środa, 13 sierpnia 2014

Rozdział 53

     Perspektywa Cat

 Z niezadowoleniem stwierdziłam, że jest już ranek. A jak do tego doszłam? Otóż dzięki rybom. Tak. Rybom! Zawierają one cenne cośki, wspomagające umysł! I dlatego jasno mogłam określić porę dnia. Podsumowałam wszystkie czynniki: głuchą ciszę w domu, poranne promienie wdzierające się przez zasłony oraz skomlenie naszych kochanych piesków pod drzwiami. Poniedziałek...? A może wtorek? Lub niedziela... nawet ja nie potrafię funkcjonować bez czegoś takiego jak kalendarz. Lub telefon komórkowy.
  - Coś ty taka niezadowolona? - Spytała Rose z niezwykle wielkim uśmiechem, gdy wparowałam od kuchni. Zmarszczyłam brwi, ledwo się powstrzymując żeby się na nią nie wydrzeć.
  - "Za~aayn, nie baw się ze mną!"; "Patrz mi prosto w oczy"; "ZAYN!"... - Zaczęłam naśladować ich wczorajsze głosy, a gdy twarz mojej przyjaciółki przybrała kolor dorodnego pomidorka uśmiechnęłam się najsłodziej jak tylko potrafiłam. - Musimy zainwestować w dźwiękoszczelne ściany... bo moja niewinność i dziecinność ze mnie ulatuje...
  - K~kawy? - Spytała, najpewniej chcąc zmienić temat. Zaprzeczyłam ruchem głowy.
  - Kawa... stwór diabła. - Stwierdziłam, parząc sobie herbatkę.
  - Idę z psami! - Wrzask mojego brata rozległ się po domu, tak samo jak po chwili trzask drzwi.
  - Tori, zawieziesz mnie dzisiaj do szkoły? - Zapytałam z męczeńskim tonem.
  - Jasne. Tylko... czemu chcesz się zabrać ze mną?
  - Harry wczoraj przyszedł... i An... i El... jak wy spaliście... i przynieśli wino... chyba wino. Nie wiem. Głowa mnie boli... - Jęknęłam ze łzami w oczach. Więcej nie piję... a w życiu!
 Rose zachichotała pod nosem, sięgnęła do szafki i rzuciła mi paczkę tabletek przeciwbólowych.
  - Nie za młoda jesteś na alkohol? - Spytała, a ja oburzona prychnęłam.
  - Pełnoletnia jestem, ot co! - Fuknęłam, wstając.
  - Hej, buziaczki! - Do kuchni wparowała Danielle i Eleanor. Calder zawiesiła się na mojej szyi, całując w policzek, a Peazer zrobiła to samo, tyle że z młodą Black.
  - Rose, twój brat powinien mieć na imię Jack. Wtedy byłoby Jack Black... fajnie by się rymowało. - Stwierdziłam nagle ni to z gruszki ni z pietruszki. Cała trójka spojrzała na mnie jak na wariatkę.
  - Aha...? Ej, skąd wy się tutaj wzięłyście? - Spytała zaskoczona Rosalia, unosząc jedną brew ku górze.
  - Hm? Cat powiedziała, że dzisiaj razem jedziemy do szkoły... - Mruknęła zaskoczona El.
  - A, no tak. Zapomniałam ci powiedzieć. - Machnęłam ręką, w podskokach ruszając w stronę wyjścia z domu. Tak ~ ruszając. Gdyż iż azaliż moja współlokatorka złapała mnie za kołnierzyk koszuli, przyciągając do stołu, na którym postawiła talerz kanapek.
  - Chcesz, żeby anoreksja powróciła? - Jej lodowaty ton sprawił, że miałam ochotę się rozpłakać. Mimo to powoli pokiwałam przecząco głową, biorąc się za śniadanie.
  - Cat, słońce! - I do kuchni wparował Niall rozradowany przytulając mnie...
  - Dobra, jesteśmy. - A zaraz za nim Alex oraz jej chłopak.
  - Wszystkich tu sprosiłaś? - Zapytała zrezygnowana brunetka, a zaraz po jej słowach do kuchni przylazł jeszcze Liam, Harry i An.
  - Całkiem możliwe. - Uśmiechnęłam się do niej przepraszająco.
  - Coś mnie ominęło? - Zaskoczenie Zayna wywołało u mnie śmiech. Z resztą u reszty również.
  - A wy czemu kaca nie macie? - Spytała Tori, oczywiście zwracając się do An i Harolda.
  - Kac? Przecież to Cat wychlała całą butelkę nic na mnie zostawiając. - Prychnął loczek.
  - Ha?! - Krzyk Rose rozległ się w kuchni... akurat wtedy, gdy ja wyleciałam z niej w podskokach w stronę auta. Hehe... aniołek pokazał różki...?
***
  Szkoła, szkoła i po szkole... chciałabym! Siedziałam właśnie na lekcji muzyki, zastanawiając się nad sensem życia [czyt. myślałam czy do srebrnej sukienki w cekiny bardziej pasowałyby czarne szpilki czy białe sandałki na koturnach], gdy nasz nauczyciel postanowił wybrać sobie kogoś na środek. Tak, on zdecydowanie uwielbiał słuchać śpiewu innych... na każdej lekcji kogoś wybierał. Tym razem padło na moją skromną osobę.
  - Panno Malik, mogłabyś wyjść na środek i zaprezentować nam po raz kolejny swój wokal?
  - Tak, poproszę dwa razy hamburgera i frytki bez ketchupu. - Odparłam, jakby wyrwana zza myśleń... by potem strzelić buraka widząc jego pytające spojrzenie oraz słysząc chichrającego się Hazzę.
  - Wie Panienka... myślę, że jednak cofnę tę decyzję. Proszę przyjść do mnie po lekcjach. - Uśmiechnął się delikatnie, wracając pod tablicę. - Mam dla was zadanie domowe. Dobierzecie się w grupki i nakręcicie teledysk! - Jego pomysł jakoś nie za bardzo mnie interesował. Odwróciłam się w stronę dalej ledwo powstrzymującego się od śmiechu lokersa, który był już cały czerwony.
  - Ty tylko nie zapomnij jak się oddycha. - Burknęłam, a ten nie wytrzymał i wybuchnął śmiechem.
 Lekcja minęła niezwykle szybko... po raz kolejny ~ marzenie. Wszystko ciągnęło im się w nieskończoność. Chciałam już coś zjeść, iść spotkać się z Niallem, zdrzemnąć się...
  -  Ponieważ jesteś jedną stroną mózgu w innym świecie mam dla ciebie propozycję. Nie wpiszę ci uwagi, która zniszczyłaby twoją idealną frekwencję... - Zaczął Pan Moon, podchodząc do mnie i siadając na ławce na przeciwko. Był młodym i przystojnym brunetem przed trzydziestką [dwadzieścia siedem lat] o niebieskich oczach, które przypominały mi mojego chłopaka... do którego w tym momencie miałam ochotę się przytulić...
  - ... jeeeśliii...? - Spytałam, unosząc brew. Przy okazji zaczęłam również pakować książki.
  - Jeśli pójdziesz ze mną na kolację. - I właśnie w tym momencie zachłysnęłam się powietrzem. Zaczęłam uderzać się w klatkę piersiową z pięści, przy okazji kaszląc jak jakaś idiotka. Moja reakcja najwidoczniej niezwykle go rozbawiła. - Widzisz: chcę oświadczyć się mojej dziewczynie... i pragnę, aby ta noc była niezapomniana. Pomyślałem, że mogłabyś coś zaśpiewać. - Odparł, dalej się śmiejąc. Ja to chyba dzisiaj robię za jakiegoś clowna ~ ciągle rozbawiam niedorozwoje.
  - Aaa... chyba, że tak... - Odetchnęłam z niemałą ulgą. - Dobrze, zrobię to. - Uśmiechnęłam się.
  - Ale dasz radę? Mam zamiar oświadczyć się jej się w tą sobotę zaraz po praktykach, a przecież jeszcze w dwa tygodnie musicie napisać piosenkę oraz nakręcić teledysk...
  - Dam radę. - Przerwałam mu, wstając. - Pan we mnie tylko uwierzy. - I w tym momencie do jego oczu naleciały łzy, a ten rzucił mi się na szyję, przytulając i dusząc... ja natomiast z niemałym szokiem przyglądałam mu się, po chwili delikatnie unosząc kąciki ust.
***
  - Jak to go zdradziłaś...?! - Idąc w stronę wyjścia ze szkoły przystanęłam przy damskiej toalecie, usłyszawszy głos Eleanor. Zmarszczyłam brwi, zerkając na korytarz, czy nikt nie idzie. Na szczęście było już dawno po lekcjach...
  - To było silniejsze ode mnie. To była tylko chwila zapomnienia! Namiętność mnie rozpalała... każdy centymetr mojego ciała, który on dotykał... nie mogłam się powstrzymać i po prostu mu się oddałam... - Serce mi stanęło, gdy do moich uszu doszły słowa Danielle. Ona.. zdradziła Liama?!
 Nie chcąc słuchać już więcej ruszyłam pędem w stronę wyjścia ze szkoły, pod którą czekał już na mnie Niall. Jego twarz od razu się rozpromieniła, widząc mnie. Wyciągnął łapki w moją stronę, mocno mnie obejmując. Tak, jakby bał się, że ktoś mnie mu zabierze.
  - Tęskniłem. - Szepnął mi we włosy, składając pocałunek na szyi. Zachichotałam, nosem miziając go po policzku. Jak taki uroczy króliczek~!
  - Już nie musisz. - Wyszczerzyłam ząbki, odsuwając się od chłopaka. Ten chwycił mnie za dłoń, prowadząc w stronę najbliższej kafejki. - Słuchaj... wiesz może, czy między Li, a Dan wszystko w porządku? - Spytałam, z zaciekawieniem, przytulając się do jego ramienia.
  - Hm? Wydaje mi się, że są szczęśliwi. A co? - Uniósł brew bacznie mi się przyglądając, a ja odwróciłam wzrok w drugą stronę, wbijając wzrok w przechodniów.
  - Nic. Tak pytam.
***
 Po raz kolejny mnie gdzieś wywieźli, gdzie ledwo chodzi internet. ;-; Ale rozdział W KOŃCU skończyłam! <3 Chciałam dodać trochę dramatyzmu... i planowałam nawet scenę + 18 między naszą kochaną i głupiutką czerwonowłosą, a blondynkiem... ale zrezygnowałam. xD Mam nadzieję, że wam się podoba. <3 I przepraszam, że tyle to trwało... zawsze zwlekam ze wszystkim na ostatnią godzinę. T-T
To tyle... tęskniłam za wami! <33
Papaa~!

poniedziałek, 7 lipca 2014

Rozdział 52

Perspektywa Rose
(rozdział zawiera sceny +18)

Czyli postanowione sprzedajemy dom, ale super będę mieszkała z Malikami. Już się przyzwyczaiłam do ich towarzystwa i ciągłego sprzątania po nich i gotowania dla nich. Nadal są jak dzieciaki, ale i tak ich kocham. Złapałam za telefon i spojrzałam na wyświetlacz tylko nie ona ...
*Rozmowa*
- Taa. - odebrałam z niechęciom.
- No witaj słoneczko. Wywiad jest już dzisiaj więc ubierz się ładnie i razem z ojcem podjedziemy po ciebie o czternastej. A teraz muszę kończyć muszę iść do fryzjera. Do zobaczenia perełko. - powiedziała i się rozłączyła. Chyba za dużo cukru ma we krwi, bo jej wypowiedz była mocno przesłodzona. Wkurzona rzuciłam się na kanapę i zakrywając twarz poduszką wykrzyczałam całą złość.
- Rose wszystko w porządku ? - Cat spojrzała na mnie jak na idiotkę.
- Tak oczywiście tylko matka mnie wkurza, ale ogólnie git. A teraz chodź pomożesz mi zrobić gofry. - złapałam ją za rękę i zaciągnęłam do kuchni.
- Macie gofrownice ? - zapytałam.
- Jasne zaraz przyniosę ze strychu dawno jej nie używaliśmy. - powiedziała i pobiegła na górę. Przygotowałam ciasto i czekałam, aż Carietta wróci z gofrownicą. Umyłam owoce i wrzuciłam do miski, a następnie zrobiłam koktajl truskawkowy.
- Sorki że tak długo. - Cat wbiegła do pomieszczenia jak burza.
- Nie ma sprawy idź naszykuj stół, a ja usmażę gofry.
Po pół godziny wszystko było gotowe. Naszykowałam talerzyk ze śniadaniem dla Zayna i położyłam razem ze szklanką koktajlu na tacy. Weszłam do naszej sypialni, a on nadal śpi co za leń.
- Koochanie dzień dobry. Wstajemy. Zrobiłam Ci śniadanko do łóżka. - podeszłam do niego i dałam buziaczka prosto w usta.
- Dzień dobry skarbie. Mmm gofry. Mówiłem Ci już że jesteś najwspanialszą kobietą jaką poznałem. - przytulił mnie i odebrał tacę.
- Może kilka razy. - uśmiechnęłam się do niego i położyłam obok baczne go obserwując. Uwielbiam na niego patrzeć.
- Zabieram Cię dzisiaj na kolację. - powiedział z pełną buzią gofrów, wyglądał komicznie więc zaczęłam się śmiać.
- Sorki wyglądasz teraz komicznie, a co do kolacji to nie wiem czy dam radę, bo dzisiaj jest ten głupi wywiad. A i na marginesie załatwiłam Tobie i Alex miejsca na widowni więc jedziesz ze mną. - skrzywiłam się na samą myśl i spotkaniu z matką na wizji masakra.
- To po wywiadzie prosto ze studia i jedziemy coś zjeść.

***

Jeny nie wiem co na siebie ubrać, w ogóle nie chcę iść na ten wywiad. Mniejsza w ubiór najpierw muszę się pomalować. Zrobiłam lekki makijaż, a włosy wyprostowałam.
- Przeszkadzam ? - zapytał mój chłopak stojąc oparty o futrynę drzwi naszej sypialni.
- Nie nigdy mi nie przeszkadzasz. Mam pytanie .. czy masz coś przeciwko temu że tu mieszkam ? - spojrzałam na niego nieśmiało.
- Co to za głupie pytanie. No oczywiście że nie przeszkadzasz mi i Cat dlaczego nagle o to pytasz ? - spojrzał na  mnie zdziwiony.
- Nasz dom jest już wyremontowany i zdolny do zamieszkania i ja ...
- Nie mów że tam wracasz ?! - podszedł bliżej.
- No właśnie chcę, ale nie chcę też się wam narzucać. - popatrzyłam prosto w jego czekoladowe
oczy.
- Skarbie gdybyś nam się narzucała to już dawno  byśmy się wyrzucili z domu. Jesteś teraz jakby członkiem naszej rodziny. - oznajmił, a ja rzuciłam mu się na szyje całując go.
- Kocham Cie Panie Malik.
- A ja Ciebie Panienko Black. - znów się pocałowaliśmy.
- Nie wiecie czyja to limuzyna wjechała na nasz podjazd. - do pokoju wparowała Catie.
- O cholera to moi rodzice zagadajcie ich, a ja się ubiorę i już was od nich uwalniam.

***

W studiu było mnóstwo ludzi bawiłam się telefonem i totalnie wszystko olewałam pisząc z Alex, która obgadywała ludzi siedzących naokoło jej na widowni.
- Państwo Black wchodzicie jako pierwsi i rozmawiacie z prezenterką Amber, a następnie wchodzą wasze dzieci. Kamerzysta wam wszystko pokarze. Wchodzimy za dwie minuty ! - powiedziała jakaś babka ze słuchawkami na uszach.
- A i na koniec czekamy na twój występ mała. - skierowała się do mnie, a mnie zatkało. Czy ja mam wystąpić przed tyloma ludźmi.
- Ale .. ale jak to ?! - wydarłam się na cały backstage.
- Tak więc bierz nuty i zachowuj się profesjonalnie. - powiedziała i gdzieś zniknęła. Cholera czy ja mam przy sobie jakieś nuty !?! Zabije moją matkę że mi nic nie powiedziała. Złapałam komórkę i wybrałam numer mojej przyjaciółki.
*Rozmowa*
- Cat ! Biegnij do mojej sypialni i z łóżka weź nuty piosenki You're the reason zrób zdjęcie i mi prześlij to pilne masz minute.
- Już zaraz Ci wyślę i na marginesie wszyscy Cię oglądamy i trzymamy kciuki.
- Dzięki pa. - rozłączyłam się i zaczęłam chodzić w tę i z powrotem. Dostałam smsa i szybko znalazłam jakąś drukarkę w czyimś gabinecie. Podłączyłam telefon i zrzuciłam zdjęcie na pulpit szybko wydrukowałam egzemplarz i wróciłam za kulisy.
- Rosalie gdzie ty byłaś wszystko się już zaczęło, a ty zaraz wchodzisz ze swoim bratem. - zaczęła drzeć się jakaś kobieta.
- Oj tam. - machnęłam ręką i podeszłam do brata.
- Wchodzicie za pięć, cztery, trzy .. - zaczął odliczać do nas jakiś facet, a na widowni rozległy się brawa. Niepewnie weszłam za bratem i usiadłam obok niego na wielkiej czarnej kanapie.
- A oto Matthew i Rosalie Black dzieci naszych gości. - powiedziała prezenterka.
- Dzień dobry. - powiedziałam równo z bratem.
- Witam Was. Więc w końcu widzimy całą szczęśliwą rodzinkę w komplecie. - zaczęła, a ja myślałam że mnie zemdli taa szczęśliwa rodzinka. - Pierwsze pytanie mam do Ciebie Matt .. - kontynuowała, gadanie z moim bratem i rodzicami trochę mnie olewając co w sumie było mi na rękę. Dotrwałam do reklamy ze sztucznym uśmiechem i chichotem ze zmyślonych historyjek mojej matki o naszym dzieciństwie. Ona ewidentnie powinna iść na aktorkę, dobra jest w tych sprawach.
- Witamy po reklamach mam nadzieję, że w ciąż z nami jesteście i oglądacie jakże interesujący wywiad z rodziną właściciela jednej z największych firm odzieżowych w kraju. - i znów aplauz widowni.
- Może teraz kilka pytań do najmłodszej z rodziny. Moje tajne źródła doniosły mi, że spotykasz się i mieszkasz z jednym z członków wschodzącego na wyżyny sławy zespołu One Direction to prawda ? - spojrzała na mnie wyczekująco. Nerwowo spojrzałam na widownie i odnalazłam wzrokiem Zayna, który pokazałam mi kciuki w górę i wysłał buziaka w powietrzu. 
- Tak to prawda jesteśmy razem. - powiedziałam z lekkim uśmiechem.
- Uczęszczasz do szkoły dal uzdolnionych dzieciaków. Dostałaś tam stypendium dlaczego nie poprosiłaś ojca o załatwienie miejsca w placówce. - zapytała.
- Nie mam zamiaru wykorzystywać znajomości mojego ojca do dostania się do szkoły. Zawsze w tej kwestii polegałam wyłącznie na sobie i sama dążyłam do zdobycia tego czego pragnę. Ta szkoła była moim marzeniem i sama doszłam do tego, że mogę się w niej uczyć. - odpowiedziałam zgodnie z prawdą.
- Jak na swój młody wiek jesteś bardzo usamodzielniona. Myślałam, że odwiedzi mnie rozkapryszona i rozpieszczona nastolatka, a widzę młodą kobietę dążąca za swoimi marzeniami. Gratuluje dzieci państwo Black. A teraz na zakończenie mała niespodzianka. W autorskiej piosence You're the reason Rosalie Black ! - krzyknęła, a ja szybko ustawiłam mikrofon i usiadłam za fortepianem.
- Tę piosenkę dedykuję wszystkim moim przyjaciołom i mojemu bratu. Wiem że zawsze mogę na Was liczyć ! Ale w szczególności ta piosenka została napisana dla Zayna. Kocham Cię.


Po wywiadzie pożegnałam się z bratem i tatą i wyszłam ze studia nawet nie patrząc w stronę mojej matki. Czekał tam na mnie mój chłopak.
- Jeny to było genialne kochanie. - powiedział.
- Dzięki, a dostanę buziaczka ? - zapytałam ze słodkim uśmieszkiem.
- Jasne. - odpowiedział i spełnił moją prośbę.
- Nawet nie wiesz jak twoja matka była wkurzona jak gadałaś, że do wszystkiego doszłaś sama. Myślałem, że zaraz się na Ciebie rzuci i zakryje Ci buzię, żebyś już nic nie gadała.
- No cóż musiałam ją jakoś rozdrażnić, ale niech się cieszy że w ogóle przyszłam.

*** 

Siedzimy w tawernie na obrzeżach miasta. Ciesze się, że tu przyjechaliśmy nie musimy przejmować się zachowaniem wśród snobistycznych par.
- Zayn to miejsce jest magiczne, a jedzenie naprawdę smaczne. - po raz kolejny rozejrzałam się po lokalu.
- Rose mówisz to dzisiaj już chyba po raz tysięczny. - zaśmiał się.
- Sorki, ale to miejsce jest śliczne. Dziękuję, że mnie tu zabrałeś. Dawno nie spędzaliśmy tyle czasu razem zaczynałam już za tym tęsknić.
- Ja też więc musisz mi obiecać, że codziennie poświęcamy tylko nam dwojgu minimum dwie godziny co ty na to ?
- Jak dla mnie to idealny pomysł skarbie. - uśmiechnęłam się kończąc burgera i frytki.
- Podać państwu coś jeszcze ? - podeszła do nas młoda kelnerka w kucykach i bawarskiej sukience.
- Dziękujemy. Jedzenie było pyszne proszę paragon. - powiedział Zayn, a ona zabrała talerze i po chwili wróciła z paragonem. Szatyn zapłacił i razem wyszliśmy z tawerny. Wsiedliśmy do auta i jadąc dwupasmówką zaczęliśmy wracać do Londynu. Oparłam głowę o ramię chłopaka i podziwiałam mijające widoki.
- Musimy już jechać do domu ? - usiadłam podkulając kolana pod brodę.
- Nie, a co mała ?
- Chciałabym pójść z tobą na London Eye.
- Dobry pomysł. - uśmiechnął się nie zbaczając wzroku z ulicy. Jechaliśmy w przyjemnej ciszy rozkoszując się widokami za oknem. Zayn zaparkował i biorąc torebkę wysiadłam z auta. Trzymając się za dłonie ruszyliśmy pod miejsce widokowe.
- O jacie ... jakie to jest ogromne z bliska. - szczęka mi opadła.
- No, a jakie widoki z góry. - chłopak cmoknął mnie w czółko. Stanie w kolejce zajęło nam trochę czasu, ale spędziliśmy go gadając z kim popadnie przy czym poznaliśmy całkiem miłych i interesujących ludzi. W końcu przyszła kolej na nas, razem zwiedliśmy do szklanej gondoli i oparliśmy się o barierkę. Zachwycałam się panorama Londynu nocą to jeden z najpiękniejszych widoków jakie miałam okazję zobaczyć.
- Zostań ze mną na zawsze .. - powiedział nagle Zayn wyrywając mnie z podziwu krajobrazu. Spojrzałam mu prosto w oczy.
- Jesteś tak inna od moich wcześniejszych dziewczyn. One widziały tylko moją popularność i pieniądze i jak tylko się komplikowało odchodziły. A Ty jesteś ze mną choć ostatnio nie byłem wzorem dobrego chłopaka. - oparł się o barierkę i westchnął cicho.
- Zawsze jestem przy Tobie Zayn. - powiedziałam kładąc dłoń na jego i delikatnie musnęłam jego usta. Zrobiliśmy sobie kilka wspólnych zdjęć i nawet nie wiem kiedy byliśmy już na dole.
- Wracajmy, zaczęło się ściemniać i Cat pewnie się martwi. - skierowaliśmy się w stronę parkingu.

***

Gdy tylko weszliśmy do domu Cat rzuciła się na mnie z telefonem.
- Szybko, szybko rób głupią minę i robimy selfie, bo muszę coś wrzucić na twittera i insta. - krzyczała jak jakaś szalona, ale zrobiłam co kazała i po chwili mogła dodać zdjęcie.
- Coraz bardziej zadziwiasz mnie Cat, ale i tak Cię kocham. - przytuliłam ją mocno. Poszłam na górę i biorąc piżamę weszłam do łazienki. Wykonałam całą wieczorną toaletę i gotowa wróciłam do sypialni. Rzuciłam się na wielkie łóżko i zatopiłam się w mięciutkiej poduszce.
- Nie zasypiaj beze mnie. - powiedział Zayn wchodząc do łazienki. Wzięłam telefon i zaczęłam przeglądać Twittera. Pojawiło mi się sporo nowych obserwatorów i nawet ktoś wrzucił moją piosenkę do sieci, ale supcio.
- A ty co się tak cieszysz do tego telefonu ?
- Bo wła .... o cholera. - zatkało mnie na widok Zayna owiniętego tylko ręcznikiem w pasie, a po jego opalonym i wytatuowanym ciele nadal spływała kropelki wody.
- Mam coś na twarzy ? - zapytał zdziwiony.
- Zayn czy to legalne być tak cholernie idealnym jak ty ?? - zapytałam, a on się zaśmiał.
- Z ciebie to dowcipniś jest Rose. - powiedział ubierając bokserki i po chwili zajął miejsce obok mnie.
- Dobrze wiesz, że jak tylko gdzieś idziesz to wszystkie kobiece spojrzenia są skierowane na ciebie one pożerają cię wzrokiem i to dosłownie. - powiedziałam z przekonaniem.
- Ale najważniejsze jest to jak ty na mnie patrzysz. - spojrzał na mnie tak jak jeszcze nigdy nikt na mnie nie patrzył. Jego spojrzenie emanowało czystą miłością. Chłopak złapał i przysunął mnie do siebie tak, ze siedziałam na wysokości jego brzucha. Pochyliłam się i pocałowałam go namiętnie. Jego dłonie powędrowały na moje pośladki mocno je ściskając. Całowałam każdy centymetr jego mięciutkiej skóry od ust, aż do gumki bokserek. Zsunęłam je i kręcąc na palcu rzuciłam gdzieś za siebie w akompaniamencie cichego śmiech Zayna. Złapał mnie w pasie i szybko obrócił tak, że teraz był nade mną opierając się na dłoniach na wysokości mojej głowy. Zdjął moją koszulkę i szybko dopadł się do moich piersi czule je masując. Jedną dłonią zdjął moje majtki i sięgnął po prezerwatywę, którą mu założyłam.
- Kocham Cie Rose. - powiedział i zanim zdążyłam coś odpowiedzieć, gwałtownie wbił się we mnie ze swoim cwaniackim uśmieszkiem. Wpił się w moje usta i jednocześnie nie zaprzestawał wsuwania
i wysuwania się we mnie. To takie przyjemne uczucie wypełnienia. Nagle przyspieszył ruchy, a ja poczułam już prawie smak spełnienia, gdy Zayn znów zwolnił.
- Za~aayn nie baw się ze mną. - jęknęłam rozczarowana. Zaśmiał się i złapał za brodę.
- Patrz mi prosto w oczy. - kiwnęłam głową, a mój chłopak znów zaczął przyspieszacz, a ja wplątałam dłonie w jego bujne włosy przyciągając go bliżej. Pocałowałam go, a on wchodził we mnie coraz gwałtowniej i szybciej. Wbiłam paznokcie w jego plecy zostawiając widoczne ślady. Nasze oddechy stały się jeszcze płytsze.
- Zayn ! - krzyknęłam czując jak rozkosz rozpływa się po moim całym ciele dając mi całkowite spełnienie. Chwilę później Zayn również doszedł opadając obok mnie. Zdjął prezerwatywę i wyrzucił do kosza.
- Kocham Cię. - położyłam głowę na jego nagim torsie.
- Ja Ciebie też, a teraz śpij aniołku. - wyszeptał całując mnie w czółko.
______________________________________
Także ten .. co sądzicie o rozdziale ?? Mi się podoba i mam nadzieję, że Wam też :D Jakaś niby scena +18 nie wiem czy mi wyszła, bo na ich pisaniu to się za bardzo nie znam ;) Dobra misiaczki moje czekam na Wasze szczere opinie liczę na Was <3 Żegnam kociaki i wspaniałych wakacji !! ;**
Ps.1. Mam do Was mały żal, bo nie ma żadnego komentarza pod poprzednim rozdziałem to smutne :(
Ps.2. Za wszelkie błędy szczerze przepraszam, ale rozdziały zazwyczaj piszę w środku nocy <3 hihihi

środa, 25 czerwca 2014

Rozdział 51

Oczami Alex:
- Jak to? Co? To niemożliwe! – powiedziałam do słuchawki. To naprawdę nie do pomyślenia co się wydarzyło z naszym domem! Najpierw Louis go bezczelnie zalewa a potem ekipie remontowej udaje się go naprawić. Serio? I to właśnie teraz gdy między mną a Louisem zaczynało się układać. Teraz ja będę musiała się wyprowadzić (przecież nie mogę z nim mieszkać podczas gdy mam cały i zdrowy dom, to by znaczyło, że naprawdę mi na nim zależy. Chodź nie zależy. Co nie jest do końca prawdą) i Louis sobie pomyśli, że nigdy go nie kochałam i mieszkałam z nim bo musiałam (może na początku tak było ale potem wszystko się zmieniło). Naprawdę spodobało mi się budzenie się codziennie obok niego (boże śpie w jednym łóżku z chłopakiem od kilku miesięcy i nie doszło między nami do czegoś więcej niż pocałunków). Co jest ze mną nie tak? Czy nie jestem wystarczająco seksowna? – Walcie się! – krzyknęłam rzucając telefon na kanapę. W tym momencie do salonu wszedł Lou trzymając w jednej ręce paczkę chipsów.
- Znów rozmawiałaś ze swoją mamą? – zapytał siadając na kanapie a ja wywróciłam oczami.
- Chciałabym. – odburknęłam. – Jest znacznie gorzej i nie mam pojęcia co powinnam zrobić.
- Zapytaj wróżbitę macieja. – poradzil mi. – Codziennie oglądam jego program o 5:00 rano. A właściwie wtedy kiedy nie mogę spać. Co kiedyś zdarzało mi się dosyć często, zanim się wprowadziłaś ale mniejsza z tym. – machnął nie dbale dłonią.
- I jakie pytania zadawałeś maciejowi? – założyłam ręce na klatkę piersiową.
- Głównie o to czy jestem wystarczająco seksowny.
Westchnęłam. Cały Louis. Przecież nie mogę mu powiedzieć, że mogę wrócić do domu. Zrobi się smutny, ponieważ doskonale zda sobie sprawę, że będę zmuszona go opuścić. Ja też to wiem. Niestety.
- Muszę się zastanowić. – powiedziałam wcale nie mając na myśli tego czy zadzwonić do wróżbity macieja.
*
Postanowiłam, że muszę udać się do Rose. Ona będzie wiedziała co zrobić w tej sytuacji. Ona zawsze wszystko wie więc niech teraz też mi doradzi, a co?
Gdy weszłam do środka zobaczyłam Harry’ego, który schodził po schodach ubrany tylko w ręcznik, który znajdował się na jego biodrach. Otworzyłam szeroko oczy. Co tu się dzieje? Czy ja o czymś nie wiem? A ten zamiast mi wyjaśnić albo zawstydzić się do uśmiechnął się szeroko.
- Wiem, że jestem seksowny ale nie patrz tak na mnie bo robię się wstydliwy.
Wybuchnę łam tak głośnym śmiechem, że aż nadeszła Rose.
- Co się dzieje?
- Alex bezczelnie rozbiera mnie wzrokiem. – powiedział wskazując na mnie palcem. Prychnęłam pod nosem.
- Nie muszę tego robić. Już jesteś rozebrany.
- Nie prawda. – odpowiedział i chciał zrzucić z siebie ręcznik ale zakryłam oczy krzycząc „Błagam nie rób tego!” Więc zaśmiał się mówiąc: - Żartowałem. Tylko Ana może podziwiać moje boskie ciałko.
- Nie kłóćcie się. Cat została napadnięta a wy… - przerwała nam naszą małą sprzeczkę Rose.
- Co?! O boże! Dlaczego nikt nie zadzwonił po policję tylko siedzicie tu tak spokojnie a Harry stoi na schodach pół nagi? Czy to jest wasz nowoczesny sposób na ocalenie życia człowiekowi? Sposoby średniowieczne były o wiele lepsze. – stwierdziłam zakładając ręce na klatkę piersiową. Moja przyjaciółka machnęła nie dbalę dłonią i powiedziała:
- Ale już jest cała i zdrowa i siedzi w swoim pokoju. Olivier ją uratował a Harry piekł ciasto i się trochę a nawet bardzo ubrudził, stąd ten prysznic.
Harry i ciasto? Oni naprawdę potrzebowali dowodu aby wiedzieć, że to się nie uda?
- Wielki książę ubrudził rączki. Normalnie chyba powinnam zrobić fotkę i wstawić na instragama z podpisem „Nie wiarygodne a jednak”. – powiedziałam i weszłam po schodach na górę kierując się do pokoju mojej drugiej przyjaciółki. Nacisnęłam klamkę pierwszych drzwi po lewej  i weszłam do środka. Cat siedziała oparta o poduszki i robiła coś na telefonie a obok niej znajdował się Niall, który ją przytulał. Nawet słodki widok… nie zaraz… co ja gadam? Wróć!
- Alex! Cześć! – powiedziała czerwono włosa odkładając telefon. – Co tu robisz?
- Ja? Eee no ten… przyszłam cię odwiedzić. – skłamałam bo nie taka była prawda. Dopiero teraz dowiedziałam się o tym co się stało.
- Teraz już jest wszystko w porządku ale wtedy naprawdę się bałam. Nie wiem co by było gdyby nie Olivier… - powiedziała wzdrygając się zapewne na myśl o tamtej sytuacji.
- Naprawdę cię uratował? – zapytałam nie dowierzającym tonem.
- Naprawdę. Samej mi w to ciężko uwierzyć. Kiedy Niall się o tym dowiedział poklepał mnie po ramieniu i powiedział, że opowiedziałam żart roku. – powiedziała i uśmiechnęła się lekko do swojego chłopaka, który wyglądał na nieco zawstydzonego.
- Nikt by się tego po nim nie spodziewał. – odparłam tak jakby w zamyśleniu. – Widzę, że trochę się co do niego pomyliłam. – uśmiechnęłam się lekko próbując sobie wyobrazić jak daje radę kilku zbirom i uwalnia Cat ale jakoś ciężko mi to szło.
- Pamiętaj, że kochasz Lou. – odpowiedziała śmiejąc się. Wywróciłam oczami. Jasne, że o tym pamiętam tylko jakoś ciężko mi się przyzwyczaić do tego. Miłość. Hm, nowe dotąd uczucie. Nigdy go nie doznałam. Serio. Czuje się jak zakonnica. Gdyby nie Louis prawdopodobnie mogłabym nią zostać.
- Dobra idę. Mam nadzieje, że czujesz się już lepiej. – powiedziałam unikając tematu mnie i miłości. To nigdy nie jest dobre połącznie.
Przyszłam tutaj aby porozmawiać z Rose. To jest sprawa nie cierpiąca zwłoki. Teraz albo nigdy. Hm, nie było w Polsce takiego serialu? Coś tak mi się zdaje…
- A potem przyłożyłem mu z prawej pięści i położyłem na ziemię jednym ruchem… - opowiadał zapewne Olivier gdyż z dołu dochodził jego głos. Zbiegłam po schodach na dół i zobaczyłam jak mówił do Harry’ego. Pewnie wziął Cat na ręce i zwiał jak mała przestraszona dziewczynka ale dobra. Niech ma swoje 5 minut sławy. Każdemu wolno, prawda?
- Gdzie Rose? – zapytałam.
- W kuchni. –Olivier wskazał głową na pomieszczenie i wrócił do swojej opowieści.
*
Gdy znalazłam się w tamtym pomieszczeniu Rose zalewała właśnie wodę do czerwonego kubka. Usiadłam na krzesełku i czekałam aż zwróci na mnie swoją uwagę.
- Coś się stało? – zapytała nawet na mnie nie patrząc  słodziła teraz herbatę. Zmarszczyłam brwi zastanawiając się jak ona to robi?
- Tak. – odpowiedziałam stanowczo. – Dzwonili dzisiaj do mnie i powiedzieli, że nasz dom już jest cały. Możemy się do niego wprowadzić.
- To wspaniała wiadomość! – pisnęła brunetka. – Dlaczego się nie cieszysz? W końcu zostawisz Louisa u którego nienawidzisz mieszkać, prawda?
- No właśnie. – westchnęłam. – Nienawidziłam. Potem wszystko się zmieniło. Jesteśmy razem. Tak jakby. Sama nie wiem.
- Czyli mam rozumieć, że nie chcesz się wyprowadzić od Louisa? – zmarszczyła brwi.
- Noo… tak jakby. – przygryzłam nie pewnie dolną wargę. – Ale jeśli będziemy razem mieszkać to pomyśli sobie, że traktuje ten związek poważnie a tego nie chce.
- Nie chcesz poważnego związku a on tak? Hm… Ty jesteś w tym związku chłopakiem a on dziewczyną. – powiedziała śmiejąc się. – Brawo.
- Wcale nie chce być chłopakiem w związku. – odburknęłam. – Po prostu boje się zobowiązań. A jak kiedyś będę chciała z nim zerwać? Jak ja mu to powiem? Załamię się.
- O mój boże… - powiedziała Rose tak jakby zatrzymując się w czasie. Przez długi czas nic nie mówiła. Pomyślałam, że coś jej się stało. – Tobie naprawdę na nim zależy. Przejmujesz się jego uczuciami. Och, Alex… - dotknęła mojego ramienia udając, ze się wzruszyła. – Jestem z ciebie taka dumna. – dodała przykładając dłoń do serca.
- Wcale mi na nim nie zależy.
- Ale obawiasz się, że go zranisz czyli zależy. – rzekła z uśmiechem. – Zresztą powinnaś z nim mieszkać a nasz stary dom sprzedamy. Mnie u Cat i Zayn’a mieszka się bardzo dobrze. Nie chce tego zmieniać.
- Ale ja chcę. Wyprowadzam się od Lou. – powiedziałam i wstałam z krzesełka kierując się do wyjścia. Straszna ze mnie kłamczucha.
*
Od godziny siedziałam w sypialni Louisa i patrzyłam na spakowane walizki. On poszedł gdzieś do baru z Harry’m oblać dzień w którym został bohaterem a właściwie mężczyzną. Nie wróci prędko a jeśli już to kompletnie zalany i nawet nie zauważy, że mnie tu nie ma. Nie wiem co powinnam zrobić? Wynieść się? Ale Lou… to go zrani. A może nie? Może on udaje, że mu tak na mnie zależy? W końcu jest chłopakiem a chłopaki zwykle nie chcą się angażować. Ech, pewnie tak. Nie jestem dla niego nikim ważnym. Ciężko wzdychając wstałam z łóżka i zaczęłam zasuwać jedną z walizek gdy dostałam sms od Louisa o treści:
Skoham cieeee
Uśmiechnęłam się pod nosem. Tak jak przewidziałam. Jest kompletnie zalany i nie wie co robi. A może wie? Skoro po pijaku jego uczucia mu nie przemijają? A wiadomo, że zalani ludzie są najbardziej szczery. Och po co mi to wysyłal? Teraz mam tylko mętlik w głowie. Może poczekać z tą decyzją do jutra? Przemyślę to.
Na razie położe się spać. A te walizki niech zostaną. Zawsze ja wcześniej wstaje więc schowam je do szafy. Lou będzie miał takiego kaca, ze do południa jak zabity będzie spać.
*
Rano obudziłam się z głową zwisającą z łóżka. Szybko się podniosłam do pozycji siedzącej. Czułam się jak po mocnym kacu. Dlaczego musiałam zasnąć w tak dziwnej pozie? Czyżby pijany Louis nie zdołał doczłapać się do sypialni i nie ułożył mnie jakoś dobrze?
Cholera walizki!
Pędem zerwałam się z wyrka i zaczęłam rozpakowywać walizki. Otworzyłam jedną, drugą i trzecią. Kurde. Ile ja mam tych rzeczy? Szybko zaczęłam pchać na oślep szmaty jedne pod łóżko a drugie do szafy. Louis nie może tego zobaczyć. Załamie się i kompletnie straci do mnie zaufanie. Czerwona bluzka, zielona, niebieska, fioletowa, znowu zielona, czarna, szara, brązowa, biała… więcej się nie dało mieć ubrań!? Serio? Boże Alex od kiedy kupujesz tyle tego dziadostwa?
Nagle drzwi otworzyły się a ja nie wiedząc co mam zrobić usiadłam na jednej z walizek, której nie zdążyłam rozpakować, mając nadzieje, że Louis jej nie zauważy. Wszedł zaspanym krokiem przecierając oczy.
- Jezu ale mam kaca. – jęknął. – Nigdy więcej imprez. – powiedział.
- Cotygodniowa gadka. – odparłam ze śmiechem. – Kochanie idź i zrób mi coś jeść. – rzekłam uśmiechając się do niego słodko. Wtedy Lou otworzył szeroko oczy zaskoczony.
- Nie pytasz co tam robiłem i z kim byłem? Alex, na pewno wszystko w porządku?
- Taa. Nauczyłam się po prostu ci ufać. To wszystko. – powiedziałam i chciałam dać mu buziaka w policzek ale powstrzymałam się od wstania. – No idź zrobić mi śniadanie.
- Nie możesz dzisiaj ty? Naprawdę źle się czuje. A ja się tutaj położę.
- Louis wiesz co? Nie spodziewałam się tego po tobie. Nie dosz, że wychodzisz nie wiadomo gdzie i nie wiadomo z kim to jeszcze marudzisz jak proszę cię o jedną jedyną rzecz. Naprawdę nie wiem gdzie ty znajdziesz drugą tak idealną dziewczynę jak ja.
- I wróciła moja stara Alex! – krzyknął Louis i z szerokim uśmiechem zbliżył się do mnie po czym… o nie, nie. To się nie może dziać… wziął mnie na ręce. – Chodź. Zrobimy razem śniadanie. – powiedział podnosząc mnie do góry a ja przymknęłam oczy mając nadzieje, że nie zauważy tej cholernej walizki.
- Co to jest? – zapytał wskazując  ruchem głowy. – Walizka? Wyjeżdżasz gdzieś?
- Bo wiesz… Harry robi imprezę w starym zamku jego pra pra dziadka i zaprosił tylko mnie, dasz wiarę? Co on? Chyba próbuje mnie poderwać. – roześmiałam się. Jednak to nie przekonało Louisa.
- Chciałaś się wyprowadzić?
Po tym pytaniu nastąpiła długa cisza. Nawet nie miałam ochoty zaprzeczać.
- Chciałam. – sprostowałam a Lou postawił mnie na ziemi. Patrzył się tylko tępo w walizkę. – Ale już nie chcę.
- Ale chciałaś.
- I po co to drążyć? Głupi błąd, każdemu może się zdarzyć.
- Zrobiłem coś źle?
- Nie. – zaprzeczyłam szybko. – Ale mój i Rose dom jest gotowy i nie wiedziałam co mam zrobić. W sumie tak jakby jesteśmy razem ale… to wszystko jest takie dziwne, że nadal nie byłam pewna co i jak… pogubiłam  się trochę ale na szczęście tylko w chwili gdy cię nie było bo gdy tylko zdałam sobie sprawę, że jesteś na dole zaczęłam rozpakowywać wszystkie rzeczy. Swoją drogą niech garść kolorowych szmat pod łóżkiem cię zbytnio nie zaskoczy. – powiedziałam wskazując palcem na nie. Louis patrzył się na mnie z niedowierzaniem. Taa, sama nie wiedziałam co mam myśleć o tej sytuacji. Była taka dziwna…
- Czyli jeśli następnym razem zostawię cię to znów będziesz chciała ode mnie odejść?
- Nie. Louis to nie tak. – powiedziałam. – wiesz co? Mam pomysł. – rzekłam wyjmując z kieszeni telefon i wybierając numer do Rose. Odebrała po trzecim sygnale. Uuu chyba kogoś obudziłam.
- Halo? Co?
- Śpisz?
- Tak a co?
- To dobrze a więc mam sprawę.
- Alex naprawdę jesteś taka wredna, ze budzenie ludzi sprawia ci przyjemność?
- Tak a teraz słuchaj. Nadal nie chcesz wracać do naszego starego domu?
- Tak, a co?
- Wspaniale. Bo zmieniłam decyzję i teraz jestem pewna, że nie chcę tam wracać. – powiedziałam patrząc wymownie na Louisa, którego kąciki ust uniosły się ku górze.
- A więc sprzedajemy go? – upewniła się.
- Tak. – potwierdziłam. – A teraz idę zrobić śniadanie z moim chłopakiem, pa.
Rozłączyłam się  i ledwo zdążyłam włożyć z powrotem komórkę do kieszeni spodni a poczułam jak Louis znów bierze mnie na ręce.
- Rzeczywiście. Jesteś idealna. – potwierdził.
- Dzięki tobie. – odpowiedziałam dając mu szybkiego całusa w policzek.
______________________________________________________________
I jak mam was przepraszać kochani, co? :)
3 tygodnie miałam zawalone przez matme a reszta czasu to kompletny brak weny!
Teraz jednak miałam wolne i znalazłam chwilkę czasu aby napisać. Mam nadzieje, że wam się podoba i skomentujecie. PA!