęłam w poduszkę.
  - Masz iść ze mną w tej chwili na spacer. - Zażądała.
  - Chyba śnisz. - Fuknęłam.
 Ona tylko wskoczyła na łóżko i usiadła na mnie ... boże, co za pies. Nawet chwili wytchnienia nie da. Z jęknięciem zepchnęłam ją.
  - Idziemy. - Mruknęłam, wstając.
 Zeszłam na dół po szklanych, skręcanych schodach. Założyłam beżowe emu, jasno różowy płaszcz, wzięłam smycz, po czym wyszłam z Amy i Luckiem. Po drodze zachaczyłam do lodziarni, gdzie wzięłąm cztery gałki lodów. Tak ... chyba powoli wychodzę z tej choroby. A może już zniknęła ? Tak czy siak, dość często jestem głodna i nie zapełniam się dwoma kromkami chleba, czy jedną szkladną kakałka.
 Przechodząc przez park ujrzałam Cristal w raz z tym nowym, Olivierem. Zdziwiona zauważyłam, jak się żegnają. I on idzie prosto do mnie !
  - Cześć.- Przywitał się, posyłając mi szeroki uśmiech.
  - Yyy ... cześć. - Mruknęłam, spuszczając psy ze smyczy.
  - Są twoje ? - Zapytał, patrząc na Amy i Lucka.
  - Tak ... znaczy tylko kremowa. Ten ciemny jest Zayna. - Wytłumaczyłam, uśmiechając się delikatnie.
  - Fajnie mieć takie duże psy ... - Zaśmiał się.
  - Tak ... tylko niestety zachowują się bardziej jak koty. - Powiedziałam, zerkając ukradkiem na chłopaka.
  - Słuchaj, robisz coś jutro po szkole ? - Zapytał z nonszalanckim uśmiechem.
  - Hmm ... idę do domu, a co ? - Zapytałam, również szczerząc się do niego.
  - A poszłabyś ze mną na kawę ? - Spytał, posyłając mi niewinny uśmiech. Spojrzałam na niego zdziwiona, krztusząc się lodem czekoladowym, a ten uniósł ręce w obronnym geście. - Oczywiście jako kumple.
  - W sumie ... nie mam nic do stracenia. - Pokiwałam głową potwierdzająco. - To do jutra Olivierze. - Pomachałam mu.
  - Do jutra Cat. - Zaśmiał się, idąc dalej.
 Ja zdziwiona zaczęłam spacerować po parku z wielkim uśmiechem. Może w końcu zapomnę o Niallu ? Znaczy ... idziemy tam tylko jako kumple i tak zostanie, ale może jednak przez to przestanę o nim marzyć jak jakaś totalna idiotka ?
 Gdy przechadzałam się parkiem, zauważyłam Rose i Alex, spacerujące z wielką kupą futra (czyt. psem Tori). W podskokach do nich podeszłam.
  - O ! Carietta ... co tu robisz ? - Zapytała Jade, patrząc na mnie z lekkim uśmiechem.
  - O ! Alexandra ... wyszłam na spacer z psem, a wy ? - Spytałam, robiąc słodką minkę.
  - My też. - Zaśmiała się Rosalia, przytulając mnie.

  - W ogóle jutro idę z Olivierem na kawę. - Powiedziałam z uśmiechem.
  - Co ?! - Wrzasnęły obydwie, a ja aż odskoczyłam do tyłu.
  - Idę jutro z Olivierem na kawę. - Powiedziałam wolniej, niepewnie patrząc na nie.
  - Yyy ... - Zacięła się Jade, a Tori cała zbladła.
 Uniosłam brwi do góry, chociaż o nic nie pytałam. Wolałam uniknąć kolejnych wrzasków szczególnie, że jakoś humor mi się poprawił.
  - Chcecie u mnie dzisiaj nocować ? Będzie popcorn, filmy i w ogóle. - Zapiszczałam szczęśliwa, zmieniając temat.
  - Jasne, że tak !
  - Jasne, że nie !
 Krzyknęły obie w tym samym czasie. Chyba nie muszę mówić, która powiedziała 'tak' a która 'nie', prawda ? A tu was zaskoczę ... Rosalia powiedziała - Nie ! A Alexandra - Tak !
  - Więc ? - Zapytałam. - Będzie też Dan, Elka i Trina. - Dodałam.
  - Pewnie, że chcemy. - Powiedziała mocno przesłodzonym głosem Jade, zakrywając usta Tori ręką. - O której ?

  - Przyjdźcie koło 18. - Mruknęłam, klaszcząc jak małe dziecko i podskakując niczym piłka. - Aha, i jeszcze jedno. Tori, słuchaj, umiesz rysować i to bardzo ładnie. Projektować też ? - Zapytałam.
  - Tak ... - Odpowiedziała nieśmiało z delikatnym uśmiechem.
  - To zrób projekty trzech przebrań świątecznych na nasz występ. - Upomniałam ją z uśmiechem.
  - Dobrze ... ale kto je uszyje ?
  - Oczywiście, że najpiękniejsza czerwonowłosa dziewczyna. - Zachichotałam.
 Gadałyśmy jeszcze przez chwilę. Niestety musiałam już wracać. Po drodze do domu wysłałam sms do Eleanor i Dan.
 Weszłam do domu padnięta. Amy pobiegła do salonu, a za nią Luck. Ja ruszyłam do mojego pokoju, w którym przygotowałam wszystko. Gdy już miałam zamiar usiąść, usłyszałam dźwięk stłuczonego szkła, krzyki Zayna i szczekanie psów. Bosh, czy oni nie dadzą mi chwili spokoju ?!
                                                                           ***
 Aaaaa ! Szczęśliwa szesnastka przypadła mnie :D Cieszę się jak głupia, że napisałam go tak szybko ;> Napadła mnie wena, czytając rozdział naszej kochaniutkiej Alex ;* Znaczy ... nie, że jest jakiś najlepszy z naszych wszystkich rozdziałów czy coś, ale narzekać nie będę ^^
 Więc ... DZIĘKI ZA KOMENTARZE, które zamiast mnie motywować i zachęcać, dają mi siłę i wenę do dalszego pisania <3 Koffam was <3 I mam fazę na serduszka <3
 Papaśki <3

czwartek, 27 grudnia 2012

Rozdział 15


Oczami Alex:
Następnego dnia, przy śniadaniu Rose była bardzo markotna. W ogóle się do mnie nie odzywała, a na Wojtka nawet nie spojrzała. Zupełnie jakby był niewidzialny! Zaczęłam się zastanawiać, co było powodem takiego zachowania. Nic sensownego nie przychodziło mi do głowy … Chociaż … może to mieć związek z Zaynem. Może Rose stwierdziła, że jeśli będzie olewać Wojtka to przestanie do niego cokolwiek czuć i wtedy wybór będzie prosty. Jeśli to prawda, to trochę niegrzeczne, ponieważ to nie jego wina, że moja przyjaciółka ma taki mętlik w głowie. Na jej miejscu, nawet bym się nie wahała kogo wybrać … No ale tu może chodzić, o coś zupełnie innego.
- Rose, prawda, że Wojtek wygląda dzisiaj przeuroczo? – Spytałam z uśmiechem. Ona wzruszyła tylko ramionami.
- Zadaj to pytanie Trinie. – Odezwała się w końcu. Zmarszczyłam brwi i posłałam jej pytające spojrzenie.
- Dlaczego akurat jej? – Zapytałam.
- No nie wiem może dlatego, że … - Urwała, ponieważ przerwał jej Wojtek sama nie wiem po co!
- Uuu, jak późno … powinniście chyba iść do szkoły. Spóźnicie się.
- Spóźnisz to ty się na spotkanie z Triną. – Odburknęła.
- Może mi ktoś do cholery powiedzieć o co chodzi?! – Uniosłam się, ponieważ miałam dosyć tych niedomówień. Dlaczego akurat Trina? O co z nią chodzi?

- Niech Trina ci wytłumaczy. – Powiedziała Rose i wyszła z domu. Wywróciłam na to oczami. Oni chyba uważają, że jestem jakimś medium i domyślę się sama, albo wyczytam to z kart. Wprawdzie mam kart tarota no ale bez przesady!
- Wojtek, zapytam raz: O co …
- Spóźnisz się. – Przerwał mi i odniósł talerz do kuchni. Zmierzyłam go morderczym spojrzeniem i wyszłam na zewnątrz do Rose, która już siedziała w samochodzie.
                                                                  ***
Podróż samochodem minęła nam nad wyraz szybko. Cały czas zbierałam się by porozmawiać z Rose, jeszcze raz o sprawie z Wojtkiem. Ale ilekroć chciałam zadać to pytanie, rezygnowałam. W końcu wysiedliśmy z niego i pognaliśmy w stronę szkoły. Tam moja przyjaciółka, od razu zaczęłam sobie powtarzać lekcje którą teraz mieliśmy czyli … matmę? Przecież jej nie da się nauczyć! To cholerstwo trzeba zrozumieć! Już miałam do niej podejść i jeszcze raz zapytać, ale zatrzymał mnie czyjaś dłoń …
- Nie, nie pocałuje cię. – Powiedziałam będąc pewna że to Tomo.
- Czemu? Zawsze o tym marzyłem. – Odparł ze śmiechem … Oh, god why? Dlaczego mi to robisz? Cholera, naprawdę myślałam że to głupek, a nie o 00001% mniejszy głupek.
- Zayn … - Wyszczerzyłam się głupio. – Siema.

- To jak z tym całowaniem?
- Nie ma i nie będzie.
- I tak bym nie chciał. Nie z tobą. – Powiedział z dziwnym uśmieszkiem. Ciekawe, z kim? I co mnie to obchodzi w ogóle! – Słuchaj, może wiesz co z Rose? Zachowywała się wczoraj dość hm, dziwne.
- Pewnie ma to związek z Wojtkiem.
- Z Wojtkiem? A o co z nim chodzi?
- No właśnie nie wiem! Cały poranek staram się tego od nich dowiedzieć i bez powodzenia! Jak czegoś się dowiem dam ci znać.
- Dobra, dzięki.
Zayn poszedł do klasy, a ja stałam z uśmiechem. Mam go! Dureń myśli, że mu powiem, a ja słówkiem mu nie pisnę! Buhahaha.
                                                                  ***
Po przedostatniej lekcji, zapytałam Cat czy może wie coś nie co na temat dziwnego zachowania Rose. Ona jednak pokręciła tylko przecząco głową.
- Niestety. Nie mam pojęcia.
- Szkoda. – Powiedziałam z ciężkim westchnieniem.
- Hm, w naszą stronę idzie Louis. – Rzekła Cat patrząc się w bok.
- Pewnie dowiedział się, że to ja wywaliłam mu plecak za okno. – Powiedziałam wlepiając wzrok w podłogę. Tak na serio nie bardzo wiedziałam co gadam.
- Alex!
- Żartuje. – Roześmiałam się na znak, że to rzeczywiście żart. Kiedy Lou był bliżej, zaczął:
- Scar, możemy porozmawiać?
- Już, już idę. – Cat  uśmieszkiem i  zmyła się. Ona chyba sobie wyobraża za wiele! Cały czas ma nadzieje że ja i Tomo będziemy razem i to mnie zmieni, ponieważ ten głupi żartowniś pokaże mi, że życie jest piękne.
- To o czym chciałeś pogadać? – Spytałam odwracając się w jego stronę.
- Wiesz może kto wywalił mi plecak za okno? – Zapytał z poważną miną. Wybałuszyłam na to oczy! To mu na serio ktoś tak zrobił? Boże!
- Co? – Jęknęłam. – Ja nie …
- Żartuje. – Powiedział ze śmiechem.
- To dziwne bo ja przed chwilą powiedziałam Cat … Nie ważne. Czyli tylko tyle chciałeś mi powiedzieć? Bo wiesz, spieszę się i nie mam czasu więc …
- Chodzi o Rose. – Rzekł i złapał mnie za rękę ciągnąc nie wiadomo gdzie … a nie moment … już wiem gdzie. A mianowicie do najbliższego kąta! – Ostatnio zachowuje się dziwnie, nie?
- I jeszcze ta sprawa z Wojtkiem o której nie chce rozmawiać …
- Tu nie chodzi o Wojtka, chodź bardzo bym chciał żeby chodziło.
- Też go lubisz? – Spytałam zaskoczona.
- Nie, ale Wojtek w porównaniu z tą sprawą to błahostka. – Stwierdził, a mnie przeszły dreszcze po całym ciele. Boże! Co się stało? Niech ten głupek mówi jaśniej.
- No mów do jasnej cholery!
- Olivier ten nowy … to … no wiesz … pamiętasz imprezę u Cristal?
- Pamiętam, aż za dobrze. – Powiedziałam, przypominając sobie akcję Cat, która była nieziemska.
- To on.
- Twój zaginiony brat, ojciec, syn, chłopak … - Wymieniałam bez sensu.
- On i Rose. – Powiedział patrząc na mnie wyczekująco, a ja nadal nie kumałam.

- Całowali się, a tobie pękło serce. – Stwierdziłam.
- Co? – Tomo zmarszczył brwi, totalnie zaskoczony. – Weź sobie nie rób żartów. To poważna sprawa. Do naszej szkoły chodzi gwałciciel a ciebie to bawi? – Spytał. Przez moment zabrakło mi tchu! Cholera! Nie miałam pojęcia, że to on … z tej imprezy … Co za bezduszny drań! Alex Scarlett Brown pokaże mu kto tu rządzi. Odwróciłam się na pięcie i poszłam go szukać. Niech ja go dorwę. Przeszukałam całą szkołę, a kiedy go nie znalazłam, wyszłam na zewnątrz. No tak … Siedział na murku i rozmawiał z jakąś dziewczyną.
- Co ty wyrabiasz? – Spytał Louis stając naprzeciwko mnie.
- Najpierw wydrapię oczy a potem uduszę. – Odpowiedziałam jak najbardziej poważnie.
- Nie możesz … - Powiedział stanowczo łapiąc mnie za rękę. Próbowałam się wyrwać, ale był silniejszy.
- Bo?
- Bo zrobi się z tego afera i wszyscy poznają prawdę, a to jest ostatnia rzecz której Rose chce.
No tak! Czyli muszę siedzieć cicho … niech to szlak! Mój genialny plan legną w gruzach!
- A mogę chociaż zdeptać mu telefon? – Spytałam patrząc na chłopaka nie pewnie. Ten potrzasnął przecząco głową.
- Aleeeex … - Przeciągnął.
- Dobra, więc tylko rzucę w niego …
- Zamknij się. – Rzucił raczej z prośbą niż rozkazem. Zauważyłam, że patrzył się na Oliviera zamyślony. Powoli puścił moją rękę. Uff, co za ulga … Zastanawiałam się co mam w tym wypadku zrobić … Udawać, że nic się nie stało?  On musi ponieść karę za to co próbował zrobić. Głupi Olivier bo chciał skrzywdzić Rose i głupi Louis bo nie pozwala mi skrzywdzić Oliviera. – Chcesz gdzieś iść po szkole?
- Cooo? – Zapytałam krztusząc się.
- Elenaor jest zajęta, a nie mam planów.
- Okej, pod warunkiem, że pozwolisz mi kopnąć go w piszczel.
- Czyli z planów nici, tak?
- Czemu ty możesz go bić a ja nie? To niesprawiedliwe! – Krzyknęłam i obrażona usiadłam na ławce. Ku mojemu zaskoczeniu Tomo wrócił do szkoły. Wcale nie poczuła ulgi, że już sobie polazł. Wręcz przeciwnie, poczułam się rozczarowana, sama nie wiem czemu … Zaraz, zaraz … Czy Louis coś zasugerował? O cholera! Ale ja jestem głupia … Przecież on dał mi tym do zrozumienia, że mogę temu całemu Olivierowi od siedmiu boleści połamać kości lub chociaż nawtykać, a on potem uda jak coś, że o niczym nie wiedział. Hm, sprytnie. Ale mógłby mnie o tym poinformować, a tak to człowiek musi się wszystkiego sam domyślać. Nie wiele się namyślając, podeszłam do niego i zaczęłam:
- Cześć pamiętasz mnie? Jestem Alex.
- A ja Olivier i rozmawiam gdybyś nie zauważyła. – Rzucił z cwanym uśmieszkiem. Jeszcze jeden taki tekst a dostanie po mordzie!
- Nie no spoko, rozmawiaj sobie. Nie przeszkadzam. – Odparłam i odwróciłam się, a po chwili zrobiłam to znów. – Nie myśl tylko, że nie wiem co zrobiłeś, a raczej chciałeś zrobić.
- O co ci chodzi? – Udał głupka.
- O imprezę o Cristal gdy … a zresztą. Doskonale wiesz o co mi chodzi. Wiedz, że nie ujdzie ci to płazem.
- Nic mi nie zrobisz. – Powiedział z cwanym uśmieszkiem.
- Nie bądź taki pewien. – Rzekłam i już chciałam iść, gdy Olivier stwierdził:
- Kiedy będę chciał znów się do niej dobiorę, a wy mi możecie tyle co nic.
Nie mogąc wytrzymać, z całej siły dałam mu pięścią w twarz. Chłopak zaczął się drzeć, że pójdzie z tym do dyrektora i wylecę ze szkoły.
- Ty mi możesz tyle co nic. – Powiedziałam i wróciłam do budynku. Zauważyłam że przy oknie stał Louis uśmiechając się.
- To było nie złe.
- Należało mu się mocniej. – Stwierdziłam.
- Krzesełkiem. – Powiedział po krótkim namyśle. – Takim stalowym.
- Najlepiej spuściłabym mu fortepian na głowę.
Wtedy Tomo zaczął się śmiać.
- Mam jeden w domu więc jeśli chcesz to …
- Przynieś na jutro. – Odpowiedziałam i wywracając oczami odeszłam od niego.
________________________________________________________
                                            
Takie tam, lanie wody ;D. No ale dodałam pomimo tego iż nie miałam pomysłu o czym mogłabym napisać. Na rozdział 18 który będzie należał do mnie wszystko sobie dokładnie przemyślę i mam nadzieje że będzie ciekawszy. Paa ;***

piątek, 21 grudnia 2012

Prace Rose/Tori ;D

Alex

Hazz

Lou

Niall

Zayn

Zayn

Liam

Psiak ze schroniska (wspomnę w kolejnym rozdziale)

Była przyjaciółka Rose i Alex


Różne szkice

Rozdział 14


Perspektywa Rose/Tori

Cat szybko wyciągnęła nas do kuchni, zamknęła drzwi i zaczęła podekscytowana.
- A więc… jak wiecie zbliżają się święta więęęęc….. napisałam piosenkę, którą zaśpiewamy w szkole. – pisnęła zadowolona.
- Ok a kiedy ? – zapytała Alex. Bosz co się z nią dzieje ona się czymś interesuje i nie marudzi o_O
- Yyy… chyba w piątek. – oznajmiła nam czerwono włosa.
- Jutro dam wam tekst nauczycie się do końca tygodnia ?
- Jasne :) – przytaknęłam jej.
- Dobra to może teraz zrobimy dla wszystkich śniadanie ? – zapytała Cat.
- Nie chce mi się. – odpowiedziała Alex.
- Nie marudź tylko przydaj się do czegoś i podaj składniki. – powiedziałam pokazując na lodówkę na co ona wywróciła teatralnie oczami. We trzy przygotowanie 4 talerzy kanapek zajęło nam 20 minut. Położyłyśmy wszystko na stole i zawołałyśmy całą hołotę na śniadanie. W czasie jak wszyscy jedli ja i Alex poszłyśmy się przyszykować. Wzięłam szybki prysznic i ubrałam się w wcześniej naszykowane rzeczy. Zrobiłam lekki makijaż i spięłam włosy w wysoką kitkę. Zauważyłam jak mój psiak gryzie jakąś teczkę pod łóżkiem, schyliła się i o mało zawału nie dostałam. Max gryzł moje rysunki, zatłukę go. Chciałam zabrać mu moje prace, ale on zaczął przede mną uciekać. Zbiegł z nimi na dół i zaczęła się gonitwa po całym salonie, wokół stołów i kanapy. Złapała za teczkę, a mój psiak myśląc że to zabawa zaczął się za mną siłować, reszta miała z nas niezły ubaw. W pewnym momencie Max puścił a ja poleciałam na kanapę przy czym wszystkie moje rysunki były dosłownie wszędzie. Za co !? Ja się pytam za co ?!?! Ostatnie czego chciałam to to żeby cała ta ferajna zobaczyła moje rysunki, a bardziej to co na nich jest. Pospiesznie zaczęłam wszystko zbierać, ale kilka prac było już w rękach moich znajomych.
- Łał Rose to twoje ? – zapytała Wojtek. Tak on też tego nie widział, ani Alex, nawet moi rodzice tych prac nie wdzieli.
- Tsaa… - powiedziałam cicho i zaczęłam im wyrywać rysunki.
- Czemu tu jestem ja ?? – zapytała Harry.
- Bo tak. – odpowiedziałam krótko.
- Jaki ja jestem piękny. – powiedział Zayn patrząc na rysunek.
- I jaki skromny… - warknęła Alex.
- Marudzisz dziewczynko. – odpowiedział jej Zayn.
- Nie mów tak do mnie chłopczyku. – syknęła Alex. Naprawdę chwili bez kłótni w tym domu nie ma. Może niech jeszcze się pobiją !?! Pozbierałam wszystkie prace i zaniosłam je do mojego pokoju i ukryłam na szafie żeby mój pies już ich nie dorwał. Spojrzałam na zegarek było już po 7 więc czym prędzej złapałam za spakowaną wieczorem torebkę z książkami, złapałam telefon, portfel i zbiegłam na dół. Weszłam do salonu, a tam wszyscy na pełnym luzie oglądają TV.
- A wy macie zamiar jechać do szkoły dzisiaj ? – zapytałam opierając się o ścianę.
- Przecież mamy jeszcze czas. – powiedziała z bananem na twarzy Zayn.
- No 30 minut do pierwszej lekcji. – powiedziałam i poszłam do przedpokoju. Po chwili byli tam już wszyscy, pospiesznie się ubierając. Gotowi wyszliśmy z domu, a tam……………. tłum reporterów. Nie powiem, ale mnie to zdziwiło i wkurzyło. Nad uchem darli się : „Czy to wasze nowe dziewczyny?” lub coś typu „ Spędziliście razem noc??!!”. Przecisnęliśmy się prze paparazzi i jakimś cudem wsiedliśmy do naszych aut. W jednym całe 1D, a w drugim ja, Alex i Cat. My jechałyśmy od razu do szkoły, a chłopaki jeszcze do siebie po plecaki. Dotarłyśmy na parking i szybko wbiegłyśmy do szkoły, równo z dzwonkiem weszłyśmy, a chwilę po nas Hazz. Nauczyciel na szczęście się spóźnił więc nie mieliśmy żadnych problemów. Na lekcji kolejne osoby śpiewały jakieś piosenki, gdzieś tak pod koniec lekcji do sali wszedł jakiś chłopak.
- Oto nasz nowy uczeń, Oliver Mayer. – chłopak pomachał wszystkim przyjaźnie. Zaczął zmierzać do wolnej ławki, kiedy przechodził obok nas poczułam jego perfumy, a po moim ciele przeszedł zimny dreszcz.
- Co jest Rose? – zszepnęła Alex.
- Nic. – odpowiedziałam szybko.
- Mogę do toalety? – zapytałam nauczyciela śpiewu. Kiwnął głową, a ja czym prędzej wyszłam z sali i pobiegłam do łazienki. Oparłam się o ścianę i zjechałam na kafelki. Boże to nie możliwe że on chodzi z nami do klasy, jak ja mam funkcjonować normalnie w otoczeniu takiej osoby. To jakiś głupi sen czy ukryta kamera. To jest chore wiem że do niczego nie doszło tamtej nocy, ale to i tak dla mnie trudne. Siedziałam tak już dobre kilkanaście minut.
- Rosalie co się dzieje ?! – zapytała Cat wchodząc do łazienki z Alex.
- Nic się nie dzieje, po prostu źle się poczułam. – zmyśliłam szybko.
- To może idź do domu. – powiedziała z troską Jade.
- Nie trzeba już mi lepiej. – wymusiłam lekki uśmiech i razem ruszyłyśmy w stronę szafek. Na małej kłódeczce wpisałam swój kod, a szafka odmówiła mi posłuszeństwa. Sprawdzałam kod chyba 10 razy i nadal nic. Poczułam jak ktoś zakrywa mi oczy, przestraszyłam się trochę.
- Teraz już nie macie tu szafek. – usłyszałam znajomy głos Zayna.
- Ale dlaczego? – zapytałam zdziwiona.
- Bo jesteście w elicie, a my trzymamy się razem, więc zapraszam do nowych szafek. – powiedział i pociągnął mnie i Alex do reszty tej hołoty. Teraz to już się od niego nie uwolnię. Nie żebym miała coś do Zayna, tylko to wszystko tak szybko się dzieje. Niedawno rozstałam się z chłopakiem, ale nadal coś do niego czuje, Malik też rozstał się z dziewczyną i czuje się jakbym była taką dziewczyną na pocieszenie. Moje przemyślenia zostały przerwane bo ktoś na mnie wpadł.
- Auć… ;/ - syknęłam łapiąc się za głowę.
- Sorki ślicznotko. – powiedział Oliver, a po moim ciele przeszedł zimny dreszcz. Spojrzałam na niego z przerażeniem w oczach, a on na mnie ze swoim chytrym uśmiechem.
- Uważaj jak chodzisz baranie. – powiedział Lou.
- Nic… nic… się nie stało. – wymamrotałam powoli wstając z podłogi.
- Znacie się? – zapytała się Cat.
- Nawet nie wiesz jak blisko. – powiedział i poszedł. Moje serce waliło jak opętane myślałam że zaraz zawału dostanę.
- Rose dobrze się czujesz, cała zbladłaś? – zapytała Zayn.
- Wszystko w porządku. – uśmiechnęłam się niemrawo. Wszyscy ruszyliśmy w stronę swoich klas przed wejściem do sali zatrzymał mnie Louis.
- Co to za chłopak, skąd się znacie? – zapytał.
- Nie znam go.
- On twierdzi inaczej. – spojrzał na mnie przenikliwie.
- On może sobie twierdzić jak chce, a teraz wybacz, ale idę na lekcję. – unikając kolejnych pytań weszłam do sali i zajęłam miejsce obok Alex. Matma jak ja nie cierpię matmy. Muszę wziąć korki u Jade bo nie zdam w zamian podszkolę ją w historii. Moja przyjaciółka cały czas się zgłaszała i rozwiązywała jakieś dziwne cosie na tablicy. Dla mnie to czarna magia, chociaż…… już prędzej bym się czarować nauczył niż czegoś z matmy. Znaczy nie jestem, aż takim tumanem, żeby podstaw nie znać ale im starsza klasa + nowszy materiał = jeszcze większy nie ogar. I właśnie na takich dziwnych rozmyśleniach minęła mi lekcja. Teraz historia, której tak szczerze nie lubię, ale jakoś mi wchodzi do głowy. Dzisiaj na lekcji pani zrobiła nam niezapowiedzianą kartkówkę. Jak zobaczyłam minę Alex to myślałam że wybuchnę niekontrolowanym śmiechem. Pani zadała nam pytania i zaczęło się pisanie. Szybko napisałam odpowiedzi i zaczęłam dyktować Alex co ma napisać bo wiedziałam że i tak nie nauczy się z historii. Cat i Hazzie nie musiałam pomagać, bo wszystko wiedzieli.  Jak miałyśmy już wszystko napisane pani pozwoliła na wyjść z klasy żeby nie przeszkadzać innym w pisaniu.
- Dzięki. – powiedziała z ulgą Alex.
- Spoko liczę na rewanż na matmie. – uśmiechnęłam się do niej. Usiadłyśmy na ławce przed klasa i czekałyśmy na Cat i Harrego. Jak już wyszli z sali właśnie zadzwonił dzwonek i poszliśmy przed szkołę, aby zjeść lunch. Całą elitą usiedliśmy przy stoliku i zaczęliśmy gadać na błahe tematy. Czułam na sobie przenikliwy wzrok Lou wiedziała że nie odpuści jak mu nie powiem skąd ‘’znam’’ Olivera.
- Musimy pogadać. – podszedł do mnie Tomo.
- Nie nie musimy. – zignorowałam go.
- Owszem musimy i to pilnie. – powiedział i pociągnął mnie z dala od reszty, która dziwnie na nas patrzyła.
- Lou i tak ci nic nie powiem.
- Czyli jednak go znasz. – powiedział. Ups i wtopa.
- Tomo nie chce wracać do tamtych zdarzeń… – powiedziałam cicho.
- A więc to on, wiedziałem że go kojarzę. Niech ja go dorwę. – zaczął mówić do siebie.
- Lou proszę zostaw go to nie twoja sprawa. – syknęłam do niego.
- Owszem moja jesteś w elicie, a problemy jednej osoby to problemy innych. – powiedział i zaczął zmierzać w stronę naszego stolika.
- Obiecałeś. – powiedziałam sama do siebie. Jak to usłyszał to znów zmierzał w moją stronę. Stałam jak wryta, przecież mi obiecał że nikomu nie powie, a teraz po tych słowach jestem wściekła że to on mnie uratował, a nie ktoś inny. Ktoś komu mogłabym zaufać i ktoś kto nie zdradzi tego sekretu nikomu.
- Wiem że obiecałem, ale to dla twojego dobra już dawno powinienem to komuś powiedzieć, to jest poważna sprawa Tori. – stwierdził patrząc mi prosto w oczy. Bez słowa podeszłam do stolika, wzięłam swoją torbę i poszłam na parking. Mimo wołania znajomych wsiadłam do mojego i Alex auta i odjechałam z pod szkoły. Zajechałam pod domu i pocichł weszłam do środka, zdjęłam kurtę i but. Idąc do kuchni zobaczyłam Wojtka i Trinę całujących się na kanapie. Do moich oczu zaczęły napływać łzy zaczęłam się wycofywać lecz musiałam na coś wpaść. Spadło nasze wspólne zdjęcie.

- Rose. – powiedział Wojtek. Spojrzałam na niego przerażonym i smutnym wzrokiem. Wstałam szybko z podłogi i pobiegłam do swojego pokoju. Zamknęłam drzwi na klucz i rzuciłam się na łóżko.
- Rosalie otwórz, proszę ! – walił w drzwi mój były. Nie miałam ochoty na niego patrzeć.
- Musimy porozmawiać ! – nie dawał za wygraną.
- Wynoś się stąd ! – krzyknęłam zapłakana. Pukanie, a raczej waleni w drzwi ucichło. Wiem że to dziwne, bo Wojtek nie jest moim chłopakiem, ale tyle razy mówił że mnie kocha i nie sądziłam że może mu to tak szybko przejść. Mimo tego wszystkiego nadal coś do niego czuje, to dla mnie bardzo trudne. Zastanawiam się czy on w ogóle kiedyś naprawdę mnie kochał, czy darzył mnie uczuciem tak mocnym jak ja. Czy było to z jego strony zwykłe zauroczenie.


Oliver Mayer (18 l.) - zwariowany, pyskaty i bezczelny chłopak. Nikt o tym nie wie, ale to kuzyn Cristal. Jest tak samo przebiegły jak ona i nie warto z nim zadzierać. Szkolny chuligan, często prowokuje bójki.

__________________________________
Witam, witam :D Co tam u was słychać.... Przeżyłyście koniec świata hehe xD Bo ja tak i czuje się źle.... Wszystko mnie boli i wgl jest do bani, ale cóż się dziwić jak jestem chora ;/ Dobra nie ważne... lepiej gadajcie jak wam się rozdział podoba :D Do następnego rozdziału papatki :***
CZYTASZ = KOMENTUJESZ <3

czwartek, 13 grudnia 2012

Rozdział 13



 Perspektywa Carietty

 Gdy tylko przewróciłam się na drugi bok, zleciałam z łóżka. Z jękiem otworzyłam oczy i ujrzałam małą, białą puchatą kulkę, która radośnie lizała mnie po twarzy. Zaczęłam się śmiać.
 - Lily, daj mi spokój. – Powiedziałam, biorąc suczkę na ręce.
 - No, widzę, że nasza księżniczka już wstała. – Zachichotała Trina.
Spojrzałam w jej stronę z wielkim wyszczerzem.  Podniosłam się, tym samym, rozprostowując kości.
 - Przez ciebie spadłam. – Mruknęłam, robiąc minę pokrzywdzonego dziecka.
 - Niby czemu, prze ze mnie ? – Zdziwiła się.
 - Bo nie kupiłaś większego łóżka. – Wystawiłam jej język, a ta tylko przewróciła teatralnie oczyma.
 W raz z moją kuzynką zeszłyśmy do kuchni, gdzie przygotowała już naleśniki. Skrzywiłam się lekko.
 - Coś się stało ? – Zapytała, siadając do stołu.
 - Nie powiesz nikomu, no nie ? – Zapytałam niepewnie.
 - Kochana, dobrze wiesz, że umiem dotrzymywać tajemnicy. – Zaśmiała się.
 - Jestem anorektyczką … - Szepnęłam, spuszczając wzrok.
 - Nie lubisz jeść ? – Zdziwiła się.
 - Nie to, że nie lubię … nie mogę zjeść dużo … jednym takim naleśnikiem zapcham się na cały dzień. – Szepnęłam, a po moich policzkach spłynęły łzy.
 - Spokojnie, kochana. – Uśmiechnęła się. – Zjedz sobie tego naleśnika z nutellą i będzie dobrze … wrócisz do zdrowia. Z tego, co od ciebie słyszałam, Alex i Rose naprawdę o ciebie dbają. – Powiedziała, zaczynając pić swoją kawę.
 Znów się wyszczerzyłam, siadając naprzeciwko 19-latki. Zjadłam jednego naleśnika … potem drugiego … i trzeciego … i nadal byłam głodna … Nie wiedziałam czemu, ale spodobało mi się to uczucie.
 - I ty na serio masz anoreksję ? – Zapytała zdziwiona.
 - Miałam … przynajmniej tydzień temu tak mi się zdawało … - Powiedziałam z bananem.
 - Dobra kochana, idź się pakuj, bo wracamy do Londynu. – Powiedziała, wstając od stołu.
 Spojrzałam na ekran komórki … poniedziałek  10.12.12 … 20 nieodebranych połączeń i 38 wiadomości od moich najbliższych. Nie chcąc dzisiaj jeszcze bardziej płakać, usunęłam je wszystkie i pobiegłam na górę, spakować swoje manatki.
 Na pierwszy ogień poszły wszystkie buty … które swoją drogą zajęły 5 walizek … no cóż, zebrałam całkiem pokaźną kolekcję … zapytam się, czy Tori Lub Jade nie będą jakiś chciały … lub ewentualnie Danielle … dla Eleanor raczej nic się nie nada, bo ma stopę jak … no, po prostu ma większy rozmiar ode mnie … nic więcej nie powiem …
 Następnie bluzki, spodnie, spódniczki, sukienki i tak dalej … kosmetyki ostatnie. Jakimś cudem zniosłam 19 walizek do auta. Oczywiście nie na raz. Po kolei, co wszystko zajęło około 4 godzin. Wskoczyłam do auta na miejsce obok kierowcy, biorąc śpiącą Zoey, kotkę Triny, na kolana. Brunetka sięgnęła po radio i włączyła jakąś tam stację. Po chwili w raz z nią zaczęłam rapować …



 Następnie zamknęłam oczy i oddałam się w objęcia Morfeusza …

                                           ***

 Gdy tylko otworzyłam oczy, ujrzałam znajomy dom, przed sobą. Przetarłam zaspane oczy, spoglądając na Trinę.
 - Jesteśmy. – Uśmiechnęła się, wychodząc.
 - No co ty nie powiesz. – Burknęłam, powtarzając jej gest.
 Wzięłam głęboki oddech, ruszając w stronę budynku. Otworzyłam drzwi, kluczem, który dostałam od dziewczyn. Po cichu weszłyśmy do salonu, a tam ujrzałam jakiegoś obcego chłopaka ściągo na kanapie. Wydarłam się na cały głos, a moje kuzynka, zapewne pod wpływem impulsu, również zrobiła to co ja z resztą … chłopak również, spadając z kanapy zaczął krzyczeć.
 Do salonu wpadły przerażone Alex i Rose.
 - Co do cholery … - Powiedziała Jade, rozglądając się.
 - Cat ! – Wrzasnęła Tori i po chwili obie mnie przytulały.
 - Halo … powie mi ktoś, co tu się dzieje ? – Zapytał ten chłopak.
 - Acha, no tak … to jest Wojtek, mój były. – Powiedziała uśmiechnięta Rosalia, a Alex się wykrzywiła. – To jest Cat, nasza przyjaciółka. – Tym razem zwróciła się do chłopaka. – A ta brunetka to … - Posłała mi pytające spojrzenie.
 - To jest Trina, moja  kuzynka, mieszkająca na wsi. – Wyszczerzyłam się, a Wojtasowi oczęta się zaświeciły.
 - Miło mi. Zapewne ty jesteś Rosalia, a ty Aleksandra. – Uśmiechnęła się do nich.
 - Cześć. – Powiedziały chórem … chwila … czy Jade się uśmiecha ?! Nieeee … pewnie mi się tylko wydaje …
 - Czyli byłaś u swojej kuzynki ? – Zapytała Alex, a ja pokiwałam potwierdzająco głową, nadal z bananem na twarzy.
 - Wiesz, jak myśmy się zamartwiały ?! – Wrzasnęła Rose.
 - Przepraszam. – Spuściłam głowę.
 - Najważniejsze, że ci nic nie jest. – Przytuliła mnie Alex, posyłając Rose mordercze spojrzenie.
 Ten cały Wojtek przez cały czas gapił się na Trinę jak w jakiś obrazek … już jest u mnie skreślony !
 - Dobra, ja dzwonię po całe 1D. – Westchnęła Tori.
 - Przecież jest piąta nad ranem … kto by o tej porze odbierał ? – Zapytała ironicznie Jade.
 - Uwierzcie mi, odbiorą. – Mruknęłam, patrząc gdzieś w ścianę.
 - To dobrze. – Pisnęła brunetka, po czym wybiegła do kuchni.
 Ja natomiast spojrzałam po zgromadzonych, a po chwili już burczało mi w brzuchu. Aleksandra zrobiła wielkie oczy.
 - Zjadłam dzisiaj cztery naleśniki. – Wyszczerzyłam się do niej.
- Łał Cat, jestem z ciebie dumna, ale słysząc twój brzuch sądzę że zjadłabyś jeszcze cztery. – puściła mi oczko Alex.
- Oj tam. – zaśmiałam się. Usiedliśmy wszyscy na kanapie, a Wojtek na fotelu obok Triny na którą ciągle się gapił. Widziałam jak Jade cało gotuje się ze złości, panowała niezręczna cisza, nagle do salonu wparowała Rose.
- Co ci się stało na szyi ? – zapytałam jej.
- Yyy… nic… znaczy komar mnie ugryzł. – jąkała się brunetka, a po chwili rozpuściła włosy żeby ukryć ślad po „ukąszeniu”.
 Wzruszyłam ramionami i zaczęłam patrzeć w Amy, która lam piła się na mnie morderczym wzrokiem … będzie zła … co ja mówię, już jest zła … biedna ja … bo jak Amanda bierze cię za zemstę … już po mnie … Po chwili do pokoju wpadli jak piorun całe 1D … wszyscy ledwo co reagowali, na to, co się do o koła dzieje … ale co im się dziwić ? Jest jeszcze przed 6 …
- Dobra, Rose, czemu tak piszcza … - Zaczął Zayn, ale przerwał widząc mnie. Harry i Niall od razu rzucili się, by mnie przytulić. Następnie zostałam prawie uduszona przez tego marchewkorzerce.  Potem przytuliłam lekko Liama, a na końcu został mój braciszek.
  - Więc … byłaś u Triny ? – Zapytał, patrząc groźnie w stronę brunetki.
  - Yhy. – Mruknęłam, spuszczając wzrok.
  - Jesteś niegrzeczna ? – Zapytał z rozbawieniem.
  - Bywa i tak. – Zaśmiałam się. – Mam przechlapane ? – Zapytałam cicho.
  - Nie … upiekło ci się. – Poczochrał moją czerwoną czuprynę.
  - Tęskniłem … znaczy my tęskniliśmy. – Za jąkał się blondyn.
  - Tak, Eleanor i Danielle też się martwiły. – Uśmiechnął się pocieszająco Liam.
  - A co z Cristal ? – Zapytałam.
  - Cristal masz się więcej nie przejmować … ona już nie istnieje. – Zaśmiała się Alex, a ja pobladłam.
  - Jade … ty chyba jej nie … - Powiedziałam przerażona.
  - No aż taką sadystką nie jestem ! – Zaprzeczyła, robiąc minę „Foch Forever na pięć minut z półobrotem i przytupem” …
  - Dobra, dobra. Przepraszam. – Przytuliłam ją, co ona odwzajemniła.
  - To koniec między nami. – Wyjaśnił blondyn.
 Wiem, że obiecałam sobie, że skończę z Niallem… ale gdy usłyszałam, że pomiędzy nimi to koniec, poczułam, jakby moje serce dostało skrzydeł.
  - Przykro mi. – Spojrzałam na niego.
  - Nie masz po co. – Zaśmiał się. – Ja jej nigdy nie kochałem. – Puścił mi oczko.
 No to już wiem, że ten wyjazd … a raczej powrót to było najlepsze, co mnie w życiu spotkało … a najlepsze jest to, że mam nadzieję, na lepsze jutro …
- Tori ! Jade ! – Krzyknęłam, przypominając coś sobie. – Do kuchni, raz, dwa ! – Rozkazałam i w podskokach ruszyłam do tamtego pomieszczenia. Muszę z nimi pogadać …

                                                                      ***
 Więc … dam-dam-daaaam ! Carietta powraca kochani :D Cieszycie się … no nie ? Łapka w górę, kto tęsknił ? xD
 Jak myślicie ? O czym nasza kochana optymistka chce pogadać z dziewczynami ? Mwah, mwah, mwah :P
 Jakoś nie szedł mi ten rozdział ... dziękujcie Natalii, która ciągle mnie tym nękała, bym dokończyła <3
 No to chyba na tyle … Bayu ;*

poniedziałek, 3 grudnia 2012

Rozdział 12



Oczami Alex:
Po bardzo męczącym weekendzie, nadszedł poniedziałek, jeszcze bardziej męczący. Rose, wczoraj wieczorem zachowywała się dość dziwnie, albo mi się wydawało  . . . Hm, kiedyś myślałam że mój sąsiad jest seryjnym zabójcą, a okazało się że pracował na cmentarzach . . . Dlatego pewnie mi się wydawało.
W szkole, myślałam że usnę. Pierwszej lekcji zupełnie nie pamiętam, a drugą tak przez mgłę. Na trzeciej trochę bardziej się ożywiłam, ale pewnie wiadomo dlaczego – MATMA. Trzeba się skupić na procentach, wyrażeniach algebraicznych, ogólnie na wszystkim! Jak zwykle wyrywałam się do tablicy, a moja przyjaciółka patrzyła na mnie z wyrazem twarzy WTF? Tak, tak doskonale ją rozumiem, w końcu trudno się przyzwyczaić do przyjaźni z takim geniuszem ;). Oczywiście przepraszam za skromność.
Po trzeciej godzinie, usiadłam na ławce i oparłam się plecami o ścianę, a dłonie wsadziłam w kieszeń bluzy. Myślałam o osobach które poznałam w ostatnim czasie. Mam oczywiście na myśli boys band i Elenaor wraz z Daniele. Oni wszyscy wydawali się być dość mili. Dobra, dobra żartuje! Oni wszyscy są mili prócz Louisa! Oh, jaki on jest niesamowicie wkurzający! Zupełnie jakby obrał sobie za cel, niszczenie mi życia.
Nagle odwróciła głowę w bok i zobaczyłam jego … gadającego z kolegami! Cholera jasna! To chyba kurde żart? Nie, nie, nie. On nie może mnie zobaczyć. To się nie może wszystko zacząć od nowa. Najszybciej jak się da, zerwałam się z miejsca i zaczęłam biec przed siebie. Zauważyłam schody, więc po nich zbiegłam. W połowie, zderzyłam się z kimś. Nie wiedziałam nawet dokładnie kto to był, nie patrzyłam przed siebie, tylko w podłogę.
- Gdzie ci tak śpieszno? – Spytał … Jeszcze tego tu brakowało! Paseczkowany!
- Błagam, zakryj mnie! Widzisz tego bruneta? – Louis kiwnął głową. – To ten on, nie może mnie zobaczyć! To się nie może znów zacząć.
Tomo kiwnął głową ze zrozumieniem i zbliżył swoją głowę, a raczej usta do moich! No kur teraz mu się na amory zebrało?
- Co ty wyprawiasz? – Spytałam ostro, odpychając go od siebie nim cokolwiek zdążył zrobić.
- Chce odwrócić uwagę tego przystojniaka. – Wyjaśnił ze śmiechem. – No pocałuj mnie!
- Ty masz dziewczynę, zboku.
- A no tak! – Puknął się teatralnie w czoło. – Elenaor … No ale może zrozumie … wiesz to taka przyjacielska pomoc …
- Przyjacielska? Ty mnie nawet nie lubisz! – Przypomniałam mu.
- To ty mnie nie lubisz. – Zaznaczył z cwanym uśmieszkiem. Wywróciłam na to oczami.
- Całuj sobie ale nie mnie! Ja muszę spadać. – Powiedziałam i ominęłam go po czym zbiegłam ze schodów. Ciekawe jaką miał minę? Pewnie zaskoczoną albo niezadowoloną … Buhahaha. Myślał że może zdradzać swoją dziewczynę? Założę się że robi to na różnych imprezach. Taki typ.
                                                                                  ***
Na ławce zauważyłam, siedzącą Elenaor. Hm, może się zemścić i powiedzieć że jej chłopak chciał mnie pocałować? A co jeśli mnie znienawidzi? No ale Alex Brown, nie ma sekretów, przynajmniej takich błahych. Nie namyślając się długo podeszłam do niej. Dziewczyna była zaczytana w jakieś książce.
- Co czytasz? – Zagadałam.
- Antygonę. – Odpowiedziała, odrywając się od lektury.
- Pani od angielskiego wam kazała? – Zgadywałam.
- Nie. Zawsze mnie interesowała literatura Grecka. To co się działo, co wyobrażali sobie Grecy … To jest ekscytujące! – Powiedziała z ożywieniem. – Chcesz wiedzieć o czym to jest?
- Nie, dzięki. Może kiedy indziej mi opowiesz.
- Wyglądasz na zdenerwowaną … Coś się stało? Nadal przejmujesz się Cat? Wróci, nie martw się.
- Nie o to chodzi … - Zaczęłam, siadając obok niej. – Po prostu zobaczyłam kogoś o kim chciałabym zapomnieć. Niby wiedziałam że chodzi do tej szkoły ale … Oh, myślałam że jest tak duża iż nigdy się nie spotkamy!
- Twój były?
Kiwnęłam głową. Tak, tak mój były. Nie chciałam nic więcej opowiadać Elenaor. To nie w moim stylu zwierzać się innym. Zresztą i tak już wie wystarczająco dużo. W tej chwili zauważyłam, jak w naszą stronę idzie Rose, a właściwie biegnie.
- Ty też przed kimś uciekasz? – Spytałam.
- Tak, goni mnie slenderman. – Odpowiedziała wywracając oczami.
- Nie wnikam. Twoje życie. – Powiedziałam ledwo powstrzymując się od śmiechu.
- Zgaduje że widziałaś swojego byłego? – Wtrąciła Elenaor z uśmiechem.
- Nie do końca … Zresztą nie ważne. Mogę się do was przysiąść?
- Noo jeśli chcesz posłuchać jak cię obgadujemy. – Powiedziałam z kpiną. Rose nie zwracając na to uwagi, spoczęła obok mnie. Zauważyłam, że starała się uspokoić. Co też mogło ją tak wyprowadzić z równowagi? – Ciebie też próbował pocałować? – Wyrwało mi się.
- Kto? – Spytała z przerażeniem. – Gadaj co wiesz! – Krzyknęła, patrząc na mnie morderczym wzrokiem.
- Nic nie wiem! Nie zabijaj mnie! – Pisnęłam. – Tak się pytałam, na wszelki wypadek gdyby ktoś chciał cię pocałować. – Dodałam, marszcząc brwi.
- Już się bałam … - Mruknęła.
- Dobra dziewczyny, ja pójdę. Poszukam Louisa. Miał dzisiaj u mnie nocować. – Powiedziała Elenaor i machając nam na pożegnanie odeszła. Nocować? Hm, z nocowaniem coś się wiążę … Eee znaczy chodzi oczywiście o przytulanie … i całowanie … ewentualnie przytulanie z całowaniem.
- Cat będzie mieć zaległości … - Zaczęłam, chcąc zmienić temat.
- Dam jej notatki. No problem.
- Taa, jakbyś coś notowała … Cały czas głowę masz kimś zaprzątniętą.
- A jednak coś wiesz! – Krzyknęła zdenerwowana. – Widziałaś coś? Ktoś ci powiedział? A może ktoś zrobił zdjęcie i wstawił na twittera?
- Yyy, no jeśli chodzi ci o spojrzenie Wojtka pełne miłości to owszem, ktoś mógł je sfotografować wstawić na twittera i tym sposobem zrujnować ci życie.
Rose wywróciła kolejny raz oczami i głęboko się zamyśliła. Ja także, przez dłuższy czas patrzyliśmy się w ścianę. O co jej chodzi? Co ją tak wyprowadziło z równowagi? Dziwna dziewczyna, zdecydowanie.
- O co ci chodziło z tym zdaniem ,,Ciebie też próbował pocałować?”.
- O nic. – Odburknęłam. - Dobra! Louis to zdradliwy drań! Chciał zdradzić swoją dziewczynę!
- Louis? Ten niewinny chłopczyk?
- Raczej winny. Powinien napisać taką piosenkę ,,winny”.
- Już taka powstała. – Stwierdziła Rose poważnie.
- W takim razie niech ją sobie słucha przed snem! – Krzyknęłam i zerwałam się z ławki. Byłam taka wściekła! Sama nie wiem czemu. Naprawdę myślałam że to taki żartowniś, ale żeby podrywacz? W sumie chciał mi pomóc, ale to nie zmienia faktu że  z pomocą którą chciał mi podarować wiązała się zdrada …
                                                                       ***
Po szkole, wróciliśmy z Rose do domu. Tam zastaliśmy Wojtka, który przygotował już obiad. Czy mówiłam że to złoty chłopak? Jeśli nie to właśnie to mówię: Wojtek to złoty chłopak. Obiad był naprawdę przygotowany starannie i z sercem. Oh, on naprawdę musi kochać Rose, a ona go nie chce, odpycha go … Widziałam jak robi maślane oczy do Zayana … Przede mną nic się nie ukryje. Kiedy zasiedliśmy do stołu, chłopak zaczął podstawowym pytaniem:
- Jak było w szkole? 
- Okej.
- W porządku.
Wojtek spojrzał na nas zaskoczony.
- A tak poważnie? Hej! Stało się coś dziewczyny?
- Louis to zdradziecki drań.
- Dostałam pałę … - Zaczęła Rose, jednak urwała. Oboje spojrzeli na mnie z Wojtkiem z dziwnym wyrazem twarzy. – Powiesz o co chodzi z tym zdradzieckim draniem czy nie?
- Nie. – Odparłam i zajęłam się jedzeniem. Nie mam ochoty o tym gadać. Na samą myśl że jego usta mógłby dotknąć moich przeszły mnie ciarki po całym ciele, oczywiście chodzi mnie w sensie ciarki zwiastujące obrzydzenie.
Po obiedzie, Wojtek kazał nam siedzieć przy stole i nic nie robić, sam zaniósł talerze do zmywarki. Ja tymczasem spojrzałam na moją przyjaciółkę. Chciałam znać prawdę. Musiałam.
- O co chodzi? Rose, mnie możesz powiedzieć.
- Tak jak ty to zrobiłaś? – Spytała. No tak, racja …
- Okej powiem ci. Widziałam dzisiaj kogoś, kogo wolałabym nie zobaczyć. Błagam, nie każ mi wymawiać jego imienia, przez rok udało mi się tego nie robić … Więc kiedy zbiegałam po schodach uciekając przed nim, wpadłam na Louisa i chciał mnie pocałować!
- Co? – Spytała ze śmiechem.
- Powiedział że to ,,przyjacielska” pomoc wiadomo, ale to nie zmienia faktu że chciał zdradzić Elenaor i szukał tylko pretekstu by mnie pocałować. Mówię ci, on coś do mnie czuje.
- A ty go nienawidzisz … Dobra, to skomplikowane. Nie będę wnikać.
- Teraz kolej na ciebie … - Powiedziałam z naciskiem. Rose ciężko westchnęła. Widać po niej było że nie chciała o tym gadać. Spojrzała w stronę kuchni i kiedy upewniła się że Wojtek jest zajęty zmywaniem, zaczęła:
- Zayn mnie pocałował …
- Co?! – Wykrzyknęłam. – Ten głupi laluś?
- Nie mów tak o nim! – Syknęła. – Błagam, tylko nikomu nie mów.
- I co? Macie swój tajemny związek?
Na samą myśl że oni mogą być parą zrobiło mi się niedobrze.
- Nie. Od tego czasu unikam go. Po prostu nie wiem co mam mu powiedzieć … no i jeszcze Wojtek … On jest naprawdę miły i widać że mu na mnie zależy. Nie wiem co mam zrobić.
- Kopnąć Zayana w tyłek i wybrać Wojtka. – Powiedziałam, Rose roześmiała się zapewne myśląc że to żart. Kiedy moja mina nadal była poważna, przestała się śmiać.
- Ty serio? Boże Alex. Bogu dziękować, że nie jestem na miejscu Louisa. Pewnie jeszcze szykujesz zemstę na nim …
- A żebyś wiedziała … Myślisz że Tomo boi się pająków?
- Boże Alex! – Powiedziała Rose z obrzydzeniem.
- Nie no spox, teraz żartuje. – Odparłam, chodź nie żartowałam. Naprawdę chciałabym zobaczyć minę Louisa. Buhahaha. To by było dopiero.
- Twoje życie to tylko zemsty i robienie komuś na złość. – Zauważyła. – W każdym razie, co mam zrobić?
- Zjeść żelki? – Zaproponowałam. – Porozmawiaj z Zayanem. Powiedz że jest dla ciebie za głupi i wolisz Wojtka. Proste.
- Okej, w takim razie jeśli życie jest dla ciebie takie proste to powiedz Louisowi że ci się podoba.
Poczułam jakby ktoś wbił mi nóż w serce.
- O nie, nie, kochana. To nie jest takie proste. To jest trudne.
- Oh! Powiedzenie Louisowi że go lubisz jest trudne?
- Tak, ponieważ aż tak dobrze nie umiem kłamać. – Powiedziałam i poszłam na górę.
_______________________________________________________________
W ogóle jakoś nie miałam na ten rozdział weny no ale pojawić się musi, więc przepraszam za to że był nudny i nie wiele się wydarzyło. :)
Następny będzie należał do Sylwii więc w końcu dowiecie się co z Cat :D. Heh, ja sama nie wiem więc też czekam na jej rozdział z niecierpliwością <3. 
                                                          




czwartek, 29 listopada 2012

Rozdział 11


Perspektywa Rose/Tori
Jak tylko wstałam szybkim krokiem pobiegłam do łazienki graniczącej z moim pokojem. Wzięłam szybki prysznic i umyłam włosy. Owinięta w ręcznik weszłam z powrotem do swojej sypialni i wyciągnęłam z szafy czerwone rurki, białą koszulkę na ramiączka i granatowego koloru trampki przed kostkę. Włosy spięłam w nieogarniętego koka i zawiązałam na głowie czerwoną bandamkę. Wychodząc z pokoju spotkałam prawie całe 1D, ale słysząc kłótnie z dołu domyśliłam się że jest tam Lou i Alex. Nie myliłam się jak byliśmy już w salonie wcześniej wspomniana dwójka trzymając w ręce miarkę wyszła z domu… o_O Spojrzałam pytająco na Wojtka który siedział na kanapie i machnął tylko ręką. Nie wnikając poszłam do kuchni, aby zrobić dla wszystkich śniadanie, wyciągnęłam wszystkie produkty i zaczęłam kroić bułki nagle poczułam czyjąś dłoń na ramieniu i tak niefortunnie wyszło że wbiłam sobie czubek noża w dłoń.
- Fuck, Fuck, Fuck…. – zaczęłam mamrotać pod nosem.
- Boże Rose sorki to moja wina nie powinienem się tak skradać, gdzie macie apteczkę !? – zapytał zestresowany Zayn.
- Pierwsza szafeczka od lodówki… Fuck jak to boli !! – powiedziałam do kuchni wparował Wojtek.
- Daj to Malik ja zrobię to lepiej ! – powiedział zabierając mu apteczkę.
- Nie ja to zrobię ! – i znów apteczkę miał Zayn, zaczęła się kłótnia.
- Ałł… - syknęłam z bólu.
- Zawinie mi to ktoś w końcu ?! – zapytałam już wkurzona, ale oni zajęli się kłótnią. Więc złapałam apteczkę i poszłam z nią do salonu, gdzie był Harry, Liam i Niall.
- Boże co ci się stało ? – zapytali zdziwieni widząc moją zakrwawioną dłoń.
- A wbiłam sobie tylko nóż w rękę, zawinie mi to ktoś? – zapytałam z nadzieją, Harry złapał za apteczkę i polał mi raną wodą utlenioną na co pisnęłam z bólu.
- Sorki…. i już gotowe. – powiedział po zawinięciu rany.
- Dzięki ;) – uśmiechnęłam się do niego przyjaźnie nie jest jednak taki zły jak się go pozna. Poszłam z powrotem do kuchni, aby dokończyć robienie śniadania. A tam dalej kłótnia, co za oszołomy -.-
- Wynocha mi stąd ! Chce w spokoju zrobić śniadanie, a nie słuchać waszych głupich kłótni ! – pokazałam im ręką na drzwi, a oni spuścili wzrok i wyszli. Rozkroiłam wszystkie bułki i posmarowałam je masłem, położyłam na nie szynkę, pomidora i ogórka. Gotowe śniadanie zaniosłam do salonu, gdzie znajdował się duży stół. Położyłam dwa talerze pełne bułek i właśnie usłyszeliśmy jak do domu wpada Alex i Lou, znów o coś się kłócąc.
- I co mówiłam że 200 m. – zaczęłam Alex.
- Wcale nie, było więcej ! – zaprzeczył jej Louis.
- 2 metry to jak nic !
- Właśnie to dużo i nie kłóć się ze mną, bo wygrałem.
- Wcale nie wygrałeś, a poza tym o nic się nawet nie zakładaliśmy więc nie miałeś czego wygrywać ! – powiedziała Alex patrząc na niego z wywyższeniem.
- Zamknijcie się oboje bo mnie wkurzacie od samego rana !! Po prostu powiedzcie że się kochacie, a nie cały czas się kłócicie !! – wydarłam się, a wszyscy spojrzeli na mnie zdziwieni.
- Że co … że my.. mam El… – powiedział Lou.
- Proszę cię Rose, ja miałabym się zakochać w tym lalusiu ! – zaprotestowała Alex. Popatrzyłam na nich z dezaprobatą i wyszłam z domu odetchnąć świerzym powietrzem, skierowałam się do parku i usiadłam na pierwszej wolnej ławce. Myślałam o głupim zachowaniu Alex i Lou, no i oczywiście o zniknięciu Cat, po chwili ktoś się dosiadł.
- Nie przejmuj się nimi. – powiedział Niall.
- To nie nimi się tak zamartwiam, boje się o Cat, policja dalej nie wie co się dzieje, a ja nie potrafię tak bezczynnie siedzieć… - spojrzałam na niego.
- Też się o nią martwię, ale nie wskóramy nic w tej sprawie. – powiedział Niall.
- Ty wredna szmato ! – krzyknął ktoś zza nas. Odwróciłam głowę i ujrzałam kogo ? Oczywiście Cristal
- Cris, kotku, ale przecież ... – zaczął Niall, ale ona mu przerwała
- Zamknij się ! Nie z tobą rozmawiam ! – powiedziała wściekła Cristal.
- Ej, Cristal, uspokój się, on tylko .. – zaczęłam.
- Nie rozkazuj mi ! – wrzasnęła, ściągając wzrok kilku osób w parku.
- Cristal ! – tym razem krzyknął Niall, a ona spojrzałam na niego jakby zrobił jej krzywdę.
- Kochanie, przepraszam. – powiedziała i chciała go przytulić, ale on się odsunął.
- To koniec. – powiedział spokojnie.
- Nie ! Nie możesz mi tego zrobić ! Jak ja się odegram na Cat ?! – zaczęła panikować.
- Jak to "odegrasz się na Cat" ? – spojrzał na nią wściekły.
- W sumie ... już to zrobiłam. – powiedziała z łobuzerskim uśmiechem.
- Że co ?! – zdziwił się. - Nie mogę uwierzyć ... – szepnął po chwili. - Przez ciebie wyjechała ! – krzyknął w jej stronę.
- Jaki ty jesteś ślepy, nie wiem co ta szmata w tobie widzi. – powiedziała teatralnie przewracając oczami.
- Nie mów tak o niej ! – wydarłam się na tą zołzę.
- I ty jeszcze śmiesz mi rozkazywać, jesteś wyrzutkiem...
- Nie Cristal to ty jesteś wyrzutkiem, twoje życie towarzyskie właśnie dobiegło końca w tej szkole, stałaś się nikim ! – powiedział Niall i pociągnął mnie za rękę w stronę domu. Gdy weszliśmy wszyscy siedzieli przygnębieni w salonie.
- Co się stało ? – zapytałam wchodząc do pomieszczenia z Niallem.
- Znaleziono jakieś ciało nad Tamizą, Zayn pojechał … - zakryłam sobie usta, a po moich policzkach spłynęły słone łzy.
- Ale … ale – zaczął się jąkać Niall z jego oczy też leciały już łzy.
- Wiadomo czy to … - nie mogłam wydusić z siebie więcej, nie dopuszczałam do siebie takich myśli. Podszedł do mnie Wojtek i mocno mnie przytulił, szepcząc.
- Spokojnie mała to na pewno nie ona. – ucałował mnie w czubek głowy. Nagle do domu wparował Zayn z lekkim uśmiechem na twarzy, ale jak zobaczył mnie i mojego byłego wtulonych w siebie jego uśmiech zniknął.
- I co ?? – zapytał załamany Niall.
- To nie ona. – powiedział wypuszczając powietrze z płuc. Wszyscy odetchnęliśmy z ulgą na tą wieść, lecz nadal nie wiedzieliśmy co dzieje się z czerwono włosom. Nagle dostałam sms’a od nieznajomego numeru który brzmiał tak :
"Dobra dziewczyny, zbierajcie się. Za 10 minut idziemy ... a gdzie ? Niespodzianka ! Dan i El "
Jak odczytałam tego sms’a jedno pytanie chodziło mi po głowie : SKĄD ON MAJĄ MÓJ NUMER ?!
„Aaahhaaa….. o_O” – odpisałam do nich i poszłam razem z Alex na górę przyszykować się do wyjścia. Nie mam za dużej ochoty na to, bo wciąż myślę co dzieje się z Cat. Weszłam do swojego pokoju i doznałam szoku.
- ZZZAAAAAYYYYYYNNNN !!!!!!!!! – wydarłam się wściekła.

- Co jest ? – zapytał wchodząc po schodach, a ja pokazałam mu co stało się w moim pokoju.
- yyy… sorki, ale to nie moja wina że Cat nauczyła je otwierać sobie drzwi, ale to że weszły do twojego pokoju znaczy że cię lubią ;D – powiedział uśmiechając się głupkowato.
- Jakoś mnie to nie pociesza, a to że rozwaliły wszystkie moje rzeczy to też znaczy że mnie lubią ! Ja idę się szykować, a posprzątanie tego to twoje zajęcie ;) – uśmiechnęłam się do niego i chciałam wyjść jednak on mi przerwał.
- Ładną masz bieliznę hehe – powiedział machając mi moim stanikiem przed oczami.
- Oddawaj to ! – zaczęłam go gonić. Piesek Cat wbiegł mi pod nogi i zaliczyłam glebę wprost na Zayna. Wyrwałam mu moją własność, nie wiem dlaczego spojrzałam w jego czekoladowe oczęta i zatonęłam w nich. Patrzyliśmy na siebie przez dłuższą chwilę po czym się ocknęłam i wstałam. Chciałam wyjść, ale chłopak znów mi przeszkodził, przyparł mnie do ściany i zaczął się do mnie zbliżać, uważnie obserwowałam każdy jego ruch. W pewnym momencie nasze usta złączyły się w pocałunku, sytuacja coraz bardziej wyrywała mi się z pod kontroli, zaczęłam odwzajemniać pocałunki, co bardzo spodobało się Zaynowi. Chłopak zaczął całować mnie po szyi, a ja wplątałam palce w jego włosy. Chciałam to przerwać, ale nie mogła mu się oprzeć… nagle do pokoju ktoś wparował, a my jak poparzeni odskoczyliśmy od siebie.
- Rose, dziewczyny już przyszły… - powiedziała Alex patrząc na nas podejrzanie.
- Już idę… - powiedziałam pakując do torebki telefon i portfel. Zostawiłyśmy Zayna zszokowanego cała sytuacją.
- Cześć. – powiedziała nieśmiało do Dan i El, stojących w przedpokoju.
- Kto ci zrobił malinkę na szyi ? – zapytała Dan, a ja spojrzałam z przerażeniem w lustro łapiąc się za szyję.
- Zaraz wrócę. – pobiegłam na górę do łazienki. Po drodze wpadłam na Zayna, chłopak spojrzała na moją szyję i zaczął śmiesznie ruszać brwiami.
- Oj zemszczę się. – zmrużyłam oczy.
- Oj mam nadzieję. Ale i tak wiem że ci się podobało :D – powiedział ze swoim chytrym uśmieszkiem na co ja tylko wywróciłam i wymijają go poszłam do łazienki. Wzięłam jakiś podkład i próbowałam zakryć malinkę na szyi jak i pozostałości po limie pod okiem. Poprawiłam fryzurę i zeszłam na dół.
- Ty wracasz na górę i sprzątasz mój pokój. – pokazałam palcem na Malika.
- Ej już posprzątałem.
- Tsaa na pewno. – przewróciłam oczami i wyszłam przed dom gdzie dziewczyny siedziały już w samochodzie.
- Dłużej się nie dało. – powiedziała Alex.
- Coś mnie zatrzymało ;) – uśmiechnęłam się do nich.
- A teraz powiecie nam gdzie jedziemy ? – zapytała ciekawsko Alex.
- Jedziemy na shopping !!! – wydarły się obie, a ja zaczęłam się śmiać z moją przyjaciółką co jest niecodziennym widokiem w jej wykonaniu.
- Cat się do was odzywała ? – zapytała El.
- Pisała tylko że mamy się nie martwić i żebyśmy jej nie szukali. – powiedziałam smutna.
- Aha. – mruknęła wpatrzona w drogę Danielle. A El włączyła radio bo panowała niezręczna cisza. Wszystkie zaczęłyśmy śpiewać i zachowywać się jak byśmy znały się od lat. Po nie długim czasie dojechałyśmy na miejsce po zaparkowaniu skierowałyśmy się do galerii. Na wejściu napadła nas grupa jakiś nastolatek, piszczały i pytały czy damy im autografy. Spojrzałam przerażona na Alex, a później na Dan i El.
- Spoko one tak zawsze ;P – uśmiechnęła się Dan i zaczęła podpisywać jakieś zdjęcia. Jak dla mnie to trochę chore, bo jak one są fankami 1D, więc nie wiem po co im nasze autografy… Ze zdziwioną miną podpisywałam swoje zdjęcia, które nie mam pojęcia skąd mają ?! Dużo dziewczyn wypytywało nas o chłopaków, a niektóre dogłębnie raniły nas swoimi słowami. Usłyszałam rozmowę dwóch z dziewczyn.
- Ty widziałaś jak Zayn pobił się z jakimś chłopakiem ?? – mówi pierwsza.
- No przed Starbucks’em , ciekawe o co poszło. – odpowiedziała druga. Jak wrócę to czeka ich poważna rozmowa ze mną. Po kilku minutach uwolniłyśmy się od fanek One Direction.
- Boże one tak zawsze ?! – zapytała zirytowana Alex.
- No niestety. – powiedziała równocześnie El i Dan. Zaczęłyśmy „zwiedzać” sklepy, dla mnie zakupy to jak taka mała odskocznia od rzeczywistości. Po 3 godzinach zakupów, miałam w swoim posiadaniu : luźny sweterek w grube paski, 2 pary szpilek, 3 pary dżinsów, granatowe, różowe i czerwone Vansy no i mnóstwo par kolczyków, bransoletki i różne naszyjniki. Przez ten czas zakolegowałyśmy się z Danielle i Eleanor. Zmęczone postanowiłyśmy wrócić do domu, humor nam dopisywał.

 Zapakowałyśmy wszystkie zakupy do bagażnika co było nie lada wyzwaniem, bo było tego sporo. Po około 30 min byłyśmy już pod naszym domem, a gdy tylko weszłam do środka z moimi torbami przypomniałam sobie że muszę pogadać z Wojtkiem i Zaynem.
- Zayn, Wojtek, marsz do mojego pokoju... już ! – wydarłam się na wstępie. Te debile popychając się na schodach doszły do mojego pokoju. Spojrzałam na nich morderczym wzrokiem.
- Fajnie was pobito ... – warknęłam.
- Pamiętacie, jak oni wyglądali ? – zapytałam zaciekawiona, a oni spojrzeli na mnie z przerażeniem w oczach.
- Yyy.. no jeden był wysoki. – zaczął zmyślać Zayn.
- No a drugi niski. – palnął Wojtek.
- Ten niski był łysy..
- A wysoki miał czarne włosy i tatuaż na szyi..
- To dobrze że pamiętacie zadzwoniłam już na policję i powiedzieli że przyjadą i złożycie zeznania. – powiedziałam poważnie, a ich miny były po prostu przekomiczne.
- Ale nie trzeba nic się nie stało !! – zaczęli panikować.
- Zgadzam się przecież to nic poważnego !!
- Pobicie to nic poważnego, naprawdę się o was martwię i chce żeby złapali tych wandali. – spojrzałam na nich z wielką powagą, lecz w środku myślałam że zaraz wybuchnę śmiechem i złością za tą całą akcję.
- Naprawdę my tam zadzwonimy i odwołamy to … - zaczęli się wymigiwać.
- Ale oni już jadą, a ja nie mam zamiaru płacić kary za to że ich wezwałam bez sensu.
- My za ciebie zapłacimy tylko zadzwoń i powiedz że nic się nie stało. – patrzyli na mnie błagalnie.
- Wy idioci ! Was do końca pojebało ! Ja się zamartwiałam, a wy mi taki numer zrobiliście ! Ja was kiedyś zamorduję ! Myślicie że nie dowiem się do czego pomiędzy wami doszło ! – powiedziałam ostro.
- Ale… to nie tak jak myślisz… - zaczął się tłumaczyć Zayn.
- Jest dokładnie tak jak myślę zachowujecie się jak dzieciaki ! W necie krążą zdjęcia i filmiki jak się bijecie, naprawdę sądziliście, że się nie dowiem. – kontynuowałam.
- Rose…
- Nie mam ochoty z wami gadać ! – powiedziałam i wyszłam z pokoju, kierując się do salonu, gdzie napotkałam pytające spojrzenia znajomych.
- Ładna malinka Rose. – uśmiechnął się chytrze Harry.
- Nie denerwuj mnie Styles ! – syknęłam do niego przez zęby i poszłam do kuchni. Nalałam sobie do szklanki wody i szukałam jakiś tabletki uspokajające bo te dwa debili wyprowadziły mnie z równowagi. Dosłownie cała się trzęsę z nerwów przez co wypuściłam szklankę z ręki. Do kuchni wpadła Alex.
- Co jest ? – zapytała.
- Nic. – odpowiedziałam krótko.
- Przecież widzę.

- Przecież mówię że nic ! – powiedziałam już ostrzej, zbierając resztki szkła z podłogi.
- Rose mów co się dzieje ?!
- Nic się nie dzieje !! – powiedziałam już totalnie wkurzona, wyrzuciłam wszystkie odłamki szkła na podłogę i poszłam do swojej sypialni. Zamknęłam drzwi na klucz i rzuciłam się na łóżko, po chwili zasnęłam.
Obudziły mnie rozmowy dochodzące z dołu, niechętnie wstałam z łóżka i złapałam się za burczący brzuch, ale co mu się dziwić prawie nic dzisiaj nie jadłam. Poszłam do łazienki i ogarnęłam się trochę, otworzyłam drzwi i już w lepszym humorze poszłam do kuchnie, gdzie czekała na mnie miłą niespodzianka. Stół był zastawiony jedzeniem, wszyscy siedzieli i w miły towarzystwie z uśmiechami na twarzy (nawet Alex, szok !) spożywali posiłek.

 Dosiadłam się do nich i przyjaźnie uśmiechnęłam do każdego, zjadłam pyszną jajecznicę i tosty, chciałam wstać i pozanosić talerza, ale nie pozwolili mi.
- Dzisiaj my sprzątamy. – powiedziała Alex i razem z resztą ogarnęli ten bałagan. Po kolacji Harry, Zayn, Lou, Liam, Niall, Dan i El postanowili się zbierać bo było już po 21, a jutro trzeba iść do szkoły. Nie wiem jakim cudem zostałam sama z Malikiem w przedpokoju. Było trochę niezręcznie, bynajmniej dla mnie nie wiedziałam co powiedzieć lub zrobić…
- Idziesz jutro do szkoły ?? – palnęłam, a w myślach skarciłam się za tak głupie zdanie -.- Chłopak zaśmiał się pod nosem i złączył nasz usta w delikatnym pocałunku. Po czym mówiąc „Wiesz co to oznacz…” wyszedł. Stałam jak wryta nie ogarniając co się wgl stało. Bez słowa poszłam do swojej sypialnie, a następni biorąc piżamę pomaszerowałam do łazienki. Wzięłam szybki prysznic i umyłam moje kłaki. Czyściutka i suchutka ubrałam moją uroczą piżamkę i wysuszyłam włosy. Położyłam się pod kołdrę i zasnęłam zastanawiając się nad słowami mulata…



*********************************
Jak wam się podoba rozdział i te ciekawe akcje w nim.... Bo ja jestem bardzo z niego zadowolona ;D Jest długo bo zajął mi aż 6,5 strony O_O Kolejny napisze Aleksandra (Alex) więc czekajcie z zapartym tchem ;P Nie wiem co dalej pisać więc liczę na wasze komentarze i jak macie pytania do bohaterów to czekamy na nie <3 Pozdrawiam wszystkich ;***